Ostatni Szczegół
- Автор: Coben Harlan
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Ostatni Szczegół». Краткое содержание книги:
Win w swojej klasycznej pozie – całkowicie zrelaksowany, z założonymi rękami i spokojnym wzrokiem – czekał na niego przed aulą. W markowych okularach przeciwsłonecznych wyglądał nader elegancko. Jak model z miesięcznika „Gentlemen's Quarterly”.
– Jakiś problem? – spytał.
– Nie… Myślałem, że spotkamy się z nim w środku – odparł Myron.
– Musiałbym znowu wysłuchać Sawyera Wellsa.
– Jest aż tak niedobry?
– Wyobraź sobie duet Mariah Carey i Michael Bolton.
– Tfu, tfu!
Win sprawdził godzinę.
– Właśnie powinien kończyć. Bądźmy dzielni. Weszli do środka. Cagemore Center było rozłożystą budowlą z mnóstwem sal koncertowych i wykładowych, którym dzięki przesuwanym ścianom można było nadać dowolny wymiar. W jednej odbywały się zajęcia dla dzieci z letniego obozu. Win i Myron przystanęli, przysłuchując się dzieciom śpiewającym Farmer in the Dell. Myron uśmiechnął się.
Win ruszył do głównej auli. Ze stojącego przed nią stołu sprzedawano produkty związane z Sawyerem Wellsem. Kasety magnetofonowe, kasety wideo, książki, czasopisma, plakaty, proporczyki (na co komu one, Myron nie był w stanie pojąć) oraz, a jakże, koszulki. Tytuły też okazały się fajowe: Wellsa droga do dobrego samopoczucia, Wellsa zasady dobrego samopoczucia, Klucz do dobrego samopoczucia: jesteś najważniejszy. Myron pokręcił głową.
W zapełnionej auli panowała taka cisza, jakiej nie powstydziłby się Watykan. Na scenie, ruchliwy jak Robin Williams za swych estradowych lat, miotał się sam mistrz radzenia sobie samemu. Sawyer Wells – bez garniturowej marynarki, w koszuli z zawiniętymi mankietami i fikuśnymi szelkami wpijającymi się mu w ramiona – olśniewał. Wdechowy image dla takiego guru: drogi garnitur zaświadczał o sukcesie, a zdjęta marynarka i zawinięte rękawy koszuli wskazywały, że to równy gość. Idealny zestaw.
– Ty jesteś najważniejszy – mówił właśnie do oczarowanej widowni Sawyer Wells. – Nawet gdybyś nie zapamiętał dzisiaj nic, zapamiętaj jedno: jesteś najważniejszy. Skoncentruj się na sobie. Decyduj o sobie. Patrz na wszystko, jakby było twoim odbiciem. Więcej! Wszystko jest twoim odbiciem! Jest tobą. Jesteś wszystkim. I wszystko jest tobą.
– Czy to nie są słowa piosenki? – zagadnął Win, nachylając się do Myrona.
– Chyba chłopaków ze Stylistics. Z początku lat siedemdziesiątych.
– Chcę, żebyście to zapamiętali – ciągnął Sawyer Wells. – Żebyście wyobrazili sobie. Żebyście wyobrazili sobie, że jesteście wszystkim. Twoja rodzina to ty. Twoja praca to ty. Piękne drzewo na ulicy, którą idziesz, to ty. Kwitnąca róża to ty.
– Brudny WC na dworcu autobusowym… – rzekł Win.
– To ty – dokończył Myron.
– Widzisz szefa, przywódcę, głowę rodziny, osobę spełnioną, kogoś, kto odniósł sukces. Ten ktoś to ty. Nikt ci nie przewodzi, sam jesteś przywódcą. Stajesz przed przeciwnikiem i wiesz, że możesz z nim wygrać, bo ten przeciwnik to ty. A ty wiesz, jak ze sobą wygrać. Pamiętaj, jesteś swoim przeciwnikiem. Twój przeciwnik to ty.
Win zmarszczył czoło.
– Sęk w tym, że bijesz się sam z sobą.
– To paradoks – zgodził się Myron.
– Boisz się nieznanego – perorował Sawyer Wells. – Boisz się sukcesu. Boisz się ryzyka. Ale już wiesz, że owo nieznane to ty. Sukces to ty. Ryzyko to ty. A siebie się nie boisz.
Win znów zmarszczył czoło.
– Słuchaj Mozarta. Chodź na długie spacery. Pytaj siebie, czego dziś dokonałeś. Rób to każdego wieczoru. Zanim położysz się spać, zadaj sobie pytanie, czy dzięki tobie świat stał się lepszy. W końcu jest to twój świat. Ty jesteś światem.
