Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Obfite piersi, pełne biodra - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Obfite piersi, pełne biodra

Электронная книга - «Obfite piersi, pełne biodra». Краткое содержание книги:

Obfitymi piersiami i pełnymi biodrami natura obdarza kobiety z rodziny Shangguan, mieszkającej w małej chińskiej wiosce, w prowincji Shandong. Od obfitych piersi i matczynego mleka uzależniony jest narrator powieści, długo wyczekiwany syn, brat ośmiu starszych sióstr. Losy rodziny ukazane są na tle wydarzeń historycznych, począwszy od Powstania Bokserów w 1900 roku, poprzez upadek dynastii Qing, inwazję japońską, walki Kuomintangu z komunistami, „rewolucję kulturalną”, aż do reform gospodarczych. Na prowincji życie toczy się jednak obok wielkich przemian, rządzą tam najprostsze instynkty, a podstawową wartością jest przetrwanie.
W powieści Obfite piersi, pełne biodra wszystko jest trochę oderwane od rzeczywistości, pełne makabrycznych zdarzeń i wynaturzonych postaci, ocierające się o magię – a jednocześnie opisane prostym, niezwykle obrazowym językiem, przesycone ironią i czarnym humorem. Zręczność stylistyczna i wybujała fantazja Mo Yana powodują, że lektura wciąga na długo – jest to jedna z tych książek, które czyta się zachłannie, mimo że ogłuszają, wyprowadzają z równowagi.
1 ... 55 56 57 58 59 60 61 62 63 ... 185
Перейти на страницу:

– Chodźcie tu wszyscy, poszerzycie sobie horyzonty!

Zdjęła pokrowiec z czarnej tkaniny, odsłaniając wszystkie sekrety tajemniczego pudełka. Chwyciła korbkę i zakręciła nią, po czym uśmiechnęła się zagadkowo.

– Posłuchajcie, tak brzmi śmiech cudzoziemca – obwieściła.

Dźwięk, który nagle wydobył się z aparatu, okropnie nas wystraszył.

Śmiech cudzoziemca przypominał jęki demonów z niesamowitych opowieści.

– Idź, zabierz to stąd, szybko! – krzyczała matka. – Zabierz to pudło, pełne demonów!

– Mamo, ależ ty jesteś zacofana – rzekła Pandi. – To jest gramofon, nie żadne pudło z demonami.

– Igła się zużyła. Trzeba wymienić na nową! – dobiegł zza okna szyderczy głos Laidi.

– Niech się pani nie wymądrza, pani Sha! – odparła Pandi równie szyderczo.

– Tyle czasu używałam tej zabawki, że już mi się znudziła – ciągnęła Najstarsza Siostra. – Raz nawet nasikałam do tej blaszanej tuby. Nie chcesz wierzyć, to wsadź tam głowę i powąchaj!

Piąta Siostra wetknęła nos do środka blaszanego kielicha, zmarszczyła brwi i wciągnęła powietrze. Nie powiedziała nam, jaki zapach wyczuła. Czym prędzej sam wetknąłem nos do tuby – cuchnęła czymś podobnym do solonej ryby. Siostra odepchnęła mnie.

– Ty zdradliwa lisico! – krzyknęła Piąta Siostra nienawistnie. – Powinni byli cię rozstrzelać, a ja cię uratowałam!

– Mogłam go zabić, gdybyś mi nie przeszkodziła! – odkrzyknęła Najstarsza Siostra. – Patrzcie tylko na nią, wygląda wam na niewinną dziewicę? A te jej wielkie cycki! Jiang tyle czasu je miętosił, że wyglądają jak zeschłe rzepy!

– Przeklęta zdradliwa suka! Zdrajczyni! – Piąta Siostra odruchowo skuliła ramiona, chowając obwisłe piersi. – Śmierdząca suka, żona zdradliwego psa!

– Wynoście się stąd obie! – wybuchnęła matka. – Precz z moich oczu, niech was szlag trafi, bylebym nie musiała was więcej oglądać!

Poczułem szacunek i podziw dla Shangguan Laidi. Rzeczywiście nasikała do tuby tego drogocennego aparatu! Jej historie o szkiełku przybliżającym odległe przedmioty także musiały być prawdziwe. „To się nazywa lornetka i wisi na szyi każdego dowódcy". Shangguan Laidi rozparła się wygodnie w pełnym siana oślim korycie.

– Ty mały głuptasku! – zwróciła się do mnie przyjaźnie.

– Nie jestem żadnym głuptaskiem! Wcale nie jestem głupi! – broniłem się.

– A ja myślę, że jesteś jeszcze bardzo głupiutki. Nagle rozchyliła czarną suknię i uniosła wysoko nogi.

– Patrz! – rzekła zduszonym głosem.

Promień słońca padł na jej uda, brzuch i piersi podobne do sutków maciory.

– Właź! – zarządziła.

Spojrzałem na jej uśmiechniętą twarz na drugim końcu koryta.

– Chodź tu i napij się mojego mleka. Matka pozwoliła mojej córce ssać jej pierś, a teraz ja dam ci trochę mojego mleka. W ten sposób będziemy kwita.

