Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pierworodny
Pierworodny - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pierworodny

Электронная книга - «Pierworodny». Краткое содержание книги:

Silvanos, dostojny założyciel zjednoczonego państwa elfów znanego jako Silvanesti, umiera i zostaje pochowany w kryształowym grobowcu. Tron Mówcy Gwiazd przechodzi na jego syna — Sithela, który sam jest ojcem dwóch bliźniaczych synów. Książęta Sithas i Kith-Kanan reprezentują rodzące się w narodzie nowe frakcje. Niestabilna sytuację starają się wykorzystać wrogowie — zarówno ci zewnętrzni jak i wewnętrzni. Nieznani najeźdźcy pustoszą dalekie prowincje państwa, narastają niepokoje wśród ludu, mnożą się kolejne spiski pałacowe. Drogi rywalizujących ze sobą braci rozchodzą się. Obaj zmuszeni będą dokonywać dramatycznych wyborów, które położą kres jedności i zadecydują o losach ich rodziny i wszystkich elfów...
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 ... 86
Перейти на страницу:

— Wolne i Wierne Elfy! Zważcie na Jego Wysokość, Sithela, Mówcę Gwiazd!

Wszyscy jak jeden mąż pochylili w milczeniu swe głowy, gdy w wejściu pojawił się Sithel, który podszedł następnie do swego szmaragdowego tronu. Gdzieś z szeregów szlachty dał się słyszeć spontaniczny okrzyk: „Niech żyje Mówca!''. Chwilę później cała sala rozbrzmiała radosnymi okrzykami tłumnie przybyłych Silvanestyjczyków. Mówca wspiął się na schody i odwróciwszy się, stanął twarzą do zgromadzonych. Gdy tylko zasiadł na tronie, wrzawa ucichła.

Herold ponownie zabrał głos:

— Sithas, syn Sithela, następca tronu!

Sithas przeszedł przez drzwi, pokłonił się ojcu i zbliżył się do tronu. Ody młodzieniec pokonał siedem schodów prowadzących na podniesienie, Sithel wyciągnął dłoń, nakazując mu stanąć po lewej stronie tronu, Sithas zajął należne mu miejsce i odwrócił się twarzą do zgromadzonych.

Trąby ryknęły po raz kolejny.

— Lady Nirakina, małżonka Mówcy, i książę Kith-Kanan, jego syn!

Kith-Kanan wszedł do sali, prowadząc pod rękę swą matkę. Był teraz odziany w dworskie szaty z błękitnego niczym niebo płótna, które zwykł zakładać na specjalne okazje. Sztywnym krokiem przeszedł przez główną nawę, czując na swym ramieniu delikatną dłoń matki. Uśmiechnij się — szepnęła. — Nie znam czterech piątych z nich — mruknął Kith-Kanan.

— Mimo wszystko uśmiechnij się. Oni znają ciebie.

Kiedy dotarli do podstawy schodów, spod ceremonialnej szarfy Kith-Kanana wychynęła rękojeść jego miecza. Nirakina zerknęła na broń, którą niemal całkowicie skrywały suto marszczone fałdy błękitnej szaty.

— Po co to przyniosłeś? — szepnęła.

— To część mego stroju — odparł. — Mam prawo mieć ją u boku.

— Nie bądź bezczelny — mruknęła Nirakina. — Wiesz przecież, że to pokojowa okazja.

Na lewo od księcia Sithasa stało masywne drewniane krzesło obite czerwonym aksamitem, przygotowane dla żony Mówcy. Kith-Kanan, podobnie jak jego brat bliźniak, miał obowiązek stać w obecności swego ojca, monarchy.

Kiedy rodzina królewska zajęła już swe miejsca na podniesieniu, zgromadzeni na sali arystokraci utworzyli szpaler, aby oddać cześć Mówcy. Uświęcony tradycją rytuał w pierwszej kolejności wymagany był od kapłanów, następnie od ojców klanów z Domu Kapłana, aż w końcu od przedstawicieli istniejących w mieście gildii. Stojący na lewo od Sithasa Kith-Kanan poszukiwał w tłumie Hermathyi. Do sali przybyły niemalże trzy setki elfów i choć wszyscy zachowywali spokój, wieżę wypełniało szuranie stóp i bezustanny szelest jedwabiu i płótna. Heroldowie zbliżyli się do tronu i zapowiadali każdą z kolejnych grup, które zgromadziły się przed obliczem Mówcy. Kapłani i kapłanki pojawili się w białych szatach, złotych opaskach i szarfach, których kolory odpowiadały barwom ich opiekunów: srebrna E’li, czerwona — Matheri, brązowa — Kiri-Jolith i błękitna niczym niebo — Quenesti Pah i wielu innym. Zgodnie ze starożytnym prawem kapłani przybyli do wieży boso, by być bliżej uświęconej, silvanestyjskiej ziemi.

Ojcowie klanów zgromadzili swe rodziny przed obliczem Mówcy. Kith-Kanan wstrzymał oddech, kiedy na przedzie pojawił się lord Shenbarrus z Klanu Oakleaf. Był wdowcem, tak więc u jego boku stała najstarsza z córek. Hermathya.

Wówczas, po raz pierwszy odkąd wszedł do sali, głos zabrał Sitheclass="underline"

— Pani — zwrócił się do Hermathyi — czy zechcesz podejść bliżej?

Hermathya, odziana w haftowaną szatę koloru promieni letniego słońca, z uderzająco piękną twarzą obramowaną dwoma dziewczęcymi warkoczami — o których Kith-Kanan wiedział, że ich nienawidziła — pokłoniła się Mówcy i odsunąwszy się od rodziny, zajęła miejsce u podnóża schodów. Szept trzech setek języków natychmiast wypełnił salę.

