Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Martwy Aż Do Zmroku
Martwy Aż Do Zmroku - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Martwy Aż Do Zmroku

Электронная книга - «Martwy Aż Do Zmroku». Краткое содержание книги:

Czytając Martwego aż do zmroku zaczynasz wyobrażać sobie autorkę powieści, Charlaine Harris, jako ukochane dziecko Laurell K. Hamilton i Joego R. Lansdale'a – może z Tanyą Huff i P. N. Elrodem jako rodzicami chrzestnymi. A jednak humorystyczny wampirzy kryminał z elementem romantycznym Harris jest nie tylko kolejną mroczną igraszką z naszym ulubionym motywem nieumarłych. Otrzymujemy również opowieść o parze odmieńców próbujących znaleźć sobie miejsce w świecie, i o ich związku, który nie jest łatwy ani dla niej, ani dla niego.
W świecie Harris wampiry stanowią mniejszość społeczną, która niedawno otrzymała prawa obywatelskie. Ich nierozcieńczona krew stała się niezwykle poszukiwanym lekarstwem. Na czarnym rynku fiolka wampirzego płynu życiowego – który podobno tymczasowo łagodzi symptomy pewnych chorób i zwiększa potencję seksualną, będąc czymś w rodzaju skrzyżowania prednizonu z viagrą – kosztuje dwieście dolarów. Odkąd prawnie uznano nieumarłych, kelnerka Sookie Stackhouse wyraźnie miała nadzieję, że ktoś taki zjawi się w małym północnoluizjańskim miasteczku Bon Temps. Jest więc po prostu zachwycona, kiedy wysoki, ciemnowłosy, przystojny, blady wampir siada przy jednym z jej stolików. Jednak dziewczyny nie pociąga wcale nieśmiertelność wampira ani nawet jego zmysłowa atrakcyjność. Wydaje się za to urzeczona faktem, że nie potrafi czytać mu w myślach. Sookie bowiem, wyobraźcie sobie, jest telepatką. Dar, który sama nazywa upośledzeniem, utrudnia jej życie, a zwłaszcza spotkania z mężczyznami (mimo iż jest atrakcyjną dwudziestopięcioletnią blondynką). Właściwie wszyscy w mieście nazywają ją stukniętą. Czasami, atakowana przez setki natrętnych, cudzych myśli, sama się uważa wariatkę.
Sookie jest bohaterką zupełnie niepodobną do Buffy, więc ratuje świeżo poznanego wampira – wampira Billa, tak, naprawdę! – przed parą ludzi chcących osuszyć go z cennej krwi. Właśnie wtedy odkrywa, że nie słyszy ani jednej myśli Billa. Fakt ten wystarczy, by Sookie poczuła do wampira sympatię. Cóż, niektórym związkom trzeba było na początek nawet mniej.
Okazuje się, że korzenie Billa sięgają Bon Temps, że wrócił tu i zamierza się osiedlić w rodzinnej posiadłości, którą właśnie odziedziczył. W dodatku, walczył w wojnie domowej, a wampirem został w roku 1870. Fakty te zachwycają babcię Sookie, oddaną członkinię lokalnego klubu Potomków Wybitnych Poległych. Bill może dostarczyć klubowi szczegółów, dzięki którym babcia i inni członkowie znajdą się w genealogicznym siódmym niebie.
Jednak szczęście nie tak prosto osiągnąć. Gdy zamordowano dwie młode kobiety, a na ich udach koroner znajduje ślady kłów, podejrzenie pada na wampiry, czyli także (a może przede wszystkim) na Billa. Mordercą mógłby też być Jason, seksowny brat Sookie, który uwielbia kobiety, choć lubi także lekką perwersję. Bill i Sookie (z niejaką pomocą pewnego wampira imieniem Bubba) muszą się zmienić w detektywów, rozwiązać zbrodnie i znaleźć prawdziwego przestępcę. Tak się to zaczyna…
Pierwszorzędny kryminał… Przekonujący i zadziwiający. The Washington Post Book World
Dobrze napisany i niezwykle interesujący… Wielka rzecz. The Boston Glob
Atmosfera książek Harris nawiązuje do czarnego kryminału oraz powieści detektywistycznej… Fabułę stanowi świetnie skonstruowana historia, która sięga pod powierzchnię małomiasteczkowego życia. Fort Lauderdale Sun-Sentinel
Frapująca. Minneapolis Star Tribune
Opowieści Harris na przemian czarują i mrożą czytelnikowi krew w żyłach. Z tą trudną kombinacją autorka radzi sobie bez problemów, wręcz doskonale. Carolyn G. Hart
Styl Harris ma urok i lekkość, które przypominają styl powieści Anne Tyler… Jest oryginalny i zadziwiający. Niezwykłego smaku tej książce dodają nawiązania do powieści gotyckiej. The Christian Science Monitor
Nadzwyczajna. Library Journal
Styl Harris jest gawędziarski, zawsze przymilny, tylko między nami dziewczynami. Kirkus Reviews
Charlaine Harris to imię i nazwisko, które trzeba zapamiętać. Macon Telegraph and News
Doskonałe powieści… Harris inaczej opowiada o morderstwach. Mystery News
1 ... 49 50 51 52 53 54 55 56 57 ... 75
Перейти на страницу:

Z szoku znieruchomiałam. Czyjeś ręce chwyciły mnie za ramiona i zaczęły wyciągać spod gnijącego trupa. Odpychałam się stopami, by się wycofać jak najprędzej.

