Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Bez Pudła
Bez Pudła - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Bez Pudła

Электронная книга - «Bez Pudła». Краткое содержание книги:

Jack Reacher samotnie wędruje po kraju. Nie ma pracy, dokumentów, stałego adresu. Ale nigdy nie odwraca się od kogoś, kto prosi o pomoc. Teraz zaś pewna kobieta zwraca się do niego, bo potrzebuje wsparcia w nowej pracy.Czym się zajmuje? Ochroną wiceprezydenta Stanów Zjednoczonych. Przed ludźmi, którzy grożą mu śmiercią.I tak Reacher, zbrojny jedynie w szczoteczkę do zębów i ubranie, które ma na sobie, wkracza do niezwykle ekskluzywnego klubu w sercu waszyngtońskich kręgów władzy: siedziby amerykańskiej Secret Service. W grze o życie z upartymi biurokratami i tajemniczym bezwzględnym zabójcą musi wykorzystać swoją wrodzoną inteligencję, łajdacki urok i instynktowną skłonność do starannie kontrolowanej przemocy.Bez Pudła to kolejny thriller Lee Childa, błyskotliwa, romantyczna i trzymająca w napięciu opowieść o Jacku Reacherze, bohaterze twardym, fascynującym, brutalnym i obdarzonym iście zwierzęcym magnetyzmem.
1 ... 57 58 59 60 61 62 63 64 65 ... 102
Перейти на страницу:

– Jesteś sam? – spytała. Skinął głową.

– A ona gdzie?

– Wyszła.

– Sprawy służbowe czy brak przyjemności?

– Zagubienie – odparł. – Na zmianę albo chce, żebym był Joem, albo obwinia mnie o jego śmierć.

– Wciąż go kocha.

– Oczywiście.

– Sześć lat po zerwaniu.

– To normalne?

Wzruszyła ramionami.

– Mnie pytasz? Pewnie niektórzy ludzie zakochują się na długo. Musiał być supergościem.

– Tak naprawdę nie znałem go zbyt dobrze.

– Zginął przez ciebie?

– Oczywiście, że nie. Byłem wtedy milion kilometrów stąd. Od siedmiu lat z nim nie rozmawiałem, mówiłem już.

– To o co jej chodzi?

– Twierdzi, że zachowywał się nieostrożnie, bo porównywał się ze mną.

– A porównywał się?

– Wątpię.

– Mówiłeś, że po wszystkim czułeś się winny. Powiedziałeś mi to, gdy oglądaliśmy taśmy z kamer.

– Mówiłem, że byłem wściekły, nie winny.

– Wściekły, winny, to w sumie to samo. Skąd poczucie winy, skoro to nie przez ciebie?

– Teraz twierdzisz, że to przeze mnie?

– Pytam po prostu, skąd poczucie winy.

– Dorastał w fałszywym poczuciu bezpieczeństwa.

Reacher umilkł, cofnął się w głąb pokoju. Neagley poszła za nim. Położył się na łóżku i wyciągnął ręce, zwieszając dłonie za krawędź. Ona usiadła na krześle, tam gdzie wcześniej Froelich.

– Opowiedz mi o tym – poprosiła.

– Był duży i silny, ale był też kujonem – wyjaśnił Reacher. – W szkołach, do których chodziliśmy, równie dobrze mógł mieć wytatuowane na czole „skopcie mi tyłek”. A do tego, mimo że silny, nie był wcale taki twardy. I faktycznie, ktoś regularnie skopywał mu tyłek.

– I co?

– Ja byłem dwa lata młodszy, ale też duży, silny i twardy, i do tego niespecjalnie zakuwałem, toteż zacząłem się

nim opiekować, pewnie przez lojalność. Poza tym, i tak

lubiłem się bić. Miałem wtedy jakieś sześć lat, mieszałem się do wszystkiego i szybko się uczyłem. Wkrótce

zrozumiałem, że najważniejszy jest styl. Trzeba wyglądać

poważnie, jak ktoś, kto nie żartuje, a wtedy ludzie zaczynają się wycofywać. Czasami nie rezygnowali. W pierwszej klasie cały czas tłukłem się z ośmiolatkami. Ale szybko się uczyłem i potrafiłem zrobić im krzywdę. Byłem jak wariat, całkiem świadomie. Gdy przyjeżdżaliśmy w nowe miejsce, koledzy szybko orientowali się, że lepiej nie zaczepiać Joego, w przeciwnym razie oberwą od świra.

– Uroczy był z ciebie chłopczyk, nie ma co.

– To wojsko. W każdym innym miejscu wysłaliby mnie do poprawczaka.

– Twierdzisz, że Joe nauczył się na tobie polegać.

Reacher skinął głową.

– I tak to się ciągnęło przez dziesięć lat. Czasem było gorzej, czasem lepiej. W miarę jak dorastaliśmy, coraz rzadziej dochodziło do scysji. Ale gdy się zdarzały, było gorzej. Myślę, że podświadomie do tego przywykł. Dziesięć lat w okresie dorastania to naprawdę kawał czasu. Weszło mu to w krew, świadomość, że może ignorować niebezpieczeństwo, bo świr zawsze go ochrania. Toteż w pewnym sensie Froelich miała rację. Owszem, był nieostrożny. Nie dlatego, że starał się ze mną konkurować, ale ponieważ w głębi ducha uważał, że może sobie na to pozwolić. Bo zawsze go pilnowałem, tak jak matka zawsze go karmiła, a armia zapewniała mu dom.