Podszedłem na drżących nogach do koryta. Jej ciało wygięło się niczym prężąca się do skoku ryba. Złapała mnie oburącz za ramiona i zarzuciła mi czarny płaszcz na głowę. Zapadła ciemność. Badałem ją, ciekawski i pełen niepokoju, onieśmielony i zaintrygowany. Poczułem zapach identyczny z tym, który odkryłem w blaszanej tubie.

– Tutaj, tutaj! – dobiegł mnie z bardzo daleka głos siostry. – Głuptasku… – Wepchnęła mi brodawkę do ust. – Ssij, mały szczeniaku. Nie jesteś z rodziny Shangguan, jesteś bękartem!

Gorzki kurz, pokrywający jej brodawkę, rozpuścił mi się w ustach. Spod pachy wydobywała się dławiąca, wstrętna woń. Poczułem, że zaraz się uduszę, lecz ona trzymała mnie mocno za głowę obiema rękami i napierała całym ciałem, jakby chciała wepchnąć mi swoją dużą, twardą pierś w całości do ust. Nie mogłem już wytrzymać i ugryzłem ją w sutek. Podniosła się gwałtownie. Wyślizgnąłem się spod płaszcza i skuliłem u jej stóp, czekając na kopnięcie albo dwa. Łzy płynęły po pociągłej, ciemnej twarzy Laidi. Jej piersi falowały, skryte za czarną zasłoną i rozkwitały mnóstwem przecudnych piór, niczym dwie ptasie samice w czasie godów.

Bardzo żałowałem tego, co się stało. Wyciągnąłem rękę i dotknąłem nieśmiało grzbietu jej dłoni. Pogłaskała mnie po policzku.

– Braciszku – szepnęła – nie mów nikomu…

Pokiwałem głową na znak szczerej obietnicy.

– Powiem ci coś w tajemnicy – rzekła. – Mąż twojej Najstarszej Siostry powiedział mi we śnie, że wcale nie umarł, a jego dusza wcieliła się w białoskórego mężczyznę o blond włosach.

Wyszedłem na ulicę. Myśli o sekretnym spotkaniu z Laidi kłębiły się w mojej głowie jak szalone. Pięcioosobowa grupa żołnierzy przebiegła obok mnie w zawrotnym tempie, ich twarze promieniały dziką radością. Jeden z nich, tęgawy, szturchnął mnie, krzycząc:

– Hej, mały! Japońskie diabły się poddały! Wracaj szybko do domu i powiedz matce! Japonia skapitulowała, wygraliśmy wojnę!

Po ulicach skakały tłumy żołnierzy, krzycząc z radości, a wśród nich paru oszołomionych cywilów. Japońskie diabły skapitulowały, a Jintongowi nie pozwalają już ssać piersi. Shangguan Laidi chciała użyczyć mi swoich, lecz nie było w nich mleka, a brodawki pokrywał zimny nalot o przykrym zapachu. Na myśl o tym wpadłem w beznadziejną rozpacz. Głuchoniemy, mąż Trzeciej Siostry, wybiegł wielkimi krokami na ulicę od północnej strony, niosąc Ptasią Nieśmiertelną. Matka wyrzuciła go razem z jego podkomendnymi po śmierci Sha Yuelianga, toteż wszyscy osiedlili się w jego rodzinnym domu, a Ptasia Nieśmiertelna przeprowadziła się razem z nim. Nie mieszkali już z nami, lecz bezwstydne wrzaski Ptasiej Nieśmiertelnej nieraz dobiegały nocami od strony domu Sunów i wwiercały się w moje uszy. Teraz mąż niósł ją w naszą stronę. Siedziała w jego objęciach, z ogromnym brzuchem, ubrana w biały strój, który wyglądał jak uszyty przez tego samego krawca i według tej samej miary, co czarna szata Shangguan Laidi; różniły się jedynie barwą. Na widok stroju Ptasiej Nieśmiertelnej pomyślałem o stroju Laidi, który przypomniał mi o jej piersiach, a te z kolei przywiodły mi na myśl piersi Ptasiej Nieśmiertelnej. Piersi Ptasiej Nieśmiertelnej miały niewątpliwie najwyższą lokatę wśród piersi wszystkich kobiet z rodu Shangguan. Delikatne, pełne życia i urocze; ich leciutko uniesione brodawki były ruchliwe jak pyszczki jeża. Skoro piersi Ptasiej Nieśmiertelnej zajmowały pierwsze miejsce – czy znaczy to, że piersi Laidi znajdowały się na dalszym? Na to pytanie mogę dać jedynie niejasną odpowiedź, ponieważ gdy tylko zyskałem świadomość tego, co dzieje się wokół mnie, odkryłem, że uroda piersi jest pojęciem niezwykle szerokim: o ile nigdy nie należy pochopnie stwierdzać, że czyjeś piersi są brzydkie, o tyle zawsze można bezpiecznie powiedzieć, że są piękne. Jeże też bywają piękne, podobnie prosięta.

Głuchoniemy postawił Ptasią Nieśmiertelną naprzeciwko mnie. „A-ao! A-ao!" – I zamachał mi przyjaźnie przed nosem wielką pięścią rozmiarów końskiego kopyta. Domyśliłem się, że jego „A-ao! A-ao!" oznacza tyle, co: „Japońskie diabły skapitulowały". Pogalopował ulicą niczym dziki bawół.

1 ... 55 56 57 58 59 60 61 62 63 ... 185
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)