Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Straż! Straż! [Guards! Guards! - pl]
Straż! Straż! [Guards! Guards! - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Straż! Straż! [Guards! Guards! - pl]

Электронная книга - «Straż! Straż! [Guards! Guards! - pl]». Краткое содержание книги:

Służba na Straży Nocnej bynajmniej nie należy do zajęć zapewniających splendor i powszechny szacunek, a cóż dopiero mówić o dowodzeniu tą formacją.
Niestety, kapitan Vimes nie ma wyboru, szuka więc pociechy na dnie butelki, jego dwóm podwładnym nie pozostaje zaś nic innego jak starannie unikać miejsc, gdzie może zostać popełnione jakiekolwiek przestępstwo. Wszyscy zdążyli przywyknąć do tej sytuacji, lecz pewnego dnia wybucha potworne zamieszanie: oto do Ankh-Morpork przybywa gigantyczny krasnolud Marchewa i postanawia zostać najlepszym strażnikiem w historii miasta — akurat wtedy, gdy do miasta przybywa smok.
Powieść tłumaczy, dlaczego z pewnych względów można to uznać za zdarzenie pozytywne, z innych za negatywne. Marchewa nie ma co do tego wątpliwości.
1 ... 55 56 57 58 59 60 61 62 63 ... 78
Перейти на страницу:

Smok zmienił pozycję na dachu najbliższego domu, raz czy dwa razy machnął skrzydłami, ziewnął i wyciągnął szyję w dół.

Szczęśliwy ojciec trzech córek stał ze wzniesioną pięścią pośrodku rosnącego szybko kręgu nagiego bruku. Mały człowieczek wyrwał mu się ze zmartwiałych palców i umknął w cień.

Nagle wydało się wszystkim, że jeszcze żaden człowiek na świecie nie był taki samotny i pozbawiony przyjaciół.

— Rozumiem — powiedział cicho.

Spojrzał ponuro na wścibskiego gada. Smok właściwie nawet nie sprawiał wrażenia szczególnie rozzłoszczonego. Przyglądał się człowiekowi z czymś zbliżonym do ciekawości.

— Nie boję się! — krzyknął mężczyzna. Głos odbił się echem w absolutnej ciszy. — Nie zwyciężysz nas! Jeśli mnie zabijesz, to równie dobrze możesz zabić wszystkich!

Niespokojnie zaszurały stopy w tych grupach wśród tłumu, które nie uznały tego stwierdzenia za aksjomatycznie prawdziwe.

— Możemy z tobą walczyć! — oznajmił mężczyzna. — Powiedzcie wszyscy, że możemy! Sierżancie, jak to było z tym ludem zjednoczonym?

— Ee… — odpowiedział Colon, czując, że kręgosłup zmienia mu się w sopel lodu.

— Ostrzegam cię, smoku, duch ludzki jest…

Nie dowiedzieli się, jaki jest, a przynajmniej jaki jest jego zdaniem. Choć możliwe, że w mroku bezsennych nocy niektórzy przypominali sobie późniejsze wydarzenia i formułowali całkiem obiektywne i budzące mdłości opinie. Na przykład, że jedną z często pomijanych cech ludzkiego ducha jest ta, iż wprawdzie w odpowiednich warunkach bywa on mężny, szlachetny i wspaniały, to jednak, kiedy się dobrze zastanowić, jest tylko ludzki.

Ojciec trzech córek, trafiony prosto w pierś strugą smoczego ognia, był jeszcze przez moment widoczny jako biała od żaru sylwetka, a potem skromne czarne resztki spłynęły do niewielkiej kałuży roztopionego bruku.

Płomień zgasł.

Ludzie stali jak posągi, bojąc się, że ucieczka bardziej zwróci na nich uwagę.

Smok patrzył z góry, zaciekawiony, co teraz zrobią.

Colon uznał, że jest jedynym obecnym na miejscu przedstawicielem władz, do niego więc należy opanowanie sytuacji. Odchrząknął.

— Już po wszystkim! — zawołał, próbując opanować drżenie. — Proszę się rozejść. Nie ma na co patrzeć. Proszę się rozejść. Proszę przechodzić. Nie zatrzymywać się.

Zamachał rękami z czymś przypominającym stanowczość. Ludzie rozchodzili się nerwowo. Kątem oka zauważył czerwone płomienie za dachami domów i iskry ulatujące spiralą w niebo.

— Nie macie domów, żeby do nich wracać? — wychrypiał.

* * *

Bibliotekarz przeszedł do biblioteki tutaj i teraz. Każdy włosek jego sierści jeżył się ze złości. Pchnął drzwi i ruszył w zalęknione miasto. Już wkrótce ktoś się przekona, że jego najgorszym koszmarem jest rozwścieczony bibliotekarz.

Z odznaką.

* * *

Smok krążył od niechcenia nad pogrążonym w mroku miastem. Prawie nie poruszał skrzydłami. Prądy termiczne dawały mu dostateczną siłę nośną.

W całym Ankh-Morpork płonęły domy. Między rzeką a zagrożonymi budynkami tylu ludzi podawało sobie wiadra z wodą, że stale ktoś je mylił albo porywał cudze. Zresztą wcale nie były potrzebne — do nabierania mętnych wód Ankh wystarczyłyby siatki.

