Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Kroki w nieznane. Tom 3
Kroki w nieznane. Tom 3 - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Kroki w nieznane. Tom 3

Электронная книга - «Kroki w nieznane. Tom 3». Краткое содержание книги:

Trzeci tom „Kroków w nieznane” zawiera, podobnie jak poprzednie, opowiadania autorów polskich oraz radzieckich, brytyjskich i amerykańskich. Po raz pierwszy natomiast prezentujemy autorów japońskich. Bujny rozwój fantastyki naukowej w kraju tak bardzo wychylonym w przyszłość jak Japonia jest zjawiskiem naturalnym. Obok Kobo Abe, autora powieści „Kobieta z wydm”, ścisłą czołówkę japońskich fantastów stanowią trzej występujący w naszym almanachu autorzy: Sakyo Komatsu, Shin’ichi Hoshi i Morio Kita. Większość zebranych tu opowiadań prezentuje różne spojrzenia na przyszłość. Obok beztroskiego humoru jest tu zjadliwa satyra, obok głosów ostrzegających, pełnych troski i niepokoju o dalsze losy ludzkości, jest utopijna wizja człowieka — dobrego gospodarza świata i starszego brata zwierząt. Na ogól opowiadania przyszłościowe ukazują ludzi w nowych, odmiennych warunkach. Są jednak i takie, które poruszają sprawą dalszego rozwoju samego człowieka. Oryginalne podejście do tego tematu znajdujemy w opowiadaniu McIntosha, którego bohaterem jest Zespół, jakby zbiorowy nadczłowiek. Błyskotliwy jak zwykle Sheckley proponuje odpowiedź na pytanie, dlaczego ludzie są wiecznie niezadowoleni, niespokojni, stale za czymś gonią… Od pewnego czasu mówi się w fantastyce naukowej o „nowej fali”. Reprezentujący ją autorzy unikają nawet określenia science fiction i wolą rozszyfrowywać popularny skrót s-f jako speculative fiction (beletrystyka spekulatywna). Można by powiedzieć, że ta nowofalowa fantastyka nawiązuje bardziej do Kafki niż do Wellsa czy Verne’a. Typowym przedstawicielem tego kierunku i jednocześnie jednym z najbardziej dziś cenionych na świecie autorów science fiction jest J. G. Ballard, Anglik urodzony w Hong — Kongu. W dziale „Fakty, hipotezy, zagadki” zamieszczamy artykuły, wysuwające tezy tak śmiałe, że aż fantastyczne (choć nie sprzeczne z nauką) w sprawach, gdzie danych jest zbyt mało dla zbudowania ściśle naukowej teorii. Tom zamyka interesująca wypowiedź Alfreda Bestera, rzucająca światło na proces powstawania opowiadań fantastyczno-naukowych.
1 ... 51 52 53 54 55 56 57 58 59 ... 132
Перейти на страницу:

I dlaczego w tej właśnie chwili widzę przez kuchenne okno, jak pada ulewny deszcz z żabami?

W 1912 roku Earl Moonfry, który zbierał zamówienia na prenumeratę Century Magazine i uczył się tańca na korespondencyjnym kursie, prowadzanym przez jedną z wielkich firm z Chicago, postanowił wyjechać do Meksyku i walczyć przeciwko Poncho Vlli. Earl Moanfry zniknął i nie odnalazł się do dzisiaj.

I w ten sposób wydarzenia łączą się w zadziwiające ciągi. Earl Moanfry, który obstalował specjalną parę butów do tańca, znikł. W 1925 raku w Detroit Earl Lumbard, bezrobotny brzuchomówca, przechodził koło konia i nikt go już odtąd nie widział. Dziwne. A gdybym wam powiedział, że ten koń też nazywa się Earl? I że w raku 1926, kiedy oglądała go grupa młodzieży z kółka rolniczego, zniknął również?

Wyjaśnienie? Ja twierdzę, że ktoś zbierał Earlów.

Z drugiej strony w 1936 roku Georgia Moonfry, która prowadziła własny zakład obrzucania dziurek i skracania spodów, znikła 23 października.

Czyżby ktoś zbierał Moonfrych?

Na początku maja 1932 roku w pobliżu miejscowości Saint Paul, jak doniosła miejscowa prasa, człowiek nazwiskiem Oskar Dunkel spadł z jasnego, bezchmurnego nieba i wylądował na grzbiecie kania. Ten Dunkel nie znał żadnego języka poza norweskim. Czy ponad naszymi głowami krążą niewidzialne statki pasażerskie z dziwnym ładunkiem? Czy tego dnia w 1932 roku na pokładzie tajemniczego okrętu ktoś krzyczał „Człowiek za burtą?!”

I dlaczego, kiedy Norman Conover, właściciel kania, stanął za nim, aby stwierdzić, czy nic mu się nie stało, zniknął nagle z głośnym cmoknięciem?

Śmiejcie się z teleportacji, panowie uczeni. Ja mam swoje wycinki.

Nikt już dzisiaj nie wierzy w czarownice. Wycinek z wychodzącej w San Rafael Register Star z dnia 14 sierpnia 1897 roku mówi o dwunastoletniej dziewczynce, która otrzymała świadectwo o rak wcześniej od swoich koleżanek, ponieważ cztery budynki szkolne, w których się uczyła, spłonęły do szczętu.

Dwaj chłopcy z Bristalu w stanie Rhode Island zastali aresztowani, ponieważ całe umeblowanie domu ich babci (ze stromy ojca), pozostawionego na ich opiece, zniknęło w czasie burzy z piorunami.

Wszystkie meble z wyjątkiem starego patefonu pojawiły się w sześć tygodni — później na uroczystym zakończeniu roku szkolnego w Bristolskiej Szkole Stenografii. Zastały ona sprzedane handlarzowi starzyzną, który wsiadając na swój wóz zapalił się nagle. W czasie akcji ratowniczej trzej inni ludzie zapalili się od niego.

