Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Obiecaj mi
Obiecaj mi - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Obiecaj mi

Электронная книга - «Obiecaj mi». Краткое содержание книги:

Min??o sze?? lat od czasu, kiedy Myron po raz ostatni bawi? si? w detektywa. U boku nowej dziewczyny – Ali Wilder – prowadzi spokojne i uporz?dkowane ?ycie, za? jego psychopatyczny przyjaciel Win, nie musi, jak dawniej, nieustannie ratowa? mu ?ycia. Ale to, co dobre, dobiega w?a?nie ko?ca… Jaki? czasu temu Myron wym?g? na dw?ch nastoletnich dziewczynach, Aimee i Erin, wi???c? obietnic? – w razie jakichkolwiek k?opot?w, zwr?c? si? do niego o pomoc. Kilka dni p??niej telefon dzwoni – o drugiej w nocy! Spe?niaj?c swoje przyrzeczenie, Myron zabiera nastolatk? z Manhattanu i odwozi do domu jej przyjaci??ki w New Jersey. Nast?pnego dnia rodzice Aimee odkrywaj ? znikni?cie c?rki. Morderstwo, czy ucieczka z domu? Myron by? ostatni? osob?, kt?ra j? widzia?a? automatycznie staje si? g??wnym podejrzanym…
1 ... 52 53 54 55 56 57 58 59 60 ... 92
Перейти на страницу:

– Nie nadążam – przyznał Myron.

– Moimi pacjentami – wyjaśniła. – To obcy ludzie, ale bardzo się o nich troszczę. Nie dlatego, że jestem szlachetną czy cudowną osobą, ale ponieważ w głębi duszy uważam ich za niewinnych. I osądzam. Wiem, że to niewłaściwe. Wiem, że powinnam każdego pacjenta traktować tak samo i jeśli chodzi o terapię, chyba tak robię. Jednak jest faktem, że jeśli znajdę w Google’u, że ktoś siedział w więzieniu albo jest uważany za niegodziwca, staram się przekazać go innemu lekarzowi.

– Woli pani niewinnych – rzekł Myron.

– Właśnie. Tych – wiem, jak to zabrzmi – uznaję za czystych. A przynajmniej czyściejszych.

Myron przypomniał sobie swoje niedawne rozważania, o tym, że życie Bliźniaków nie miało dla niego żadnej wartości, o tym, ilu cywili byłby gotów poświęcić, żeby uratować syna. Czy to rozumowanie różniło się od tamtego?

– Tak więc próbuję powiedzieć, że myślę o rodzicach tej dziewczyny, którzy kiepsko to znoszą, i martwię się o nich. Chciałabym im pomóc.

Zanim Myron zdążył coś powiedzieć, ktoś zapukał do drzwi. Otworzyły się i pojawiała się strzecha siwych włosów. Myron wstał. Siwowłosy mężczyzna wszedł do gabinetu i powiedział:

– Przepraszam, nie wiedziałem, że masz tu kogoś.

– W porządku, kochanie – odparła Edna Skylar – ale może wrócisz później?

– Oczywiście.

Siwowłosy mężczyzna też nosił biały fartuch. Zauważył Myrona i uśmiechnął się. Myron rozpoznał ten uśmiech. Edna Skylar nie była fanką koszykówki, ale ten facet tak. Myron wyciągnął rękę.

– Myron Bolitar.

– Och, wiem, kim pan jest. Jestem Stanley Rickenback. Lepiej znany jako mąż doktor Edny Skylar.

Uścisnęli sobie dłonie.

– Widziałem, jak grał pan w drużynie Duke – rzekł Stanley Rickenback. – Za pańskich czasów to był inny zespół.

– Dziękuję.

– Nie chciałem przeszkadzać. Przyszedłem sprawdzić, czy moja nieśmiała oblubienica zechce rozkoszować się ze mną specjałami podawanymi w naszym szpitalnym bufecie.

– Właśnie wychodziłem – powiedział Myron i zaraz dodał: – Był pan z żoną, kiedy widziała Katie Rochester, prawda?

– W tej sprawie pan tu przyszedł?

– Tak.

– Jest pan policjantem?

– Nie.

Edna Skylar już wstała. Cmoknęła męża w policzek.

– Pospieszmy się. Za dwadzieścia minut mam pacjentów.

– Tak, byłem przy tym – powiedział Stanley Rickenback do Myrona. – Dlaczego pan pyta?

– Zajmuję się zaginięciem innej dziewczyny.

– Chwileczkę, jeszcze jedna dziewczyna uciekła z domu?

– Być może. Chciałbym usłyszeć, jakie były pańskie odczucia, doktorze Rickenback.

– Proszę?

– Czy panu także Katie Rochester wyglądała na uciekinierkę?

– Tak.

– Wydaje się pan bardzo tego pewny – rzekł Myron.