W dole rzeki grupa czarnych od dymu mężczyzn gorączkowo usiłowała zatrzasnąć potężne wrota pod Mosiężnym Mostem. Wrota te stanowiły ostatnią linię obrony przed pożarem — pozbawiona odpływu rzeka rozlewała się powoli i wypełniała przestrzeń między murami.

Pracujący na moście należeli do ludzi, którzy nie mogli albo nie chcieli uciekać. Wielu innych tłoczyło się w bramach miejskich i podążało już przez chłodne, spowite mgłą równiny.

Ale nie uszli daleko. Smok z gracją wykręcił pętlę ponad miastem i przefrunął nad murami. Po kilku sekundach straże zobaczyły błyski jaskrawego ognia wśród mgły. Ludzka fala popłynęła z powrotem, a smok unosił się nad nią niczym pies pasterski. Pożary płonącego miasta rozjaśniały czerwonym blaskiem dolne powierzchnie jego skrzydeł.

— Ma pan jakiś pomysł, co powinniśmy teraz robić, sierżancie? — zapytał Nobby.

Colon nie odpowiedział. Szkoda, że nie ma z nami kapitana Vimesa, myślał. On też by nie wiedział, co robić, ale dysponował o wiele szerszym słownictwem, żeby to wyrazić.

Niektóre pożary wygasły, gdy wylewająca rzeka i ludzie z wiadrami spełnili swoje zadanie. Smok chyba nie chciał rozpalać nowych. Dał do zrozumienia, o co mu chodzi.

— Zastanawiam się, na kogo padnie — mruknął Nobby.

— Co? — nie zrozumiał Marchewa.

— Kto będzie ofiarą.

— Sierżant mówił, że ludzie do tego nie dopuszczą. — Marchewa nie tracił spokoju.

— Niby tak. Ale pomyśl. Jeżeli spytasz ludzi, co wolą: czy spłonąć razem z domami, czy żeby smok pożarł jakąś dziewczynę, której pewnie i tak nigdy nie spotkali, to zaczną się zastanawiać. Ludzka natura…

— Jestem pewien, że w odpowiednim czasie zjawi się bohater. Z jakąś nową bronią albo co. I trafi w czułe miejsce. Nastąpiła cisza, oznaczająca pilne nasłuchiwanie.

— Niby co? — zapytał Nobby.

— Miejsce. Tam, gdzie jest czuły. Dziadek opowiadał mi różne historie. Trafisz smoka w czułe miejsce, mawiał, i już po nim.

— Jakby go kopnąć w te one? — Nobby zainteresował się wyraźnie.

— Nie wiem. Chyba tak. Ale mówiłem już, że nie wolno kopać…

— A gdzie jest to miejsce?

— U każdego smoka gdzie indziej. Czekasz, aż nad tobą przeleci, mówisz: o, to jest czułe miejsce, i wtedy go zabijasz. Coś w tym rodzaju.

Sierżant Colon wpatrywał się tępo w pustkę.

— Hmm — mruknął Nobby.

Przez chwilę obserwowali panikę. Wreszcie odezwał się sierżant.

— Jesteś pewien co do tych czułości?

— Tak. Całkiem pewien.

— Wolałbym, żebyś nie był, chłopcze. Znowu spojrzeli na przerażone miasto.

— Przecież zawsze pan opowiadał, sierżancie — zaczął Nobby — jak to w wojsku zdobywał pan nagrody za strzelanie z łuku. Miał pan szczęśliwą strzałę i zawsze pilnował, żeby ją znaleźć, i jeszcze…

— No dobrze, dobrze. Ale to nie to samo. Poza tym nie jestem bohaterem. Dlaczego mam to robić?

— Kapitan Vimes płaci panu trzydzieści dolarów na miesiąc — przypomniał Marchewa.

— Właśnie. — Nobby wyszczerzył zęby. — I dostaje pan jeszcze pięć dolarów dodatku za wyższą odpowiedzialność.

— Ale Vimesa nie ma — odparł gniewnie Colon. Marchewa spojrzał na niego surowo.

— Jestem przekonany — oznajmił — że gdyby był z nami, pierwszy by…

Colon uciszył go gestem.

— Wszystko świetnie — powiedział. — A co będzie, jeśli spudłują?

— Niech pan na to spojrzy od jaśniejszej strony — zaproponował Nobby. — Pewnie nigdy się pan nie dowie.

Smętna mina sierżanta przekształciła się w desperacki, złośliwy uśmieszek.

— My się nie dowiemy, chciałeś powiedzieć.

— Co?

— Jeśli ci się wydaje, że stanę na jakimś dachu całkiem sam, to się mylisz. Rozkazuję wam, żebyście mi towarzyszyli. Zresztą — dodał Colon — ty też dostajesz dolara za odpowiedzialność.

Nobby skrzywił się przerażony.

— Wcale nie! — zawołał. — Kapitan Vimes mówił, że mi go odbiera, bo jestem hańbą ludzkiej rasy!

1 ... 55 56 57 58 59 60 61 62 63 ... 78
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)