Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Pierworodni [Firstborn - pl]
Pierworodni [Firstborn - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pierworodni [Firstborn - pl]

Электронная книга - «Pierworodni [Firstborn - pl]». Краткое содержание книги:

Pierworodni po raz pierwszy dali znać o sobie wywołując Nieciągłość, w wyniku której Ziemia została rozbita na fragmenty pochodzące z różnych epok. Jednym z rozbitków na tak odmienionej planecie, którą nazwano Mirem, była kobieta, imieniem Bisesa Dutt. Z przyczyn, których nie była w stanie zrozumieć, udało jej się nawiązać osobliwy kontakt z zagadkowym artefaktem i kryjącą się za nim potęgą, która odesłała ją z powrotem na Ziemię. Po powrocie odegrała zasadniczą rolę w podjętej przez całą ludzkość próbie powstrzymania katastrofy, potężnej burzy słonecznej, wywołanej przez Pierworodnych, która miała unicestwić wszelkie życie na całej planecie. Groźbie tej udało się wprawdzie zapobiec, ale straty, jakie poniosła Ziemia, były niewyobrażalne.
Teraz, w dwadzieścia lat później, Pierworodni wracają. Tym razem zastosowali broń ostateczną: w stronę Ziemi zmierza „bomba kosmologiczna”, urządzenie, którego działania ziemscy naukowcy właściwie nie pojmują i którego nie da się zatrzymać ani zniszczyć. Całemu światu grozi zagłada.
Rozpaczliwie poszukując ratunku, Bisesa udaje się na Marsa, a następnie na Mir, którego koniec także jest bliski. Ale kiedy wychodzą na jaw szokujące cechy natury Pierworodnych i ich mrożące krew w żyłach plany dotyczące rodzaju ludzkiego, z odległych o wiele lat świetlnych otchłani kosmosu przybywa nieoczekiwany sprzymierzeniec.
1 ... 59 60 61 62 63 64 65 66 67 ... 91
Перейти на страницу:

Ale pomyślała, że Oker jest bliski zrozumienia całej sytuacji.

Powiedziała:

— Panie burmistrzu, on ma rację. Wszechświat się rozszerza. Jego nieustanna ekspansja powoduje, że gwiazdy i galaktyki oddalają się od siebie. Ale ta ekspansja dotyczy także mniejszej skali.

Abdi powiedział:

— Ona rozerwie świat, zostaniemy rozrzuceni we wszystkich kierunkach. Potem rozpadną się nasze ciała. A jeszcze później rozpadną się same atomy, z których składają się nasze ciała. — Uśmiechnął się. — W taki sposób świat dobiegnie końca. Ekspansja, którą obecnie można wykryć tylko przy pomocy teleskopów, w końcu rozerwie wszystko na kawałki.

Rice patrzył na niego.

— Taki mały, pozbawiony uczuć, typek, co? — Popatrzył ponownie na list Emeline. — No dobrze, obudziła pani moje zainteresowanie. Pani Dutt, mówi pani, że rozmawiała pani o tym z ludźmi u siebie. Tak? Więc kiedy ta wielka bańka ma pęknąć? Ile czasu nam jeszcze zostało?

— Około pięciuset lat — powiedziała Bisesa. — Obliczenia są niełatwe, trudno mieć pewność.

Rice patrzył na nią.

— Pięć pieprzonych stuleci, bardzo przepraszam. A my nie mamy zapasów żywności nawet na pięć tygodni. No cóż, myślę, że na razie potraktuję to jako „sprawę do załatwienia”. Potarł oczy, pełen energii, lecz wyraźnie zestresowany. — Pięć stuleci. Jezu Chryste! Dobrze, co teraz?

Teraz przyszła kolej na układ słoneczny. Gifford Oker szepnął:

— Czytałem pani list, pani Dutt. Odbyła pani podróż statkiem kosmicznym na Marsa. Jakże cudowne musi być pani stulecie! — Otrząsnął się. — Wie pani, kiedy byłem małym chłopcem, spotkałem Juliusza Verne’a. Wielki człowiek. On by wiedział, jak się dostać na Marsa!

— Możemy się trzymać tematu? — warknął Rice. — Juliusz Verne, Jezu Chryste! Po prostu pokaż pani swoje rysunki, profesorze, widzę, że nie możesz się tego doczekać.

— Tak. Oto wyniki naszych badań układu słonecznego, pani Dutt. — Oker otworzył teczkę i rozłożył swoje materiały na biurku burmistrza. Były tam zdjęcia planet, kilka zamazanych czarno-białych fotografii, ale głównie kolorowe obrazy pracowicie naszkicowane ołówkiem. I coś, co wyglądało jak spektrogram, jak rozmazane kody kreskowe.

Bisesa pochyliła się do przodu. Prawie niedosłyszalnie mruknęła:

— Widzisz?

Jej telefon szepnął w odpowiedzi:

— Całkiem dobrze, Biseso.

Oker pchnął w jej stronę zestaw obrazów.

— To jest Wenus — powiedział.

W świecie Bisesy Wenus była kulą pokrytą oponą chmur. Sondy kosmiczne wykryły na niej atmosferę grubą jak ocean i ląd tak gorący, że topił się na nim ołów. Ale ta Wenus była inna. Na pierwszy rzut oka przypominała obraz Ziemi widzianej z przestrzeni kosmicznej: pasma chmur, szaroniebieski ocean, małe czapy lodowe na biegunach.

