Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Arka odkupienia. Tom 2: Wyścig [Redemption Ark - pl]
Arka odkupienia. Tom 2: Wyścig [Redemption Ark - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Arka odkupienia. Tom 2: Wyścig [Redemption Ark - pl]

Электронная книга - «Arka odkupienia. Tom 2: Wyścig [Redemption Ark - pl]». Краткое содержание книги:

Niewątpliwie jest to jedna z najważniejszych powieści science fiction tego roku? Książka, na która miłośnicy Reynoldsa czekali od dawna. Ostatnia powieść Alastaira Reynoldsa jest wielką epicka powieścią o wojnie, polityce, ideologii( również religii) i inwazji Obcych. Rozpoczyna się powrotem statku eksploracyjnego do bazy, po około 200 latach podróży w kosmosie. Cała załoga jest martwa. Rozpoczyna się śledztwo, a główni bohaterowie powieści, inspektorzy śledczy, starają się dociec, kto lub co zabiło załogę — ludzie czy obcy? Obca technologia czy inwazja nanotechnologiczna? W miarę postępów w śledztwie, Reynolds wprowadza do gry technologię i politykę, włączając w to frakcję Arka Odkupienia. Podobnie jak poprzednie tak i ta powieść jest thrillerem s-f rozgrywającym się w przyszłości, z poziomem technologicznym stanowiącym ekstrapolację obecnego stanu rozwoju biotechnologii i sztucznej inteligencji. Pełen niespodziewanych zwrotów akcji wątek oraz doskonale oddane postacie bohaterów sprawiają, że książkę połyka się jednym tchem.
1 ... 49 50 51 52 53 54 55 56 57 ... 89
Перейти на страницу:

— Stop — powiedziała Volyova, unosząc dłoń.

Zainstalowała beta kopię w jednej z niewielu statkowych maszyn androidalnych. Serwitor był szkieletowym zestawem części, cały ażurowy i patykowaty. Nie miała poczucia zagrożenia w jego obecności, przynajmniej na poziomie racjonalnego rozumowania, gdyż była silniejsza i solidniej zbudowana od maszyny.

— Mów do mnie — powiedziała. — Czy jesteś prawidłowo zainstalowany?

Komora głosowa maszyny brzęczała jak rozwścieczona mucha.

— Jestem symulacją poziomu beta Nevila Clavaina.

— Dobrze. Kim jestem ja?

— Nie wiem. Nie przedstawiła mi się pani.

— Jestem triumwir Ilia Volyova — oznajmiła. — To mój statek „Nostalgia za Nieskończonością”. Zainstalowałam pana w jednym z naszych serwitorów ogólnomechanicznych. To maszyna rozmyślnie krucha, niech więc pan nie próbuje żadnych machlojek. Pana konstrukcja przewiduje samozniszczenie, ale nawet gdyby go nie przewidziano, mogę rozerwać pana własnymi palcami.

— Jestem jak najdalszy od myślenia o jakichś machlojkach, triumwirze. Czy też może: Ilio. Jak mam się do pani zwracać?

— „Pani triumwir”. Teraz jesteśmy na moim terenie. Wydawało się, że nie usłyszał.

— Ilio, czy przygotowałaś swą beta kopię do przesłania na „Światło Zodiakalne”?

— Czemu cię to obchodzi?

— Jestem ciekaw, to wszystko. Gdyby nasze odnośne beta kopie reprezentowały nas oboje, stworzyłoby to miłą symetrię, prawda?

— Nie ufam beta kopiom. Nie widzę również sensu takiego działania.

Serwitor Clavaina rozglądał się, jego podwójne oczy pstrykały i terkotały. Volyova uruchomiła go w stosunkowo normalnej części okrętu — transformacje kapitana przebiegały tutaj bardzo łagodnie — ale przypuszczała, że po prostu przyzwyczaiła się do otoczenia, które według zwykłych kryteriów wyglądało bardzo dziwnie. Łuki ze stwardniałej, połyskującej zarazowej materii rozpierały komnatę niczym żebra wieloryba. Były oślizłe od wydzielin chemicznych. Buty Volyovej rozchlapywały kilkucentymetrową warstwę obrzydliwych czarnych ścieków.

