Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Jesienne Ognie
Jesienne Ognie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Jesienne Ognie

Электронная книга - «Jesienne Ognie». Краткое содержание книги:

Jestem Księżniczką. Zabiję, jeśli trzeba zabić. Ułaskawię, jeśli przekonasz, że warto.
Jestem obca. Zrodzona z ognia i opadających liści. W moich żyłach płynie złota krew. Moje ciało spowite płomieniem. Unicestwiam, spalam, morduję. Mam swoje powody. Tak zdecydowałam. Dobrze wiedząc w co się pakuję.
Usiądź. Opowiem Ci historię Jesiennych Ogni. O nienawiści szaleńczej i namiętnej, o rzezi, co pogrzebała niewinnych i o dziewczynie, której ręce umazane ojcowską krwią.
Rzuć wyzwanie wszystkim prawom. Posłuchaj historii, w której zdarzyć się może wszystko – zabójca zostać ofiarą, a ofiara katem. Historii, w której nawet Tkaczka nie wie, jakie nici splotą się w jej kunsztownej tkaninie.
1 ... 50 51 52 53 54 55 56 57 58 ... 91
Перейти на страницу:

Chłopiec uśmiechnął się i poprawił płaszcz tak, że klamra wypadła po prawej stronie. Ten cwaniacki ruch przyprawił mnie o nerwowy chichot.

– Nie nie nie nie nie, co to to nie! Takich przygód nie ma w planie.

– Że co?

– Że pstro! Niby dzieciak, a za panienkami się ogląda!

– Za jakimi panienkami? – zaperzył się. – Po prostu nie chcę się nadziać na kolejną dziewicę, nie mam ochoty przemieniać się przy ludziach.

– Uważaj, bo uwierzę! W Rusi jest taki sam urodzaj na dziewice jak na rozumne feyry i dobrze o tym wiesz, zbereźniku nieletni!

Prychnął i ruszył przodem, prowadząc mnie gdzieś w głąb miasta.

* * *

Kito znalazł doprawdy niezły lokal – tawernę, w której zbierali się bardowie, malarze i ogólnie inteligencja twórcza. Ma takiego nosa na czyste dusze? Oni wszyscy pewnego dnia zamienią się w światło słońca, które w dniu wiosennego ekwinokcjum przyjdzie na ten świat – podarują ludziom wiarę, ogrzeją letnie serca, przepędzą smutek. Dusze twórców. Kiedyś marzyłam o tym, by nimi rządzić…

Siedliśmy przy długim stole, znalazłszy sobie miejsce na końcu, w bezpiecznej odległości od gromady rozbawionej młodzieży. Kito przyniósł dzban chłodnego napoju z poziomek i półmisek maleńkich ciastek. Nie byliśmy głodni, ale byłoby podejrzane, gdybyśmy tak siedzieli, nic nie zamawiając.

– Słuchaj, Kito, a co ty myślisz o tym moim układzie z Wielolicym? Jak wam o tym powiedziałam, to tylko ty nie nawymyślałeś mi od wariatek.

– Bo na mój rozum zrobiłaś to, co powinnaś – westchnął, opierając łokcie o stół i wspierając brodę na splecionych dłoniach. – To, co nasz odwieczny wróg mówi o sytuacji, wcale mi się nie podoba, ale on ma rację. Jeszcze tylko jego kompletnie pogięte poczucie sprawiedliwości ratuje ten świat przed ostatecznym i nieodwracalnym zniszczeniem. Chce się z nami bawić w kotka i myszkę, jego prawo. W tej chwili on ma prawo do wszystkiego. I do wszystkich też.

– Myślisz, że damy radę? Zdążymy?

– Wiesz, to pytanie nie do mnie, wszystko w ręku odwiecznych żywiołów. W każdym razie wierzę, że Tkaczka Losów nie kłamała i że znajdziemy Łowca. Ale co będzie dalej…? Słuchaj, czy może być tak, że on nie będzie w stanie wrócić niższym rozumu, a Książętom nieśmiertelności? Może tak być, że pieśń Rogu ma nieodwracalne skutki?

– A skąd ja to mam wiedzieć? Przypominam ci, że ja większą część życia przeżyłam, nie pamiętając kim jestem, o mocy dziadka wiem tyle co nic. Takie rzeczy może wiedzieć Pożogar. Jak wrócimy, trzeba będzie spytać.

– Dobrze mówisz, on jest jednym z najstarszych, nawet niewielu Książąt tak długo żyło. Podobno urodził się jeszcze przed Łowcem. Jeśli ktoś coś może wiedzieć o możliwościach Rogu, to najprędzej on.

– Ej, Leyri! Patrz, jakie kaczątka! Dokładnie to, czegośmy szukali!

Dwie dziewczyny w kolorowych, jaskrawych ubraniach podskoczyły do nas. Zakrztusiłam się niedojedzonym ciastkiem. Kaczątka?

Dziewczyna z kudłami we wszystkich kolorach tęczy szczebiotała dalej.

– No patrz, jakie typki! Żeby jeszcze nie ta smutna twarzyczka, idealny model się trafił, brać i stawiać sztalugi! Nie odmówicie nam, chłopcy, prawda? Całe miasto obeszłyśmy, szukając takich… takich… uchchch!

Spojrzeliśmy po sobie i zachichotaliśmy cicho. Podniecone dziewczyny, kolorowe jak papugi wyglądały tak pociesznie, że niepodobna było się na nie gniewać.

