Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Intruz». Краткое содержание книги:

Przyszłość. Nasz świat opanował niewidzialny wróg. Najeźdźcy przejęli ludzkie ciała oraz umysły i wiodą w nich na pozór niezmienione życie. W ciele Melanie jednej z ostatnich dzikich istot ludzkich zostaje umieszczona dusza o imieniu Wagabunda. Wertuje ona myśli Melanie w poszukiwaniu śladów prowadzących do reszty rebeliantów. Tymczasem Melanie podsuwa jej coraz to nowe wspomnienia ukochanego mężczyzny, Jareda, który ukrywa się na pustyni. Wagabunda nie potrafi oddzielić swoich uczuć od pragnień ciała i zaczyna tęsknić za mężczyzną, którego miała pomóc schwytać. Wkrótce Wagabunda i Melanie stają się mimowolnymi sojuszniczkami i wyruszają na poszukiwanie człowieka, bez którego nie mogą żyć.
1 ... 54 55 56 57 58 59 60 61 62 ... 151
Перейти на страницу:

– Nie wszyscy. Jeb nie. Ja też nie.

– Może jeszcze zmienisz zdanie, jak to przemyślisz.

– Przecież nawet nie było cię tutaj w czasie inwazji. Nie wybrałaś sobie specjalnie mojego taty ani mamy, ani Melanie. Byłaś wtedy w kosmosie, prawda?

– Tak, Jamie, ale jestem tym, kim jestem. Robię to, co wszystkie inne dusze. Zanim zamieszkałam w Melanie, miałam wielu innych żywicieli i nigdy nie odczuwałam skrupułów przed… odebraniem życia. My, dusze, po prostu tak żyjemy.

– Czy Melanie cię nienawidzi?

Chwilę się zastanawiałam.

– Nie tak bardzo jak kiedyś.

Nieprawda. Całkiem przestałam.

– Mówi, że całkiem przestała – dodałam ledwie słyszalnym głosem.

– Jak się… jak się czuje?

– Cieszy się, że tu jest. Bardzo się cieszy, że cię znalazła. Nie przejmuje się tym, że nas zabiją.

Poczułam, jak Jamie cały sztywnieje.

– Nie mogą! Nie mogą! Przecież Melanie żyje!

Po co mu to powiedziałaś, żachnęła się Melanie. To było niepotrzebne.

Chyba lepiej, żeby był przygotowany.

– Nikt nie uwierzy – szepnęłam do chłopca. – Pomyślą, że kłamię, że próbuję cię oszukać. Jeżeli im powiesz, jeszcze bardziej będą chcieli mnie zabić. Bo tylko Łowcy kłamią.

Wzdrygnął się na to słowo.

– Ale ty nie kłamiesz. Wiem, że nie – odezwał się po chwili.

Wzruszyłam tylko ramionami.

– Nie pozwolę im, żeby ją zabili – dodał.

W jego cichym głosie pobrzmiewała determinacja. Przeraziłam się na myśl, że teraz jeszcze bardziej się we wszystko uwikła. Pomyślałam o barbarzyńcach, z którymi tu żyje. Jeżeli stanie w mojej obronie, czy powstrzyma ich to, że jest tylko małym chłopcem? Śmiałam w to wątpić. Gorączkowo szukałam w myślach sposobu, by skutecznie go zniechęcić, pamiętałam jednak, jak bardzo potrafi być uparty.

Odezwał się, zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć. Tym razem spokojnym tonem, jakby stwierdzał coś oczywistego.

– Jared coś wymyśli. Jak zawsze.

– Jared też ci nie uwierzy. Wścieknie się najbardziej ze wszystkich.

– Nawet jeśli nie uwierzy, będzie ją chronił. Na wszelki wypadek.

– Zobaczymy – wymamrotałam. Postanowiłam przekonać go później, kiedy już znajdę odpowiednie słowa, takie, które zabrzmią, jakbym wcale nie próbowała go do niczego nakłaniać.

Jamie milczał, myślał. Z czasem oddech mu zwolnił, usta się otwarły. Odczekałam trochę, chcąc mieć pewność, że śpi twardo, po czym stanęłam nad nim na czworakach i bardzo ostrożnie przeniosłam go na łóżko. Był cięższy niż kiedyś, ale jakoś udało mi się go nie zbudzić.

Odłożyłam poduszkę Jareda na miejsce i rozłożyłam się na macie.

No, pomyślałam, to właśnie uciekłam z deszczu. Byłam jednak zbyt zmęczona, by się zastanawiać, co przyniesie jutro. Usnęłam w ciągu minuty.

Kiedy się obudziłam, przez szczeliny w suficie prześwitywały promienie słońca. Ktoś gwizdał. Po chwili gwizdanie ustało. Otworzyłam powoli oczy.

– No, nareszcie – mruknął Jeb.

Przewróciłam się na bok, żeby móc na niego spojrzeć, i poczułam, jak z ręki ześlizguje mi się dłoń Jamiego. Widocznie objął mnie w nocy – a właściwie siostrę.

Jeb stał z założonymi rękoma w wejściu, oparty o skalną futrynę.

– Dobry – przywitał się. – Wyspana?

Przeciągnęłam się i kiwnęłam twierdząco głową.