– Była w towarzystwie mężczyzny. Nie próbowała uciekać. Prosiła Ednę, żeby nikomu nie mówiła i… – Rickenback zwrócił się do żony. – Powiedziałaś mu?

Edna się skrzywiła.

– Chodźmy już.

– O czym miała mi powiedzieć?

– Mój drogi Stanley robi się stary i stetryczały – powiedziała Edna. – Ma przywidzenia.

– Cha, cha, bardzo zabawne. Ty masz swoją specjalizację. Ja mam swoją.

– Specjalizację? – powtórzył Myron.

– To nic takiego – powiedziała Edna.

– A właśnie, że nie – upierał się Stanley.

– Świetnie – rzekła Edna. – Powiedz mu, co twoim zdaniem zobaczyłeś.

Stanley odwrócił się do Myrona.

– Moja żona powiedziała panu, że studiuje ludzkie twarze. Dlatego rozpoznała tę dziewczynę. Patrzy na ludzi i próbuje stawiać diagnozy. Tak dla rozrywki. Ja zostawiam moją pracę w gabinecie.

– A jaka jest pańska specjalność, doktorze Rickenback?

Uśmiechnął się.

– Właśnie to jest istotne.

– Dlaczego?

– Jestem ginekologiem-położnikiem. Wtedy wcale o tym nie myślałem. Jednak po powrocie do domu poszukałem w sieci zdjęć Katie Rochester. No wie pan, tych zamieszczonych w środkach masowego przekazu. Chciałem się upewnić, że to ta sama dziewczyna, którą widzieliśmy w metrze. I właśnie dlatego jestem całkowicie pewien tego, co widziałem.

– Czyli?

Stanley nagle jakby stracił pewność siebie.

– Widzisz? – Edna pokręciła głową. – To kompletny nonsens.

– Być może – zgodził się Stanley Rickenback.

– Jednak? – naciskał Myron.

– Albo Katie Rochester sporo przytyła – powiedział Stanley Rochester – albo przypuszczalnie jest w ciąży.

Rozdział 33

Harry Davis zbył klasę, każąc jej przeczytać taki a taki rozdział, i wyszedł. Jego uczniowie byli zdziwieni. Inni nauczyciele przez cały czas stosowali zagrywkę typu „a teraz popracujcie w ciszy, a ja pójdę sobie zapalić”. Jednak on, przez cztery ostatnie lata Nauczyciel Roku, nigdy tego nie robił.

Korytarze liceum w Livingston były niemiłosiernie długie. Kiedy, tak jak teraz, stał sam na końcu jednego z nich, od patrzenia w głąb kręciło mu się w głowie. Oto cały Harry Davis. Nie lubił, gdy było tu pusto. Lubił gwar, gdy te arterie wypełniały się hałasem, dziećmi, plecakami i niepokojem wieku dojrzewania.

Znalazł klasę, zapukał do drzwi i wsunął głowę w szparę. Drew Van Dyne uczył głównie trudne dzieci. Co było widać. Połowa dzieciaków miała słuchawki w uszach. Niektórzy siedzieli na stolikach. Inni stali pod oknem. Jakiś grubas obściskiwał dziewczynę w kącie. Oboje mieli otwarte usta. Było widać, jak się ślinią.

Drew Van Dyne położył nogi na biurku, a ręce splótł na brzuchu. Obrócił się do Harry’ego Davisa.

– Panie Van Dyne? Mogę chwilę z panem porozmawiać?

Drew Van Dyne posłał mu krzywy uśmiech. Był około trzydziestopięcioletnim mężczyzną, dziesięć lat młodszym od Davisa. Od ośmiu lat uczył w liceum muzyki. Wyglądał na takiego. Były rockman, który mógł i powinien wspiąć się na szczyt, gdyby nie głupota firm fonograficznych, które nie poznały się na jego geniuszu. Tak więc teraz dawał lekcje gry na gitarze i pracował w sklepie muzycznym, krzywiąc się na muzyczny gust klientów.

Ostatnie redukcje etatów zmusiły Van Dyne’a do prowadzenia zajęć z tą klasą, co niewiele różniło się od pracy opiekunki do dzieci.

– Ależ oczywiście, panie D.

Obaj nauczyciele wyszli na korytarz. Drzwi były grube. Kiedy je zamknęli, na korytarzu znów zrobiło się cicho. Van Dyne nadal uśmiechał się krzywo.

– Właśnie miałem zacząć zajęcia. Co mogę dla ciebie zrobić?

– Słyszałeś o Aimee Biel? – szepnął Davis, ponieważ każdy dźwięk odbijał się tu głośnym echem.

– O kim?

– O Aimee Biel. Uczennicy naszej szkoły.

– To chyba nie moja uczennica.

1 ... 52 53 54 55 56 57 58 59 60 ... 92
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)