Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Bez mojej zgody». Краткое содержание книги:

Anna została poczęta, by zostać dawczynią szpiku dla swej siostry, Kate. Nigdy nie kwestionowała tej roli, choć musi żyć tak, jakby była ciężko chora.
Ma dopiero trzynaście lat, a już przeszła niezliczone zabiegi operacyjne, by jej starsza siostra miała szansę wyleczyć się z białaczki. Jak większość nastolatków, Anna zastanawia się, kim jest; inaczej jednak niż przeciętna nastolatka ma poukładane życie: istnieje właściwie wyłącznie jako dopełnienie siostry. Dlatego podejmuje decyzję, która zagrozi jej rodzinie i prawdopodobnie będzie mieć fatalne konsekwencje dla Kate.
Powieść Picoult stawia wiele ważnych pytań. Co to znaczy być dobrym rodzicem, dobrą siostrą, dobrym człowiekiem? Czy rzeczywiście można robić wszystko, by ratować życie jednego dziecka, kosztem drugiego? Czy należy podążać za głosem serca, czy raczej pozwolić kierować sobą innym? W książce Jodi Picoult znów podejmuje kontrowersyjny temat – i robi to z wdziękiem, mądrością i wrażliwością.
Jodi Picoult to bestsellerowa autorka „New York Timesa”, ceniona za przenikliwość psychologiczną i umiejętność wglądu w serca i umysły ludzkie. Tym razem opowiada historię rodziny dotkniętej nieszczęściem choroby dziecka.
1 ... 55 56 57 58 59 60 61 62 63 ... 102
Перейти на страницу:

Takiego życia, jakie mam, też nigdy sobie nie wyobrażałam.

Nie mogę sobie nawet przypomnieć, jak czułam się kiedyś, dawno temu, kiedy słyszałam opowieści o matkach, u których wykryto raka sutka, albo o dzieciach z wrodzoną wadą serca lub inną patologią. Nie pamiętam tego osobliwego uczucia rozdarcia pomiędzy szczerym współczuciem a głęboką ulgą, że moją rodzinę los uchronił od podobnych nieszczęść. Tymczasem to my staliśmy się bohaterami takich opowieści, ludźmi, o których inni mówią z trwogą i ulgą zarazem.

Donna pochyla się nade mną i wyjmuje mi z ręki pilota. Dopóki jej nie było, nie zauważałam łez płynących mi z oczu.

– Saro – pyta pielęgniarka – pomóc ci w czymś?

Potrząsam głową, wstydząc się tej chwili słabości, wstydząc się tym bardziej, że mnie na niej przyłapano.

– Nic mi nie jest – zapieram się.

– A ja jestem Hillary Clinton – mruczy Donna. Chwyta mnie za rękę, wyciąga z fotela i wyprowadza z pokoju.

– Kate…

– … nawet nie zauważy, że nie było cię przy niej – kończy pielęgniarka.

Idziemy do malutkiej kuchni, gdzie ekspres z kawą pracuje okrągłą dobę. Donna napełnia dwa kubki.

– Przepraszam – mówię do niej.

– Za co? Że nie jesteś z kamienia?

– To nigdy nie ma końca – szepczę, a Donna kiwa głową, bo doskonale mnie rozumie. A ponieważ ja wiem, że ona rozumie, zaczynam mówić. Zwierzam się jej z wszystkich moich sekretów, a kiedy kończę, biorę głęboki wdech i uświadamiam sobie, że mówiłam bez przerwy przez godzinę. – O Boże – zrywam się – zajęłam ci tyle czasu.

– To nie był zmarnowany czas – odpowiada Donna. – A poza tym skończyłam zmianę już pół godziny temu.

Na moje policzki bije rumieniec.

– Musisz już iść. Na pewno chcesz się stąd wyrwać.

Zamiast wyjść, Donna przygarnia mnie do swojej szerokiej piersi.

– Jak my wszyscy, kochana – mówi.

Sala operacyjna w szpitalnej przychodni to małe pomieszczenie pełne lśniących srebrem przyrządów. Drzwi do niego otwierają się jak usta osoby noszącej aparat korekcyjny. Lekarze i pielęgniarki, których mała dobrze zna, tutaj kryją się za szczelnie zawiązanymi maskami i fartuchami; można ich poznać co najwyżej po oczach. Anna ciągnie mnie za połę ubrania, raz za razem, dopóki nie odwrócę się i nie klęknę przed nią.

– A gdybym teraz zmieniła zdanie? – pyta.

Kładę dłonie na jej ramionach.

– Nikt cię do niczego nie zmusi – odpowiadam – ale Kate na pewno bardzo liczy na ciebie. Tatuś i ja też.

Anna kiwa głową, wsuwając rączkę do mojej dłoni.

– Tylko nie puszczaj – prosi.

Pielęgniarka popycha ją lekko w stronę stołu operacyjnego.

– Zaraz zobaczysz, co my tu dla ciebie mamy – mówi, okrywając ją kocykiem nagrzanym na kaloryferze.

Anestezjolog przeciera maskę do narkozy wacikiem nasączonym jakimś czerwonym płynem.

– Wiesz, jak fajnie jest usnąć na truskawkowym polu? – pyta.

Zespół krząta się przy małej pacjentce, przylepiając do jej ciała czujniki, które będą śledzić oddech i pracę serca. Czynności te wykonują, dopóki mała leży na plecach, chociaż wiem, że do zabiegu przewrócą ją na bok. Szpik kostny pobiera się z kości krzyżowej.