– Tylko nie baw się znowu w milczka. – Skrzywił się.

– Przepraszam – wymamrotałam. – Spałam dobrze, dziękuję.

Jamie poruszył się na dźwięk mego głosu.

– Wanda?

Może to nie miało sensu, ale rozczuliło mnie, że właśnie moje durne „imię” wypowiedział, budząc się ze snu.

– Tak?

Jamie zamrugał i odgarnął sobie z oczu poplątane włosy.

– O, cześć, wujku.

– Źle ci było ze mną, chłopcze?

– Strasznie głośno chrapiesz – odparł Jamie, ziewając.

– Naprawdę nie nauczyłem cię lepszych manier? – zapytał go Jeb. – Od kiedy to pozwala się gościom, na dodatek damie, spać na ziemi?

Jamie podniósł się gwałtownie i rozejrzał, zdezorientowany. Zmarszczył brwi.

– To nie jego wina – odezwałam się. – Upierał się, że będzie spał na macie. Przeniosłam go, jak zasnął.

Jamie prychnął.

– Zupełnie jak Melanie.

Spojrzałam na niego i otworzyłam szerzej oczy, dając do zrozumienia, że powinien uważać na to, co mówi.

Jeb zachichotał. Popatrzyłam w jego stronę i zobaczyłam ten sam koci wyraz twarzy co wczoraj. Zupełnie jakby rozwiązał jakąś zagadkę. Podszedł bliżej i trącił stopą brzeg materaca.

– Przespałeś już jedną lekcję. Sharon będzie zła. Lepiej się uwijaj.

– Sharon zawsze jest zła – poskarżył się Jamie, ale natychmiast wstał.

– Raz dwa, chłopcze, raz dwa.

Jamie spojrzał jeszcze na mnie, po czym obrócił się i zniknął w korytarzu.

– A teraz posłuchaj – odezwał się Jeb, gdy już zostaliśmy sami. – Nie będę cię dzisiaj niańczył. Mam dużo roboty. Zresztą jak wszyscy. Nikt nie ma czasu bawić się w strażnika. Dlatego dzisiaj będziesz mi pomagać przy pracy.

Poczułam, jak opada mi szczęka.

Jeb spoglądał na mnie bez cienia uśmiechu.

– Nie bój się tak – burknął. – Nic ci się nie stanie. – Poklepał strzelbę. – Mój dom to nie miejsce dla sierotek.

Akurat z t y m trudno się było nie zgodzić. Wzięłam trzy szybkie, głębokie oddechy, żeby opanować nerwy. Krew huczała mi w uszach tak głośno, że kiedy odezwał się ponownie, miałam wrażenie, że mówi dużo ciszej.

– No dalej, Wando. Rachu ciachu. Szkoda dnia.

Obrócił się i wyszedł ciężkim krokiem na korytarz.

Leżałam przez chwilę nieruchomo, po czym zerwałam się i wybiegłam za nim. Wcale nie blefował – zdążył już zniknąć za pierwszym zakrętem. Zaczęłam go gonić, przerażona myślą, że mogłabym się natknąć na kogoś innego, w końcu było to skrzydło mieszkalne. Złapałam go przed skrzy-żowaniem tuneli, zwalniając tempo dopiero u jego boku. Nawet na mnie nie spojrzał.

– Pora obsiać wschodnie pole. Będziemy musieli się trochę pobabrać w ziemi, mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko. Trzeba przygotować glebę. Potem dopilnuję, żebyś mogła się umyć. Potrzebujesz kąpieli. – Znacząco pociągnął nosem, po czym się roześmiał.

Poczułam, jak ciepły rumieniec oblewa mi kark, ale zignorowałam tę uwagę.

– Nie, nie mam nic przeciw temu, żeby sobie pobrudzić ręce. – Z tego, co pamiętałam, wschodnie pole znajdowało się na uboczu. Pomyślałam, że może będziemy tam pracować sami.

Doszliśmy do jaskini z ogrodem i zaczęliśmy mijać ludzi. Wszyscy jak zwykle patrzyli na mnie ze wściekłością w oczach. Zaczynałam rozróżniać twarze. Rozpoznałam kobietę w średnim wieku z ciemnoszarym warkoczem, która wczoraj pracowała przy nawadnianiu, podobnie jak niski mężczyzna z okrągłym brzuchem, rzadkimi rudoblond włosami i czerwonymi policzkami. Atletycznie zbudowana kobieta o karmelowej skórze schylała się, by zawiązać but, gdy pierwszy raz przyszłam tu za dnia. Inną kobietę o ciemnej cerze, z grubymi ustami i sennymi oczami, widziałam wcześniej w kuchni obok dwójki czarnowłosych dzieci – może była ich matką? Następnie minęliśmy Maggie, która spojrzała tylko gniewnie na Jeba, odwracając ode mnie twarz. Przeszliśmy też obok siwego, bladego mężczyzny o schorowanym wyglądzie, którego nigdy wcześniej nie widziałam; byłam o tym przekonana. Parę chwil później spotkaliśmy Iana.

– Czołem, Jeb – przywitał się wesoło. – Dokąd to?

– Idziemy kopać wschodnie pole – odmruknął Jeb.

1 ... 54 55 56 57 58 59 60 61 62 ... 151
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)