Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Okno w nieskończoność
Okno w nieskończoność - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Okno w nieskończoność

Электронная книга - «Okno w nieskończoność». Краткое содержание книги:

Prezentowany wybór rosyjskiej i radzieckiej fantastyki naukowej jest jedną z wielu możliwości przekazania naszym Czytelnikom ogromnej i zróżnicowanej sfery literatury pięknej, będącej w swojej istocie następstwem rewolucji naukowo-technicznej. Nawet taki wybór, siłą rzeczy zawężony do gatunków tzw. małej prozy fantastyczno-naukowej (opowieść, opowiadanie, nowela), oraz do jednej tylko literatury radzieckiej, mianowicie rosyjskiej, jest wszakże jakby konturem lub szkicem rozwoju tego obszaru literatury od zarania fantastyki naukowej do naszej współczesności. Należy się spodziewać, że Czytelnik polski dojrzy także w antologii Okno w nieskończoność najważniejsze tendencje współczesnej radzieckiej fantastyki naukowej. Wszystkie jej kierunki sprowadzają się bowiem do wszechstronnego i dogłębnego studium człowieka — nie do naukowo-technicznych aspektów rewolucji naukowo-technicznej, lecz do problemów społeczno-psychologicznych.
1 ... 60 61 62 63 64 65 66 67 68 ... 122
Перейти на страницу:

„Taki nie oszuka” — zdecydował Niestierienko i przekazał sprawę do sądu.

POMYŁKA

Minęło pół roku. Wiosenny wylew Tobola napełnił parów na lewym brzegu rzeki. Jezioro Ubijennoje na nowo napełniło się wodą. Promieniowanie radioaktywne w strefie wybuchu spadło do bezpiecznego stężenia i rozebrano ogrodzenie wokół miejsca eksplozji. W Nowodwińsku życie także biegło swoim zwykłym, codziennym torem. Młodszy sędzia Niestierienko prowadził pospolite sprawy: defraudacje i spekulacje w handlu, skradzione motocykle i samochody, pijackie bójki z uszkodzeniami ciała, włamania do drewutni i komórek — ten kryminalistyczny plankton, na którym nie sposób wyostrzyć sobie zębów, nie sposób błysnąć intelektem, genialną logiką, erudycją.

Intelektualne ciągoty Siergiej Jakowlewicz — człowiek, jak już zostało powiedziane, młody i pełen zapału — zaspokajał lekturą czasopism popularnonaukowych. I oto w lipcowym numerze szeroko znanego wydawnictwa Akademii Nauk znalazł całą rubrykę artykułów pod wspólnym, ciągnącym się przez dwie strony tytułem — „TOBOLSKI ANTYMETEORYT”.

Działo się to w ciepły sierpniowy wieczór, we wtorek. Niestierienko jeszcze przy obiedzie, po przyjściu z pracy, przekartkował świeżą gazetę… Nie zaczął jednak czytać w pośpiechu przy jedzeniu, a odłożył lekturę na później. Odczuwa się specjalne zadowolenie przy czytaniu tego, o czym się wie niezależnie od publikacji i Siergiej Jakowlewicz czuł przedsmak takiego zadowolenia.

Po obiedzie usadowił się wygodnie w fotelu na balkonie i rozłożył pismo.

Dwa największe artykuły referowały materiały z dwóch konferencji zwołanych w związku z tobolskim wybuchem — ogólnoradzieckiej i międzynarodowej. Szczególne zainteresowanie na jednej i na drugiej wzbudziły: referat członka-korespondenta Akademii Nauk P. P. Faiłowa, który był przewodniczącym komisji ekspertów, i dyskusja nad referatami. P. P. Faiłow drobiazgowo wykazywał, że wszystkie fakty zaobserwowane i zbadane na miejscu wybuchu znakomicie potwierdzają hipotezę akademika Nieckiego na temat meteorytów z antymaterii. Dyskutanci kwestionowali szczegóły, ale w całości byli zgodni z takim postawieniem sprawy.

Ale Niestierienkę, bardziej niż ta naukowa jednomyślność, interesowały fotografie i rysunki zeszklonej „bruzdy” w rozmaitych profilach i ujęciach: jej rozmieszczenie w terenie, widok z góry, widok wzdłuż osi horyzontalnej, nawet przekrój, w którym przypominała ona na wpół zawalony okop. Zagłębiwszy się w artykuły, zrozumiał, że „bruzda” figuruje wszędzie nie między innymi, ale jako decydujący argument na korzyść stwierdzenia, iż na brzegu Tobola upadł antymeteoryt. Faiłow w swoim referacie na temat położenia „bruzdy” wykazał, skąd przyleciał na Ziemię antymeteoryt — z Gwiazdozbioru Smoka. A wybitny angielski astrofizyk, członek Towarzystwa Królewskiego, Kent Tabb obliczył nawet według geometrii bruzdy masę tobolskiego antymeteorytu, prawdopodobną jego gęstość i prędkość w momencie zetknięcia z ziemią. Z wyliczeń Tabba wynikało, że meteoryt ważył około kilograma i składał się z tlenków antyżelaza i antykrzemu, a poruszał się z prędkością rzędu 40 kilometrów na sekundę.

