Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Żniwo - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Żniwo

Электронная книга - «Żniwo». Краткое содержание книги:

Trzymający w napięciu thriller medyczny mistrzyni tematu, głównej konkurentki Robina Cooka i Michaela Palmera. Doskonała lektura zwłaszcza dla tych, którzy mają wątpliwości co do funkcjonowania służby zdrowia…
Dwie osoby gotowe do operacji i tylko jedno serce, które można przeszczepić. Gdy doktor Abby DiMatteo podejmowała decyzję, by dokonać przeszczepu u umierającego siedemnastolatka, nie przypuszczała, że wywoła tym lawinę wydarzeń. Kim jest czterdziestosześcioletnia, bogata kobieta, która, wedle przełożonych, winna była otrzymać narząd? Tego Abby nie wie. Wie jednak, że coś jest nie w porządku – jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki pojawia się drugie serce i operacja może się odbyć. Cud? To mało prawdopodobne. W wyniku podjętych decyzji, pracę traci przełożona kobiety, a sama Abby zaczyna stawiać sobie niewygodne pytania. Czy to możliwe, że narządy do transplantacji pochodzą z nie do końca legalnych źródeł? Gdzie leżą granice etyki lekarskiej? Dyrekcja nie życzy sobie rozgłosu, ale sumienie zmusza Abby do poprowadzenia prywatnego śledztwa.
1 ... 55 56 57 58 59 60 61 62 63 ... 111
Перейти на страницу:

– To jest moja kryjówka – powiedział Jakow. – Nie możesz nikomu jej zdradzić. Przyrzeknij, że nikomu nie powiesz.

– Dlaczego miałbym komuś mówić? To ohydne miejsce. Zimno tu i mokro. I założę się, że gdzieś tam są myszy. Pewnie teraz leżymy w mysim gównie.

– Tutaj nie ma żadnego mysiego gówna.

– Skąd wiesz? Przecież nic nie widzisz.

– Jak ci się nie podoba, to możesz się wynosić. No już. – Jakow kopnął kolegę, zamiatając przy okazji trochę wiórów. Głupi Aleksiej. Po co Jakow w ogóle go tutaj zabrał. Ktoś, kto wszędzie nosi ze sobą wypchanego psa, na pewno nie umie cieszyć się z przygód. – No idź sobie! Z tobą to żadna zabawa.

– Nie wiem, którędy mam wrócić.

– I sądzisz, że ci pokażę drogę?

– Ty mnie tu przyprowadziłeś. Musisz mnie zaprowadzić z powrotem.

– Wcale nie muszę.

– Zaprowadź mnie, albo powiem wszystkim o twojej głupiej kryjówce. Obrzydliwej kryjówce, pełnej mysich kup. – Aleksiej wygramolił się ze skrzyni sypiąc trocinami w twarz Jakowa. – Lepiej zaprowadź mnie z powrotem, albo…

– Zamknij się – powiedział Jakow. Chwycił Aleksieja za koszulę i pociągnął go z powrotem. Obaj chłopcy upadli w trociny.

– Ty idioto! – krzyknął Aleksiej.

– Posłuchaj, posłuchaj!

– Co?

Gdzieś ponad nimi najpierw skrzypnęły, a potem zatrzasnęły się drzwi. Czyjeś kroki zwielokrotnione echem zadudniły po metalowych stopniach.

Jakow podczołgał się do otworu i wyjrzał na zewnątrz. Ktoś pukał do niebieskich drzwi. Chwilę później otworzono je. Jakow zdążył dostrzec jasne włosy kobiety, która natychmiast zniknęła w pomieszczeniu.

Jakow wycofał się z powrotem do skrzyni.

– To tylko Nadia.

– Czy jeszcze jest tam?

– Nie, weszła przez te niebieskie drzwi.

– Co tam jest?

– Nie wiem.

– A mówiłeś, że jesteś wielkim badaczem.

– Ty na pewno jesteś wielkim głupkiem. – Jakow jeszcze raz chciał kopnąć Aleksieja, ale udało mu się tylko wzbić w powietrze trochę trocin. – Tamte drzwi są zawsze zamknięte. Ktoś musi tam mieszkać.

– Skąd wiesz?

– Bo Nadia zapukała i ktoś wpuścił ją do środka.

Aleksiej głębiej wcisnął się w skrzynię, zmienił zdanie, nie chciał teraz wychodzić stąd tak natychmiast.

– To na pewno ci od przepiórek – szepnął.

Jakow przypomniał sobie tacę z winem i dwoma kieliszkami, cebulę duszoną na maśle i sześć małych ptaszków polanych sosem. Jego żołądek dał znać o sobie.

– Posłuchaj – powiedział. – Potrafię wydawać okropne dźwięki z brzucha. – Wciągnął, a potem szybko wypiął brzuch. Symfonia bulgotania i burczenia była rzeczywiście imponująca.

Ale Aleksiej powiedział tylko:

– To obrzydliwe.

