Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Alfa Eridana [Альфа Эридана - pl]
Alfa Eridana [Альфа Эридана - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Alfa Eridana [Альфа Эридана - pl]

Электронная книга - «Alfa Eridana [Альфа Эридана - pl]». Краткое содержание книги:

Alfa Eridana [Альфа Эридана - pl]
1 ... 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62
Перейти на страницу:

Niedostrzegalnie pojaśniało, nadszedł świt. Russow rozróżniał niewyraźnie wyszczerzony pysk jakiegoś apokaliptycznego potwora, długie, mocarne, haczykowate łapy i gigantyczny tułów, porysowany przedziwnymi wzorami o nie dającej się określić w mroku barwie.

I znowu wlókł się na czworakach, łkając z wysiłku, zasypiając i budząc się. Późny poranek zastał go na równinie. Silny wiatr szybko osuszał mokry grunt. Z parującej ziemi unosiły się drżące mgiełki… Przy astrolocie znalazł się dopiero wieczorem i upadł po raz ostatni. Zapadając w sen tuż przy luku wejściowym, uśmiechnął się blado, uradowany, że wreszcie skończył się ów marsz ponad siły.

Russow dwie doby odsypiał w salonie, nie wstając nawet, by się pożywić. Teraz nie lękał się żadnych żywiołów tej planety. Broniły go ściany „Pallady”, które były nie do pokonania. Towarzysze spoczywali w anabiozie.

Trzeciego dnia Russow obudził się, czując się zupełnie wypoczętym, pomimo tępego, dokuczliwego bólu w całym ciele. Dwa seanse w kabinie orzeźwiających naświetleń, wysokokaloryczne pożywienie i „gwiezdny nektar” całkowicie przywróciły mu siły i rześkość. Nadszedł czas, by pomyśleć o odlocie.

Russow wszedł do Centralnej Kabiny Nawigacyjnej i strwożonym wzrokiem obrzucił olbrzymią ilość skomplikowanych przyrządów, guzików, tarcz i robotów. „Nie lękaj się — mówiły do niego — znasz nas przecież”. Russow westchnął, zgnębiony, że nie może od razu włączyć silników i podążyć ku ojczystej Ziemi. Program… Czy potrafi go ułożyć bez pomocy matematyka, astronoma, programistów?… Gdzieś tam w niezmiernej przestrzeni, w odległości kwintylionów kilometrów, płynie w Kosmosie Słońce, a wraz z nim planety i Ziemia przebiegając 250 kilometrów na sekundę; z nie mniejszą prędkością mknie w przestrzeni Alfa Eridana ze swoimi planetami; trudno, bardzo trudno trafić będzie statkiem „w cel”. Na przestrzeni dwudziestu parseków czyhają na niego zakłócenia sił grawitacyjnych, wypaczające linię kursa, międzygwiezdne pola magnetyczne fałszujące pomiary przyrządów, setki nieprzewidzianych przypadków… A przecież trajektoria lotu przebiegać powinna dokładnie po linii prostej, albowiem tylko po prostej poruszać się może astrolot z prędkością zbliżoną do prędkości światła. Na Ziemi wykaz rozkazów przeznaczonych dla robotów, utrzymujących podobną trajektorię lotu, sporządza olbrzymi Ośrodek Matematyczny Miasta Wieczności. Russow wiedział, że szkic rozkazów na drogę powrotną w ogólnych zarysach przygotował tenże Ośrodek. Jednakże ściśle skorygować program można jedynie tu, na miejscu, gdy pozna się ostateczne dane dotyczące miejsca postoju statku. Pracę tę wykonałaby cała załoga „Pallady” w ciągu, być może, paru tygodni. A obecnie on sam…

Russow szybko odszukał w safesie Warrena szkic schematu programu, przygotowany jeszcze na Ziemi, i udał się z nim do biblioteki — informatora. Musiał teraz wytężyć wszystkie swoje umiejętności, zmobilizować całą wolę, żeby poprzez analizę i obliczenia wypełnić te oto puste klatki perforowanej taśmy dwoistymi liczbami, tymi śmiesznie prostymi połączeniami otworów na taśmie, poza którymi jednakże ukrywał się ogrom wiedzy, pracy i obliczeń.

