Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Классическая проза » Stawka Większa Niż Życie Tom – II
Stawka Większa Niż Życie Tom – II - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Stawka Większa Niż Życie Tom – II

Электронная книга - «Stawka Większa Niż Życie Tom – II». Краткое содержание книги:

O bohaterskich przygodach wojennych oficera polskiego wywiadu, działającego pod kryptonimem J-23. Przystojny Polak, w twarzowym mundurze oficera Abwehry, wygrywa II wojnę światową! Wykrada najgłębsze tajemnice Rzeszy, ujawnia plany najważniejszych operacji wroga, kpi z wysiłków niemieckiego kontrwywiadu, ośmiesza starania gestapo. W trudnej, niebezpiecznej służbie posługuje się przebiegłością, wdziękiem wobec dam, czujny okiem, mocnymi pięściami i ciętym słowem. Wkrótce awansuje do stopnia kapitana, a nawet odznaczony zostaje niemieckim Żelaznym Krzyżem.
1 ... 60 61 62 63 64 65 66 67 68 ... 81
Перейти на страницу:

– Czy to Kroll? – szepnął Kloss. – Mów!

– Gdzie jest centrala zaminowania? – zapytał Brunner.

– W kasie pancernej. Ale możemy także uruchomić z dziedzińca, po opuszczeniu fabryki. Dołączyłem dodatkowy przewód…

– Niech pan zniszczy – rozkazał Brunner.

– Co?

– Wyłączyć! – krzyknął sturmbannfuehrer czując ciągle pod łopatką lufę pistoletu. W tej chwili bardzo bliski wybuch wstrząsnął murami; przez okno wdarły się tumany dymu i kurzu. Krótkie serie broni automatycznej zaterkotały na dziedzińcu. Brunner zachwiał się, zatoczył i odsłonił Klossa. Alfred Kroll zobaczył broń w ręku człowieka, o którym wiedział, że jest wrogiem Niemiec. Zrozumiał…

– Tchórz! – krzyknął. – Tchórz!

Wyrwał z kieszeni pistolet, który przed paroma minutami otrzymał od dowódcy ochrony fabryki. Nie celując strzelił do Klossa.

Korytarzem biegł SS-man.

– Die Polen – ryczał. – Die Polen… – Zniknął na schodach prowadzących do hali. Brunner skoczył do okna, wybił sobą futrynę i zniknął w ciemnościach.

Alfred Kroll, nie patrząc już na Klossa, podszedł do kasy pancernej. Wyłuskał z kieszeni klucz. Za chwilę połączy przewody i wszyscy, atakujący i obrońcy, SS-mani i robotnicy zginą zmiażdżeni i spopieleni w gruzach fabryki. Kloss z trudem wstawał z ziemi: prawa ręka zwisała bezwładnie, nie czuł bólu, nie słyszał wybuchów granatów, widział tylko plecy Krolla i otwierające się ciężkie pancerne drzwi… Lewą ręką sięgnął po broń leżącą na podłodze, nie zdążył, bo inżynier odwrócił się nagle… Runął na niego, wymierzył cios, potoczyli się po ziemi…

Nacierająca polska piechota osiągnęła już dziedziniec. Serie karabinów maszynowych zmiatały SS-manów z płaskiego terenu. Łamiąc kratki ogrodzenia ukazał się czołg T-34. Mijał budynki fabryczne i krusząc mur wjechał na ulicę. Żołnierze atakujących oddziałów wdzierali się już do hali. SS-mani bronili się jeszcze, bez nadziei, zażarcie, strzelając do ostatniego naboju. Tłum robotników atakował ich wewnątrz… Ogniwek i Levon, już uzbrojeni, bo odebrali pistolety inżynierom niemieckim, torowali sobie drogę do gabinetu Glassa. W dymie i kurzu nie rozróżniali twarzy, postaci, widzieli tylko sylwetki ludzkie, cienie pojawiające się i niknące w półmroku… Ta walka, zacięta i bezładna, trwała jeszcze, gdy stanęli na progu gabinetu profesora. Zobaczyli otwartą kasę pancerną, przewody i Krolla, który leżąc na ziemi usiłował dosięgnąć pistoletu. Na próżno… Kloss wybił mu broń z ręki. Wtedy Kroll ostatkiem sił zerwał się z podłogi i skoczył w kierunku kasy… Zawisł na chwilę w powietrzu, jakby pokonując niewidzialną przeszkodę i wówczas Levon strzelił… Alfred Kroll opadł na ziemię. Był to ostatni strzał w bitwie o fabrykę.