– Bardzo panią przepraszam – odpowiedział ze śmiechem Kito – ale my z kolegą jesteśmy zmuszeni jutro rano opuścić to wspaniałe miasto…

Zauważyłam, że odruchowo próbuje odsunąć się jak najdalej od artystek. Masz tobie! Jeszcze mi tylko dziewic do kompletu brakowało! I co ja zrobię, jak mój kolega na oczach porządnych ludzi przemieni się w rogatego konia? Podam się za iluzjonistę i dam jeszcze jakiś numer na bis?

– Ale pracownia jest zaraz obok! Godzinkę chyba możecie nam poświęcić, noc jeszcze młoda!

– Może i młoda – burknęłam, szukając w kieszeni pieniędzy. – Ale na nas już czas.

Nie ma co, trzeba zapłacić i iść gdziekolwiek, aby dalej od tych porąbanych artystek. Co to za zwyczaje, żeby dziewice szlajały się nocą po knajpach i zapraszały do siebie przypadkowo spotkanych mężczyzn?

– Przepraszam za koleżankę – odezwała się niewysoka, ruda dziewczyna, kłaniając nam się w pas. – Mam na imię Leyri i jestem jedną z najbardziej znanych malarek w Pschowie. Problem polega na tym, że prawie ukończyłam nowy obraz, a nie znalazłam dotąd odpowiednich modeli dla dwóch głównych postaci. Może bylibyście w stanie poświęcić mi godzinę? Wieta, to znaczy moja asystentka – wskazała ręką na energiczną pannicę, która jeszcze próbowała złapać oddech – zrobi parę szkiców, ona rysuje świetne portrety, a ja potem na tej podstawie namaluję swoich bohaterów.

– Co to za obraz? – ożywił się Kito. Wykrzywiłam się i złapałam za głowę. Jeśli ten nieletni amator przygód się zgodzi, wyskubię mu grzywę kłak po kłaku i na zakończenie odpiłuję róg!

– Oczarowany książę. Twój kolega idealnie pasuje do tego, jak sobie wyobrażałam tę postać! – Uśmiechnęła się do mnie, jakby nie zauważając mojej niechętnej reakcji.

– Rey, może byśmy się zgodzili? Do świtu jeszcze spokojnie dwie godziny, co nam szkodzi pomóc tym miłym paniom. Tym bardziej, że to może być… bardzo ciekawe… – znowu zachichotał.

Dziewczyny spojrzały na siebie, nie rozumiejąc, co w tym zabawnego. Ja sposępniałam. Z której strony, przepraszam bardzo, ja wyglądam jak chłopak? No dobrze, mam nietypową twarz, ale ostatecznie nie jestem człowiekiem! Dla feyrów to nawet jestem sympatyczną dziewczyną! Nie chłopakiem!

– Kito, mam wrażenie, że się zapominasz! Bardzo przepraszam – zwróciłam się do artystek – ale myśmy tu przyszli słuchać bardów i bajarzy i nie chcemy opuszczać Pschowa, nie wykorzystawszy do końca okazji podziwiania mistrzów znanych na całym świecie…

– Jeśli chodzi tylko o to – uśmiechnęła się Leyri – to chętnie poznam was z moim bratem. Rin się nazywa, Rin Złotogłosy. Na pewno słyszeliście. Akurat właśnie prowadzi próbę w naszej pracowni.

– Rey!

Kito patrzył na mnie błagalnie. Doskonale go rozumiałam. Jednorożce przez osiemnaście lat żyły na swoich terenach, a kiedyś nie było większych od nich mecenasów twórczości i miłości, nie można było ich oderwać od obrazów i przedstawień. Wszystko to podpowiedziała mi pamięć mojej poprzedniczki.

– Rey, zgódź się! Anni mówiła, że ten Rin jest w ogóle najlepszy, mówiła, że na jego występy nie można się dostać!

– Kito, ja…

– Ale Rey!

Moja wina. Kolejny raz dałam mu się nabrać. Przecież wiedziałam, że nie mam przed sobą dziecka, które się zaraz rozryczy, ale i tak gotowa byłam zrobić wszystko, żeby mi się ten aniołek nie rozpłakał. No coś takiego! Już ja mu dam, jak się pozbieram! Z drugiej strony, jeżeli ten bard faktycznie taki świetny, to w sumie lepiej. Też nie miałam nic przeciwko temu, żeby posłuchać naprawdę dobrych pieśni…

* * *

– Co? – Leyri przyjrzała mi się uważnie. – Co? – powtórzyła. – Dziewczyna?

A podobno artyści mają dobre oczy! Z drugiej strony nie jej wina, że w półmroku tawerny, w grze świateł i cieni nie miała okazji mi się dobrze przyjrzeć. Liczyła się dla niej twarz, a twarz akurat wyglądała na męską, co w połączeniu z zachrypniętym głosem wprowadziło artystkę w błąd. Gdy tylko weszliśmy do pracowni, oświetlonej setkami świec, wszystko wróciło na swoje miejsce.

– A nie mówiłam? – Uśmiechnęłam się, kładąc rękę na ramieniu swego towarzysza. – Chodź, Kito, nikt nas tu nie lubi. Mówiłam, że to głupi pomysł…

1 ... 50 51 52 53 54 55 56 57 58 ... 91
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)