Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » wiedźma.com.pl
wiedźma.com.pl - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

wiedźma.com.pl

Электронная книга - «wiedźma.com.pl». Краткое содержание книги:

Z nią zdradzicie nawet swój komputer!
Są rzeczy na niebie i ziemi, o których nie śniło się internautom… Jak choćby upierdliwa ciotka w stanie wskazującym na nie-życie.
Obdarza spadkiem Krystynę zwaną Reszką, samotną matkę, redaktorkę z wydawnictwa i netomankę.
Na co dzień przyspawana do laptopa Reszka, musi więc wyrwać się z sieci i rusza do zabitej dechami wsi. W odziedziczonej chałupie udaje jej się nawet rozpalić ogień pod kuchnią.
I TO BEZ POMOCY GOOGLE!
Niestety, zaczyna widzieć na jawie i we śnie: duchy, mary czy trupy, nie tylko w szafie. Sama nie wie, czy szajba to, czy gen, bonus do schedy po ekscentrycznej zołzie…
Horror daleko od szosy i romans daleki od harlequina – mix o idealnie wyważonych proporcjach…
Powieść nominowana do Nagrody Fandomu Polskiego im. Janusza A. Zajdla za rok 2008.
1 ... 53 54 55 56 57 58 59 60 61 ... 65
Перейти на страницу:

– Co to znaczy „nie chciałaś”, kretynko ciężka?! – wysyczałam z furią. – Gadaj mi zaraz, kto cię zabił, lebiego?!

– D-do-któr…

– Kobielak?

– Nieeee…

Chyba nawet Eryk miał jej chwilowo dosyć, bo patrzył w bok, jakby raptem wróble na dachu zaczęły robić coś strasznie interesującego.

– Nowotny?

Luśka siąknęła nosem.

– Nie, ten młoodszyyy…

– Czyli jednak Andrzej? – Zwariuję z nią, serio. Dlaczego musiał mi się trafić taki głupi duch?

– Nie Andrzej… – Seria pochlipywań. – Marek…

– Jaki Marek?

– Brzeski…

Zanim wydusiłam z tej debilki, że Nowotny miał przed Andrzejem innego asystenta, potrwało dobre parę minut. De facto nie zełgała, określając mordercę jako „doktora”. Zaledwie lekko minęła się z faktami, blond zaraza. Brzeski nim istotnie był. Młody, szarmancki, łatwo zdobył jej zaufanie – ostatecznie pracował dla „starego doktora”. W jednej chwili straciła wszystko – i nie wiadomo, nad czym bolała bardziej: odebranym życiem, czy pięcioma tysiącami, którymi miała zamiar wkupić się w łaski obrażonych rodziców.

– O, tyle kasy natrzaskałaś jako kelnerka? – zdziwiłam się fałszywie. – Ale to i tak było, minęło. Coś ty chciała osiągnąć, dziewczyno, zwalając winę na Kobielaka?

Luśka spurpurowiała.

– Bo to tak było. Ten Brzeski mnie okradł, a ona mi powiedziała, że wie, gdzie jest forsa.

– Kto?

– Pani Szyfrowa… Obiecała, że załatwi, żeby moja mama dostała tę kasę, jak powiem, że to był doktor… i gdzie szukać.

Cholerna Katarzyna, czułam przez skórę, że ona tu mota.

– Ale ten facet chyba zdążył wydać twoje pieniądze?

– Nie! – zaprzeczyła Luśka z zapałem. – Nie zdążył, chuj złamany! Bo… bo wie pani, to on tam leżał koło mnie…

Poczułam, że muszę usiąść.

– Gdzie?

– Na tym stole, na strychu.

– Gość z wąsami?! To był ten Brzeski?

– No…

No nie, istna hekatomba. Brzeski zabił Dziewońską, ale kto w takim razie był mordercą mordercy? Jezu Chryste, grasował tu jakiś Freddy Kruger.

– Nowotny – powiedziała Luśka, jakby odpowiadając na moje nie zadane pytanie.

– A kto zabił Nowotnego? – jęknęłam.

– Nikt – zdziwiła się. – Sam umarł, bo już był stary, nie?

Co za ulga. Wolałam się już nie dopytywać o szczegóły działalności starego pana doktora.

– I ty się dałaś nabrać na gadanie starej Szyftowej, że odzyska dla ciebie kasę? Głupia jesteś jak but, dziewczyno. Oszukała cię, jest martwa i nic nie może zrobić.

– Przepraszam, z kim pani rozmawia? – głos, jaki rozległ się nagle tuż obok sprawił, że mało ze skóry nie wyskoczyłam. Luśka i Eryk cofnęli się równie wystraszeni. Przez moment patrzyłam na komisarza Olczaka, jakby był bestią z piekła rodem. Zaczerpnęłam głębiej tchu.

– Z nikim nie rozmawiam!

Policjant poprawił okulary.

– No cóż, wyraźnie słyszałem.

– Ćwiczę – wyjaśniłam z godnością. – Piszę eee… sztukę teatralną i układam dialogi, a pan mnie właśnie rozprasza. Ja tu pracuję. Ma pan nakaz? To teren prywatny.

Komisarz uniósł demonstracyjnie ręce.

