Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Tratwa [Raft - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Tratwa [Raft - pl]

Электронная книга - «Tratwa [Raft - pl]». Краткое содержание книги:

Wyobraźcie sobie wszechświat, w którym grawitacja jest miliard razy większa od tej, którą znamy; istoty ludzkie wytwarzają silne pole grawitacyjne; gwiazdy znajdują się blisko siebie i gasną już w ciągu roku...
Wiele stuleci przed wydarzeniami opisanymi w Tratwie statek z ludźmi na pokładzie przypadkowo dostał się do owego wszechświata przez dziurę w czasoprzestrzeni. Załodze udało się przeżyć, gdyż zanurzyła się w obłok gazu otaczający czarną dziurę. Pięćset lat później potomkowie owych astronautów wciąż walczą o przetrwanie, podzieleni na dwie główne grupy.
Górnicy żyją na Pasie, zaniedbanym kręgu domostw orbitujących wokół żelaznego jądra wygasłej gwiazdy, z której wydobywa się surowce. Żelazo można wymienić na żywność z Tratwy, struktury utworzonej z wraku statku. Mała grupa uczonych, którzy ją zamieszkują, kultywuje prastarą wiedzę umożliwiającą przetrwanie.
Górnik Rees jest ciekaw świata, dlatego też wybrał się w podróż na latającym drzewie — jednym z wielu organizmów na tym obszarze — które służy do przewozu towarów między Pasem a Tratwą. Przyjęty do grona naukowców jako młody adept, uświadamia sobie, że otaczający świat ginie, i jeśli ludzie chcą przetrwać, muszą zdecydować się na jeszcze bardziej niebezpieczną i zdumiewającą eskapadę niż ta, którą podjęli ich przodkowie.
1 ... 53 54 55 56 57 58 59 60 61 ... 63
Перейти на страницу:

— Nie mogę zaprzeczyć… — Rees potarł nos, po jego twarzy przemknął cień wątpliwości.

— W takim razie powiedz Hollerbachowi, żeby trzymał swoje cholerne łapy z dala od mojego sprzętu!

— O co chodzi, główny naukowcu? — Rees zwrócił się do Hollerbacha, tłumiąc uśmiech.

— Rees… — Stary człowiek splótł palce i skubał zwiotczałą skórę. — Został nam tylko jeden ważny przyrząd naukowy. Oczywiście, nie zamierzam podważać argumentów przemawiających za takim, a nie innym załadunkiem statku. Naturalnie, rozmiary puli genetycznej muszą być traktowane priorytetowo. — Przycisnął pięść do zagłębienia drugiej dłoni. — Niemniej jednak, właśnie teraz, gdy jesteśmy ślepcami, zbliżamy się do największej tajemnicy naukowej w kosmosie: do samego Rdzenia…

— On chce skierować teleskop na Rdzeń — przerwała mu Jaen. — Uwierzyłbyś w coś podobnego?

— Nawet dzięki powierzchownym badaniom uzyskalibyśmy ogromną wiedzę.

— Hollerbach, jeśli nie wykorzystamy tego cholernego teleskopu do nawigacji, to możemy zobaczyć Rdzeń aż nadto dokładnie! — Jaen gniewnie spojrzała na Reesa. — No?

— Co, no?

— Niestety, chłopcze, ale podejrzewam, że ta drobna, lokalna trudność to dopiero początek niemożliwych do rozstrzygnięcia kwestii, którymi będziesz zasypywany. — Hollerbach smutnie popatrzył na Reesa.

— Ale dlaczego ja? — Rees poczuł się zakłopotany i osamotniony.

— Ponieważ Decker w dalszym ciągu jest na Tratwie — zaszydziła Jaen. — A któżby inny?

— Kto inny? — mruknął Hollerbach. — Przykro mi, Rees, ale nie sądzę, żebyś miał wybór…

— Wszystko jedno, co robimy z tym przeklętym teleskopem?

— No, dobrze. — Rees usiłował skupić myśli. — Hollerbach, muszę przyznać, że obecnie praca Jaen ma pierwszeństwo… — Jaen wydała okrzyk radości i przeszyła ręką powietrze. — …

dlatego twoje badania muszą być do niej dostosowane. W porządku? Ale — dodał pośpiesznie Rees — gdy znajdziemy się dostatecznie blisko Rdzenia, strumienie pary i tak na nic się nie przydadzą, toteż nawigacja okaże się stratą czasu. Wówczas udostępnisz teleskop Hollerbachowi. Może nawet, Jaen, pomożesz mu. — Rees wydął policzki. — Co powiecie na taki kompromis?

— Jeszcze zrobimy z ciebie członka Komitetu. — Jaen uśmiechnęła się i uderzyła go w ramię. Odwróciła się i z powrotem zaczęła przedzierać się przez liny.

— Hollerbach, jestem zbyt młody, żeby być kapitanem. — Reesowi opadły ręce. — I wcale tego nie pragnę.

— Jeśli chodzi o ostatni argument, mógłby go użyć dosłownie każdy. — Hollerbach uśmiechnął się łagodnie. — Rees, obawiam się, że nie masz wyjścia. Jesteś na tym pokładzie jedynym człowiekiem, który żył na Pasie, Tratwie, w świecie Kościejów… i z tego powodu jesteś jedynym przywódcą, którego mogą zaakceptować poszczególne frakcje na statku. Poza tym to twoja energia i determinacja sprawiły, że zaszliśmy tak daleko. Obawiam się, że nie uciekniesz od odpowiedzialności, a trzeba będzie podejmować trudne decyzje.

