Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Pożegnaj się
Pożegnaj się - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pożegnaj się

Электронная книга - «Pożegnaj się». Краткое содержание книги:

Agentka FBI, Kimberly Quincy, kocha swoją pracę. Jest jednak w piątym miesiącu ciąży i powinna zacząć już myśleć nie tylko o sobie. Pewnego dnia zgłasza się do niej młoda prostytutka, informując o zaginięciu koleżanki. Okoliczności, które przedstawia, są tak przerażające, że aż niewiarygodne. Kimberly, nie zważając na swój stan, daje się wciągnąć w niebezpieczną i wyrafinowaną grę z sadystycznym mordercą zafascynowanym pająkami.
Liczba zaginionych kobiet rośnie, wszystko wskazuje na to, że psychopata konsekwentnie realizuje swój plan, lecz poza garścią domysłów i pokrętnymi zeznaniami dziewczyny Kimberly nie dysponuje żadnym dowodem popełnienia zbrodni, ciał bowiem nie odnaleziono. Nie może więc liczyć na pomoc miejscowej policji. Nie zdaje też sobie sprawy, że stąpa po cienkim lodzie. Zabójca, który urzeczywistnia najgorsze kobiece koszmary, jest naprawdę blisko…
Lisa Gardner zdążyła już przyzwyczaić polskich czytelników do mistrzowsko budowanego napięcia, do niezliczonych zwrotów akcji, do grozy towarzyszącej czytelnikowi od pierwszej do ostatniej strony. Krytycy są zgodni – to jej najlepsza powieść.
1 ... 53 54 55 56 57 58 59 60 61 ... 80
Перейти на страницу:

– To by mu dało wiedzę o wszystkich ukrytych drogach w górach Blue Ridge i dostęp do nich, a nawet gotową przykrywkę w razie wpadki. Nie mówiąc o tym, że zawsze miałby aktualne informacje, kto i kiedy przeprowadza obchód w okolicy, gdzie ukrył zwłoki. Zdążyłby je wtedy usunąć, może nawet skierować strażników w inne miejsce.

– O Boże. Już nigdy nie pójdę w góry – westchnął Sal.

– Trzeba by jutro odwiedzić te stawy hodowlane – powiedziała Kimberly.

– Dobra.

– Pojechać do urzędu miasta po dane z ewidencji gruntów i umówić się z kimś z zarządu parku Chattahoochee.

– Tak, tak.

Rainie cały czas krążyła w miejscu, gdzie kończyła się droga i zaczynał las.

– Wiecie, co mnie zastanawia? Wszystkie oczy zwróciły się ku niej.

– Mamy luty. Liście z drzew opadły, a tu ciągle nie widać dalej niż na metr. Zobaczcie na te krzaki kelmii, są wielkości małego domu. Poza tym trawa, porozrzucane kłody drewna, zagajniki sosnowe. W każdym innym lesie byłoby widać przez te drzewa na dobre dwadzieścia, trzydzieści metrów, ale nie tutaj. Niby wychowałam się w lesie, ale i tak ciarki mnie przechodzą.

– I dlatego proponowałbym się stąd zmyć – mruknął Sal, obciągając przemoczone klapy marynarki. – Wracajmy do samochodu.

– Dobra – zgodziła się Kimberly – ale następny przystanek to Wal-Mart. Przemokliśmy do suchej nitki, w czym jutro będziemy chodzić?

– Zostajemy na jeszcze jedną noc? – jęknął Sal.

– Masz lepszy pomysł?

Pojechali do WalMartu.

33

„Dla zrekompensowania swoich ułomności pająki w toku ewolucji wypracowały szereg rodzajów broni, taktyk oraz dziwacznych mutacji, które przywodzą na myśl miniaturową bandę superłotrów”.

(Burkhard Bilger, Spider Woman, „New Yorker”, 5 marca 2007)

Mac zadzwonił do niej zaraz po kolacji. Kimberly akurat wróciła do swego pokoju w hotelu Smith House, pierwszy raz w życiu doceniając genialny wynalazek, jakim są spodnie na gumce. Wchłonęła prawie całego kurczaka, z pół kilo okry i dwie porcje sernika, a wciąż czuła luz, kiedy mały McCormack rozpoczął cowieczorną zabawę w kopanie maminej śledziony.

Rainie i Quincy poszli już spać, ale Kimberly była spięta i podminowana, jak zawsze gdy śledztwo zaczynało nabierać rumieńców i widziała już światełko w tunelu. Jej pokój był dość spory, urządzony na poddaszu, miał kształt litery L, idealnie się nadawał na nerwowe przechadzki. Krążyła od łóżka do biurka i z powrotem, głaszcząc nabrzmiały brzuch, a w jej głowie kotłowały się tysiące myśli. Jeżeli rewirem polowań Dinchary było Sandy Springs, to Dahlonega stanowiła jego kryjówkę. Lada dzień wszystko się rozwiąże; przejrzą odpowiednie dokumenty, przesłuchają odpowiednie osoby i ostatni element układanki wskoczy na swoje miejsce. Znajdą Ginny Jones, zaginione dziewczęta i samego Dincharę. Nareszcie…

Zadzwonił telefon, wyświetlając numer Maca. Stanęła w miejscu, czując nerwowy skurcz żołądka. Tak ją to wkurzyło, że porwała komórkę i warknęła do słuchawki:

– Kimberly.

Usłyszała trzaski, potem potrójne kliknięcie i buczący pogłos. -To ja.