Do gabinetu Glassa wchodzili już żołnierze w polskich mundurach. Wbiegł młody oficer w stopniu kapitana. Zobaczył Klossa, który właśnie przy pomocy Levona i Ogniwka wstawał z podłogi.

– Kto to jest? – zawołał.

Nie zdążono mu odpowiedzieć. Do gabinetu wchodził pułkownik, kapitan wyprężył się natychmiast, chciał meldować, ale pułkownik machnął tylko ręką.

– Zostawcie nas samych – rozkazał.

Kapitan dopiero po chwili zrozumiał, że pułkownik ma na myśli siebie i rannego niemieckiego oficera.

– Myślę – rzekł Kloss z trudem – że będę mógł zdjąć już ten mundur.

Pułkownik podszedł do okna.

– Nie złapaliśmy Brunnera – powiedział.

Profesor Glass obudził się rano. Otworzył oczy i zobaczył nad sobą niski, źle otynkowany sufit. Łóżko, na którym leżał, w niczym nie przypominało kanapki z jego domowego gabinetu. Było wąskie, żelazne, z rozprutego siennika sypała się słoma. Nic nie rozumiał, niczego nie mógł sobie przypomnieć… Skąd tu się wziął? Ile czasu minęło od chwili, gdy położył się spać w swoim gabinecie?

Wstał z trudem. Podszedł do wąskiego, zakratowanego okienka. Zobaczył uliczkę, którą znał… biegła od rynku w kierunku portu. Była zupełnie pusta… Ze wszystkich okien kamienicy naprzeciwko zwisały białe prześcieradła.

Usłyszał stukot butów. Dołem szedł oddział wojska, ale to nie byli Niemcy. Śpiewali. Profesor nie rozumiał słów. Wsunął rękę między kraty i pchnął futrynę okna. Szkło rozbijało się na chodniku…

SPOTKANIE NA ZAMKU

1

I Wojska szły na zachód. Szesnastego kwietnia dywizje 2 armii sforsowały Nysę Łużycką, korpus pancerny nacierał w kierunku Drezna, a na wschód wlokły się tłumy jeńców. Wojna nie była jednak skończona. Pancerne dywizje SS stawiały rozpaczliwy opór, w sztabach Wehrmachtu myślano o kontruderzeniach, które powstrzymać by mogły ofensywę na Berlin, feldmarszałek Schórner przygotowywał natarcie na północ.

W niewielkim niemieckim miasteczku, położonym na zachód od Nysy, mieścił się sztab 2 armii Wojska Polskiego. Na rynku postawiono tablicę z drogowskazami: kierunek Drezno, kierunek Budziszyn. Ciężarówki mijały wrak niemieckiego „tygrysa" i sunęły nieco pod górę, krętą szosą wijącą się jak biała wstążka po szczytach wzgórz. Z okna domku położonego niedaleko drogi widać było tę szosę, miasteczko i linię lasów, w których jeszcze trwały walki.

Oficer w mundurze majora odwrócił się od okna i spojrzał na jeńca, którego właśnie przesłuchiwał. Przesłuchania ciągnęły się już wiele godzin, major był zmęczony, ale gdy zadawał pytania po niemiecku i odnajdywał w oczach jeńca zawsze to samo lękliwe zdziwienie, ogarniała go szczególna radość, jakiej w sztabie armii nikt chyba poza nim nie doznawał.

Oto po tylu latach noszenia niemieckiego munduru mógł być nareszcie sobą; nie grał, nie udawał, pozbył się dokuczliwej świadomości, że zdradzić go może byle gest, byle nieostrożne słowo.

Jeniec tkwił nieruchomo na krześle i oczekiwał na następne pytanie. Jeniec był oficerem w stopniu kapitana, nazywał się Broll i gdyby major wymienił nazwisko, które nosił był w armii niemieckiej, gdyby powiedział: Hans Kloss, okazałoby się niechybnie, że mają wspólnych znajomych, że już się gdzieś spotykali. Kapitan Broll pracował bowiem w Abwehrze i mógł dostarczyć informacji o ogromnym znaczeniu. Przesłuchanie wymagało więc uwagi i cierpliwości.