Nie czułam smrodu, ale widok rozpadającego się z niewiarygodną szybkością wampirzego ciała był wstrętny i okropnie przerażający. Dostrzegłam sterczący z pokrytych Czarną mazią pleców Indianina kołek. Eric stał równie nieruchomo jak pozostali, tyle że w dłoni trzymał drewniany młotek. Bill znajdował się tuż za mną; to on wyciągnął mnie spod zwłok Indianina. Pam czekała przy drzwiach, rękę położyła na ramieniu Belindy. Kelnerka wyglądała na równie przestraszoną jak ja.

Nawet maź powoli zaczęła niknąć w dymie. Staliśmy zmrożeni, aż rozwiała się jego ostatnia wstęga. W końcu na dywanie pozostał tylko niewielki ślad przypalenia.

– Będziesz musiał kupić nowy dywan – palnęłam ni z tego, ni z owego, bo już naprawdę nie mogłam znieść ciszy.

– Masz okrwawione usta – zauważył Eric. Wszystkie wampiry w pełni wysunęły kły i wyglądały na podniecone.

– Zakrwawił mnie.

– Połknęłaś trochę?

– Prawdopodobnie. Co to znaczy?

– Zobaczymy – wtrąciła Pam mrocznym, chrapliwym głosem. Przypatrywała się Belindzie w sposób, który przyprawił mnie o wyraźne zdenerwowanie. Kelnerka jednak, co było dla mnie niewiarygodne, wydawała się z tego spojrzenia dumna. – Zwykle – dodała wampirzyca, wpijając się wzrokiem w wydatne wargi Belindy – my pijemy ludzką krew, nie ludzie naszą.

Eric przyglądał mi się z podobnym zainteresowaniem, jak Pam Belindzie.

– Jak teraz postrzegasz swoje otoczenie, Sookie? – spytał miłym tonem. Słysząc go, nigdy bym nie pomyślała, że dopiero co zabił starego przyjaciela.

Hmm… zastanowiłam się nad jego pytaniem. Ogólnie rzecz biorąc, postrzegałam je jaśniej. Dźwięki były wyraźniejsze i słyszałam je dokładniej. Miałam ochotę odwrócić się i spojrzeć na Billa, bałam się jednak spuścić wzrok z Erica.

– No cóż, sądzę, że my z Billem chyba już pójdziemy – powiedziałam, jakby było to jedyne możliwe posunięcie. – Zrobiłam, Ericu, to, o co prosiłeś. Teraz zamierzamy odejść. Nie będziesz się mścił na Ginger, Belindzie i Brusie, prawda? Zawarliśmy przecież układ. – Ruszyłam do drzwi z tupetem, którego wcale w sobie nie czułam. – Założę się, że musisz iść się zająć barem. Kto przyrządza dziś wieczorem drinki?

– Mam zastępcę – odparł Eric nieobecnym głosem. Jego oczy ani na moment nie opuściły mojej szyi. – Pachniesz inaczej, Sookie – mruknął, robiąc ku mnie krok.

– Ej, Ericu, pamiętaj, że zawarliśmy umowę – przypomniałam mu uprzejmie i wesoło z wielkim, choć nieco spiętym uśmiechem. – Bill i ja idziemy właśnie do domu, zgadza się? – Zaryzykowałam spojrzenie za siebie, na mojego wampira. Serce we mnie zamarło. Bill miał oczy szeroko otwarte i nieodgadnione oblicze. Obnażył kły i cicho powarkiwał. Jego źrenice były ogromne. Gapił się na Erica. – Pam, zejdź z drogi – poleciłam cicho, lecz ostro. Wampirzyca otrząsnęła się z oszałamiającej ją żądzy krwi i jednym spojrzeniem oceniła sytuację. Otworzyła drzwi biura, wypędziła Belindę, potem stanęła obok wyjścia, robiąc nam miejsce. – Zawołaj Ginger – zasugerowałam, a Pam natychmiast pojęła sens moich słów.

– Ginger – zawołała chrapliwie. Barmanka wypadła z drzwi w dole korytarza. – Eric cię potrzebuje – dodała.

