Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Dreszcz - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Dreszcz

Электронная книга - «Dreszcz». Краткое содержание книги:

Oferta, jaką Dan Roke – właściciel stadniny w malowniczych krajobrazach Australii – usłyszał z ust hrabiego Octobra, wydawała mu się zbyt kusząca finansowo, by z niej nie skorzystać. Wystarczyło zaszyć się jako stajenny w Yorkshire w Wielkiej Brytanii i wyświetlić sprawę tajemniczych dopingów na wyścigach konnych. Faworyci bowiem przegrywali tam podejrzanie często pewne gonitwy. Problemem było tylko to, że węszący już wcześniej wokół tej sprawy dziennikarz, Tommy Stapleton, miał dziwny wypadek samochodowy, z którego nie wyszedł cało…
1 ... 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65
Перейти на страницу:

– Philip – powtórzyłem – ma dopiero trzynaście lat.

– Nikt się nie spodziewa, że wskoczy pan prosto w tego rodzaju pracę. Jak pan sam powiedział, jest pan nieprzygotowany. Zanim dostanie pan jakieś zadanie, przejdzie pan co najmniej roczne przeszkolenie.

– Nie mogę.

– W przerwach między operacjami wszyscy pracownicy sekcji dostają urlop. Jeżeli zadanie trwa aż sześć miesięcy, jak to, które pan właśnie ukończył – urlop jest sześciotygodniowy. Jeżeli to możliwe, nigdy nie pracują więcej jak dziewięć miesięcy w roku. Często będzie pan mógł być w domu podczas ferii szkolnych.

– Jeżeli nie będę tam przez cały czas, nie wystarczy pieniędzy na szkoły i nie będzie tam prawdziwego domu.

– To prawda, że rząd brytyjski nie zapłaci panu tak dobrze, jak pan obecnie zarabia – powiedział – ale istnieje przecież taka instytucja, jak zarządzający stadniną koni.

Otworzyłem usta i zaraz zamknąłem.

– Niech pan to przemyśli – dodał uprzejmie. – Muszę zobaczyć się z innym kolegą… Wrócę za godzinę.

Podniósł się z krzesła i powoli wyszedł z pokoju.

Gołębie spokojnie gruchały na parapecie okiennym. Myślałem o latach, jakie spędziłem na tworzeniu hodowli, i o tym, co osiągnąłem. Mimo mojego stosunkowo młodego wieku interes był pewnym sukcesem i mogłem liczyć na to, że w wieku lat pięćdziesięciu przy odrobinie szczęścia będę się zaliczał do czołowych hodowców w Australii.

To, co proponował mi Beckett, znaczyło czas spędzany samotnie na podrzędnych zajęciach, koszmarne mieszkania, życie w ciągłym zagrożeniu, które równie dobrze mogło się zakończyć kulą w łeb.

Rozsądnie rozumując nie było żadnego wyboru. Belinda, Helen i Philip potrzebowali domu, w którym możliwie najlepiej zastępowałbym im ojca, rozsądny człowiek nie oddałby w zarząd menedżerski dobrze prosperującego interesu, a sam nie zostałby rodzajem zamiatacza w jednym z drobniejszych bałaganów świata… Nie można było przecież tej pracy oceniać wyżej.

Ale rozumując nierozsądnie… Po niewielkiej perswazji zostawiłem już raz rodzinę, by troszczyła się o siebie, bo – jak powiedział Beckett – nie miałem zadatków na męczennika, a dobrze prosperujący interes wpędził mnie już na dno depresji.

Teraz wiedziałem jasno, kim jestem i co mogę zrobić. Przypomniałem sobie, ile razy kusiło mnie, żeby wszystko rzucić, i nie zrobiłem tego. Przypomniałem sobie chwilę, kiedy trzymałem w ręku należący do Elinor gwizdek na psa, kiedy to umysł mój niemal fizycznie „wyskakiwał” do prawdy. Przypomniałem sobie satysfakcję, jaką odczuwałem przy wybiegu Kanderstega, kiedy wiedziałem, że w końcu zdemaskowałem i pokonałem Adamsa i Humbera. Sprzedaż żadnego konia nie przyniosła mi tak spokojnego poczucia spełnienia.

Minęła godzina. Gołębie opaskudziły szybę i odleciały. Pułkownik Beckett powrócił.

– I co? Tak czy nie?

– Tak.

Roześmiał się głośno.

– Po prostu? Żadnych pytań ani zastrzeżeń?

– Zastrzeżeń żadnych. Ale będę potrzebował czasu, żeby załatwić wszystko w domu.

– Oczywiście. – Podniósł słuchawkę telefonu. – Mój kolega będzie chciał zobaczyć się z panem, zanim pan wyjedzie. – Zatrzymał palce na tarczy. – Umówię pana.

– Jedno pytanie.

– Słucham?

– Co to były te trzy punkty numeru dziesiątego?

Beckett uśmiechnął się nieznacznie, wiedziałem, że chodziło mu o to, żebym zadał takie pytanie, a to znaczyło, że chciał, bym znał odpowiedź. Był naprawdę przewrotny. Moje nozdrza poruszyły się, jakby na zapach całkiem nowego świata. Świata, do którego należałem.

– Czy można pana skłonić pieniędzmi, siłą lub szantażem do zmiany stron – powiedział zdawkowo.

Wykręcił numer i zmienił całe moje życie.

***
1 ... 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)