Nie licząc psa [To Say Nothing of the Dog - pl]
- Автор: Уиллис Конни
- Год: 1999
- Язык: польский
- Год: Pr
- ISBN: 83-7180-501-2
- Переводчик: Danuta Gorska
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Nie licząc psa [To Say Nothing of the Dog - pl]». Краткое содержание книги:
Musiałem przyznać jej trochę racji.
— Ale co będzie, kiedy ona odkryje, że nie mam zielonego pojęcia, gdzie jest strusia noga biskupa? Do konsekracji zostało dwa tygodnie, a mnie nie wolno wykonywać żadnych skoków.
— Pomogę ci — obiecała — i nigdzie nie musimy skakać. Poirot mówi, że do rozwiązania tajemnicy potrzebne są tylko „małe szare komórki”.
— Poirot? — powtórzyłem. — Jaki Poirot? Ten wikary?
— Nie — zaprzeczyła. — Herkules Poirot. Agatha Christie. On mówi…
— Agatha Christie? — Kompletnie się pogubiłem.
— Autorka kryminałów. Dwudziesty wiek. Miałam przydział do lat trzydziestych, zanim lady Schrapnell zaanektowała Oksford i moje życie, i to były okropnie ponure czasy: dojście do władzy Hitlera, ogólnoświatowa depresja, brak vidów, brak wirtualek, brak pieniędzy na kino. Nic do roboty poza czytaniem kryminalnych powieści. Dorothy Sayers, E.C. Benson, Agatha Christie. I krzyżówki — zakończyła — jakby to wszystko wyjaśniało.
— Krzyżówki?
— Raczej nie mają zastosowania w naszej obecnej sytuacji. Ale kryminały tak. Oczywiście zwykle piszą o morderstwach, nie o rabunkach, ale akcja zawsze rozgrywa się w wiejskim domu, takim jak ten, i sprawcą jest kamerdyner, przynajmniej w pierwszej setce kryminałów. Wszyscy są podejrzani i zawsze sprawcą jest najmniej prawdopodobna osoba, więc po pierwszej setce kamerdyner przestał być najmniej podejrzany i musieli się przerzucić na innych nieprawdopodobnych zbrodniarzy. No wiesz, nieszkodliwa starsza pani albo kochająca żona pastora, te rzeczy, ale czytelnicy szybko się połapali i autor musiał zrobić mordercę z detektywa albo narratora, chociaż to już wykorzystano w „Księżycowym kamieniu”. Sprawcą był bohater, tylko sam o tym nie wiedział. Lunatykował w koszuli nocnej, dość pikantny szczegół jak na czasy wiktoriańskie, a zbrodnia zawsze była niewiarygodnie skomplikowana. To znaczy w kryminałach nikt po prostu nie łapie skarbu i nie ucieka ani nie strzela do kogoś w gniewie, a na samym końcu, kiedy już myślisz, że wszystko rozwikłałeś, następuje ostatni zwrot akcji, i zbrodnia zawsze jest bardzo starannie zaplanowana, z przebraniami, alibi i rozkładem jazdy pociągów, i we frontyspisie muszą zamieścić plan domu, pokazujący wszystkie sypialnie i bibliotekę, gdzie zawsze znajdują ciało, i rozmieszczenie wszystkich drzwi, i nawet wtedy nie masz szans na rozwiązanie zagadki, i dlatego muszą sprowadzić detektywa o światowej sławie…
— Który rozwiązuje to przy użyciu szarych komórek? — wtrąciłem.
— Tak. Herkules Poirot, detektyw Agathy Christie, mówi, że wcale nie trzeba biegać dookoła, mierzyć śladów stóp i zbierać niedopałków papierosów, żeby rozwiązywać zagadki jak Sherlock Holmes. To jest detektyw Arthura Conan Doyle’a…
— Wiem, kim jest Sherlock Holmes.
— Och. No, w każdym razie Poirot mówi, że trzeba tylko użyć „małych szarych komórek” i przemyśleć problem.
— I wtedy znajdziemy strusią nogę biskupa. Tutaj, w 1888 roku — Mruknąłem, niezbyt przekonany.
— No, tutaj jej nie będzie, ale stąd możemy prześledzić, co się z nią stało — oznajmiła rozpromieniona Verity. Usadowiła się wygodnie na łóżku. — No więc kiedy ją widziałeś po raz ostatni?
Nigdy już nie zasnę. Będę prowadził te rozmowy w stylu „Alicji krainie Czarów”, jedna po drugiej, aż padnę z wyczerpania. Tutaj, w spokojnej, idyllicznej epoce wiktoriańskiej.
— Nie możemy tego zrobić rano? — poprosiłem.
— Rano nie będziemy sami — zaoponowała. — Im szybciej ją znajdziemy, tym szybciej przestaniemy się martwić, że lady Schrapnell wpadnie tutaj i zażąda wyjaśnień. Wiesz, nigdy jej nie widziałam. Słyszałam tylko plotki. Naprawdę jest taka ohydna, jak wszyscy mówią? Chyba nie przedstawia Odnalezienia Dzieciątka Mojżesza Przez Córki Faraona, jak ta okropność, którą widzieliśmy w Iffley? Urwała.
— Paplam bez sensu, prawda? Całkiem jak lord Peter. To jest detektyw Dorothy Sayers. Lord Peter Wimsey. On i Harriet Vane razem rozwiązują zagadki. Strasznie romantycznie, i znowu zaczynam, prawda? To znaczy paplać. Przeskoki tak na mnie działają.
Spojrzała na mnie ze skruchą.
— A ty cierpisz na dyschronię i powinieneś wypoczywać. Tak mi przykro.
Zsunęła się z łóżka i wzięła paczkę owiniętą w papier.
— To coś pośredniego pomiędzy kofeiną a alkoholem. Te skutki przeskoków. Na ciebie też tak wpływają? Robisz się oszołomiony i gadatliwy? — Podniosła swoje buty i pończochy. — Rano oboje poczujemy się lepiej.
Otworzyła drzwi i wyjrzała w ciemność.
— Prześpij się — szepnęła. — Wyglądasz okropnie. Musisz wypocząć, żeby rano pomóc mi rozdzielić Tossie i Terence’a. Wszystko zaplanowałam. Poproszę Terence’a, żeby pomógł mi ustawić namiot wróżki.
— Namiot wróżki? — powtórzyłem.
— Tak, a ty pomożesz Tossie na kiermaszu.
ROZDZIAŁ TRZYNASTY
…dla młodego człowieka wchodzącego w życie nie ma bardziej pouczającego doświadczenia, niż zamieszkać w wiejskim domu pod fałszywym nazwiskiem…