Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Kroniki Majipooru [Majipoor Chronicles - pl]
Kroniki Majipooru [Majipoor Chronicles - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Kroniki Majipooru [Majipoor Chronicles - pl]

Электронная книга - «Kroniki Majipooru [Majipoor Chronicles - pl]». Краткое содержание книги:

Czternastoletni Hissume, towarzysz lorda Valentine'a z czasów wyprawy, która miała na celu odzyskanie tronu koronala władającego ogromnym światem Majipooru, urozmaica sobie monotoną pracę w archiwach Labityntu nielegalnymi wyprawami do Rejestru Dusz.
Dzięki specjalnym urządzeniom do odtwarzania myslowych zapisów można tam przeżyć to, czego kiedyś doświadczały miliony rozumnych istot zamieszkujacych planetęprzez kilkanaście tysięcy lat. Wcielająca się na krótko w rozmaite postacie — władców, bohaterów, a także zwykłych mężczyzn i kobiet — Hissume w ciągu czterech lat zdobyła doswiadczenie, które pozwoli mu zrozumieć Majipoor…
1 ... 59 60 61 62 63 64 65 66 67 ... 83
Перейти на страницу:

Lecz czas był spokojny, interes szedł kiepsko ł chętni na kupno sklepu jakoś nie pojawiali się na horyzoncie. A poza tym wiele pokoleń jej rodziny mieszkało tu, w Velathys, i porzucić miasto tak po prostu wcale nie byłoby jej łatwo, niezależnie od tego, jak bardzo je znienawidziła. Tak więc Inyanna wstawała co dzień o wschodzie słońca, wychodziła na mały, wyłożony kamykami taras, kąpała się w kadzi deszczówki, którą trzymała specjalnie w tym celu, ubierała się, jadła śniadanie złożone z suszonej ryby i wina, a potem szła na dół otworzyć sklepik. Handlowała czym się tylko dało: belami płótna, glinianymi misami z południa, beczkami przypraw i owocowych konfitur, dzbanami wina, sztućcami z Narabalu, płatami drogiego mięsa smoków morskich, jasnymi, miniaturowymi latarenkami wytwarzanymi w Til-omon i wieloma innymi podobnymi rzeczami. Wiele było takich sklepików w Velathys ł żaden z nich nie prosperował. Od czasu śmierci matki Inyanna prowadziła księgi, inwentaryzowała towary, zamiatała podłogi, czyściła lady, wypełniała rządowe formularze, załatwiała pozwolenia i czuła się tym już strasznie zmęczona. Lecz cóż innego miało jej do zaoferowania życie? Była tylko mało ważną dziewczyną, mieszkającą w mało ważnym miasteczku w wilgotnych, deszczowych górach i przez najbliższe sześćdziesiąt czy siedemdziesiąt lat nie miała prawa spodziewać się jakichś istotnych zmian w swoim życiu.

Niewielu z jej klientów było ludźmi. Przez dziesięciolecia osiedlali się tu głównie Hjortowie i Liimenowie oraz Metamorfowie; ich prowincja, Piurifayne, leżała niedaleko, na północy za górami, i wielu Zmiennokształtnych osiadło w okolicy Velathys. Inyanna w sposób naturalny traktowała obcych, nawet Zmiennokształtnych, zazwyczaj wprawiających ludzi w zakłopotanie. Żałowała tylko, że tak rzadko widuje przedstawicieli swej rasy i że — choć szczupła i ładna, smukła, delikatna, o chłopięcej figurze — niewielu miała kochanków i nie znalazła do tej pory nikogo, z kim chciałaby się związać na dłużej. Gdyby kogoś takiego znalazła, nie musiałaby już pracować tak ciężko. Z drugiej strony ograniczyłby on jej wolność, zwłaszcza swobodę snucia marzeń, że nadejdzie czas, gdy nie będzie już sklepikarką z Velathys.

Pewnego dnia po południowym deszczu w sklepie pojawiła się dwójka nietutejszych. Byli pierwszymi klientami od kilku godzin. Jeden z nich był niski i tęgi — mały, okrągły człowieczek. Drugi — chudy, blady, wysoki, o kościstej, kanciastej twarzy — wyglądał jak jakiś drapieżnik z gór. Obaj ubrani byli w ciężkie białe szaty, przewiązane jaskrawopomarańczowymi pasami — powiadano, że takie stroje nosi się powszechnie w wielkich miastach na północy. Z pogardą rozejrzeli się po sklepiku, jak ludzie przyzwyczajeni do towarów w znacznie lepszym gatunku.

Niski mężczyzna spytał:

— Czy to pani nazywa się Inyanna Forlana?

— Tak.

Zajrzał w papiery.

— Córka Forlany Hayorn, która była córką Hayorn Inyanny?