– O, przepraszam, przepraszam…! Nie, nakazu nie mam, przyszedłem prywatnie.

– Czyżby?

Tymczasem zjawy Eryka i Lucyny wycofały się poza krąg wiśni i rozpłynęły w zieleni. Zła, nie robiąc sobie nic z przedstawiciela władzy, ruszyłam ścieżką dookoła domu w stronę drzwi frontowych. Niezrażony, polazł za mną.

– A to co?

Mimowolnie spojrzałam. Glina trzymał w palcach jeden z amuletów ochronnych zwisających z gałęzi.

– Feng shui – odparłam chłodno.

Nie wiem czy uwierzył, ale jakoś mnie to nie obeszło. Po wpadce za domem, cedeki na drzewach to był pikuś i detal.

– Mogę? – Olczak, nie czekając na odpowiedź, usadowił się na ławce pod oknem. Rozważałam, czy nie zamknąć się w środku, ale w końcu machnęłam na to ręką i usiadłam obok.

– Jest pani inteligentną kobietą – podlizał się.

O, znaczy: czegoś chce.

– Może pan przejść do konkretów?

– Wpierw wskazała pani Kobielaka jako podejrzanego, a teraz usiłuje go pani wybielić. Nie rozumiem, do czego to zmierza.

– Podejrzany to jeszcze nie znaczy „winny” – odparłam sucho. – Musi pan zrozumieć, że oboje byliśmy w ogromnym szoku. I ja, i Rysiek Wilczak. Reagowaliśmy impulsywnie. Zresztą widać, Wilczak dał doktorowi w zęby i chyba by go zatłukł na miejscu, gdybym nie interweniowała. Kiedy jednak zastanowić się nad Kobielakiem, nie wygląda na Kubę Rozpruwacza.

– Samotny, problemy z alkoholem, nieudane związki z kobietami… – zaczął wyliczać policjant.

– Według tego wszyscy rozwodnicy powinni czaić się w parkach, by ciąć żyletką przypadkowe babki – przerwałam mu. – A rozwódki kastrować studentów. Daj pan spokój.

– Niestety, dawanie spokoju jest poza moimi obowiązkami.

– W ramach obowiązków radzę, żeby pan zrobił wywiad, czy ktoś nie zgłaszał w 2003 lub 2004 roku zaginięcia niejakiego Marka Brzeskiego. Sołtys będzie o nim wiedział więcej. Brzeski był poprzednim pomocnikiem doktora Nowotnego, przed Kobielakiem.

– I…?

– Prawdopodobnie to jego właśnie wyskrobujecie z tej bryły na górze.

W oczach gliniarza błysnęła stal.

– Skąd pani wie, że to mężczyzna?

– Powiedzmy, że mam jasnowidzenia.

– Pani jasnowidzenia są podejrzane.

– Ale pożyteczne. A poza tym mówię to całkiem prywatnie, „prywatnemu, nie posłowi”. W razie czego wyprę się wszystkiego.

– To jednak nie daje alibi Kobielakowi, nawet wprost przeciwnie – obciąża podwójnie, bo śmierć tego faceta dała mu wymierne korzyści.

Wzruszyłam ramionami.

– Kiedy zniknął z horyzontu Brzeski, da się ustalić z dziecinną łatwością. Świadków, którzy go pamiętają, jest mnóstwo. Kobielak sprowadził się tu po tym, a nie przed. Niby jak miał dokonać tych wszystkich czynów straszliwych? Utłuc konkurenta, zabić dziewczynę, przetransportować oba trupy do domu swojego przyszłego pracodawcy i to bez jego wiedzy? A jest przecież jeszcze trzeci nieboszczyk – to znaczy głowa.

– Chyba że działał w porozumieniu z Nowotnym – zauważył Olczak, czym mnie zbił z pantałyku. O tym nie pomyślałam.

Do diabła, dlaczego Luśka nie żyła? Mogłaby potwierdzić moją wersję wydarzeń. Ta, jakby żyła, w ogóle nie byłoby sprawy… Cholera.

– Tak czy owak, teraz wszystko zależy od tego, co znajdą spece od daktyloskopii. A wierzę głęboko, że nie znajdą z Kobielaka nawet pół palca.

– Przestępcy często używają rękawiczek. Chirurgicznych – rzucił Olczak od niechcenia, a ja miałam ochotę go udusić.

– Jest jeszcze analiza włosów i mikrowłókien. Z góry mogę zakładać, że laboratorium wyodrębni mnie, Wilczaka, Dziewońską, Nowotnego i Brzeskiego. Jeśli w tej kolekcji będzie też Kobielak, możecie go wsadzić, wola boska. Ale jak nie, to znaczy, że w życiu jego noga nie postała na tym pieprzonym strychu i jest niewinny jak święta Agnieszka.

Komisarz w milczeniu wysłuchał mojej tyrady, a potem roześmiał się serdecznie.

– Pani jest niesamowita. – Nachylił się z rewerencją nad moją dłonią i złożył na niej staroświecki pocałunek. – Życzę wam wiele szczęścia na nowej drodze życia.

1 ... 53 54 55 56 57 58 59 60 61 ... 65
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)