Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Gniazdo Szerszeni
Gniazdo Szerszeni - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Gniazdo Szerszeni

Электронная книга - «Gniazdo Szerszeni». Краткое содержание книги:

Wymagająca i stanowcza Judy Hammer jest szefową policji w Charlotte, rozwijającym się centrum bankowo-przemysłowym w Karolinie Północnej. Nie wszyscy akceptują fakt, że kobieta zajmuje stanowisko tradycyjnie przeznaczone dla mężczyzn. Burmistrz Search wolałby zamiast niej ugodowego funkcjonariusza, którym łatwiej byłoby manipulować. Judy musi się zmagać nie tylko z przestępcami, lecz również z uległymi wobec lokalnych notabli władzami miasta, napastliwą prasą i nielojalnymi pracownikami. Pojawiają się także kłopoty rodzinne. Ale wszystkie problemy muszą odejść na dalszy plan, gdy nieuchwytny psychopata, nazywany przez dziennikarzy Czarną Wdową, zaczyna mordować przyjeżdżających do miasta biznesmenów.
1 ... 61 62 63 64 65 66 67 68 69 ... 99
Перейти на страницу:

Brazil spędził lepszą część poranka, zastanawiając się, czy powinien zadzwonić do Virginii i zapytać, czy nie chciałaby zagrać w tenisa. To było wystarczająco niewinne pytanie, prawda? Za żadne skarby nie chciał dać jej satysfakcji, nie chciał, aby pomyślała, że jest mu smutno, bo nie słyszał jej już trzy i pół dnia. Zaparkował przy West Trade niedaleko Presto i wszedł do baru na kawę. Umierał z głodu, ale wolał zjeść coś zdrowszego gdzie indziej. Później miał zamiar wpaść do Just Fresh, „jesz dobrze, czujesz się dobrze”, baru szybkiej obsługi w pasażu First Union. W ostatnich dniach żywił się głównie tam, jeśli nie liczyć kanapek z grillowaną piersią kurczaka bez sera i majonezu. Wyraźnie tracił na wadze. Zaczął się nawet martwić, że stanie się anorektykiem.

Usiadł przy barze, mieszając kawę, i czekał, aż Spike przestanie rozbijać jedną ręką jajka nad miską. Brazil miał ochotę porozmawiać. Zegar, który wisiał na ścianie, tuż nad głową Spike’a, wskazywał dziesiątą czterdzieści pięć. Andy miał wiele do zrobienia i musiał to zrobić do czwartej po południu, kiedy zaczynał pracę dla gazety. Dopóki Packerowi podobały się jego teksty, mógł regularnie zbierać informacje o włamaniach, napadach, gwałtach, samobójstwach, bijatykach w sportowych barach, przestępstwach urzędników bankowych, narkotykach, problemach domowych, pogryzieniach przez psy. Większość raportów policyjnych kradł Webb na długo przedtem, zanim ujrzał je ktoś inny. Prawdę powiedziawszy, powstała sytuacja, w której reszta mediów określała koszyk prasowy departamentu policji w Charlotte jako „Sito Webba”.

Virginia, pamiętając wcześniejsze skargi Brazila na ten temat, zadzwoniła do kanału trzeciego i złożyła zażalenie do głównego menedżera. To oczywiście niczego nie załatwiło. Jeannie Goode także zlekceważyła problem, o którym opowiedziała jej Virginia, w błogiej nieświadomości tego, że szefowa patroli sama regularnie loguje się na Sicie Webba. W tych dniach Jeannie i Brent spotykali się w jej samochodzie w różnych punktach miasta. Nie chodziło wcale o to, że nie mogli pójść do jej apartamentu, w którym mieszkała sama. Ryzyko, że ktoś zobaczy ich w trakcie stosunku, podniecało oboje. Dość często parkowali pod domem Webba, gdzie żona przygotowywała mu obiad, prała brudne rzeczy i sortowała skarpetki.

18

Grupa specjalna zorganizowana przez porucznik West do obserwowania handlarzy narkotyków działających w okolicy baru Presto Grill także miała za zadanie grzebać się w brudach, i o ile dopisze szczęście, zapobiegać przestępstwom w mieście. Tajny detektyw Mungo jadł kurczaka z grilla, podczas gdy Brazil, którego gliniarz nie znał, sączył obok czarną kawę. Mungo nie bez powodu miał takie przezwisko. Wyglądał jak góra odziana w dżinsy i koszulkę, nosił portfel przymocowany łańcuchem do paska, a długie, gęste włosy ściągał gumką na karku i dodatkowo przewiązywał je na czole bandanką. W uchu miał kolczyk. Mungo palił papierosa, jednym okiem obserwując blondyna, który rozmawiał ze stojącym przy grillu Spikiem.

– Nie, proszę pana. – Spike przewrócił hamburgera na drugą stronę i zaczął siekać cebulę. – Rozumie pan, to nikt z okolicy, wie pan, co chcę powiedzieć?

Mówił z wyraźnym portugalskim akcentem.

– Nie ma znaczenia, skąd oni są – powiedział Brazil. – Ale to się zaczęło, kiedy się tu pojawili. Posłuchaj, przyczyna tego gówna w mieście znajduje się dokładnie tu, gdzie my. – Zaczął używać dosadnego języka, uderzając wskazującym palcem o bar. – To kwestia lokalna. Jestem tego pewien. A ty co myślisz?