— Trafiliście do właściwej osoby. Czy wolno wiedzieć…

— No, wreszcie! — krzyknął wysoki. — Odbyliśmy długą, pełną niewygód podróż. Gdyby tylko pani wiedziała, ile czasu jej szukaliśmy! Rzeką do Khyntoru, z Khyntoru do Dulornu, potem przeprawa przez te cholerne góry — czy tu nigdy nie przestaje padać? — a potem jeszcze wędrówka od domu do domu, od sklepiku do sklepiku i tak przez całe Velathys; pytaliśmy tu i tam…

— 1 to właśnie mnie szukaliście?

— Jeśli może pani dowieść swej tożsamości — tak.

Inyanna wzruszyła ramionami.

— Mam rodzinne dokumenty. Ale czego właściwie panowie ode mnie chcecie?

— Powinniśmy się przedstawić — stwierdził niższy. — Ja nazywam się Vezan Ormus, a mój kolega Steyg; jesteśmy urzędnikami jego wysokości Pontifexa Tyeverasa z Biura Spadków w Ni-moya. — Z bogato zdobionej, skórzanej torby Vezar Ormus wyjął plik papierów, przejrzał je szybko i powiedział:

— Starszą siostrą pani babki była niejaka Saleen Inyanna, która w dwudziestym trzecim roku pontyfikatu Kinnikena, za rządów Koronala Lorda Ossiera, osiedliła się w Ni-moya i wyszła za mąż za niejakiego Helmyota Gayoona, kuzyna trzeciego stopnia księcia.

Inyanna wpatrywała się w niego, nie pojmując ani słowa.

— Nic o tym nie wiem — powiedziała.

— Nie jesteśmy bynajmniej zaskoczeni — wtrącił Steyg. — Zdarzyło się to kilka pokoleń temu. I, bez wątpienia, biorąc pod uwagę wielką odległość i różnicę statusu rodzin, nie było między nimi zażyłych kontaktów.

— Babcia nigdy nie wspominała o bogatych krewnych w Ni-moya.

Vezan Ormus kaszlnął i zerknął w papiery.

— Niech i tak będzie. Helmyot Gavoon i Saleen Inyanna mieli trójkę dzieci, z których najstarsze, córka, odziedziczyło rodzinną posiadłość. Zginęła młodo w wypadku na polowaniu i wszelkie jej dobra przeszły na syna, Gavoona Dilamayne, który umarł w dziesiątym roku panowania Pontifexa Tyeverasa, a więc dziewięć lat temu, nie zostawiając potomka. Od tego czasu posiadłość pozostała nie zasiedlona, podczas gdy prowadzono poszukiwanie prawnych spadkobierców. Trzy lata temu ustalono…

— Że ja jestem spadkobierczynią?

— Tak, rzeczywiście — przytaknął Steyg z szerokim uśmiechem na swej kościstej twarzy.

Inyanna, choć od pewnego czasu spodziewała się takiego obrotu rozmowy, mimo wszystko była zdumiona. Nogi się pod nią ugięły, poczuła suchość w ustach, zdenerwowana podniosła rękę, strącając ze stolika i rozbijając wazę z drogiego serwisu z Alhanroelu. Zawstydzona tą reakcją, opanowała się z wysiłkiem i spytała:

— A co takiego odziedziczyłam?

— Wspaniały dom znany pod nazwą Nissimorn Prospect, położony na północnym brzegu Zimni, oraz trzy posiadłości w Dolinie Steiche, wydzierżawione i przynoszące dochody — oznajmił Steyg.

— Gratulujemy pani — dodał Vezan Ormus.

— A ja gratuluję panom dowcipu. Dziękuję za tę chwilę wesołej zabawy. A teraz, jeśli niczego nie chcecie kupić, to, proszę, wyjdźcie. Muszę popracować nad księgami, zbliża się termin płacenia podatków i…

— Nie wierzy nam pani — przerwał jej Vezan Ormus. — To w pełni zrozumiałe. Przybyliśmy tu z prawdziwie fantastyczną opowieścią, więc nie jest pani w stanie wziąć naszych słów za prawdę. Lecz proszę tylko pomyśleć: jesteśmy mieszkańcami Ni-moya. Czy przemierzylibyśmy tysiące kilometrów, docierając aż do Velathys, tylko po to, by zażartowć sobie z właścicielki niewielkiego sklepu? Proszę sprawdzić — pomachał plikiem papierów i wręczył je Inyannie.

Wzięła je drżącymi rękami. Widok i plany wspaniałej posiadłości wraz z potwierdzeniem prawa własności, genealogia, dokument z pieczęcią Pontifexa, noszący jej imię…

Podniosła wzrok, oszołomiona, nie wiedziała, co myśleć. Słabym, schrypniętym głosem spytała:

— Co powinnam teraz zrobić?

— Procedura jest rutynowa — wyjaśnił jej Steyg. — Musi pani wypełnić dokumenty poświadczające, że jest pani w istocie Inyanną Forlaną, musi pani podpisać zobowiązania opłacenia należnych podatków ze zakumulowanych dochodów, gdy obejmie już pani swą własność, musi pani uiścić opłaty za przekazanie wspomnianego tytułu własności i tak dalej. Poprowadzimy wszystkie sprawy w pani imieniu.

1 ... 59 60 61 62 63 64 65 66 67 ... 83
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)