Anestezjolog pokazuje Annie gumową harmonijkę pompki w jednym ze swoich przyrządów.

– Nadmuchasz mi ten balonik? – zagaduje, zakrywając jej maską nos i usta.

Anna do tej pory mocno trzymała moją rękę, ale w końcu jej uścisk zaczyna słabnąć. Jeszcze przez chwilę walczy z sennością. Choć całe jej ciało jest już w letargu, próbuje się na koniec jakby podnieść; widząc to, jedna pielęgniarka przytrzymuje ją za ramiona, a druga gestem mnie powstrzymuje.

– To zwyczajna reakcja na środek usypiający – wyjaśnia. – Możesz ją teraz pocałować.

Całuję więc córkę przez maskę. Dodaję też „dziękuję”, po czym wychodzę. Na korytarzu zdejmuję papierowy czepek i obuwie ochronne. Zerkam przez malutkie kwadratowe okienko. Pielęgniarki przewracają Annę na bok, a lekarz podnosi z wyjałowionej tacki niewiarygodnie długą igłę.

Wracam na górę. Poczekam razem z Kate.

Brian zagląda do pokoju Kate.

– Saro – mówi wyczerpanym głosem – Anna prosi, żebyś do niej przyszła.

Ale ja nie mogę być w dwóch miejscach naraz. Podsuwam Kate różową miskę w kształcie nerki, bo mała znów ma wymioty. Donna, stojąca obok mnie, układa ją z powrotem na poduszce.

– Teraz jestem zajęta – odpowiadam Brianowi.

– Anna prosi, żebyś do niej przyszła – powtarza Brian krótko.

Donna spogląda na niego, potem na mnie.

– Poradzimy sobie, dopóki nie wrócisz – zapewnia mnie.

Po chwili namysłu kiwam głową.

Anna leży na pediatrii, a tam nie ma izolatek z hermetycznymi drzwiami. Jej płacz słychać aż na korytarzu.

– Mamusiu – woła do mnie przez łzy – boli!

Siadam na łóżku i biorę ją w ramiona.

– Wiem, kochanie.

– Zostaniesz tutaj ze mną?

Potrząsam głową.

– Kate źle się czuje. Muszę do niej wrócić.

Anna mi się wyrywa.

– Ale ja też jestem w szpitalu – mówi. – Ja też!

Zerkam na Briana, stojącego nad nami.

– Czy ona dostaje środki przeciwbólowe?

– Tak, ale bardzo małe dawki. Pielęgniarka powiedziała, że tutaj nie przesadza się z lekami dla dzieci.

– Co za bzdura. – Wstaję z łóżka.

Anna kwili płaczliwie i łapie mnie za ubranie. – Zaraz wracam, kotku.

Zatrzymuję pierwszą napotkaną pielęgniarkę. Na onkologii znam je wszystkie; tutaj nikogo.

– Anna godzinę temu dostała tylenol – słyszę. – Wiem, że odczuwa dolegliwości…

– Roxicet. Tylenol z kodeiną. Naproxen. Jeśli lekarz jeszcze tego nie przepisał, proszę natychmiast zapytać, czy można to podać.

– Proszę wybaczyć, pani Fitzgerald – mówi obruszona pielęgniarka – ale znam się na tym, robię to codziennie i…

– Ja też robię to codziennie.

Wracam do pokoju Anny, niosąc kieliszek z dziecięcą dawką roxicetu, która albo uśmierzy jej ból, albo odurzy ją na tyle, że nie będzie już zbyt wiele czuła. Kiedy wchodzę, zastaję w pokoju Briana, zmagającego się swoimi szerokimi dłońmi z lilipucią zapinką łańcuszka, na którym wisi złote serduszko.

– Twoja siostra dostała od ciebie wielki prezent. Ty też na coś zasłużyłaś – mówi Annie ojciec.

Zgadzam się z tym. Oczywiście, że Anna zasługuje na wdzięczność po tym, jak oddała siostrze szpik kostny. Oczywiście, że należy jej się wdzięczność i uznanie. A jednak nigdy nie przyszło mi na myśl, że można wynagrodzić czyjeś cierpienie. My wszyscy od tak dawna jesteśmy z nim oswojeni.

Kiedy wchodzę, dwie pary oczu kierują się na mnie.

– Zobacz, co dostałam od taty! – woła Anna.

Wyciągam w jej stronę kieliszek ze środkiem przeciwbólowym, nędzną namiastką prezentu od mamy.

Kilka minut po dziesiątej Brian przyprowadza Annę do pokoju, w którym leży Kate. Anna idzie powoli jak staruszka, wspierając się ciężko na ręce taty. Pielęgniarki pomagają jej nałożyć maskę, fartuch, rękawiczki i obuwie ochronne. Tylko w takim stroju można wejść do izolatki onkologicznej, a i tak lekarze wykazali sporo dobrej woli, bo dzieciom w ogóle nie wolno tutaj przebywać.

Doktor Chance wskazuje na torebkę ze szpikiem kostnym, wiszącą na stojaku do kroplówki. Obracam Annę tak, żeby mogła ją zobaczyć.

– To właśnie – mówię – dostaliśmy od ciebie.

Anna wydyma wargi.

– Ohyda. Weźcie to sobie.

– Dobry pomysł – przytakuje doktor Chance. Jeden jego ruch i gęsty rubinowy szpik zaczyna sączyć się do cewnika centralnego w piersi Kate.

1 ... 55 56 57 58 59 60 61 62 63 ... 102
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)