Spike nie zamierzał wypowiadać się na ten temat szerzej i Mungo niczego więcej się nie dowiedział. Ten blondyn kogoś mu przypominał. Mungo musiał go już gdzieś widzieć i dlatego wydał mu się jeszcze bardziej podejrzany. Ale wszystko w swoim czasie. Detektyw postanowił posiedzieć dłużej w barze, zobaczyć, co się wydarzy, a poza tym nie skończył jeszcze śniadania.

– Jeszcze kilka tostów – powiedział do Spike’a, gdy Brazil wyszedł. – Kto to był? – Mungo wskazał głową w kierunku drzwi.

Spike wzruszył ramionami, bo już dawno nauczył się nie odpowiadać na takie pytania, a poza tym Mungo był gliną, wszyscy o tym wiedzieli. Kiedy Spike zaczął napełniać pojemnik na wykałaczki, Brazil jechał już w kolejne miejsce. Obok Presto stał Traveler’s Hotel, gdzie już za pięćdziesiąt dolarów można było dostać pokój na tydzień, jeśli tylko ktoś potrafił gadać z Binkiem Lydle’em z recepcji. Brazil zapytał go o to samo co Spike’a i otrzymał taką samą odpowiedź jak w barze.

Lydle nie był zbyt przychylnie nastawiony do obcych. Siedział za porysowanym blatem recepcji, na którym stał dzwonek i telefon z jedną linią, ręce skrzyżował na wątłej piersi. Powiedział temu białemu, że nic nie wie o biznesmenach, których załatwiono w tej okolicy, i nie wydaje mu się, aby to gówno było lokalne. Osobiście Lydle nigdy nie spotkał nikogo, kto wydałby mu się podejrzany, a już na pewno nie w tym hotelu, który stanowił relikt dawnych czasów, a jego historia sięgała epoki Old Southern Train Station.

Brazil przeszedł jeszcze kilka przecznic do Fifth Street i wszedł do Jazzbone’s Pool Hall. Chciał tu z kimś pogadać, nawet gdyby to miało być ryzykowne. O tak wczesnej porze w barze było pustawo, siedziało tam tylko kilku facetów, którzy przy stolikach popijali Colty 45, palili i opowiadali sobie ulubione historie o rozróbach i kobietach. Stoły bilardowe z wyświechtanym filcem i równo poukładanymi na nich w trójkąty kulami czekały na wieczór, kiedy w tym miejscu zaczynało robić się tłoczno i niebezpiecznie aż do następnego rana. Jeśli ktoś mógł wiedzieć, co dzieje się w okolicy, to z pewnością był to Jazzbone.

– Szukam Jazzbone’a – powiedział Brazil do pijących facetów.

Jeden z nich wskazał ręką na bar, gdzie właściciel rozpakowywał zgrzewkę piwa Schiltz, obserwując spod oka palanta o złotych włosach, ubranego jak z college’u.

– Taak! – zawołał. – O co chodzi?

Brazil ruszył w jego stronę po dywanie upstrzonym dziurami od papierosów i śmierdzącym whisky. Drogę przebiegł mu olbrzymi karaluch, a na stołach, między którymi przechodził, walały się rozsypana sól i popiół z papierosów. Im bliżej podchodził do Jazzbone’a, tym więcej widział szczegółów. Gość miał na każdym palcu złoty pierścionek, a na przednich zębach złote koronki. Na prawym biodrze nosił półautomatyczny pistolet. Jazzbone układał równo butelki piwa w lodówce.

– Z zimnych napoi mamy w tej chwili tylko Pabst Blue Ribbon – powiedział.

Ostatnia noc była bardzo męcząca i właściciel baru nie był w najlepszej formie. Mimo to czuł, że ten chłopak chce czegoś więcej niż piwa, nie był jednak tajniakiem jak Mungo. Jazzbone na odległość wyczuwał gliniarzy i facetów z FBI. Nie pamiętał już, kiedy ostatnio udało im się go zmylić. Dawał się zaskoczyć tylko innym cwaniakom z okolicy, ludziom przychodzącym na jego teren, którzy wyglądali tak samo jak on, mieli spluwy i wszystko inne.

– Pracuję w „The Charlotte Observer” – oświadczył Brazil, który wiedział, kiedy należy się podawać za policjanta-wolontariusza, a kiedy nie. – Chciałbym pana prosić o pomoc.

– Ach tak? – Jazzbone przestał ustawiać piwa, bo zawsze wierzył, że potrafi opowiedzieć dobrą historię. – O jaką pomoc chodzi? Taką dla gazety?

– Tak, proszę pana.

Powiedział to grzecznie, okazując szacunek rozmówcy. Jazzbone bacznie go obserwował, żując w zębach wykałaczkę i unosząc w górę jedną brew.

– No więc, o co chodzi? – Przeszedł na drugą stronę baru i przysunął sobie stołek.

– Słyszał pan zapewne o zabójstwach, które miały miejsce w tej okolicy – zaczął Brazil.

1 ... 61 62 63 64 65 66 67 68 69 ... 99
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)