– Ile miał lat, gdy zginął?

– Trzydzieści osiem.

– To dwadzieścia lat, Reacher. Miał dwadzieścia lat, by przywyknąć do nowej sytuacji. Wszyscy przywykamy.

– Czyżby? Czasami wciąż czuję się jak tamten sześciolatek. Wszyscy patrzą kątem oka, czujnie obserwując świra.

– Na przykład kto?

– Na przykład Froelich.

– Mówiła ci coś?

– Wyraźnie budzę w niej niepokój.

– Secret Service to organizacja cywilna, najwyżej paramilitarna. Są równie okropni jak zwykli obywatele.

Reacher uśmiechnął się, nie odpowiedział.

– Jak więc brzmi werdykt? – spytała Neagley. – Będziesz

odtąd krążył po świecie przekonany, że zabiłeś swojego

brata?

– Może odrobinę – odparł. – Ale mi przejdzie.

Przytaknęła.

– O tak, i powinno. To nie była twoja wina. Miał trzydzieści osiem lat. Nie czekał, aż zjawi się jego braciszek.

– Mogę cię o coś zapytać?

– O co?

– O coś innego, co mówiła Froelich.

– Zastanawia się, czemu tego nie robimy?

– Szybka jesteś – mruknął.

– Wyczułam to – wyjaśniła Neagley. – Odebrałam ją jako częściowo zatroskaną, częściowo zazdrosną, wręcz zimną. Ale też z drugiej strony skopałam jej tyłek podczas audytu.

– O tak.

– Wiesz, że nigdy nawet się nie dotknęliśmy, ty i ja? Nigdy nie mieliśmy żadnego kontaktu fizycznego. Nigdy nie poklepałeś mnie po plecach, nie uścisnąłeś dłoni.

Spojrzał na nią i przypomniał sobie ostatnich piętnaście lat.

– Naprawdę? – spytał. – To dobrze czy źle?

– Dobrze – odparła. – Ale nie pytaj czemu.

– W porządku – rzucił.

– Mam swoje powody, nie pytaj jakie. Nie lubię, gdy się mnie dotyka, a ty nigdy mnie nie dotknąłeś. Miałam

wrażenie, że to wyczuwasz, i zawsze to doceniałam. To jedna z przyczyn, dla których tak bardzo cię lubię.

Nie odpowiedział.

– Choć faktycznie powinieneś był wylądować w poprawczaku.

– A ty zapewne wraz ze mną.

– Tworzymy dobry zespół – rzekła. – Wróć ze mną do Chicago.

– Lubię wędrować – odparł.

– Dobra, nie naciskam. I spójrz na to z jaśniejszej strony. Odpuść trochę Froelich, pewnie jest tego warta. To miła babka. Zabawcie się, dobrze wam razem.

– Okay – mruknął. – Chyba tak.

Neagley wstała i ziewnęła.

– Wszystko w porządku? – spytał. Skinęła głową.

– Super.

A potem ucałowała koniuszki palców i posłała mu pocałunek z odległości dwóch metrów. Bez jednego słowa wyszła z pokoju.

* * *

Był zmęczony, ale też nabuzowany, a zimny pokój i niewygodne łóżko zniechęcały do snu. Włożył zatem z powrotem spodnie i koszulę, podszedł do szafy i wyciągnął pudełko Joego. Nie spodziewał się, że znajdzie w nim coś ciekawego. Po prostu stare rzeczy, to wszystko. Nikt nie zostawia ważnych rzeczy w domu dziewczyny, gdy wie, że pewnego dnia już tam nie wróci.

Postawił pudełko na łóżku i otworzył. Pierwszym co ujrzał, była para butów. Leżały na boku, złożone podeszwami, z jednej strony pudełka. Eleganckie czarne buty, z dobrej skóry, dość ciężkie. Staranne szwy, mocne noski, cienkie

sznurowadła w pięciu dziurkach. Najpewniej z importu, ale nie włoskie. Na to były zbyt solidne. Może angielskie, tak jak krawat w samoloty.

Reacher postawił je na kapie. Rozsunął obcasy o piętnaście centymetrów, noski nieco szerzej. Prawy obcas był mocniej starty niż lewy. Buty wyglądały na solidnie znoszone. Dostrzegał w nich kształt stóp Joego, cały kształt ciała wznoszącego się nad nimi, jakby stał tu niewidzialny. Przypominały maskę pośmiertną.

W pudełku były też trzy położone grzbietami do góry książki. Pierwsza to „W stronę Swanna”, pierwszy tom „W poszukiwaniu straconego czasu” Marcela Prousta. Francuskie wydanie w miękkiej okładce, nieozdobionej żadnym obrazkiem. Przerzucił ją szybko. Z językiem dawał sobie radę, ale treść przelatywała mu gdzieś nad głową. Drugi był podręcznik uniwersytecki dotyczący analiz statystycznych, gruby i ciężki. Reacher przejrzał go, szybko jednak się poddał. Nie rozumiał ani języka, ani treści. Położył książkę obok Prousta.

1 ... 57 58 59 60 61 62 63 64 65 ... 102
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)