Przejście
- Автор: Уиллис Конни
- Год: 2003
- Язык: польский
- Год: Zysk i S-ka
- ISBN: 83-7298-253-8
- Переводчик: Piotr Budkiewicz
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Przejście». Краткое содержание книги:
Przez mniej więcej minutę panowała cisza; w tym czasie kardiolog słuchał pracy serca Grega, a potem wydawał polecenia, których Joanna nie dosłyszała.
— Tak jest — potaknęła Vielle.
Znowu wymruczane instrukcje.
— Chcę się widzieć ze Stephanie, gdy tylko tu przyjedzie — domagał się Greg.
— Odwiedzi pana na górze — poinformował go kardiolog. — Zabieramy pana na oddział intensywnej opieki kardiologicznej, panie Menotti. Najwyraźniej miał pan zawał mięśnia sercowego i musimy…
— To niedorzeczne — sprzeciwił się Greg. — Nic mi nie jest. Rąbnął mnie kawałek lodu i straciłem przytomność, kropka. Nie miałem żadnego zawału… — Nagle zapadła cisza.
— Panie Menotti? — odezwała się Vielle. — Greg?
— Reanimacja! — krzyknął kardiolog. — Zostaw to łóżko i szybko wózek do nagłych wypadków!
Rozległ się alarm reanimacyjny i do pokoju nagle wbiegło kilka osób. Joanna się cofnęła.
— Resuscytacja krążeniowo-oddechowa — nakazał kardiolog i dodał jeszcze coś, czego Joanna nie dosłyszała. Alarm wciąż dźwięczał przerywanym, ogłuszającym brzęczeniem. Czy to brzęczenie czy dzwonienie?, pomyślała od rzeczy Joanna. A potem zastanowiło ją, czy taki dźwięk słyszą ludzie, zanim wejdą do tunelu.
— Dawajcie tu elektrody — krzyknął lekarz. — I wyłączcie ten cholerny alarm.
Brzęczenie ustało. Stojak na kroplówkę dźwięknął metalicznie.
— Uwaga, defibrylacja. Strzelamy — oznajmił kardiolog. — Rozległo się innego rodzaju brzęczenie. — Jeszcze raz. Strzelamy. — Przerwa. — Dokładamy jeden amper.
— Za daleko — rozległ się głos Grega Menottiego, a Joanna odetchnęła.
— Mamy go — powiedział ktoś, a ktoś inny dodał: — Sinusoida rytmu w normie.
— Jest za daleko — odezwał się Greg. — Nigdy nie zjawi się tutaj na czas.
— Owszem, zjawi się — stwierdziła Vielle. — Stephanie już jedzie. Będzie za kilka minut.
Kolejna przerwa. Joanna wsłuchała się w spokojne piski dobiegające z kardiomonitora.
— Ciśnienie? — spytał kardiolog.
— Osiemdziesiąt na sześćdziesiąt.
— Nie — ze złością zaprzeczył Greg. — Pięćdziesiąt osiem. Nie uda się jej przybyć na czas.
— Była tylko kilka ulic stąd — wyjaśniła Vielle. — Pewnie już parkuje. Cierpliwości, Greg.
— Pięćdziesiąt osiem — upierał się Greg, a na oddział pośpiesznie weszła ładna blondynka w niebieskiej parce.
Asystentka pielęgniarki, która wcześniej znajdowała się w pokoju, pobiegła za nią, wołając:
— Proszę pani! Musi pani zostać w poczekalni. Proszę pani, nie może tam pani wchodzić.
Blondynka popchnęła drzwi.
— Greg, Stephanie przyjechała. — Joanna usłyszała głos Vielle. — Mówiłam ci, że tu się zjawi.
— Greg, to ja, Stephanie — płaczliwie jęknęła blondynka. — Jestem tu.
Cisza.
— Siedemdziesiąt na pięćdziesiąt — stwierdziła Vielle.
— Na chwilę zostawiłam komórkę w samochodzie, kiedy poszłam robić zakupy w spożywczym. Przepraszam. Przyjechałam najszybciej, jak mogłam.
— Sześćdziesiąt na czterdzieści i spada.
— Nie — szepnął słabym głosem Greg. — Za daleko dla niej.
Linia na monitorze się wyprostowała.
Rozdział 2
„Mijamy Forked River. Kurs Lakehurst”.