Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Znaczy Kapitan - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Znaczy Kapitan

Электронная книга - «Znaczy Kapitan». Краткое содержание книги:

В книге Znaczy Kapitan говорится не о чем-то, далеким от жизни, о чем-то выдуманном, чего никогда не имело места. Она не является и хронологией фактических событий; их последовательность и сопутствующие им второстепенные обстоятельства могли быть несколько иными. Но все, написанное в книге, основывается на правдивых событиях. Книга рассказывает о неизменных ценностях, которые были, есть и будут - подобно морю, которое существовало, существует и будет существовать до скончания веков.
Книга получила ряд премий - литературную им. М. Запуского, премию читателей журнале Morze и др. - как наилучший морской роман двадцатилетия Польской Народной Республики. 
1 ... 55 56 57 58 59 60 61 62 63 ... 135
Перейти на страницу:

Na mostku spotkałem kapitana. Popatrzył na mnie uważnie i spytał:

- Znaczy, co się stało? Czy pan chory?

- Pochowałem, panie kapitanie, Jakuba Paganela - odpowiedziałem zamyślony, nie zdając sobie na razie sprawy z tego, co mówię.

- Znaczy, jakiego Jakuba Paganela? - spytał ze współczuciem.

Nikomu nie mówiłem o Paganelu, by go nie narazić na ciekawość. Teraz, gdy chciałem sprawę wyjaśnić, nie by­łem pewny, czy kapitan pamięta, że Jakub Paganel to je­den z bohaterów książki „Dzieci kapitana Granta”.

- Jakub Paganel, pamięta pan kapitan, był uczestni­kiem podróży dzieci kapitana Granta.

- Pamiętam! Znaczy, tylko nie rozumiem, w jaki sposób go pan teraz pochował?

Musiałem mieć mocno zmartwiony wyraz twarzy, sko­ro kapitan pomyślał, że jestem chory i usiłował zrozumieć to, co mówię. Ale znów się zapowiadało, że nie dojdzie­my natychmiast do porozumienia.

- To był konik polny z Halifaxu. - wytłumaczyłem.

Pomimo że żałowałem Paganela, zdałem sobie w tej chwili sprawę, że wikłam się w nową historię z kapita­nem. Wyraz twarzy kapitana był nieokreślony. Resztki współczucia były jeszcze widoczne, ale co dalej?

- W Halifaxie znalazłem na mostku konika polnego i zabrałem go do kabiny. Całą podróż odbył z nami i bar­dzo się oswoił. Gdy wróciłem dziś, Paganel nie żył.

- Znaczy, co Paganel ma wspólnego z konikiem pol­nym?

- Nazwałem konika polnego Jakubem Paganelem.

- Znaczy, dlaczego pan go tak nazwał?

Odpowiedź na to pytanie zaczynała wkraczać na tory bardzo długiej i bardzo zawiłej rozmowy. W tej chwili podeszło do kapitana kilku inżynierów stoczniowych.

- Znaczy, na razie dziękuję panu - powiedział mi i na tym historia Paganela urwała się na zawsze.

ORTODROMA

Z Gdyni do Nowego Jorku chodziły nasze transatlanty­ki przez Kopenhagę. Po minięciu Skagen trzymały kurs na cieśninę Pentland pomiędzy Szkocją i Orkadami. Od Cape Wrath, półnoćno-zachodniego cypla Szkocji, szło się na północ od nie oświetlonej wysepki Rockall, od któ­rej rozpoczynała się ORTODROMA.

Od Gdyni do Skagen, jeśli nie było silnych wiatrów, pasażerowie czuli się zazwyczaj dobrze. I w tej podróży na naszym transatlantyku, jak zwykle gdy było spokojnie, wieczorami tańczono w salonach. Przez podniesienie szy­by skajlajtu, wbudowanego w mostek, można było obser­wować część głównego salonu i na małym odcinku sali widzieć tańczące pary. Jeśli orkiestra grała straussowskie walce, nie mieliśmy wątpliwości, że na sali znajduje się kapitan i byliśmy pewni, że nie przyjdzie na mostek. Ład­nie tańczył, a najbardziej lubił walce. Bardzo szybko zo­rientowaliśmy się, że ulubionym jego walcem jest walc z „Zemsty nietoperza”. Jeśli go grano, to wiedzieliśmy, że zobaczymy przez uchylony skajlajt tańczącego kapitana.

