Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Tylko ciebie chcę». Краткое содержание книги:

Po dwóch latach spędzonych w Nowym Jorku Step wraca do Rzymu. Wiele się tu zmieniło. Chłopak zaczyna pracę w telewizji, poznaje nowych ludzi, wśród nich żywiołową Gin. Przeszłość nie daje mu spokoju, ale teraźniejszość nie zostawia zbyt wiele czasu na jej rozpamiętywanie. Czy warto dążyć do wskrzeszenia dawnej miłości? Kontynuacja przeboju wydawniczego Trzy metry nad niebem. Pełna realizmu, śmiała powieść o miłości, seksie, dojrzewaniu, przyjaźni, namiętności i marzeniach – do grona znajomych postaci – Stepa, Babi, Palliny – dołączają nowi, równie barwni, zakręceni i nieprzewidywalni bohaterowie
1 ... 57 58 59 60 61 62 63 64 65 ... 125
Перейти на страницу:

Gin nie przestaje sapać, raz za razem okładając worek. – Prawy, lewy i unik! Świetnie, a teraz się cofnij, prawy, lewy i unik… I jeszcze raz to samo…

Jest cała zlana potem, ale nie przerywa, odrzuca tylko do tyłu czarne włosy. Po chwili, prawie jak na spowolnionym obrazie, rękawicą odgarnia włosy z twarzy i zakłada je sobie za ucho. Brakuje jeszcze tylko, żeby się zabrała za poprawianie makijażu. Kobiety i boks, toż to czysty obłęd. Podchodzę powoli, tak by nie rzucać się w oczy.

– Teraz przejdź do ofensywy i naprzód.

Gin zadaje dwa ciosy z lewej, następnie robi zamach z prawej. Błyskawicznie zmieniam jej położenie worka i blokuję prawe ramię.

– Bum. – Widzę, jak jej twarz przybiera wyraz zaskoczenia, wygląda wręcz, jakby ją zamurowało. Sam szybko zaciskam dłoń w pięść i trafiam ją lekko w brodę. – Cześć, Million Dollar Baby. Bum, bum i już po tobie. – Robi unik i udaje jej się wywinąć.

– Co ty tu robisz do cholery?

– Chciałem wypróbować tę siłownię.

– Myślałby kto! Akurat tę?

– Przypadek chciał, że tak wyszło, było mi na rękę, a ponieważ ja też „pracuję" w tej okolicy…

– Wybrali mnie niezależnie od ciebie.

– Ale czy ja coś powiedziałem.

– Zrobiłeś aluzję.

– Jesteś chora.

– Za to z ciebie skończony złamas!

– Dosyć tego, spokój… Tylko nie zaczynajcie mi tu na siłowni żadnych awantur, jasne?

Trener wkracza między nas.

– A poza tym, przepraszam, Ginevra… to twój pierwszy próbny trening tutaj u nas, nieprawdaż? Jeszcze się do nas, do Gymnastic, nie zapisałaś. A skoro tak, to przecież on nie mógł wiedzieć, nie mógł być pewny, że cię tu zastanie. To czysty przypadek.

Patrzę na nią i się uśmiecham. – To czysty przypadek. Całe życie jest pasmem przypadków. Według mnie to absurd, by doszukiwać się źródeł tego przypadku. Nie mam racji? To tylko przypadek, i już.

Gin się obrusza, a ręce, wciąż uwięzione w rękawicach, trzyma na biodrach.

– Co ty „przypadkiem" wygadujesz?

– Spokojnie, Ginevra. – Trener znowu interweniuje. – Za dużo między wami wrogości. Wygląda, jakbyście się nienawidzili.

– Nie wygląda. Tak jest!

– Wobec tego musicie uważać. Ty powinnaś być na bieżąco z tym, czego uczą w szkole i pamiętać takie zdanie: Odi et amo. Quare id fasciam… nescio… Nienawidzę i kocham. Pytasz, jak to robię… sam nie wiem…

Gin przewraca oczami.

– Tak, tak, dziękuję, znam to. Ale tutaj problem tkwi w czym innym.

– W takim razie rozwiązujcie go sobie na zewnątrz.

Patrzę na nią i się uśmiecham.

– Słusznie, prawda… To rzeczywiście dobry pomysł. Idziesz?

– Musisz uważać. Bo się okaże, że jej nie doceniasz, Ginevra jest silna, wiesz?

– Jakże mógłbym nie wiedzieć. Ma nawet trzeci dan.

– No co ty… – Trener wyraźnie się ożywia. – O tym nie wiedziałem. Serio?

– Tak, o dziwo mówi prawdę.

Trener odchodzi, kręcąc głową.

– Tyle wrogości, tyle wrogości. Tak nie może być, tak nie może być.

Po chwili wraca, cały roześmiany, jakby znalazł sposób, by zaradzić wszystkim problemom na świecie. A przynajmniej tym między mną a Gin.