Oker powiedział:

— Całą planetę pokrywa ocean. Ocean i lód. Nie wykryliśmy ani śladu lądu. Ocean zawiera wodę. — Po omacku odszukał spektrogram. — Powietrze zawiera azot, trochę tlenu — ale mniej niż na Ziemi — i sporo dwutlenku węgla, który musi przenikać do wody. Oceany Wenus muszą musować jak coca cola! — Był to oklepany żart profesora. Ale teraz pochylił się do przodu. — I tam jest życie, na Wenus jest życie.

— Skąd pan to wie?

Wskazał zielone plamy widoczne na niektórych rysunkach.

— Nie widać żadnych szczegółów, ale w tych bezkresnych morzach muszą żyć zwierzęta, może ryby, ogromne wieloryby, które żywią się planktonem. Spodziewamy się, że występują tam jakieś ziemskie odpowiedniki, na skutek konwergencji — powiedział śmiało.

Oker przedstawił dalsze wyniki. Na nagiej tarczy Księżyca można było dostrzec nietrwałą atmosferę, a w głębi kraterów i bruzd migotała woda; miejscowi astronomowie uważali, że i tam dostrzegają ślady życia.

Było też kilka niezwykłych obrazów Merkurego. Zamazane szkice przedstawiały kształty przypominające utkaną ze światła sieć ciśniętą w sam środek ciemnej strony planety, na samej granicy widoczności. Oker powiedział, że kiedyś nastąpiło częściowe zaćmienie Słońca i niektórzy jego studenci donieśli, że widzieli podobne „pajęczyny plazmy” czy „plazmoidy” w atmosferze Słońca. Może to także była jakaś forma życia, znacznie dziwniejsza, istniejąca w niezwykle gorących gazach, które uchodziły ze Słońca w kierunku tarczy jego najbliższego dziecka.

Pod pretekstem ataku kaszlu Bisesa cofnęła się i szepnęła do telefonu:

— Myślisz, że to możliwe?

— Życie w plazmie nie jest niemożliwe — szepnął telefon. — W atmosferze słonecznej istnieją struktury powiązane ze sobą strumieniem magnetycznym.

Bisesa powiedziała ponuro:

— Tak. W czasie burzy wszyscy staliśmy się ekspertami w sprawach Słońca. Jak myślisz, co się tutaj dzieje?

— Mir stanowi próbkę życia na Ziemi, pobraną w czasie, gdy pojawiła się inteligencja, ludzie. Planetologowie uważają, że kiedy Wenus była bardzo młoda, była gorąca i wilgotna. Więc może Wenus była podobnie „próbkowana”. Sprawia to wrażenie zoptymalizowanej wersji układu słonecznego, każdego ze światów i być może plastry czasu w tych światach zostały wybrane w taki sposób, aby maksymalnie zwiększyć szanse istnienia życia. Zastanawiam się, co się dzieje w tym wszechświecie na Europie czy Tytanie, poza zasięgiem tutejszych teleskopów…

Teraz profesor Oker, wykazując instynkt showmana, przeszedł do punktu kulminacyjnego swojej prezentacji: Marsa.

Ale to nie był Mars, z obrazem którego Bisesa dorastała, a potem odwiedziła. Ten niebiesko-szary Mars nawet bardziej przypominał Ziemię niż pokryta wodą Wenus, ponieważ było na nim mnóstwo suchego lądu, liczne kontynenty i oceany, czapy lodowe na biegunach, a wszędzie snuły się strzępiaste chmury. Wydawał się jakiś swojski. Ten zielony pas to zapewne Valles Marineris; błękitna rysa na półkuli południowej mogła być ogromną niecką Helias. Większa część półkuli północnej wydawała się sucha.

Telefon szepnął:

— Coś jest nie tak, Biseso. Gdyby Mars, nasz Mars, był zalany wodą, cała półkula północna znalazłaby się pod powierzchnią morza.

— Vastitas Borealis.

— Tak. Coś dramatycznego musi się przytrafić temu Marsowi w przyszłości, coś, co zmieni kształt całej planety.

Rice słuchał Okera z rosnącym zniecierpliwieniem i w końcu mu przerwał.

— Daj spokój, Giffordzie. Przejdź do czegoś weselszego. Powiedz jej to, co powiedziałeś mnie, opowiedz jej o Marsjanach.

Oker wyszczerzył zęby w uśmiechu.

— Widać prostoliniowe ślady przecinające równiny Marsa. Te linie muszą być długie na setki mil.

— Kanały — natychmiast powiedział Abdi.

— A czymże innym mogłyby być? I kilku z nas uważa, że na lądzie zdołali dostrzec jakieś konstrukcje. Być może niesamowicie długie mury. Ale to jest kontrowersyjne, jest na granicy widzialności. Jednak co do tego — powiedział Oker — nie ma żadnych kontrowersji. Wyciągnął wykonaną w świetle spolaryzowanym fotografię, na której widać było jasne światła, jak gwiazdy, rozsiane na powierzchni Marsa. — Miasta — wyszeptał profesor Oker.

Emeline pochyliła się do przodu, dotykając zdjęcia.

— Mówiłam jej o tym — powiedziała.

Rice usiadł wygodnie.

— Więc to jest to, co mamy, pani Dutt — powiedział. — Pytanie brzmi, czy cokolwiek z tego może być dla pani użyteczne.

1 ... 59 60 61 62 63 64 65 66 67 ... 91
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)