– Dla ciebie wszystko jest obrzydliwe. Co z tobą?

– Nie lubię ohydnych rzeczy.

– Kiedyś je lubiłeś.

– Ale już nie lubię.

– To pewnie przez Nadię. Przez nią zrobił się z ciebie straszny mięczak. Zakochałeś się w niej, czy co?

– Nieprawda.

– Tak, tak.

– Wcale nie! – Aleksiej rzucił w Jakowa garść trocin, trafiając prosto w twarz. Obaj chłopcy rzucili się na siebie i zaczęli szamotać. Nie było tu zbyt wiele miejsca, więc nie mogli zrobić sobie krzywdy. Potem Aleksiejowi zapodział się Szu-Szu gdzieś w trocinach, więc zaczął grzebać dookoła, a Jakow był już znudzony tą całą sprzeczką.

Przez chwilę chłopcy odpoczywali. Aleksiej znalazł Szu-Szu i mocno przytulał go do siebie, a Jakow próbował wydobyć ze swego żołądka jeszcze bardziej okropne dźwięki. Po chwili i to mu się znudziło. Leżeli więc tak zmęczeni i znudzeni, a miarowy dźwięk silników działał na nich usypiająco podobnie jak kołysanie morza.

Nagle Aleksiej powiedział:

– Nie jestem w niej zakochany.

– A co mnie obchodzi.

– Ale inni chłopcy ją lubią. Słyszałeś, jak o niej mówią? – Aleksiej przerwał na chwilę, a potem dodał. – Podoba mi się jej zapach. Kobiety pachną inaczej. Tak miękko.

– Zapach nie może być miękki.

– Może. Właśnie tak pachnie kobieta, czujesz ten zapach i wiesz, że gdybyś ją dotknął byłaby miękka. – Aleksiej pogłaskał Szu-Szu. Jakow słyszał, jak jego ręka drapie zniszczony materiał.

– Moja mama tak pachniała – powiedział Aleksiej.

Jakow przypomniał sobie swój sen. Mama, jej uśmiech, kosmyk jasnych włosów przy policzku. Tak, Aleksiej miał rację. We śnie jego matka rzeczywiście pachniała miękko.

– Możesz mi nie wierzyć – tłumaczył się Aleksiej – ale ja pamiętam ciągle jeszcze niektóre rzeczy o niej.

Jakow wyciągnął się, dotykając stopami ściany skrzyni. Czy ja urosłem? – zastanawiał się.

– Czy ty nie myślisz o swojej matce? – zapytał Aleksiej.

– Nie.

– Pewnie i tak jej nie pamiętasz.

– Pamiętam, że była piękna. Miała zielone oczy.

– Skąd miałbyś to wiedzieć? Wujek Misza mówił, że byłeś jeszcze niemowlakiem, kiedy ona odeszła.

– Miałem cztery lata. Nie byłem niemowlakiem.

– Ja miałem sześć, kiedy odeszła moja mama i prawie nic nie pamiętam.

– Ja pamiętam, że moja miała zielone oczy.

– Może miała i co z tego?

Odgłos zamykanych drzwi sprawił, że obaj umilkli. Jakow podsunął się do otworu skrzyni i spojrzał w górę. To znowu była Nadia. Właśnie wyszła niebieskimi drzwiami i schodziła po stopniach. Poszła w kierunku przedniego luku.

– Nie lubię jej – powiedział Jakow.

– A ja tak. Chciałbym żeby była moją mamą.

– Ale ona nie lubi dzieci.

– Wujkowi Miszy powiedziała, że poświęca nam swoje życie.

– Wierzysz w to?

– Dlaczego miałaby kłamać?

Jakow starał się wymyślić jakąś odpowiedź, ale nic mu nie przychodziło do głowy. Zresztą nawet gdyby coś wymyślił i tak Aleksiej by mu nie uwierzył. Głupi Aleksiej. Wszyscy byli głupi. Nadia ogłupiła wszystkich jedenastu chłopców i każdy był w niej zakochany. Walczyli ze sobą o to, kto będzie siedział przy niej podczas kolacji. Gapili się na nią, przymilali się do niej jak szczeniaki! W nocy przed zaśnięciem rozmawiali tylko o Nadii. Co lubi, co zjadła na lunch, o wszystkim, co jej dotyczyło, ile mogła mieć lat, albo jaką bieliznę nosiła pod swoimi szarymi sukienkami. Zastanawiali się, czy Gregor, którego nie lubili, był jej kochankiem i jednogłośnie zdecydowali, że to niemożliwe. Starsi chłopcy wyjaśniali młodszym wszystkie szczegóły o anatomii kobiety, po co są tampony, jak i gdzie się je wkłada. Im więcej dowiadywali się o świecie dorosłych, tym bardziej rosło ich zainteresowanie i fascynacja Nadią.

1 ... 55 56 57 58 59 60 61 62 63 ... 111
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)