Córka Nastawiacza Kości
- Автор: Tan Amy
- Язык: польский
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «Córka Nastawiacza Kości». Краткое содержание книги:
Аннотация
Córka Nastawiacza KościW domu miały jeszcze papugę, dużego szarego ptaka imieniem Kuku – tak jak robi kukułka w zegarze. Z początku sądziłam, że panna Patsy woła na niego ku – ku, używając chińskiego słowa “płakać", bo papuga rzeczywiście czasem wydawała płaczliwe dźwięki “Ku! Ku! Ku!" – jak gdyby była śmiertelnie ranna. A czasami śmiała się jak obłąkana kobieta, długo i głośno. Ptak potrafił naśladować każdy dźwięk – głos mężczyzny, kobiety, małpy, dziecka. Pewnego dnia usłyszałam gwizdek czajnika. Przybiegłam szybko, ale czajnikiem okazał się Kuku, kołyszący się na swojej gałęzi i wyciągający szyję z radości, że udało mu się mnie oszukać. Innym razem usłyszałam wołanie dziewczynki, która błagała po chińsku: “Baba! Baba! Nie bij mnie! Proszę, nie bij!", a potem krzyczała tak przeraźliwie, że skóra omal nie odpadła mi od ciała.
Panna Patsy powiedziała:
– Kuku był już zły, kiedy na dziesiąte urodziny kupił mi go pan Flowers. I przez sześćdziesiąt lat nauczył się tylko tego, czego chciał, jak wielu mężczyzn.
Panna Patsy kochała ptaka jak syna, lecz pani Ina zawsze mówiła, że ta papuga to diabeł. Kiedy tylko usłyszała śmiech ptaka, człapała do klatki, groziła mu palcem i mówiła coś w rodzaju: “Och, cii, zamknij się". Czasem zdążyła tylko wznieść palec, ale zanim się odezwała, papuga ubiegała ją, mówiąc głosem pani Iny: “Och, cii". Pani Ina stała stropiona przed klatką. Wa! Czyżby już to powiedziała? Widziałam te myśli na jej twarzy. Przekrzywiała głowę to w jedną, to w drugą stronę, jak gdyby dwie połowy jej umysłu toczyły ze sobą walkę. Czasami powolutku szła na koniec pokoju, potem odwracała się i równie powoli zbliżała do klatki, unosiła palec i mówiła: “Och, cii!". A ptak powtarzał za nią. Później przekrzykiwali się: “Zamknij się! Zamknij się!". Pewnego dnia pani Ina podeszła do papugi i zanim zdążyła się odezwać, Kuku zawołał wesołym głosem panny Patsy: “Goście idą!". Pani Ina od razu usiadła na najbliżej stojącym krześle, z rękawa wyciągnęła koronkową chustkę, skrzyżowała ręce na podołku, zamknęła usta i czekała, utkwiwszy błękitne oczy w drzwiach.
Tak właśnie nauczyłam się mówić po angielsku. Doszłam do wniosku, że skoro ptak mówi dobrze po angielsku, to ja też potrafię. Musiałam wymawiać słowa bardzo wyraźnie, bo w przeciwnym wypadku pani Ina nie słuchała moich instrukcji. Panna Patsy mówiła do matki, używając prostych słów, więc łatwo nauczyłam się kilku nowych zwrotów: “Proszę wstać, usiąść, podano obiad, czas na herbatę, okropna pogoda, prawda?".
