Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Biała Gardenia». Краткое содержание книги:

Akcja Białej gardenii rozpoczyna się pod koniec II wojny światowej w wiosce na granicy chińsko-rosyjskiej. Książka opisuje historię matki i córki, rozdzielonych wojenną zawieruchą. W Harbinie, schronieniu dla rodzin, które uciekły z Rosji po upadku caratu, Alina Kozłowa musi podjąć rozdzierającą serce decyzję, dotyczącą życia lub śmierci swojego jedynego dziecka, córki Ani. Biała gardenia to książka o zderzeniu kultur różnych kontynentów. Jej bohaterów spotkamy zarówno w nocnych klubach Szanghaju, jak i w surowej Rosji radzieckiej lat sześćdziesiątych XX wieku, w najtrudniejszym okresie zimnej wojny, na samotnej wyspie Pacyfiku i w powojennej Australii. Matka i córka muszą się przygotować na wiele poświęceń, ale czy cena przetrwania nie jest zbyt wysoka? I, przede wszystkim, czy jeszcze się kiedyś odnajdą? Mnogość przygód przeplatanych licznymi faktami historycznymi owocuje znakomitą opowieścią o tęsknocie i wybaczaniu.
1 ... 49 50 51 52 53 54 55 56 57 ... 111
Перейти на страницу:

– Tu jest mnóstwo filmów. – Wskazałam na skrzynię z taśmami, której kapitan Connor używał jako podnóżka. – Nigdy nie mieliśmy projektora.

– Daj spokój, Aniu. – Iwan pochylił się ku mnie, z rękami na kolanach. Miał czyste paznokcie, kolejna odmiana. – Te filmy są stare. Oglądali je nasi rodzice. Trzeba nam nowości.

Jego zdrowe oko było przejrzyste jak woda, o głębokiej, ciemno – niebieskiej barwie. Wyobraziłam sobie, że gdybym zajrzała w nie z bliska, dostrzegłabym przeszłość Iwana. Jego martwe dzieci, żonę, piekarnię. Patrząc głębiej, może ujrzałabym jego dzieciństwo i to, kim był, zanim okaleczono mu twarz. Jego oko zadawało kłam młodemu głosowi, chłopięcej werwie, tak jak zaznaczona bliznami twarz nie pasowała do pełnego gracji ciała.

– Musisz go przekonać – powiedział Iwan.

Nie musiałam się specjalnie wysilać, żeby przekonać kapitana Connora do tego planu. Kapitan się wściekał, że wciąż tkwimy na wyspie mimo nadchodzącej pory tajfunów i postanowił wykorzystać poczucie winy, jakie IRO miała w stosunku do nas. Poprosiłam o współczesny film, – kapitan Connor zażądał hollywoodzkiej prapremiery. Musiał wypaść przekonująco. Tym razem nie czekaliśmy z rozczarowaniem na barkę, która nigdy nie przypłynęła. Film dostarczono drogą powietrzną w ciągu dwóch tygodni, pod strażą, razem z zapasem lekarstw.

Premierę Na przepustce ogłoszono w „Gazecie Tubabao”, wszyscy rozmawiali tylko o filmie. Iwan zbudował dla Ruseliny, Iriny i mnie siedziska, zajęłyśmy miejsca obok projektora. Iwan był w świetnym humorze.

– Udało nam się, Aniu! – Wskazał dłonią widownię. – Popatrz na ten szczęśliwy tłum!

Było jak za dawnych czasów, przed burzą. Rodziny pościągały tu poduszki i koce, na których urządziły miniuczty z ryb w puszkach i chleba. Młodzi chłopcy machali nogami na gałęziach drzew, pary siedziały ramię w ramię pod gwiazdami, a bardziej pomysłowi widzowie wpatrywali się w ekran z własnoręcznie skleconych foteli, zaopatrzonych w baldachimy z prześcieradeł na wypadek deszczu. Żaby kumkały, komary bezlitośnie cięły nasze odkryte ciała, jednak nikomu to nie przeszkadzało. Po rozpoczęciu filmu wszyscy zaczęliśmy wiwatować. Irina odrzuciła głowę do tyłu i wybuchnęła śmiechem.

– Ale jesteś zabawna – powiedziała. – Przecież wiesz, że większość z nas nic z tego nie zrozumie. Mówią po angielsku.

Iwan oderwał się od projektora i otarł czoło. Uśmiechnął się do mnie.

– To historia miłosna – oznajmił. – Co tu rozumieć?

– To musical. – Uszczypnęłam Irinę w ramię. – Dzieje się w Nowym Jorku. Musisz zobaczyć miasto, o którym marzyłaś.

– Brawo, Aniu! – Ruselina poklepała mnie po plecach. – Brawo!

To prawda, że kiedy kapitan Connor pokazał mi listę ewentualnych filmów, wybrałam Na przepustce ze względu na Irinę i Ruselinę. Kiedy jednak Gene Kelly, Frank Sinatra i Jules Munshin zeskoczyli ze statku i zaczęli tańczyć i śpiewać w Nowym Jorku, to właśnie ja wpatrywałam się w nich zdumionymi oczami. Nigdy nie widziałam takiego miasta, było o wiele bardziej olśniewające niż Szanghaj. Budowle wznosiły się niczym pomniki bogów: Empire State Building, Statua Wolności, Times Square. Wszyscy ruszali się żwawo, z wigorem, samochody hałasowały i trąbiły, nawet dziewczęta z biur były poubierane jak modelki. Upajałam się każdą chwilą, każdą nutą, każdą barwą.

