Diuna [Dune - pl]
- Автор: Херберт Фрэнк
- Год: 1985
- Язык: польский
- Год: Iskry
- ISBN: 83-207-0772-2
- Переводчик: Marek Marszal
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Diuna [Dune - pl]». Краткое содержание книги:
Nagroda Nebula 1965.
Nagroda Hugo 1966.
Mężczyzna w harkonneńskim mundurze zatrzymał się raptownie u wylotu korytarza, zmierzył spojrzeniem Yuego, obejmując tym samym rzutem oka ciało Mapes, rozciągniętą postać księcia i stojącego nad nimi doktora. Mężczyzna trzymał rusznicę laserową w prawej dłoni. Biło od tego człowieka pierwotne okrucieństwo, brutalność i drapieżność, które przejmowały Yuego dreszczem. Sardaukar — pomyślał. — Baszar, sądząc po wyglądzie. Pewnie jeden z imperatorskich wysłanników, przybyły, żeby mieć na oku na bieg wypadków. Żaden mundur ich nie ukryje.
— Jesteś Yueh — powiedział mężczyzna.
Popatrzył z namysłem na obręcz Akademii Suk we włosach doktora, potem na romb tatuażu, wreszcie spojrzał mu prosto w oczy.
— Jestem Yueh — powiedział doktor.
— Możesz się odprężyć, Yueh — rzekł mężczyzna. — Przybyliśmy, jak tylko spuściłeś osłony domu. Panujemy nad sytuacją. Czy to jest książę?
— To jest książę.
— Martwy?
— Tylko nieprzytomny. Radzę ci go związać.
— Ty załatwiłeś tych pozostałych? — Obejrzał się w głąb korytarza, gdzie leżało ciało Mapes.
— Tym większa szkoda — zamruczał Yueh.
— Szkoda! — powiedział drwiąco sardaukar. Zbliżył się i spojrzał z góry na Leto.
— Więc to jest ów wielki Czerwony Książę.
Gdybym przedtem miał wątpliwości, kim jest ten człowiek, już bym ich nie miał — pomyślał Yueh. — Tylko Imperator nazywa Atrydów czerwonymi książętami.
Sardaukar sięgnął w dół, odciął godło czerwonego jastrzębia od munduru Leto.
— Mała pamiątka — powiedział. — Gdzie jest książęcy sygnet?
— Nie ma go na palcu — odparł Yueh.
— To widzę! — warknął sardaukar.
Yueh zdrętwiał, przełknął ślinę. Jeżeli mnie przyduszą, jeżeli ściągną prawdomówczynię, to dowiedzą się o pierścieniu i o przygotowanym ornitopterze i wszystko przepadnie.
— Czasami książę wysyłał gońca z pierścieniem na znak, że rozkaz pochodzi bezpośrednio od niego — powiedział Yueh.
— Diablo zaufani musieli być ci gońcy — mruknął sardaukar.
— Nie zwiążesz go? — odważył się zapytać Yueh.
— Jak długo będzie nieprzytomny?
— Ze dwie godziny. Nie odmierzyłem tak dokładnie jego dawki, jak dla kobiety i chłopca.
Sardaukar trącił księcia końcem stopy.
— Czego tu się bać, nawet gdyby to było przytomne. Kiedy obudzą się kobieta i chłopiec?
— Za jakieś dziesięć minut.
— Tak szybko?
— Powiedziano mi, że zaraz przybędzie baron ze swoimi ludźmi.
— I przybędzie. Czekaj na zewnątrz, Yueh. — Rzucił mu twarde spojrzenie.
— Już!
Yueh zerknął na Leto.
— Co z…
— Zostanie dostarczony baronowi w całości i spętany jak jagnię na rożnie.
Ponownie sardaukar popatrzył na romb wytatuowany na czole Yuego.
— Wiedzą o tobie; nic ci się nie powinno stać w korytarzach. Nie mamy więcej czasu na pogaduszki, zdrajco. Słyszę, że pozostali nadchodzą.
Zdrajco — pomyślał Yueh. Spuścił oczy i przecisnął się obok sardaukara, mając przedsmak tego, jak zapamięta go historia: „Yueh zdrajca”.
W drodze do głównego wyjścia mijał coraz więcej ciał i zerkał na nie z przerażeniem, że któreś z nich okaże się Paulem lub Jessiką. Wszyscy byli z gwardii pałacowej lub nosili mundury Harkonnenów. Nadbiegły zaalarmowane straże Harkonnenów, kiedy z frontowych drzwi wyszedł w rozjaśnioną płomieniami noc. Aby oświetlić budynek, podpalono przydrożne palmy. Czarny dym z użytych do podpałki materiałów zapalnych bił do góry przez pomarańczowe języki ognia.
— To zdrajca — powiedział ktoś.
— Baron będzie chciał cię niebawem widzieć — powiedział inny.
Muszę dostać się do ornitoptera — myślał Yueh — Muszę włożyć książęcy sygnet tam, gdzie Paul go odnajdzie — I przeszył go strach — Jeśli Idaho mnie podejrzewa albo straci cierpliwość — o ile nie czeka i nie uda się dokładnie tam, gdzie mu kazałem — Jessika i Paul nie uratują się z pogromu. Zostanę pozbawiony najmniejszego choćby pocieszenia za swój czyn.
Harkonneński wartownik puścił jego ramię.
— Zaczekaj tam na uboczu — powiedział.
Nagle Yueh zobaczył, że go odtrącono w tym miejscu zniszczenia, że mu niczego nie oszczędzono, nie okazano odrobiny litości. Idaho nie może zawieść!
— Hej, ty, nie plącz się pod nogami! — wpadając na niego warknął inny strażnik.
Wykorzystać to mnie umieli, a nie umieją się zdobyć na to, żeby mnie ścierpieć — pomyślał Yueh. Wyprostował się, gdy odepchnięto go na bok, odzyskał nieco swej godności.
— Czekaj na barona — warknął oficer gwardii.
Yueh kiwnął głową, przeszedł ze świadomą nonszalancją wzdłuż frontu budynku, skręcił za róg w cień, z dala od widoku płonących palm. Szybko, każdym krokiem zdradzając podniecenie, dotarł na tylny dziedziniec pod oranżerię, gdzie czekał ornitopter podstawiony, by zabrać Paula i jego matkę. Wartownik stał w otwartych drzwiach z tyłu domu, patrząc na oświetlony hol i tłoczących się tam ludzi, którzy przeszukiwali pokój za pokojem.
Jakże byli pewni siebie! Trzymając się cienia Yueh obszedł dokoła ornitopter i uchylił drzwi w zasłoniętej przed wartownikiem burcie. Pod przednim siedzeniem wymacał ukryty tam przez siebie fremsak, podniósł klapę i wsunął do środka dłoń z książęcym sygnetem. Natknął się na szeleszczący papier przyprawowy swojego listu, wcisnął pierścień w kartkę. Wyjął rękę i zapiął fremsak. Zamknął delikatnie drzwi ornitoptera, tą samą drogą przedostał się do narożnika pałacu i skręcił za róg pod płonące drzewa. Po raz drugi wyłonił się w świetle buchających płomieniami palm. Otulił się płaszczem, zatopił spojrzenie w płomieniach. Niebawem będę wiedział. Niebawem stanę przed baronem i będę wiedział. A baron… baron napotka niewielki ząb.
Legenda głosi, że kiedy książę Leto Atryda umierał, meteor przeciął nieboskłon ponad jego rodowym pałacem na Kaladanie.