Przez następne dwa lata sądziłam, że moja sytuacja nigdy się już nie zmieni. Co miesiąc chodziłam na stację kolejową i dowiadywałam się, że ceny biletów znów poszły w górę. Co miesiąc dostawałam list od GaoLing. Pisała mi o swoim nowym życiu w San Francisco, o tym, jak trudno być ciężarem dla obcych ludzi. Kościół, który się nią opiekował, znalazł jej pokój u starej babci, pani Wu, mówiącej po mandaryńsku. “Jest bardzo bogata, ale skąpa – pisała GaoLing. – Zostawia sobie na potem wszystko, co wydaje się jej za dobre, żeby od razu zjeść – owoce, czekoladki, orzechy nerkowca. Kładzie te smakołyki na lodówce, a kiedy zgniją i nie da się już ich jeść, wkłada je sobie do ust i mówi: «Czemu wszyscy twierdzą, że to takie dobre? Co w tym dobrego?»". W ten sposób GaoLing dawała mi do zrozumienia, jak ciężkie ma życie.
Lecz pewnego miesiąca dostałam od GaoLing list, który nie zaczynał się od wylewania żalów.
“Dobre wieści – pisała. – Poznałam dwóch kawalerów i myślę, że powinnam wyjść za jednego z nich. Obaj są obywatelami amerykańskimi, urodzonymi w tym kraju. Według mojego paszportu z nową datą urodzenia, jeden jest starszy ode mnie o rok, a drugi o trzy lata. Wiesz, co to znaczy. Starszy uczy się, żeby zostać lekarzem, młodszy ma być dentystą. Starszy jest poważniejszy, bardzo inteligentny. Młodszy – przystojniejszy i ciągle żartuje. Bardzo trudno mi zdecydować, o którego względy mam zacząć się starać. Jak sądzisz?".
Tuż przed przeczytaniem listu skończyłam myć panią Inę drugi raz w ciągu godziny. Miałam ochotę wyciągnąć ręce przez ocean, mocno potrząsnąć GaoLing i krzyknąć: “Wyjdź za tego, który pierwszy będzie cię chciał. Jak możesz mnie pytać, na którego się zdecydować, kiedy ja się zastanawiam, jak mam przeżyć z dnia na dzień?".
Nie odpisałam GaoLing od razu. Po południu musiałam iść na ptasi targ. Panna Patsy powiedziała, że trzeba kupić Kuku nową klatkę. Zeszłam więc ze wzgórza i przeprawiłam się promem przez port na stronę półwyspu Koulun. Z każdym dniem panował tu coraz uciążliwszy tłok, z Chin bowiem przyjeżdżało coraz więcej ludzi.
“Wojna domowa jest z każdym dniem okrutniejsza – pisała do mnie Siostra Yu. – Toczą się krwawe bitwy, takie jak podczas wojny z Japonią. Jeżeli nawet masz dość pieniędzy na powrót do Pekinu, lepiej tu nie przyjeżdżaj. Nacjonaliści powiedzą, że jesteś komunistką, bo Kai Jinga nazywają teraz ich bohaterem, a komuniści powiedzą, że jesteś nacjonalistką, bo mieszkałaś w amerykańskim sierocińcu. Nie wiadomo, co gorsze, poza tym w każdym mieście po drodze jest inaczej".
Kiedy to czytałam, przestałam się zamartwiać, jak wrócić do Pekinu. Zaczęłam się niepokoić o Siostrę Yu i Nauczyciela Pana oraz jego nową żonę. Ich też każda ze stron mogła zaliczyć do wrogów. Idąc w stronę ptasiego targu, myślałam tylko o tym. I nagle poczułam na szyi tchnienie lodowatego wiatru, choć był ciepły dzień. Jak gdyby zjawił się za mną duch, pomyślałam. Szłam dalej, skręciwszy za róg, potem następny, ale wrażenie, że ktoś za mną idzie, stawało się coraz wyraźniejsze. Zatrzymałam się raptownie i odwróciłam. Jakiś mężczyzna powiedział:
– A więc to naprawdę ty.
Przede mną stał Fu Nań, mąż GaoLing, ale teraz brakowało mu nie tylko dwóch małych palców u rąk, ale całej lewej dłoni. Jego cera miała niezdrową barwę, oczy były żółto – czerwone.
– Gdzie moja żona? – zapytał.