– Dlaczego nie rozegracie szybkiej walki? Sami przyznajcie, czyż to nie idealne rozwiązanie, zdrowe ujście emocji.

Gin unosi rękę, na której ma rękawicę, rozchyla ją i pokazuje na mnie.

– Ta, nie łudź się nawet, że ten kolo ma ze sobą rzeczy na zmianę.

– A właśnie, że „ten kolo" ma.

Uśmiecham się do niej rozbawiony i sięgam za kolumnę po swoją torbę. – A teraz, posłuszny wskazówkom twojego trenera, natychmiast idę się przebrać. Ale nic się nie martw, widzimy się lada moment.

Gin i trener nie ruszają się z miejsca i patrzą, jak się oddalam.

– Naprawdę świetnie się składa, w gruncie rzeczy ten chłopak wydaje mi się sympatyczny, a przy okazji będziesz też mogła przećwiczyć część ciosów, które ci dzisiaj pokazałem, tak czy owak, uważam, że znakomicie załapałaś, o co idzie.

– Tak, a czy ty załapałeś, kim on jest?

Trener patrzy na mnie zdezorientowany. – Nie, a co, kto to taki?

– To Step.

Rozmyśla przez chwilę, ma przymknięte oczy, przywołuje znajome twarze, wspomnienia i zasłyszane tu i ówdzie, przekazywane z ust do ust historie. Nic. Nic mu to nie mówi.

– Step, Step, Step. Nie, w życiu nie słyszałem.

Patrzę na niego z niepokojem, gdy tymczasem on uśmiecha się do mnie cały zadowolony. – Nie, na serio, w życiu. Ale możesz być spokojna, dasz mu radę!

I w tym momencie docierają do mnie dwie rzeczy. Po pierwsze: to z pewnością nie jest dobry trener i po drugie: właśnie dlatego powinnam zacząć się martwić.

Lekka koszulka, spodenki, podkolanówki i nowe nike'i kupione w Nike Town w Nowym Jorku. – Ej, Step, cześć. – W szatni spotykam znajomego kolesia, którego imienia jednak nie pamiętam. – Co tam, trenujesz tutaj?

– Tylko dzisiaj. Przyszedłem na próbę, żeby się zorientować, jak sobie radzi ta siłownia.

– Radzi sobie, i to jeszcze jak! A poza tym przychodzi tu tłum lasek. Widziałeś tę tam przy worku? Zajebista na maksa.

– Niedługo będę się z nią boksował, tak na rozgrzewkę.

– No co ty!

Koleś, którego imienia za nic nie mogę sobie przypomnieć, patrzy na mnie zaskoczony, a już po chwili zaczyna mu rzednąć mina.

– Ej, chyba nie posunąłem się za daleko? Nie powinienem był tego mówić?

– Czego?

– Że jest zajebista na maksa?

Zamykam szafkę na klucz, wkładam kłódkę do kieszeni.

– A niby dlaczego nie? Przecież to prawda! – Uśmiecham się do niego i wychodzę.

– No jak tam, trzeci dan, czas zaczynać?

Gin patrzy na mnie, sztucznie się uśmiechając.

– Tyle tylko, że trzeci dan nie ma tu nic do rzeczy, a poza tym strasznie się powtarzasz, czy naprawdę nie stać cię na coś mniej oklepanego?

Śmieję się jak szalony i rozkładam ręce.

– Nie mogę w to uwierzyć. Lada moment mamy rozpocząć walkę bokserską, czeka nas porządne spotkanie, z gatunku tych zaciętych… a ty co? Wyzłośliwiasz się na mnie.

– Ładnie, wyzłośliwiasz się na mnie, właśnie tego słowa mi brakowało.

– Nie wolno ci się nim posługiwać, w tym wypadku prawa autorskie należą do mnie! – I niemal od razu po tym… Trach. Tego się nie spodziewałem. Trafia mnie w samą twarz z prawej, szybko, dokładnie, w ramach usprawiedliwienia mogę powiedzieć, że z zaskoczenia. Tak czy siak, celnie.

– Świetnie, znakomicie.

Trener podskakuje zadowolony.

– Prawy, lewy, wyprowadź, a potem przechodź do defensywy. Ruszam żuchwą, raz w prawo, raz w lewo, czuję, że została lekko nadwerężona.

– Żadnych złamań?

Gin podskakuje, jej nogi są w ciągłym ruchu, patrzy na mnie i unosi brew. – Jeśli chcesz, to możemy zaczynać na poważnie.

I zaraz, podrygując, zbliża się do mnie. – To był zaledwie przedsmak tego, co cię jeszcze czeka, boski Stepie. Aha, mój trener w życiu nie słyszał twojego imienia.

Wkładam rękawice i nie przestaję na nią patrzeć.

– Skoro już o tym mowa, to nie widział również zdjęcia, które ci zrobiłem polaroidem. Jasne, że gdyby je zobaczył…

1 ... 57 58 59 60 61 62 63 64 65 ... 125
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)