Zakładając, że uda nam się dotrzeć do Rdzenia, mamy w perspektywie racjonowanie żywności, gwałtowne skoki temperatury w nieznanych rejonach poza Mgławicą, nawet nuda może się okazać śmiertelnym zagrożeniem! Będziesz musiał kierować naszym życiem w ekstremalnych warunkach. Jeśli mogę ci jakoś pomóc, to, oczywiście, jestem do dyspozycji.

— Dzięki. Nie bardzo mi się to podoba, ale chyba masz rację. Jeśli chcesz mi pomóc, to na początek sam załatw spór z Jaen — zażądał Rees ostrym tonem.

— Ta młoda kobieta jest zbyt gwałtowna. — Hollerbach uśmiechnął się żałośnie.

— A w ogóle, co spodziewałeś się zobaczyć, Hollerbach? Przypuszczam, że widok czarnej dziury z bliskiej odległości będzie wystarczająco atrakcyjny — zmienił temat Rees.

— Zobaczymy coś znacznie bardziej interesującego. — Na bladych jak papier policzkach Hollerbacha wykwitły rumieńce. — Czy kiedykolwiek rozmawiałem z tobą o swojej teorii chemii grawitacyjnej? Tak? — Hollerbach był wyraźnie rozczarowany, że stracił okazję wygłoszenia wykładu.

Rees jednak zachęcił go do kontynuowania wypowiedzi. Uświadomił sobie, że znowu będzie się uczył, wysłuchując podczas każdej szychty tego, co ma do powiedzenia Hollerbach i reszta na temat tajemnic świata.

— Być może pamiętasz moje rozważania o nowym typie atomu — zaczął Hollerbach. — Jego składowe cząstki, być może nawet stanowiące autonomiczne całości, wiąże raczej grawitacja niż inne podstawowe siły. W odpowiednich warunkach, przy właściwej temperaturze i ciśnieniu oraz gradientach grawitacyjnych, zaistnieje nowa chemia grawitacyjna.

— W Rdzeniu — dorzucił Rees.

— Tak — oznajmił Hollerbach. — Okrążając Rdzeń, zobaczymy nowe królestwo, mój przyjacielu, nową fazę tworzenia, w której…

Znad ramienia Hollerbacha wyjrzała pulchna, zakrwawiona twarz.

— Czego chcesz, Roch? — Rees zmarszczył brwi.

— Chcę tylko pokazać wam — górnik wyszczerzył zęby w uśmiechu — o czym zapomnieliście. Spójrzcie. — Wyciągnął rękę.

Rees odwrócił się. W pierwszej chwili nie dostrzegł niczego niezwykłego, lecz po chwili, zmrużywszy oczy, ujrzał na usianym gwiazdami niebie małą brązową plamkę.

Znajdowała się zbyt daleko, by mógł rozróżnić szczegóły, ale od razu przypomniała mu się skórzasta powłoka, rozpięta na kościach.

— Kościeje — rzekł.

Roch zaniósł się śmiechem. Hollerbach wzdrygnął się z obrzydzenia.

— To twój dawny dom, Rees — odezwał się szorstko Roch. — Nie masz ochoty tam zajrzeć i odwiedzić starych przyjaciół?

— Wracaj do pracy, Roch.

Roch usłuchał rozkazu, chociaż nadal się zaśmiewał.

Rees przez kilka minut patrzył na niebo, aż w końcu stracił planetę Kościejów z oczu.

Kolejny fragment jego życia nieodwołalnie odchodził w przeszłość.

Rees zadygotał. Odsunął się od okna i wraz z Hollerbachem powrócił do ciepłego, pełnego krzątaniny wnętrza mostka, w którym roiło się od bezradnych ludzi.

Stary, zniszczony statek leciał w kierunku czarnej dziury.

* * *

Niebo pociemniało i zapełniło się niesamowitymi, spiralnymi rzeźbami gwiezdnymi, które Rees oglądał podczas pierwszej wyprawy. Kadłub nadal był przezroczysty.

Rees przewidywał, że dzięki temu przynajmniej od czasu do czasu pasażerowie będą mogli zapomnieć o ciągłym pogarszaniu się ich sytuacji. Ryzykowna kalkulacja opłaciła się. W miarę upływu szycht coraz więcej osób spędzało czas przy wielkich oknach. Na pokładzie mostka zapanowała atmosfera spokoju, który jednak graniczył z lękiem.

Maksymalne zbliżenie się statku do Rdzenia miało nastąpić za jedną szychtę. W oknach pojawiło się mnóstwo gapiów, którzy zapragnęli obejrzeć szkółkę wielorybów. Rees dyskretnie zrobił miejsce Hollerbachowi, aby i on mógł obserwować zwierzęta.

Przy tej głębokości każdy wieloryb przypominał cienki pocisk, a jego sflaczałe cielsko stanowiło aerodynamiczną powłokę, okrywającą narządy wewnętrzne. Zwierzęta pozamykały wielkie oczy, leciały ku Rdzeniowi na oślep. Ich szeregi otaczały mostek dosłownie ze wszystkich stron, tak że powietrze przypominało szczelną ścianę bladego mięsa.

— Gdybym wiedział, że to wygląda tak wspaniale, nie zeskoczyłbym z wieloryba — mruknął Rees.

— Na pewno nie udałoby ci się przeżyć — odparł Hollerbach. — Przyjrzyj się uważnie. — Pokazał najbliższego wieloryba. — Widzisz, jak się żarzy?

1 ... 53 54 55 56 57 58 59 60 61 ... 63
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)