Walc ten dziwnie pasował do osoby kapitana. Był pompatyczny, tajemniczy i pełen romantyczności, o którą mocno kapitana podejrzewaliśmy pomimo całej jego su­rowości.

Morze Północne również dawało niekiedy okazję do słuchania walców, ale mgła i przejście przez cieśninę Pent­land były zawsze zwiastunami zjawienia się kapitana na mostku.

W tej podróży, gdy przechodziliśmy Petitland, kapitan oznajmił mi, że przed godziną piątą mam się zameldować u niego ogolony po raz drugi, ponieważ na statku znaj­duje się prezeska Polonii Amerykańskiej, która podczas swego pobytu w Polsce poznała moją matkę i ma od niej przekazać mi pozdrowienia oraz wiele ucałowań.

- Znaczy sądzę, że lepiej będzie, jeśli się pan jeszcze raz ogoli.

O godzinie szesnastej minęliśmy Przylądek Gniewu - Cape Wrath, który dotychczas zasłaniał nas przed ocea­niczną falą.

Gdy przed godziną piątą meldowałem się u kapitana, jednocześnie ze mną zjawiła się tam stewardesa i powie­działa, że pani prezeska czuje się bardzo niedobrze; mu­siała się położyć ponieważ cierpi na chorobę morską. Na­sza wizyta została odwołana. Żałowałem bardzo sędziwej pani i poprosiłem stewardesę, by wyraziła jej moje współ­czucie z powodu choroby oraz żal, że nie mogłem jej poz­nać. Wieczorem, niepotrzebnie ogolony po raz drugi , po­łożyłem się spać.

Przed nami leżał ocean, który należało przebyć po naj­krótszej drodze, z grecka zwanej ortodromą. Gdybyśmy z pozycji przy wysepce Rockall mogli widzieć nowojorskie drapacze nieba i sterując na nie przeszli Atlantyk, byłaby to najprostsza i najkrótsza droga do celu, właśnie ortodroma; w tłumaczeniu dosłownym „prostobieżnia”, a w dowolnym „droga jak strzelił”. Droga ta, w postaci na­ciągniętej nitki na globusie przecinałaby każdy z południ­ków pod innym kątem. Natomiast tak zwany kurs, któ­rym statek zawsze steruje, przecina wszystkie południki pod jednym i tym samym kątem, przez co statek posuwa się po linii krzywej, z grecka zwanej loksodromą, czyli „skośnobieżną”. Jest ona oczywiście drogą dłuższą. Po­nieważ drapaczy nieba z odległości paru tysięcy mil nie widać, należy sterować według kompasu i zmieniając czę­sto kurs trzymać się ortodromy. Wybrana ortodromą składa się jak gdyby z krótkich odcinków loksodromy. Każdy obliczony kurs dla nowego odcinka loksodromy nosi nazwę początkowego kursu ortodromy. Obliczanie kursu początkowego oraz odległości po ortodromie jest jednym ł najważniejszych tematów nauczania w szkołach morskich.

Zagadnienie żeglugi po ortodromie nabrało szczególne­go zastosowania wówczas, gdy parowce zaczęły wypierać statki żaglowe. Utrzymanie kursu po ortodromie przez żaglowce było o tyle utrudnione, a często niemożliwe, że żaglowiec musiał omijać te obszary wód, na których przez długie okresy mogła panować cisza lub przeciwne prądy morskie. Ale i te wrogie cisze nie przekreśliły prag­nień i dążeń nawigatorów do szukania najkrótszej drogi, nawet przez żaglowce. Świadczyła o tym flaga kompanijna towarzystwa okrętowego Marschall, biała z czerwo­nym krzyżem. W środku niej umieszczono niebieski krąg otaczający białe koło. Miało to symbolizować fakt, że ża­glowiec tej kompanii, utrzymujący łączność z Australią, był pierwszym, który wybrał najkrótszą drogę od Przy­lądka Dobrej Nadziei do Australii - ortodromę.

1 ... 55 56 57 58 59 60 61 62 63 ... 135
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)