— Rany boskie — powiedział Siergiej Jakowlewicz, czując, że robi mu się gorąco, a serce wali ciężko i donośnie. — No przecież to…

Jak już zostało powiedziane, sprawa kanału do połowu ryb pomiędzy jeziorem a Tobołem, która mignęła Niestierience w zeznaniach Alutina, nie zajęła jego uwagi — tak jak nie interesują nas rzeczy niewiele mające wspólnego z rzeczywistym celem poszukiwań. I dopiero teraz, patrząc na zdjęcia „bruzdy” anihilacyjnej, uświadomił „sobie, że jest ona tym samym wykopanym przez Ałutina i Kałużnikowa kanałem. znajdował się oczywiście w najwęższym miejscu między rzeką a jeziorem, prowadził ku rzece najkrótszą drogą… i w ogóle innych kanałów pomiędzy Tobołem a jeziorem na zdjęciach nie było!

„No tak… — Niestierienko potarł dłonią czoło. — A to ci dowcip! Okazuje się, że tuczeni nie połapali się… — Oparł łokcie o gazetę, zapatrzył ma szumiącą w dole ulicę. — No naturalnie: kowal krył się,zataił sprawę, żeby mu za puste jezioro nie przyszło odpowiadać. Kałużnikow zginął. Następnie eksperci sporządzili „Oświadczenie”, zebrali materiały, wrócili do swoich instytutów i zawrzało jak w garnku! Ale głupstwo zrobiłem, trzeba było od razu 4 przesłać im kopię zeznań Alutina. Nawet mi to do głowy nie przyszło. A prawdę mówiąc, to oni jeździli na miejsce wypadku, a nie ja. Jakże ja mam ich, z Nowodwińska, poprawiać? Sami powinni się byli zorientować. Ale gdzież im tam zajmować się takimi — głupstwami? To naukowcy, ludzie posługujący się doskonalszym sposobem myślenia… Skandal!”

Następnego ranka, po przyjściu do prokuratury, Niestierienko kazał sobie przynieść z archiwum sprawę Kałużnikowa. I teraz im bardziej ją zgłębiał, tym bardziej odkrywały się przed nim nie tyle nieścisłości, a wręcz nieprawdopodobieństwo tej całej historii z jego zniknięciem.

A więc zabrał się do notatników i przeczytał je. Wtedy, w styczniu, kierował się delikatnie ale zdecydowanie przez docenta Kuzina wyrażoną opinią, że to brednie. Jedyny sensowny wniosek, który wtedy z nich wyprowadził, to stwierdzenie, że Kałużnikow rzucił instytut i zmienił generalnie tryb życia, ponieważ przejął się;za bardzo swoimi ideami. W końcu była to jego osobista sprawa. „A jeśli to nie brednie? — pomyślał Siergiej Jakowlewicz, odcyfrowując teraz stawiane w pośpiechu fioletowe kulfony i zakreślając interesujące miejsca. — Jeśli idea Kałużnikowa była prawdziwa?”

Pod koniec przerwy obiadowej, której Niestieirienko nawet nie zauważył, w jego głowie zaczął świtać domysł. Domysł logiczny, a równocześnie na tyle niesamowity, na tyle — podobnie jak idea Kałużnikowa — szalony, że Siergiej Jakowlewicz bał się go wyrazić słowami nawet w myśli. Przeczuwał, że to prawdopodobne — ale co tam prawdopodobne! Że fakty sprawy właśnie w tej wersji wiążą się w niesprzeczną całość. Ale jego rozum, wykształcony na potocznej wiedzy i wyobrażeniach, wypychał z siebie taki domysł jak woda kroplę oliwy.

DRUGA ROZMOWA NIESTIERIENKI Z KUZINEM

Instytut Fizyki Teoretycznej znajdował się na peryferiach miasta, obok Diemijewskiego Parku Leśnego. Był to stary pompatyczny budynek mający cztery piętra w centrum i po trzy na skrzydłach. Niestierienko szybkim krokiem przeszedł westybul, wszedł po wytartych stopniach schodów ma trzecie piętro i ruszył słabo oświetlonym korytarzem, czytając tabliczki na drzwiach.

Gabinet Kuzina mieścił się w samym końcu korytarza, przy oknie szczytowym wychodzącym tną demijewski las. Witalij Siemianowicz zdziwił się tą wizytą. Podniósł się zza starego, rzeźbionego, podobnego do gmachu biurka, przywitał serdecznie gościa i siadł naprzeciw Niestierienki przy dostawionym obok stoliku, odcinając się tym niejako od swego kierowniczego stanowiska.

Przez sekundę patrzyli na siebie wyczekująco.

— A więc co ma pan do minie… Proszę wybaczyć, nie zapamiętałem pańskiego imienia? — jako pierwszy ostrożnie przerwał milczenie Witalij Siemionowicz.

— Siergiej Jakowlewicz — przedstawił się Niestierienko — a przychodzę do pana z tym oto: W jednym ważnym punkcie pomylił się pan, Witaliju Siemionowiczu. Kałużnikow porzucił Instytut w Nowodwińsku właśnie z powodu swojej „szalonej” idei. Wynika to jasno z jego zapisków, które przysłano mai z Ust'Jeleckoj. — Ndestderienko, rozwiązawszy teczkę, położył notatniki na stoliku.

1 ... 60 61 62 63 64 65 66 67 68 ... 122
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)