Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Kwestia honoru [Field of Dishonor - pl]
Kwestia honoru [Field of Dishonor - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Kwestia honoru [Field of Dishonor - pl]

Электронная книга - «Kwestia honoru [Field of Dishonor - pl]». Краткое содержание книги:

Akcja książki zaczyna się w momencie, w którym kończy się Krótka, zwycięska wojenka. Jest kontynuacją wątków w niej rozpoczętych, z nieco większym naciskiem położonym na kwestie polityczne — wojna między Gwiezdnym Królestwem Manticore a Ludową Republiką Haven stała się w końcu rzeczywistością — oraz na osobiste sprawy Honor Harrington. Wracają znane i lubiane postacie z pierwszych tomów. Jednak gdy Honor udaje się na planetę Grayson, by stać się rzeczywistym patronem, dają o sobie znać także starzy wrogowie. Nie do nich należy jednak ostatnie posunięcie…
1 ... 61 62 63 64 65 66 67 68 69 ... 93
Перейти на страницу:

Skrzywiła się odruchowo i natychmiast zmusiła do przybrania obojętnego wyrazu twarzy. Dała sobie wcześniej słowo, że nie pozwoli, by to stado sępów dopadło Honor. Dlatego kontrola lotów Hephaestusa otrzymała informację, że hrabina Harrington wraz z towarzyszącymi jej osobami przyleci kutrem na główny pokład hangarowy. Sfałszowanie planu lotów było średnio poważnym przestępstwem, ale Henke miała pewność, że główny kontroler zorientował się, o co chodzi — usłyszała to w jego głosie. Wygłosił też uwagę, naturalnie przypadkowo, że dziennikarze pewnie się o tym dowiedzą. Nawet jeśli miała ją za to spotkać reprymenda, Henke była przekonana, że postąpiła słusznie.

Rozległ się cichy, melodyjny dźwięk i bosmanmat Robinet zameldowała:

— Przycumowaliśmy, ma’am.

— Włączyć generatory cum.

— Generatory cum włączone, ma’am.

— Jack, poproś, by podłączyli do śluzy korytarz — poleciła Henke oficerowi łączności. — Zobaczymy, jak szybko im to pójdzie.

— Aye, aye, ma’am.

— Dziękuję. — Mike wstała i spojrzała na pierwszego oficera. — Panie Thrumond, proszę przejąć wachtę.

— Aye, aye, ma’am. Przejmuję wachtę.

— Doskonale. — Henke potarła skroń i dodała: — Gdyby ktoś mnie potrzebował, będę z lady Harrington.

Kabina nie miała okna, ale Honor podłączyła ekran komputera do dziobowych sensorów optycznych, dzięki czemu mogła oglądać cały manewr cumowania choć na płaskim ekranie.

Wpatrywała się weń, czując pustkę. Czuła się bardziej pusta niż przestrzeń wyczyszczona przez entropię. Słyszała krzątającego się wokół Maca, czuła Nimitza leżącego na oparciu i dosłownie promieniującego troską i miłością do niej i czuła jedynie pustkę, bezruch i ciszę. Ból czekał na pierwszą okazję zakuty w lodowe ściany, przez które nie mógł jej dotknąć. Zrobiła to, bo zniszczyłby ją zbyt szybko, a na to nie mogła sobie pozwolić. Zniszczy te ściany i uwolni go dopiero, gdy znajdzie i zabije niejakiego Denvera Summervale’a.

Ten problem analizowała spokojnie, wyszukując najlepsze sposoby i środki. Podobnie zresztą jak inne… Wiedziała, że Mike martwi się o nią, co było głupie i zbędne, bo teraz już nic nie mogło jej zranić. Była niczym lodowiec — równie zimna i niepowstrzymana. I podobnie jak po lodowcu nic z niej nie pozostanie, gdy dotrze do końca podróży.

Tę myśl ukryła naprawdę głęboko — tak głęboko, że ledwie sama ją wyczuwała, bowiem żal jej było Nimitza. A przecież było to logiczne i oczywiste. Było też nieuniknione… i w pewien sposób również sprawiedliwe.

Nie powinna była pozwolić sobie pokochać Paula — powinna wiedzieć lepiej, że to się zemści. Być może miałaby więcej czasu i żałowała, że tak się nie stało, ale powinna była przewidzieć, że tak właśnie wszystko się skończy. Bo tak musiało się to skończyć. To miłość do niej była przyczyną jego zguby — wiedziała o tym, zanim wydusiła z Henke informację o ostatniej obeldze, którą Summervale rzucił mu w twarz. Mike nie chciała jej tego powiedzieć, ale zdawała sobie sprawę, że Honor i tak się w końcu dowie, więc wykrztusiła to wreszcie, nie patrząc jej w oczy. Co jedynie potwierdziło jej przypuszczenia. Co prawda nadal nie wiedziała, dlaczego ktoś obcy chciał sprowokować Paula, ale nie było to najważniejsze. Ważne było, że nie udałoby mu się, gdyby nie ona — to ona stanowiła słabe ogniwo, to jej użył Summervale, żeby go zranić, sprowokować i zabić.