Oblicze Ginger rozjaśniło się, jakby dziewczyna miała randkę z Davidem Duchovnym. Niemal tak szybko, jak to robią wampiry, zjawiła się w pokoju i zaczęła się ocierać o Erica. Eric – jakby otrząsnął się z jakiegoś zaklęcia – poruszył się i patrzył z góry na Ginger, która głaskała go dłońmi po piersi. Kiedy się pochylał, by pocałować barmankę, zerknął na mnie ponad jej głową.

– Jeszcze się zobaczymy – rzucił, ja zaś natychmiast wyciągnęłam Billa z pomieszczenia.

Mój wampir nie chciał odejść, miałam więc wrażenie, że ciągnę ciężką kłodę. Na szczęście w korytarzu zrozumiał chyba konieczność zniknięcia z „Fangtasii”. Wyszliśmy na zewnątrz, pośpiesznie ruszyliśmy na parking i już po chwili siedzieliśmy w aucie Billa.

Obejrzałam swój strój. Całe ubranie miałam pokrwawione i wymięte. Dziwnie pachniałam. A fe! Przeniosłam wzrok na Billa, zamierzając się z nim podzielić odczuwanym wstrętem, on jednak gapił się na mnie w niedwuznaczny sposób.

– Nie – powiedziałam gwałtownie. – Uruchomisz teraz samochód, Billu Compton, i odjedziesz stąd, zanim coś się zdarzy. Stanowczo ci powtarzam, że nie jestem w nastroju do figlów!

Nic więcej nie zdążyłam powiedzieć, gdyż Bill sięgnął ku mnie, chwycił mnie w pasie i pociągnął w górę, ku sobie. Jego usta znalazły się na moich, a jego język zaczął zlizywać z mojej twarzy krew.

Naprawdę się wystraszyłam. A poza tym wpadłam w okropny gniew. Złapałam mojego wampira za uszy i odciągnęłam jego głowę od swojej, używając całej posiadanej siły; okazało się, że jestem mocniejsza, niż przypuszczałam.

Oczy Billa nadal wyglądały jak głębokie jaskinie zaludnione duchami.

– Bill! – wrzasnęłam, potrząsając nim. – Opanuj się wreszcie! – Powoli wracał do siebie. W końcu drżąco westchnął, po czym lekko pocałował moje wargi. – No dobrze, możemy wreszcie pojechać do domu? – spytałam, wstydząc się swojego roztrzęsionego głosu.

– Pewnie – odparł. Wciąż jeszcze się uspokajał.

– Czy czuliście się jak rekiny, które zwietrzyły krew? – spytałam po kwadransie milczącej jazdy. Już prawie wyjechaliśmy z Shreveport.

– Dobra analogia.

Nie musiał przepraszać. Zachowywał się przecież zgodnie ze swoją naturą, zgodnie z instynktem wampira. Nie czuł się winny. Ja jednak po prostu zapewne pragnęłam usłyszeć jego przeprosiny.

– Mam więc kłopoty? – spytałam wreszcie. Była druga nad ranem i odkryłam, że nie przejmuję się tym wszystkim tak bardzo, jak powinnam.

– Eric dotrzyma danego ci słowa – odrzekł Bill – nie wiem wszakże, czy ciebie osobiście zostawi w spokoju. Chciałbym… – dodał i zamilkł. Chyba po raz pierwszy słyszałam, że Bill czegoś pragnie.

– Sześćdziesiąt tysięcy dolarów nie jest pewnie dużą sumą dla wampira – zauważyłam. – Wydaje mi się, że wszyscy macie mnóstwo pieniędzy.

– Wampiry, rzecz jasna, okradają swoje ofiary – odparł lekkim tonem. – Początkujące wampiry rabują zwłoki, bardziej doświadczone potrafią przekonać ludzi do dobrowolnego oddawania pieniędzy. Dzięki naszemu czarowi człowiek zapomina, że to zrobił. Jedni z nas zatrudniają własnych doradców finansowych, drudzy zajmują się handlem nieruchomościami, jeszcze inni żyją z odsetek zainwestowanych w rozmaite fundusze. Eric i Pam wspólnie założyli bar. Większość pieniędzy wyłożył Eric, resztę dała Pam. Długi Cień był im znany od stu lat, więc przyjęli go na barmana. A on ich zdradził.

– Dlaczego ich obrabował?

– Pewnie potrzebował kapitału na jakieś przedsięwzięcie – odparł Bill nieobecnym tonem. – Ze względu na swój tryb życia nie mógł po prostu dopaść jakiegoś pracownika banku, zahipnotyzować go, wziąć od niego pieniądze, a później go zabić… Dlatego zabrał je Ericowi.

– Eric nie pożyczyłby mu?

– Pożyczyłby, ale Długi Cień był zbyt dumny, by go o nie poprosić – wyjaśnił.

Nastąpiła kolejna długa cisza.

– Zawsze – odezwałam się w końcu – uważałam wampiry za istoty inteligentniejsze od ludzi. Nie są takie, prawda?

1 ... 49 50 51 52 53 54 55 56 57 ... 75
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)