Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
2586 kroków - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

2586 kroków

Электронная книга - «2586 kroków». Краткое содержание книги:

Czternaście historii, z których wieje grozą i mrocznym nastrojem. Odliczmy więc 2586 kroków…

I krok: To jedna z najlepszych polskich antologii. Bardzo dobrze, lekko napisana, pełna świetnych pomysłów, ciekawa i świeża. Obowiązkowa rzecz na każdej półce. (Tomasz Kleta, Avatarae)

II krok: 14 opowiadań zebranych w 1 książce to 13 różnych bohaterów, 14 niesamowitych historii, 14świetnych pomysłów i kilka godzin ciekawej lektury. (Piotr 'Szarik' Iwanicki, Playback)

III krok: Najlepsze ze zbioru – tytułowe 2586 kroków i Wieczorne dzwony – to najdojrzalsze i najlepiej dopracowane opowiadania grozy, urzekające mrocznym nastrojem, bazującym na lęku przed chorobą, godne porównań do klimatów twórczości E. A. Poe. (Małgorzata Koczańska, Fahrenheit)

Dalej kroczcie sami. Opowiadanie po opowiadaniu. Może dojdziecie do Czerwonej gorączki?
1 ... 52 53 54 55 56 57 58 59 60 ... 75
Перейти на страницу:

– Poza tym chciałeś mnie zabić – uzupełnił.

Zamarłem ze szklanką w dłoni.

– Nie przejmuj się. Wielu chce, ale gdy poznają mnie bliżej, nie są już tego tacy pewni, a potem rezygnują… Wojna to czas pogardy dla ludzkiego życia. Czułem to wtedy, wiosną. Wiedziałem, że zbierają się chmury, wczesnym latem ujrzałem, że kraj spada w otchłań śmierci… Wiesz, u nas, w Pokrowskoje, gazety pojawiają się z trzydniowym opóźnieniem. Przyszedł parowiec pocztowy, byłem na przystani. Wyjąłem z paczki świeży numer i zobaczyłem na pierwszej stronie informację o tym, że zabili arcyksięcia Ferdynanda. I już wiedziałem. Antychryst przyszedł na świat. Będzie wojna.

Zamyślił się.

– Gdybym wtedy był w Petersburgu – westchnął boleśnie. – Gdybym tylko mógł to powstrzymać… W Pokrowskoje nie było stacji telegrafu. Ułożyłem telegram do cara batiuszki i do matuszki… I poszedłem do Tiumenia. Wiele wiorst. Czułem, że zdążę.

Dokończył butelkę i sięgnął po następną. Ja miałem jeszcze prawie całą szklankę.

– Byłem dwie przecznice od poczty, kiedy pojawiła się ta cała Gusiewa…

– Coś się stało? – Nie znałem tej historii.

– Podeszła i poprosiła o błogosławieństwo. Zatrzymałem się, by go jej udzielić, a ona pchnęła mnie nożem. Cztery tygodnie walczyłem ze śmiercią, a gdy odzyskałem przytomność, wojna już trwała…

Odstawił wino trzęsącą się dłonią.

– Zawiodłem – szepnął. – Zdradziłem Rosję. Bóg przeznaczył mi tę misję, a ja zawiodłem w najważniejszej chwili. Byłem może jedynym po śmierci Stołypina człowiekiem zdolnym zatrzymać to szaleństwo. A gdy nastał czas potrzeby, leżałem wypatroszony jak świnia…

– Ale teraz chcesz kontynuowania wojny? – Spojrzałem badawczo.

– Musimy ją zakończyć zwycięstwem. – Zawiesił wzrok na ikonach wiszących w rogu pokoju. – W imię krwi, która już została przelana.

Oczy Rasputina rozbłysły wewnętrznym blaskiem. Poczułem naraz jego siłę. Stalową wolę, energię życiową, która podtrzymywała cara w tych trudnych chwilach.

– Wygramy? – Patrząc na niego w tym momencie, odnosiłem wrażenie, że zna przyszłość, która nas czeka.

Krew odpłynęła mu z twarzy.