Pewien młody człowiek nazwiskiem Ambrose Rheenes wynajął łódkę w górnym biegu Missisipi w marcu 1934 roku. W dwa miesiące później w Jackson, stan Tennessee, tańcząc na prywatnym przyjęciu nagle znikł w płomieniach. Kiedy odnaleziono jego łódkę, stwierdzono, że siedzi w niej trzech małych chłopców. Utrzymywali oni, że jadą na piknik klubu Kiwanis w stanie Vermont.

Wydaje mi się, że coś gdzieś jest nie w porządku.

Przeszło dwadzieścia lat temu w New Yorku pewien facet nazwiskiem Benchley napisał już coś bardzo podobnego. W kołach akademickich wyśmiewają się z teleportacji. Jak inaczej można to wytłumaczyć?

Przełożył Lech Jęczmyk

Władimir Michajłow

SPOTKANIE NA JAPECIE

Wstriecza na Japetie

1

Gwiazdy nakreśliły na ekranie białe łuki. Bragg wrastał w fotel. Czerwień napływającej krwi przesłaniała pole widzenia, nadal jednak ociężale przenosił wzrok z jednej grupy przyrządów na drugą obserwując automaty lądowania. Gdyby zawiodły, sam przejąłby sterowanie. Severe wpił się oczami w ekran pelengatora rufowego i z emocji poruszał wargami obliczając nie przebyte jeszcze setki metrów. Gwiazdy obracały się coraz wolniej, aż wreszcie się zatrzymały.

— Zaczynamy namiar — powiedział Bragg.

Japet znajdował się teraz wprost pod rufą, a srebrzysty gwóźdź „Ładogi” zamierzał wbić weń rozpalone ostrze kończąc swój upadek z wysokości milionów kilometrów. Nagle ciążenie znikło.

— Mmmmmch!.. Nie w porę! — mruknął Bragg kładąc ręce na pulpicie. Ciążenie znów zwaliło się na nich.

— Tysiąc! — rzekł głośno Bragg zaczynając odliczanie.

Na ekranie rosły czarne skały, wśród których jaśniała plamka kosmodromu.

— Kto to? — zapytał Bragg nie odrywając wzroku od sterów.

— Wygląda na jakiś transportowiec. Chyba rudowiec…

— Usiadł na samym środku — złościł się Bragg. — Dokonuję odchylenia.

— W porządku.

— Sześćset! — liczył Bragg. — Trzysta. Zmniejszam…

— Okopcisz go.

— Nie — zaprzeczył Bragg. — Sto siedemdziesiąt pięć, schowam pochodnię, sto dwadzieścia pięć, równo sto, dziewięćdziesiąt.

— Czemu on tak usiadł? — odezwał się Severe. Skały podniosły się nad głową.

— Bezczelny satelita — burczał Bragg — właśnie musiał się znaleźć na ich trasie. Czterdzieści. Trzydzieści pięć. Amortyzatory! Zielone lampki zamigotały, potem zapłonęły równym światłem.

— Jedenaście! Siedem, pięć!.. — darł się Bragg przekrzykując ryk silnika.

— Zero! — powiedział zmordowany Bragg. — Stop!

2

Łoskot ustał, tylko z rzadka delikatnie podzwaniało poszycie rufy. Spojrzeli na siebie.

— No to cześć! — przerwał ciszę Severe. — Automat zdechł na ostatnich metrach.

— Pilnowałem… Czułem, że lada chwila… Przeciążyliśmy go w tym pośpiechu jak wielbłąda. Teraz trzeba go będzie zmieniać.

— Sądziłem, że mi pomożesz.

— Oczywiście, a potem się zajmę automatem. Mam nadzieję, że starczy czasu.

— Jak myślisz, kiedy oni będą? — spytał Severe.

— Za dobę, dwie, a może i mniej.

— Tylko? Chciałem się tu rozejrzeć…

— Starczy na to dnia. Skały i skały, nudne miejsce. Gdyby wracali o miesiąc później, na ich trasę wyszedłby Tytan. Lądowanie tam to istna rozkosz.

— Ale byśmy się wtedy werżnęli — przerwał Severe. — Podziękuj losowi, że to Japet. Zaledwie pięć kwintylionów ton masy. Tytan trzynaście razy cięższy…

— Brawo, ale naprawdę nie musisz mi imponować swymi wiadomościami. Im też byś pewnie nie zaimponował.

— Im… to by mi do głowy nie przyszło. Z bohaterami trzeba oględnie…

— Słusznie — potaknął Bragg. — Skoro już się dorobiłem siwizny na statku kurierskim, to jasne, że bohaterem nie jestem.

— Pleciesz!

Zamilkli odpoczywając. Potem sprawdzili, czy najbliższe skały ostygły już na tyle, by można było wyjść ze statku. Po chwili Severe powiedział.

— Żeby latać w Układzie Słonecznym, nie trzeba być bohaterem. Ale poza granice Układu, to już inna sprawa. Ci wylecieli pierwsi.

— No, nie pierwsi — Bragg zamierzał się uśmiechnąć, lecz się rozmyślił.

— Ale tamci nie wrócili. Pierwsi są więc ci. A my już ich przywitamy, przekonasz się.

— No to możemy wychodzić — stwierdził Bragg.

3

Umocowali fotele, doprowadzili do ładu sterownię rozkoszując się lekkością, niemal nieważkością swoich ciał, naturalną na planecie tysiąckroć mniej masywnej niż Ziemia, do której przywykli. Severe wziął torbę podróżną.

1 ... 51 52 53 54 55 56 57 58 59 ... 132
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)