Sithel wstał i wyciągnął w kierunku elfiej panny swą smukłą dłoń. Hermathya bez wahania pokonała dzielące ich schody i stanęła u boku Mówcy. Sithel skinął na herolda i powietrze przeciął samotny ton trąby. — Cisza na sali! Jego Wysokość będzie przemawiał! — zakrzyknął, herold.

Tłum zamilkł, Sithel przyjrzał się zgromadzonym, na koniec spoglądając ku swej żonie i synom.

— Święci kapłani, starzyzno, poddani. Bądźcie spokojni w swych sercach — przemówił donośnym, głębokim głosem, który odbijał się echem w ogromnej otwartej wieży. — Zwołałem was tutaj, aby przekazać radosną nowinę. Mój syn, Sithas, który te po mnie stanie się Mówcą Gwiazd, osiągnął wiek i chęć, aby się ożenić. Po należnej konsultacji z bogami, a także przywódcami klanów Domu Kapłana, znalazłem pannę godną ręki mego syna.

Lewa ręka Kith-Kanana sięgnęła rękojeści miecza i na młodego księcia spłynął niespotykany spokój. Myślał o tej chwili długo i ciężko. Wiedział, co musi zrobić.

— Wybrałem tę pannę, wiedząc doskonale, jakie rozczarowanie mój wybór przyniesie innym klanom — kontynuował Sithel. — Głęboko tego żałuję. Gdybyśmy żyli na ziemiach barbarzyńców, gdzie mężowie mogą mieć więcej niż tylko jedną żonę, przypuszczam, że byłbym w stanie uszczęśliwić więcej spośród was. — W szeregach zgromadzonej arystokracji dał się słyszeć uprzejmy śmiech. — Jednak Mówca może mieć tylko jedną żonę, tak więc jedną tylko wybrałem. Żywię wielką nadzieję, że ona i mój syn będą razem równie szczęśliwi, jak ja jestem szczęśliwy z moją umiłowaną Nirakiną.

Spojrzał na Sithasa, który stanął teraz u jego boku. Lewą ręką trzymając dłoń Hermathyi, drugą sięgnął po prawą dłoń swego starszego syna. Tłum wstrzymał oddech, czekając chwili, gdy Mówca wyda oficjalne orzeczenie.

— Przestańcie!

Palce młodych były ledwie o włos od siebie, gdy w wieży dał się słyszeć głos Kith-Kanana. Zaskoczony Sithel odwrócił się twarzą do młodszego syna. Wszystkie oczy zwróciły się ku księciu.

— Hermathya nie może poślubić Sithasa! — krzyknął Kith-Kanan.

— Zamilcz — surowym tonem odparł Sithel. — Czyś ty oszalał?

— Nie, ojcze — odparł słabym głosem Kith-Kanan. — Hermathya kocha mnie.

Sithas wyszarpnął rękę ze zwiotczałych palców ojca. W dłoni trzymał klejnot gwiazd, tradycyjny prezent zaręczynowy elfów. Wiedział, że coś złego wisiało w powietrzu. Kith-Kanan wyglądał na zbyt zmartwionego, gdy ojciec wyjawił imię wybranki. Książę nie domyślał się jednak powodu.

— Cóż to znaczy? — stojący u boku córki lord Shenbarrus zażądał wyjaśnień.

Kith-Kanan zbliżył się do krawędzi podniesienia.

— Powiedz mu, Hermathyo. Powiedz im wszystkim! Sithas spojrzał na ojca, którego oczy wpatrzone były w Hermathyę. Jej policzki oblały się delikatnym, różowym rumieńcem, jednak twarz dziewczyny wyrażała spokój, a jej wzrok wbity był w kamienną posadzkę.

Kiedy Hermathya nie rzekła ani słowa, Sithel zażądał wyjaśnień:

— Mów, dziewczyno. Powiedz prawdę. Hermathya podniosła wzrok i spojrzała w oczy Sithasa.

— Pragnę poślubić następcę Mówcy — rzekła. Jej głos tył spokojny, jednak w panującej dookoła ciszy każdy dźwięk, każde słowo brzmiało niczym trzask pioruna.

— Nie! — wykrzyknął Kith-Kanan. Co też ona mówi?

— Nie obawiaj się, Thyo. Nie pozwól, aby nasi ojcowie wpłynęli na twoją decyzję. Powiedz im prawdę! Powidz im, kogo naprawdę kochasz! Oczy Hermathyi wciąż jednak zwrócone były ku Sithasowi.

— Wybieram następce Mówcy. — Thyo! — Kith-Kanan pognałby w jej stronę, gdyby Nirakina nie zastąpiła mu dragi, błagając, by nie ruszał się z miejsca. Delikatnym, lecz stanowczym ruchem Kith-Kanan odsunął matkę na bok. Teraz już tylko Sithas dzielił go od Hermathyi. — Odsuń się bracie — rzeki Kith-Kanan.

— Zamilcz — ryknął Mówca. — Okrywasz hańbą nas wszystkich! Kith-Kanan wyciągnął miecz i Wieżę Gwiazd wypełniły westchnienia i krzyki. Dzierżyć broń w tym uświęconym miejscu oznaczało poważną zbrodnię i było aktem świętokradztwa. Kith-Kanan zawahał się. Spojrzał na trzymany w dłoni miecz, na twarze swego ojca i brata, a także na kobietę, którą kochał. Hermathya stalą nieruchomo, ze wzrokiem utkwionym w jego bracie. Jakiż to przedziwny wpływ mieli na nią?

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 ... 86
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)