Tak jak ona zabije jego. Wreszcie przyda się na coś to, że jest bogata. Jeśli będzie musiała, wyda wszystko, ale znajdzie go. Dzika, zimna żądza zemsty doskonale służyła wzmocnieniu lodowych ścian. Prymitywna żądza mordu była jedynym, co utrzymywało ją przy życiu i pomagało powstrzymywać ból. Tak długo, jak będzie to potrzebne, by zrobić ostatnią rzecz, jaka jeszcze miała dla niej znaczenie. Honor wyglądała lepiej — widać to było na pierwszy rzut oka. Co wcale nie znaczyło, że wyglądała dobrze — podobna do maski twarz, obojętne spojrzenie — ale nie przypominała już zaszczutego, rannego zwierzęcia. Natomiast nawet Henke nie była w stanie domyślić się, co ukrywa ta maska. Mogła podejrzewać, obserwując Nimitza, ale to było wszystko. Treecat zaczął normalnie jeść i nie był już wychudzony czy osowiały, ale zniknęła gdzieś jego radość życia i skłonność do figli. Uszy stale miał na wpół wzniesione i zdawał się wytwarzać wokół siebie dziwną, groźną aurę. Wniosek nasuwał się sam — odzwierciedlał uczucia wypełniające Honor. Był zimny i obcy. Mimo iż Henke znała go naprawdę długo, nigdy dotąd nie wyczuła u niego niczego podobnego. A najgorszy był sposób, w jaki Nimitz obserwował Honor — w kabinie nie spuszczał jej z oczu, a gdy wychodzili, siedział na jej ramieniu bez ruchu i w milczeniu, za to wiecznie czujny.

— Witaj, Mike. Widzę, że przybyliśmy na miejsce — powitała ją Honor.

— Tak — odparła Henke, nie bardzo wiedząc, jak reagować.

W głosie Honor nie było napięcia; był zupełnie pozbawiony życia i wyrazu, można wręcz rzec: martwy. Był to głos kogoś obcego, a nie wieloletniej przyjaciółki.

Mike odchrząknęła i zdołała się uśmiechnąć.

— Postanowiłam pokrzyżować plany dziennikarzom: jeśli mi się uda, znajdziesz się na pokładzie Nike szybciej, niż się zorientują, że nie przyleciałaś promem — wyjaśniła.

— Dziękuję. — Honor uśmiechnęła się, lecz uśmiech ten nie sięgnął oczu.

W tych ciemnych oczach nie pojawił się żaden wyraz od chwili, gdy dowiedziała się o śmierci Paula. Nawet na strzelnicy. Henke nie miała pojęcia, ile pocisków Honor wystrzelała, wiedziała jedynie, że spędzała tam przynajmniej cztery godziny dzień po dniu i z absolutnie obojętną twarzą dziurawiła głowy i serca holocelów o rozmiarach i kształcie człowieka. Poruszała się jak maszyna, z ekonomiczną precyzją pozbawioną ludzkich uczuć, jakby dusza w niej zamarzła. Obserwując ją, Henke czuła, jak włosy jeżą się jej ze strachu.

Honor Harrington była zabójcą. Zawsze nim była, ale nigdy nie ujawniło się to tak wyraźnie, bo instynkt zabójcy kontrolowało współczucie i inne emocje, kanalizowało zaś poczucie obowiązku i odpowiedzialność. Łącznie stanowiło to mieszankę, nad którą Honor doskonale panowała, Henke zaś nigdy tak do końca nie zdała sobie sprawy, jak niebezpieczna może stać się jej przyjaciółka.

Honor troszczyła się o różne rzeczy, a na wielu innych jej zależało i to właśnie, choć zwiększało jej zdolność do przemocy, powodowało także, iż potrafiła używać jej tylko w razie potrzeby i zawsze się kontrolowała. Raz czy dwa co prawda ten instynkt próbował nad nią zapanować, lecz nigdy do tego doszło. Jeśli to, co Henke słyszała o ataku na bazę Blackbird, było zgodne z prawdą, wtedy właśnie Honor stanęła na krawędzi, ale w jakiś sposób zdołała okiełznać żądzę zabijania.

Tym razem nawet nie próbowała. Mike z początku martwiła się, czy Honor nie zwariuje z żalu i rozpaczy. Teraz widziała, że to zagrożenie minęło, ale pojawiło się inne, być może groźniejsze. Honor nie była obłąkana — po prostu na niczym jej nie zależało. Utraciła poczucie równowagi umożliwiające normalne życie oraz chęć, by je odzyskać. Nie dostała ataku furii, ale była znacznie groźniejsza od owładniętego szałem bojowym berserkera. Zależało jej tylko na jednym, a ponieważ kontrolę nad nią przejął instynkt zabójcy, działała z żelazną logiką i całkowitym brakiem ludzkich uczuć, by ten cel osiągnąć. Ani współczucie, ani życzliwość, ani konsekwencje nie miały już żadnego znaczenia.

Przez cały ten czas Honor stała sobie spokojnie, obserwując Mike obojętnie. Dzięki więzi z Nimitzem czuła jej strach i jakąś drobną częścią siebie chciała ją pocieszyć, ale to pragnienie było odruchowe i zbyt słabe, by spowodować reakcję. Poza tym nie pamiętała, jak się to robi. Może kiedyś sobie przypomni, ale to i tak nie miało znaczenia. Teraz istotne było tylko jedno — Denver Summervale.

1 ... 61 62 63 64 65 66 67 68 69 ... 93
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)