Obracałam to pytanie w głowie. Jaka odpowiedź będzie bezpieczniejsza?
– Wyjechała – odrzekłam w końcu, ciesząc się, że mogę powiedzieć te słowa: – Wyjechała do Ameryki.
– Do Ameryki? – Z początku wydawał się zdumiony, lecz po chwili uśmiechnął się. – Wiedziałem. Chciałem tylko sprawdzić, czy powiesz mi prawdę.
– Nie mam nic do ukrycia.
– A więc nie ukrywasz, że też starasz się wyjechać do Ameryki?
– Kto tak mówi?
– Cała rodzina Liu. Jak wygłodniałe psy czekają na okazję, żeby pojechać do córki. Dlaczego ty miałabyś jechać pierwsza, skoro nie jesteś nawet jej prawdziwą siostrą? Zaproszeni mogą być tylko prawdziwi krewni, nie bękarty. – Uśmiechnął się niby przepraszająco. – Oczywiście, na pierwszym miejscu są mężowie.
Chciałam odejść, ale złapał mnie.
– Jeżeli ty mi pomożesz, ja pomogę tobie – powiedział. – Daj mi jej adres, tyle mi wystarczy. Jeżeli nie będzie chciała, żebym przyjechał, trudno, ty będziesz druga w kolejności. Nic nie powiem rodzinie Liu.
– Już teraz wiem, że nie chce, żebyś przyjeżdżał. Wyjechała do Ameryki, żeby uciec od ciebie.
– Daj mi jej adres, bo inaczej pójdę do władz i po. wiem, że wcale nie jesteście prawdziwymi siostrami. Stracisz szansę wyjazdu, tak jak ja.
Patrzyłam na tego strasznego człowieka. O czym on mówił? Co naprawdę zrobi? Uciekłam, klucząc w tłumie dopóki nie byłam pewna, że go zgubiłam. Na ptasim targu rozglądałam się ukradkiem. Targowałam się bardzo krótko i zakupiwszy klatkę, szybko wróciłam na wyspę, ściskając mocno dokumenty, w których było napisane, gdzie mieszkam. Co zrobi Fu Nań? Naprawdę chce powiedzieć władzom? Ile ma sprytu? Komu właściwie chce powiedzieć?
Tego wieczoru napisałam list do GaoLing, informując ją o groźbach Fu Nana. “Tylko ty wiesz, jaki jest przebiegły – pisałam. – Mógłby też powiedzieć władzom, że jesteś zamężna i będziesz miała kłopoty, zwłaszcza jeśli poślubisz Amerykanina".
Następnego dnia wyszłam z domu, aby wysłać list. Gdy tylko znalazłam się na ulicy, znów poczułam nagły chłód. Wcisnęłam list pod bluzkę. Fu Nań czekał na mnie za rogiem.
– Daj mi trochę pieniędzy – powiedział. – Chyba możesz to zrobić dla własnego szwagra? A może wcale nie jesteś siostrą mojej żony?
Przez kilka następnych tygodni pojawiał się, ilekroć wychodziłam z domu. Nie mogłam wezwać policji. Co mogłabym powiedzieć? “Mój szwagier, który naprawdę nie jest moim szwagrem, prześladuje mnie, żądając pieniędzy i adresu mojej siostry, która nie jest moją prawdziwą siostrą"? A pewnego dnia, gdy wychodziłam na targ, nie było go. Cały czas, gdy przebywałam poza domem, spodziewałam się go zobaczyć i byłam przygotowana na nieprzyjemności. Nic. Po powrocie do domu zachodziłam w głowę, co się stało, czując dziwną ulgę. Miałam cichą nadzieję, że może umarł. Przez cały tydzień nie dawał znaku życia. Nie czułam więcej chłodnych podmuchów. Czyżby odmieniło się moje szczęście? Gdy otworzyłam list od GaoLing, przekonałam się, że to prawda.