– Nie wiem – szepnął. – Ale czuję, że antychryst i jego sługi zbierają się, by pchnąć nas w otchłań jeszcze straszliwszych cierpień… Nie będzie drugiej szansy zwycięstwa. Choć może… – Teraz w jego oczach pojawił się strach. – Może mi się uda. Jeśli będzie trzeba oddać życie za Rosję…

Odbił trzecią butelkę i pił chciwie, jak gdyby jedynie oszołomienie alkoholem pozwalało mu zapomnieć o tym, co zobaczył na ścieżkach ducha…

***

Powszechnie sądzi się, że praca agenta to pasmo niezwykłych przygód, bieganie z naganem w ręce, nocne obławy na socjalistów i strzelaniny w robotniczych dzielnicach. Tymczasem dziewięćdziesiąt dziewięć procent czasu pracy to nudna, żmudna obserwacja. Tak jak teraz. Leżenie godzinami na pasiastym sienniku. Notowanie: kto przyszedł, kto wyszedł, o której godzinie.

Jeszcze gorzej, gdy leżąc człowiek dręczy się myślami, jak postąpić. Tego dnia zaczynałem wachtę o ósmej wieczorem. Było dwanaście stopni mrozu, a z nieba walił gęsty śnieg. Na miejsce dotarłem na piechotę, nawet dorożkarze niechętnie pracowali w taką pogodę. Gdy przechodziłem koło stróżówki, wyskoczył z niej jak z procy Sokołow.

– Dobrze, że jesteś – powiedział.

– Coś się stało? – Zaniepokoiłem się nie na żarty.

– Ci durnie zgubili obiekt!

– Rasputin się im wymknął?

– Dokładnie. Poszedł pewnie w tango po knajpach, nasi przeczesują już miasto. Ale musisz pomóc.

– Może sam wróci albo, co bardziej prawdopodobne, odwiozą go? – Nie bardzo miałem ochotę zdzierać zelówki

– Niewykluczone. Ale lepiej, żebyśmy go znaleźli zanim napyta sobie jakiejś biedy. Albo zanim ktoś go zabije…

Rzucił na parapet plan miasta.

– Umiesz prowadzić samochód?

– Tak.

– Weźmiesz mojego forda i objedziesz ten kwartał. – Zakreślił ołówkiem obszar na mapie.

Znalazłem go w dziesiątej z kolei odwiedzonej restauracji. Siedział samotnie nad niedojedzoną faską pierogów i pił arak. Jego spojrzenie było nieco błędne, a na twarzy malowało się nieludzkie zmęczenie.

– Chodź, Grisza. – Położyłem mu dłoń na ramieniu. – Pora wracać do domu.

Nie byłem w tej chwili agentem tajnej policji, ale sąsiadem, który niepokoi się o przyjaciela. Kelner zjawił się jak spod ziemi.

– Życzą sobie panowie coś na drogę? – zapytał.

– Nie, nie trzeba. – Zdziwiła mnie jego uprzejmość. – Rachunek uregulowany?

– I jeszcze dał dwadzieścia rubli napiwku.

Aha. To dlatego był taki zadowolony. Szatniarz pomógł nam ubrać Griszę w wilczą szubę. Pijany w trakcie tej operacji doszedł do siebie i dał im kolejne napiwki – po dziesięć rubli. We dwóch z wysiłkiem wytaszczyliśmy Rasputina na zewnątrz.

– Nie szastaj tak pieniędzmi – powiedziałem, gdy szliśmy do zaparkowanego auta.

– Mnie już nie będą potrzebne – szepnął.

Znowu odpłynął. Z trudem wepchnąłem go do samochodu i usiadłem za kierownicą. Bałem się, że nie ruszę, ale silnik zapalił od razu. Grigorij oprzytomniał już trochę, choć cztery butelki wina nieźle go sponiewierały. Uderzył głową o szybę, ocknął się i rozejrzał po wnętrzu maszyny. Na jego twarzy odmalowało się na chwilę zwierzęce przerażenie i wściekłość, potem jednak poznał mnie.

– Jeszcze nie dzisiaj – mruknął.

Jechałem w stronę domu.

– Rosja umiera – powiedział.

Spojrzałem spod oka i przeżyłem wstrząs. Już nie był pijany. W ciągu pięciu minut kompletnie wytrzeźwiał. Wnętrze wozu nadal wypełniał intensywny zapach gorzelni, ale Grisza patrzył spokojnie i przytomnie, w głosie nie było słychać żadnego śladu przepicia.