– Cześć, kochanie.

– Gdzie jesteś?

– Wciąż w Dahlonedze. Rano mamy jeszcze kilka wizyt do odbębnienia.

– … pogoda?

– Leje jak z cebra, a u was?

– … lecieć… zadanie specjalne… jutro rano…

– Co mówisz? Fatalnie cię słyszę. Może przejdziesz w inne miejsce?

Zdawało jej się, że słyszy chrzęst żwiru pod butami i męskie głosy w tle, jakby wykrzykujące rozkazy. Wreszcie skojarzyła. Późna godzina, zadanie specjalne. Prawdopodobnie Mac z ekipą Wydziału Antynarkotykowego przygotowują się do akcji rozbicia jakiejś nielegalnej wytwórni metamfetaminy. A zadzwonił teraz dlatego, że tak właśnie robią małżonkowie na chwilę przed założeniem kamizelki kuloodpornej i wyruszeniem na akcję. Ostatni raz dzwonią do domu, żeby pozamykać sprawy osobiste. Tak na wszelki wypadek.

Dziecko znów się poruszyło. Przysiadła na krawędzi łóżka.

– Gdzie? – wyszeptała.

– Nie mogę… dzieć… rano.

– SWAT też będzie?

– Wszyscy… mobilizacja.

– Mac… – Teraz powinna coś powiedzieć. Cokolwiek. Ale za Boga nie wiedziała co. W jednej chwili boleśnie uzmysłowiła sobie dystans, jaki między nimi narósł, te wszystkie pytania pozostawione bez odpowiedzi, nieprzerwane chwile milczenia.

Ileż by dala, żeby być teraz w domu. Jakoś nie w porządku było załatwiać to przez telefon. Powinni siedzieć razem, przytuleni do siebie w ten sposób, aby on mógł czuć ruchy dziecka. Aby mógł szepnąć jej do ucha, że ją kocha, a ona poczuć na szyi muśnięcie jego oddechu, gdy będzie jej kładł dłoń na swoim sercu. Życie może się zmienić w jednej sekundzie. Ukochana osoba może wyjść z domu i nigdy nie wrócić. Dobrze o tym wiedziała. Dwa razy w roku jeździła odwiedzić groby, aby pokazać, że pamięta i nigdy nie zapomni.

– Uważaj na siebie – szepnęła.

– … wiście.

– Zadzwonisz?

– Spróbu… jutro… domu?

– Chyba dopiero po południu. Musimy jeszcze pojechać do przedsiębiorstwa rybnego i przejrzeć trochę dokumentów.

– … czujesz?

– Dziecko ma się świetnie. Jest coraz silniejsze, bo zrobiło się strasznie ruchliwe. Aha, i jest mięsożerne. W końcu mogłam zjeść kawałek kurczaka.

Chichot Maca zanikał w słuchawce. Połączenie było fatalne, ale przez moment poczuła, jakby mąż był obok. Prawie widziała jego zmarszczki wokół oczu i wygięte w uśmiechu usta.

– Kocham cię – powiedziała.

– … ciebie też.

Nagle coś piknęło i rozmowa się urwała. Kimberly nie próbowała się połączyć po raz drugi. Mac musi zrobić, co do niego należy. Ona zaś…

Siedziała sama w hotelowym pokoju i zastanawiała się, dlaczego, skoro tak kocha swego męża, wydaje jej się taki odległy. W którym momencie dystans między mężem i żoną przestaje być tylko pewnym etapem w małżeństwie, a staje się całkiem nowym stanem wszechświata? I co ma z tym zrobić osoba tak uparta i zawzięta jak ona?

Dziecko znów się poruszyło. Kimberly pogłaskała brzuch, wsłuchując się w wycie wiatru hulającego po parkingu i stukającego w okna.

Otuliła się płaszczem i wyszła.

Sal siedział w kącie ganku pod daszkiem, schowany przed wiatrem, i patrzył jak miotane nim strugi deszczu tańczą wokół latarni. Kimberly bez pytania przysiadła się do niego, wmawiając sobie, że wcale go specjalnie nie szukała. Nie w tym celu wyszła z pokoju. Nie on stanowił problem.

Sal chyba nie był w nastroju do rozmów. Obserwował burzę z twarzą zastygłą w tym samym wyrazie ponurego zamyślenia, który widziała u niego już wcześniej. Myśli zabrały go w jakieś bardzo nieprzyjemne miejsce. Ciekawe, jak długo tam przebywał.

– Zjadłaś kurczaka – odezwał się. – Myślałem, że dziecko nie lubi mięsa.

Kimberly wzruszyła ramionami.

– Zmieniło zdanie. Kolejny dowód, że to dziewczynka.

W końcu odwrócił się do niej, jego wzrok spoczął na jej brzuchu.

– Denerwujesz się?

– Tak.

– Wrócisz do pracy po porodzie?

– Taki mam zamiar.

Przyjrzał się jej uważniej.

– Myślisz, że macierzyństwo w jakiś sposób cię zmieni? No, nie wiem, wyobraź sobie, że dostajesz pierwsze wezwanie do zabójstwa dziecka. Albo w sprawie o molestowanie, porwanie, handel żywym towarem, podpalenie czy cokolwiek z tego gówna, które dotyka i niszczy życie młodych ludzi. Nie będzie ci trudno?

– Podziękuję Bogu, że to nie mnie się przytrafiło.

1 ... 53 54 55 56 57 58 59 60 61 ... 80
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)