Kiedy bohaterowie wrócili na statek, a ładne dziewczęta pomachały im na pożegnanie, miałam łzy w oczach. Przez całą drogę do namiotu śpiewałam piosenki z musicalu.

Film grano przez tydzień, pojawiałam się na wszystkich projekcjach. Wydawca „Gazety Tubabao” poprosił mnie, żebym napisała artykuł o filmie. Przygotowałam więc entuzjastyczny felieton o Nowym Jorku i przeszłam samą siebie, dołączając szkice damskich strojów z filmu.

– Świetnie sobie poradziłaś – stwierdził wydawca, gdy wręczyłam mu swoje dzieło. – Powinnaś prowadzić rubrykę o modzie.

Na myśl o modzie na Tubabao oboje wybuchnęliśmy głośnym śmiechem.

Kręciło mi się w głowie od uczucia, którego nie doznawałam od bardzo długiego czasu. Był to głęboki optymizm. Nagle obudziły się we mnie rozmaite nadzieje, marzenia utracone w mozole codziennego życia. Uwierzyłam, że znowu mogę być piękna, że zakocham się w mężczyźnie przystojnym jak Gene Kelly, że przeżyję życie z werwą i w świecie pełnym nowoczesnych udogodnień.

Tydzień później otrzymałam list od Dana Richardsa z zapewnieniem, że pomoże Ruselinie i Irinie przekroczyć granicę Ameryki, kapitan Connor zaś dostał informację, że w przyszłym miesiącu na wyspę przybędą urzędnicy imigracyjni z krajów osiedlenia, by rozpatrzyć nasze wizy i zorganizować transport. Wyglądało na to, że ziszczą się marzenia nas wszystkich.

– Kiedy trafimy do Ameryki, pójdę na studia i zostanę antropologiem jak Ann Miller – oznajmiłam Ruselinie i Irinie. – A ty, Irino, powinnaś się nauczyć tańczyć jak Vera – Ellen.

– Po co chcesz studiować nudną antropologię, skoro piszesz takie świetne artykuły? – zapytała Irina. – Powinnaś zostać dziennikarką.

– A co ja pocznę, kiedy wy, karierowiczki, będziecie flirtowały z młodymi ludźmi? – spytała Ruselina, wachlując się i udając oburzenie.

Irina zarzuciła jej ręce na szyję.

– Babciu, chyba będziesz musiała nauczyć się prowadzić taksówkę, jak Betty Garrett.

Ruselina i Irina śmiały się, aż Ruselinę złapał kaszel, ja jednak mówiłam poważnie. Niezależnie od swojej pozycji towarzyskiej w poprzednim życiu, wszyscy mężczyźni, kobiety i dzieci wylegli na plażę, by powitać wysiadających ze statków przedstawicieli ONZ z krajów osiedlenia.

Wpatrywaliśmy się w nich z otwartymi ustami, z podziwem ludzi, którzy zbyt długo mieszkali w izolacji i zapomnieli, jak bardzo słońce opaliło im skórę. Eleganccy mężczyźni i kobiety, którzy wsiedli na barkę, mieli na sobie nieskazitelne garnitury i sukienki, podczas gdy nasze ubrania i włosy były sztywne od soli. Zaczął krążyć dowcip: „Jeśli jesteś w Nowym Jorku albo San Francisco i widzisz przechodnia z paczką pod ramieniem, nie pytaj: Co dziś rozdają?”.

Mimo pozornego rozbawienia wszyscy w sekrecie łamaliśmy sobie głowy nad tym, czy kiedykolwiek zdołamy na powrót przystosować się do normalnego życia.

Pierwszego wieczoru urzędnicy IRO poczęstowali gości prosięciem z rożna. Sprowadzono filipińskich kucharzy, ustawiono białą markizę. Kiedy przedstawiciele ONZ jedli przy stołach przykrytych płóciennym obrusem i zastawionych kryształowymi kieliszkami, my przyglądaliśmy się z drżeniem serca: nasza przyszłość spoczywała w rękach tych ludzi.

Później spotkałam Iwana na drodze do namiotu. Było ciemno, ale księżyc w pełni oświetlał jego sylwetkę na tle nieba.

– Jadę do Australii – oznajmił. – Szukałem cię, żeby ci to powiedzieć.

Niewiele wiedziałam o tym kraju, ale wyobrażałam sobie, że jest dziki i trudny. Taki młody kraj zapewne z radością powita praco – witego i pomysłowego człowieka pokroju Iwana. Bałam się jednak o niego. Ameryka była w większości oswojona, w Australii podobno roiło się od dzikich bestii: niebezpiecznych węży i pająków, krokodyli i rekinów.

– Rozumiem – powiedziałam.

– Do miasta o nazwie Melbourne – dodał. – Podobno można tam zbić majątek, jeśli się ciężko pracuje.

– Kiedy wypływasz? – Iwan nie odpowiedział, tylko stał z rękami w kieszeniach. Spuściłam wzrok. Czułam się niezręcznie. Żegnanie się z przyjaciółmi przychodziło mi z takim samym trudem jak w przeszłości. – Uda ci się wszystko, co sobie zaplanujesz, Iwan. Każdy ci to powie – stwierdziłam.

1 ... 49 50 51 52 53 54 55 56 57 ... 111
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)