Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Potworny regiment [Monstrous Regiment - pl]
Potworny regiment [Monstrous Regiment - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Potworny regiment [Monstrous Regiment - pl]

Электронная книга - «Potworny regiment [Monstrous Regiment - pl]». Краткое содержание книги:

Wszystko zaczęło się od nagłego, dziwnego kaprysu. Polly Perks musiała szybko stać się chłopcem. ścięcie włosów i noszenie spodni było łatwe. Trudniej przyszło jej nauczyć się puszczać bąki i bekać w towarzystwie, a także chodzić jak małpa... Teraz zaciągnęła się do wojska i szuka zaginionego brata. Ale trwa wojna. zawsze trwa jakaś wojna. Polly i inni rekruci wpadają w jej wir bez żadnego przeszkolenia. I ściga ich nieprzyjaciel. Po swojej stronie mają najchytrzejszego sierżanta w całej armii oraz wampira dręczonego żądzą kawy. No… mają też pewien sekret. A kiedy uderzają w samo serce sił przeciwnika, muszą wykorzystać wszystkie zdolności potwornego regimentu.
1 ... 50 51 52 53 54 55 56 57 58 ... 91
Перейти на страницу:

— Dokonamy rozpoznania, sierżancie — oświadczył chłodno Bluza, kiedy wyczołgali się z krzaków.

Otrzepał mundur z liści. Thalacephalos, czyli — jak ją określał Bluza — „wierny rumak”, została puszczona wolno wiele mil wcześniej. Nie można się skradać konno, a szkapa, jak stwierdził Jackrum, była za chuda, żeby ją jeść, i zbyt złośliwa, żeby jej dosiadać.

— Oczywiście, sir, tak jest, sir. Równie dobrze możemy się tym zająć. — Jackrum był wcieleniem uprzejmości. — A gdzie chce pan prowadzić to rozpoznanie?

— Musi być jakieś tajne wejście, sierżancie! Nikt nie budowałby takiej twierdzy z tylko jedną bramą. Zgodzicie się chyba?

— Tak, sir. Lecz może trzymają je w tajemnicy, sir. Chciałem tylko pomóc, sir.

Odwrócili się, słysząc żarliwą modlitwę. Łazer padła na kolana i złożyła dłonie. Reszta oddziału odsuwała się od niej powoli. Pobożność to cudowne zjawisko…

— Co on robi, sierżancie? — szepnął porucznik.

— Modli się, sir.

— Zauważyłem, że często mu się to zdarza. Czy to, ehm, zgodne z regulaminem?

— To trudny problem, sir, nie ma co — przyznał Jackrum. — Ja osobiście wiele razy modliłem się na polu bitwy. Wiele razy odmawiałem Modlitwę Żołnierza i nie wstydzę się do tego przyznać.

— Tej chyba nie znam…

— Myślę, że słowa przyjdą same, sir, jak tylko stanie pan naprzeciw wrogów. Na ogół jednak ich sens jest mniej więcej taki: „O boże, pozwól mi zabić tego sukinsyna, nim on mnie zabije”. — Jackrum uśmiechnął się szeroko, widząc minę Bluzy. — To jest, jak ją nazywam, wersja autoryzowana, sir.

— No tak, sierżancie, ale gdzie byśmy byli, gdybyśmy stale się modlili?

— W niebie, poruczniku, siedząc po prawicy Nuggana — odpowiedział natychmiast Jackrum. — Tego mnie nauczyli, kiedy byłem jeszcze maluchem. Musi tam panować niezły tłok, więc może dobrze, że nas tam nie ma.

W tym momencie Łazer przestała się modlić, wstała i otrzepała kolana. Po czym obdarzyła oddział swym promiennym i niepokojącym uśmiechem.

— Księżna pokieruje naszymi krokami — oznajmiła.

— To świetnie — odparł słabym głosem porucznik.

— Wskaże nam drogę.

— Cudownie. Ale, no… czy podała jakieś współrzędne mapy?

— Da nam oczy, abyśmy zobaczyli.

— Tak? Dobrze. Naprawdę, bardzo dobrze — stwierdził Bluza. — Od razu czuję się lepiej. A wy, sierżancie?

— Tak jest, sir — odparł Jackrum. — Bo do tej pory nie wiedziałem, jak w ogóle gdziekolwiek trafimy.

Wychodzili na zwiad trójkami, reszta oddziału zalegała w zagłębieniu ukrytym w krzakach. Wokół krążyły nieprzyjacielskie patrole, ale łatwo uniknąć szóstki mężczyzn, którzy trzymają się ścieżek i nie przejmują się hałasem. Żołnierze byli Zlobeńcami i zachowywali się jak właściciele tych miejsc.

Z jakiegoś powodu Polly trafiła do patrolu z Maladictem i Łazer, inaczej mówiąc z wampirem na krawędzi załamania i dziewczyną, która odeszła już tak daleko, że być może znalazła nową krawędź, już za horyzontem. Zmieniała się każdego dnia, czego trudno było nie zauważyć. Kiedy się zaciągali — wydawało się, że całe życie temu — była roztrzęsionym dzieckiem, które boi się własnego cienia. Teraz bywało, że wyglądała na wyższą, przepełnioną jakąś eteryczną pewnością siebie, a cienie rozstępowały się przed nią. No, może nie naprawdę, ale powinny.