Russow w jakiś sposób przypominał studenta z okresu starożytnego, przygotowującego się do egzaminu, gdy od sesji dzieliły go zaledwie dni. Pracował zaciekle, tracąc rachubę czasu, czyniąc jedynie krótkie przerwy dla snu. Elektronowe maszyny matematyczne — jego wierni pomocnicy — pracowały bez ustanku. Fale czasu bezdźwięcznie mknęły ponad nim, a on niczego nie widząc ani nie słysząc płynął unoszony jego nurtem. Mijały dni za dniami przechodząc w tygodnie i miesiące. Mózg jego tracił swą sprawność w dżungli rachunku przemienności i tensorowego, tak jak niedawno wyczerpywało się jego ciało w gęstwinie dziewiczego lasu.

…I oto puste klatki perforowanych taśm zostały wreszcie wypełnione. Świadomość powoli uwalniała się od odurzającego czadu cyfr, równań, logarytmów. Russow długo spoglądał na tarczę relatywistycznego Zegara Czasu, dopóki nie uświadomił sobie, że minął co najmniej rok od chwili, gdy przystąpił do obliczeń. Nie mógł w to uwierzyć i jeszcze raz spojrzał na zegar. Tak jednak było naprawdę…

Perforowana taśma niemal bezgłośnie wpełzała w okienko Mózgu Elektronowego. Teraz praca niezmiernie skomplikowanych systemów elektronowych „Pallady” nie zależała już od woli Russowa. Jego rola sprowadzała się do obserwowania, kontrolowania i interwencji w razie ewentualnej awarii. Jeszcze raz przeanalizował dane, które służyły mu jako punkt wyjścia dla przeprowadzonych obliczeń. Wszystko było jak gdyby w porządku, lecz gdzieś w głębi świadomości przyczaiło się jakieś nieuchwytne uczucie niepewności i zwątpienia. Czy wszystko przewidział przy sporządzaniu programu? A może w jakimś punkcie obliczeń popełnił błąd?… Wysiłkiem woli odrzucił tę myśl, tłumacząc ją przemęczeniem, i postanowił dobrze wypocząć przed ważnym etapem czynności, jakim jest start z planety i wyprowadzenie „Pallady” na odcinek trasy biegnący po linii prostej.

…Nadszedł czas odlotu. Russow z mocno bijącym sercem włączył astrotelewizor i pożegnalnym spojrzeniem obrzucił żółtopomarańczowe lasy, pyszne równiny, porośnięte wysoką sięgającą wzrostu człowieka trawą, fioletowe niebo. — Naprzód — powiedział donośnym głosem, dodając sobie odwagi, gdyż przygniatały go cisza i milczenie, zalegające statek, którego był jedynym członkiem załogi. Stanowczym ruchem nacisnął guzik Przedstartowych Operacji. Niskim tonem zanuciły roboty regulujące podwozie. Russow nie widział, jak skomplikowany system „mądrych” mechanizmów podciągnął płynnie gigantyczne kleszcze, służące do lądowania, lecz usłyszał głuchy ryk silników, które nadawały statkowi pionową pozycję — astrolot powoli unosił się dziobem do góry. W tym momencie, kiedy „Pallada” podniosła się na całą swą tysiącmetrową długość, automatycznie włączył się pierścień jądrowowodorowych silników startowych. Korpus astrolotu odpowiedział na to silną wibracją. Niby ramiona gigantycznego lewara ogniste słupy rozżarzonych gazów z początku powoli, a potem coraz szybciej uniosły rakietę nad spaloną ziemią. Grube łodygi traw, sycząc i pękając, skręciły się w powrósła, wyciągając ku niebu spalone, powykręcane pędy, jak gdyby wygrażając odlatującemu w Kosmos intruzowi.

1 ... 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)