Tego samego zdania był na pewno siedzący przy biurku pułkownik; rozpiął mundur, ten kwiecień był niemal upalny, i ocierał pot z czoła.

– Powtórz pytanie – mruknął, zwracając się do majora.

– Pytani raz jeszcze – głos majora był twardy i ostry – gdzie Ring ukrył dokumenty?

Broll milczał. Na jego twarzy pojawiło się coś w rodzaju uśmiechu. Przejechał dłonią po nie ogolonych policzkach.

– Pan major mówi po niemiecku jak…

– Mówię – przerwał mu sucho. Zastanawiał się, czy ten Broll naprawdę nie wie, czy udaje. Jego odpowiedzi wydawały się szczere, mógł jednak grać. Major wiedział, że ci ludzie umieją grać. Broll orientował się przecież, jakie znaczenie dla polskiego kontrwywiadu mają dokumenty Ringa. Archiwum Abwehrstelle Breslau.

Major słyszał o nim w czasie swej służby wywiadowczej; pułkownik Ring (spotykali się kiedyś z panem pułkownikiem) zajmował się werbunkiem agentów na ziemiach polskich. Przygotowywał ludzi, którzy mieli pozostać, dobrze zakonspirowani czekać na rozkaz, na sygnał, by rozpocząć pracę. Kloss musiał zdobyć to archiwum…

– Przysięgam, że nie wiem – powtórzył Broll.

Major słuchał brzmienia głosu. Niemiec mówił spokojniej, wydawał się teraz pewniejszy siebie.

– Więc twierdzi pan, że z pułkownikiem Ringiem spotkaliście się po raz pierwszy w Bischofsfelde?

– Tak – powiedział Broll.

– Pan kłamie! – krzyknął. -Wstać! – podniósł jeszcze głos i poczuł na sobie uważny wzrok pułkownika. -W styczniu uczestniczył pan w odprawie oficerów służby wywiadowczej we Wrocławiu…

– Tak – szepnął Broll. – Skąd pan wie? – Teraz się znowu bał. -Ale…

– Gadać prawdę!

– Wtedy zamieniliśmy tylko parę słów. Obojętnych. Spotkałem go dopiero w Bischofsfelde, parę godzin przed przyjściem waszych wojsk. Miał własną obstawę…

– I wiózł archiwum?

– Tak. Dostarczyłem mu benzyny. Powiedział mi tylko, że archiwum ukryje gdzieś w pobliżu. Nie powiedział, gdzie.

– Domyśla się pan?

– Panie majorze – głos Brolla załamywał się na wysokich nutach. -Ja chcę mówić prawdę… Pan i tak dużo wie, a ja…

– Co jeszcze powiedział?

– Że zostawia kogoś, kto będzie pilnował – wydusił z siebie Niemiec.

– Gdzie się zatrzymał w Bischofsfelde?

– U swojego krewnego. Też Ringa. Aptekarza. To znaczy u jego rodziny, bo aptekarza powołano do wojska. Był tam ze dwie godziny…

Major zadał jeszcze kilka pytań. Broll powtarzał w kółko to samo; może istotnie nie wiedział? Ring był doświadczonym oficerem Abwehry. Po co miałby informować tego człowieka?

Pułkownik również doszedł do wniosku, że jeniec powiedział wszystko, co mu było wiadome. Gdy Brolla wyprowadzono, podsunął majorowi szklankę z herbatą. Herbata była zimna i zbyt słodka. Milczeli, żaden z nich nie chciał pierwszy powiedzieć tego, co im obu jednocześnie przyszło na myśl. Pułkownik wyciągnął spod stołu flaszkę i rozlał wódkę do kubków. Z daleka doszedł pogłos artylerii.

– Z południa – powiedział major.

– Porucznik Nowak – stwierdził pułkownik – przeszukał okolice Bischofsfelde. Jest tam zamek, jezioro, sporo lasów… Nic nie znalazł. Żadnych śladów…

Obaj o tym wiedzieli. Wiedzieli także, że jeśli ten albo ci, których Ring zostawił do pilnowania archiwum, dojdą do wniosku, że dokumenty są w niebezpieczeństwie, raczej je zniszczą, niż pozwolą, żeby wpadły w ręce polskie.

1 ... 60 61 62 63 64 65 66 67 68 ... 81
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)