Potem zdarzył się Cud Indyka. Trudno to wyjaśnić.

Ich trójka przesuwała się wzdłuż urwiska. Okrążyli kilka zlobeńskich posterunków, ostrzeżeni zapachem dymu z ogniska, choć niestety nie zapachem kawy. Zdawało się, że Maladict panuje nad sobą; miał tylko skłonność mamrotania liczb i liter, ale Polly położyła temu kres, grożąc, że jeśli jeszcze raz spróbuje, oberwie kijem.

Dotarli na brzeg urwiska i otworzył się przed nimi widok na twierdzę. Polly znowu uniosła lunetę, by obejrzeć strome mury i ostre skały w poszukiwaniu jakichkolwiek śladów ukrytego wejścia.

— Popatrz w dół, na rzekę — odezwała się Łazer.

Krąg widzenia rozmazał się trochę, kiedy Polly przesunęła lunetę; gdy znieruchomiał, widziała tylko biel. Musiała opuścić instrument, by sprawdzić, na co patrzy.

— O rany… — powiedziała.

— To ma sens — stwierdził Maladict. — Tam jest ścieżka wzdłuż rzeki, widzicie? A na niej jeszcze parę kobiet.

— Ale furtka malutka — zauważyła Polly. — Łatwo przeszukać wchodzących, czy nie wnoszą broni.

— Żołnierze się nie przedostaną — uznał wampir.

— My byśmy mogły — odparła Polly. — A przecież jesteśmy żołnierzami. Prawda?

Na chwilę zapadła cisza. Potem Maladict odpowiedział:

— Żołnierze potrzebują broni. Szable i kusze warta zauważy.

— Broń jest w środku — zapewniła Łazer. — Księżna mi powiedziała. Zamek jest pełen broni.

— A zdradziła ci, jak ją odebrać wrogowi? — spytał Maladict.

— Spokój! — wtrąciła pospiesznie Polly. — Powinniśmy jak najprędzej zameldować o tym rupertowi. Wracajmy.

— Chwila, ja tu jestem kapralem — zaprotestował Maladict.

— No tak — zgodziła się Polly. — I co?

— Wracamy? — zaproponował wampir.

— Dobry pomysł.

Powinna nasłuchiwać śpiewu ptaków, co jednak uświadomiła sobie dopiero później. Ostre krzyki w dali powiedziałyby jej wiele, gdyby tylko była dość spokojna, by słuchać.

Przeszli może z piętnaście sążni, kiedy zobaczyła żołnierza.

Ktoś w zlobeńskiej armii okazał się niebezpiecznie sprytny. Zrozumiał, że aby wypatrzyć intruzów, nie należy tupać głośno po wydeptanych ścieżkach, ale przekradać się cicho między drzewami…

Żołnierz trzymał kuszę. Tylko szczęśliwym trafem… prawdopodobnie był to tylko szczęśliwy traf… patrzył w inną stronę, gdy Polly wynurzyła się zza ostrokrzewu. Rzuciła się za drzewo i pomachała rozpaczliwie do idącego za nią Maladicta, który miał dość rozsądku, żeby się ukryć.

Wyjęła szablę i oburącz przycisnęła do piersi. Słyszała kroki żołnierza. Był dość daleko, ale szedł w jej stronę. Prawdopodobnie ten punkt obserwacyjny, który znaleźli, był stałym elementem trasy patroli. W końcu, myślała z goryczą, właśnie tam łatwo mogli trafić jacyś nieprzeszkoleni idioci. A dyskretny patrol mógłby ich nawet tam zaskoczyć…

Zamknęła oczy i starała się oddychać spokojnie. Więc to jest to, to jest to! Teraz się dowie!

O czym pamiętać, o czym pamiętać, o czym pamiętać… kiedy metal trafi w mięso… lepiej trzymać metal.

Posmak metalu czuła w ustach.

Ten człowiek przejdzie obok. Jest czujny, ale nie aż tak czujny. Cięcie będzie lepsze od pchnięcia. Tak, szerokie cięcie na wysokości głowy pewnie zabije…

…syna jakiejś matki, brata jakiejś siostry, jakiegoś chłopaka, który poszedł za głosem bębna dla szylinga i pierwszego nowego ubrania. Gdyby tylko była przeszkolona, gdyby mogła przez parę tygodni dźgać słomiane manekiny, by wreszcie uwierzyć, że wszyscy ludzie są ze słomy…

Zamarła. W dole, trochę obok ścieżki, nieruchoma jak pień, ze spuszczoną głową stała Lazer. Gdy tylko żołnierz dotrze do drzewa Polly, natychmiast ją zauważy.

Teraz musi to zrobić. Może właśnie dlatego robią to mężczyźni. Nie by ratować księżne czy kraje. Człowiek zabija wroga, żeby ratować swoich kumpli, żeby i oni z kolei mogli uratować jego…

Słyszała ostrożne kroki za drzewem. Wzniosła szablę, zobaczyła błysk światła na ostrzu…

1 ... 50 51 52 53 54 55 56 57 58 ... 91
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)