– Czujesz coś? – zapytałem.

– Królestwo antychrysta nadchodzi. Trzeszczą zawiasy bramy piekieł. Zbliża się czas szatana… Widzę ciemność. Cała przyszłość jest czarna. Umrą miliony ludzi.

– Już umierają miliony. – Wspomnienie mego przyjaciela nie zgasło.

– Idzie taki czas, że ludzie będą wspominać błoto okopów jak pobyt w raju… To jeszcze nie apokalipsa, to zaledwie próba generalna. – Uprzedził niezadane pytanie.

– Możemy to jakoś odwrócić?

Spojrzał na mnie z rozpaczą.

– Nie wiem – odparł bezradnie. – Może gdyby odpowiednia ofiara…

I nagle zaszła w nim zmiana. Już nie był syberyjskim pątnikiem, patrzył na mnie przerażony chłop, który nie wiedział, dokąd niesie go nurt wydarzeń, i który odczuwał jedynie grozę wywołaną przeczuciem nieuniknionej zagłady.

– Zabiją mnie. – Trząsł się ze strachu. – Zamordują.

Wydobył zza pazuchy piersiówkę i pił chciwie anyżówkę, aż na jego twarzy ponownie odmalowała się ulga.

– Gdyby chcieli to zrobić, uderzyliby właśnie teraz – powiedziałem. – Gdy jesteśmy sami.

Otrząsnął się. Zakręcił butelkę.

– Duch ochoczy, ale ciało słabe – wymamrotał. – Teraz? Teraz… – Popatrzył w ciemne ulice. Acetylenowe światła samochodu przecinały śnieżna zadymkę. – Nie, nie teraz. Stowarzyszenie Piotra I – parsknął. – Miałeś to zrobić, ale nie dostałeś jeszcze rozkazu.

Skąd wiedział? Czyżby jego siatka informatorów sięgała tak daleko?

– I nie wykonam, gdybym go dostał.

– Wiem. Może masz rację, a może nie? – Znowu przybrał wygląd świątobliwego starca. – Może krew niewinnej ofiary zatrzymałaby to szaleństwo.

Wzdrygnął się. Widziałem, jak walczy ze swoim strachem.

– Nie – szepnął. – Jestem winny. Miałem powstrzymać wojnę, a zawiodłem. Zabiłem tych wszystkich, którzy spoczywają po lasach i w zasypanych śniegiem okopach… Zasłużyłem na śmierć.

– Musisz na siebie uważać.

– Wiem, wiem. Książę Feliks coś knuje.

– Chce cię zabić.

– Nie on jeden. Ale to dobry człowiek. Tylko błądzi. Gdy pozna mnie lepiej, polubi. Dobro zwycięża zło…

***

Przyszedłem do pracy na ósmą. Zluzowałem agenta Asta.

– Obiekt u siebie – zameldował. – Dziś wieczorem chyba nikt się do niego nie wybiera. On też raczej nic nie planuje.

– Rozumiem. – Kiwnąłem głową.

– Zostawiłem ci dzisiejsze gazety, gdybyś się nudził. – Uśmiechnął się lekko.

– Dziękuję.

Poszedł. Zaparzyłem herbaty. Z dwojga złego lepsza nudna noc spędzona na posterunku, niż wałęsanie się po knajpach i pilnowanie, by podopiecznemu nie rozbito głowy w jakiejś burdzie… Kończyłem właśnie czytać najnowszy numer „Niwy”, gdy w przedpokoju rozległ się brzęczyk elektrycznego dzwonka alarmowego.

Porwałem rewolwer ze stojaka i wyskoczyłem na klatkę, w biegu dokręciłem tłumik. Coś stało się w stróżówce? Nie, to z mieszkania! Ktoś otworzył drzwi kuchenne…? Szarpnąłem za klamkę. Zamknięte na głucho. Strzeliłem kilka razy w zamek. Kopnąłem. Puściły. Przedpokój, salonik… Gdzie ta cholerna kuchnia?

1 ... 52 53 54 55 56 57 58 59 60 ... 75
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)