– Jeżeli zaśpiewa „We Are the World”, użyję pistoletu – zapowiedział Win.
– To ty jesteś twoim pistoletem – skontrował Myron.
– On również.
– Słusznie.
– Skoro on jest moim pistoletem, a mój pistolet go zabije, będzie to samobójstwo – skonstatował Win.
– Bądź odpowiedzialny za swe czyny – ciągnął Wells. – To jedna z zasad Wellsa. Bądź odpowiedzialny. Cher powiedziała kiedyś: „Usprawiedliwienia nie podniosą ci oklapniętego tyłka, tak czy nie?”. Posłuchajcie jej. Uwierzcie z całego serca.
Gość cytował Cher. Tłum kiwał głowami. Bóg nie istniał.
– Wyznaj coś o sobie przyjacielowi, coś strasznego, czego za nic nie chciałeś zdradzić nikomu.
Poczujesz się lepiej. Przekonasz się, że zasługujesz na miłość. A ponieważ twój przyjaciel jest tobą, w istocie zwierzasz się samemu sobie. Interesuj się wszystkim. Łaknij wiedzy. To kolejna zasada.
Pamiętaj, jesteś najważniejszy. Kiedy poznajesz inne rzeczy, w rzeczywistości poznajesz siebie.
Musisz poznać siebie lepiej.
Win z grymasem bólu na twarzy spojrzał na Myrona.
– Zaczekajmy na zewnątrz – zaproponował Myron.
Dopisało im jednak szczęście. Dwadzieścia zdań później Sawyer skończył. Słuchacze oszaleli. Wstali, wiwatując i pokrzykując jak widownia na występie Arsenia Halla. Win pokręcił głową.
– Czterysta dolarów od łebka.
– Tyle to kosztuje?
– On jest twoimi pieniędzmi.
Myron i Win patrzyli, jak wyznawcy podchodzą do sceny, wznosząc ręce ku niebu w płonnej nadziei, że Sawyer Wells sięgnie w dół i ich dotknie. Stół z Wellsowskimi akcesoriami znalazł się w oblężeniu jak gnijący owoc otoczony rojem much.
– Wielkomiejski wariant wiecu odnowy religijnej w namiocie – skomentował Win.
Myron skinął głową.
Sawyer Wells w końcu pomachał wiernym na pożegnanie i zbiegł ze sceny. Tłum wiwatował i kupował w najlepsze. Myron niemal oczekiwał, że spiker obwieści przez głośniki, iż Elvis wyszedł z budynku. Przeprawili się przez tłum.
– Chodź – rzekł Win. – Mam przepustki za kulisy.
– Powiedz, że żartujesz.
Win jednak nie żartował. Rzeczywiście miał przepustki. Podejrzliwy strażnik w cywilu sprawdził je skrupulatnie jak komisja Warrena taśmę Zaprudera z zabójstwa Kennedyego. Usatysfakcjonowany, przepuścił ich za aksamitną linę. Tak jest, aksamitną! Na widok Wina Sawyer Wells ruszył ku nim w lansadach.
– Tak się cieszę, że pan przyszedł, Win! – zawołał, obrócił się do Myrona i zafundował mu szufelkę. – Witam, jestem Sawyer Wells.
– Myron Bolitar.
Myron uścisnął mu dłoń. Uśmiech Wellsa zadygotał, ale nie zgasł.
– Miło mi pana poznać.
– Dlaczego sfałszowaliście wyniki kontroli antynarkotykowej Clu Haida, tak by wyglądało, że brał heroinę? – spytał Myron, decydując się na frontalny atak.
Sawyer uśmiechał się dalej, choć uśmiech jakby go uwierał.
– Słucham?
– Clu Haida. Mówi panu coś to nazwisko?
– Oczywiście. Powiedziałem wczoraj Winowi, że ciężko nad nim pracowałem.
– Jak pan pracował?
– Żeby nie brał narkotyków. Mam duże doświadczenie terapeutyczne. Zdobyłem kwalifikacje. Żeby pomagać uzależnionym.
– Niewiele się to różni od tego, co pan robi w tej chwili.
– Słucham?
– Ludzie podatni na uzależnienia potrzebują uzależnień. Jeśli nie od alkoholu czy narkotyków, to od religii albo koszałków – opałków o pomaganiu samemu sobie. Po prostu zmieniają uzależnienia. Miejmy nadzieję, że na mniej szkodliwe.