— A pańskie zdanie? — przynagliła. Maszyna znowu przerzuciła na nią swą uwagę.

— Ilio, wykorzystanie beta kopii jest całkiem sensowne. Oba nasze statki znajdują się poza zasięgiem efektywnej łączności, ale zbliżają się do siebie. Beta kopie mogą przyśpieszyć cały proces negocjacji, ustalą zasady podstawowe, że tak się wyrażę. Kiedy statki znajdą się blisko siebie, beta kopie przekażą swoje doświadczenia. Nasi cieleśni antenaci przejrzą, co zostało prze dyskutowane, i dzięki temu szybciej podejmą właściwe decyzje.

— Pana słowa brzmią przekonująco, ale rozmawiam w tej chwili jedynie z zestawem zalgorytmizowanych odpowiedzi, z modelem przewidującym, jak prawdziwy Clavain zareagowałby na podobną sytuację.

Serwitor wzruszył ramionami.

— A pani chce powiedzieć, że…?

— Że nie mam gwarancji, że prawdziwy Clavain, gdyby tu stał, reagowałby dokładnie tak samo.

— Ach, to stare błędne rozumowanie. Mówisz tak jak Galiana. Rzeczywiście, prawdziwy Clavain, poddawany takim samym bodźcom, w różnych sytuacjach mógł różnie reagować. Nie tracisz więc nic, kontaktując się z kopią beta. — Maszyna uniosła jedną ze swych szkieletowych rąk i zerkała na nią przez luki między rozporkami i drutami ramienia. — Ale rozumiesz, że to nie pomaga całej sprawie?

— Co takiego?

— Umieszczenie mnie w ciele tak oczywiście mechanicznym. I ten głos… To nie ja, zupełnie nie ja. Widziałaś przekaz. To po prostu zupełnie mnie nie oddaje. W rzeczywistości lekko seplenię. Nawet czasami to seplenienie podkreślam. Można to wręcz nazwać cechą mego charakteru.

— Już ci powiedziałam…

— Oto moja sugestia, Ilio. Daj maszynie dostęp do swoich implantów, by mogła odwzorować dostrzegalnego ducha w twoim polu słuchowo-wzrokowym.

Czuła dziwną potrzebę usprawiedliwiania się.

— Nie mam implantów, Clavainie.

— Ale jesteś Ultraską. — W brzęczącym głosie brzmiało zdumienie.

— Tak, ale również jestem brezgatnikiem. Nigdy nie miałam implantów, nawet przed zarazą.

— Sądziłem, że rozumiem Ultrasów — stwierdził z zamyśleniem beta. — Przyznaję, że mnie zaskakujesz. Ale musisz mieć jakiś sposób na oglądanie rzutowanej informacji, kiedy nie działa hologram?

— Mam gogle — przyznała.

— Przynieś je. Znacznie ułatwią nam życie.

Volyovej nie podobało się, że beta mówi jej, co ma zrobić, ale przyznała, że sugestia ma sens. Kazała innemu serwitorowi przynieść gogle i nauszniki. Włożyła ten zestaw, a potem pozwoliła becie na zmodyfikowanie widoku przez gogle. Patykowaty robot został wycięty z jej pola widzenia i zastąpiony przez Clavaina takiego, jakiego widziała w czasie przekazu. Złudzenie nieidealne — użyteczne przypomnienie, że nie ma się do czynienia z człowiekiem z krwi i kości. Tak oglądany serwitor wyglądał jednak znacznie lepiej.

— Doskonale — rozległ się przy jej uchu rzeczywisty głos Clavaina. — Teraz możemy zająć się interesami. Już o to pytałem, ale czy rozważysz załadowanie swojej kopii beta do „Światła Zodiakalnego”?

Wmanewrował ją w problem. Nie chciała przyznać, że nie ma środków, by to zrobić. To naprawdę postawiłoby ją w dziwnym świetle.

— Rozważę to. Tymczasem, Clavainie, zakończmy naszą pogawędkę, dobrze? — Volyova uśmiechnęła się. — Zaskoczyłeś mnie, gdy byłam czymś zajęta.

Obraz Clavaina odpowiedział uśmiechem.

— Mam nadzieję, że to nic poważnego.

Nawet zajmując się serwitorem, Volyova w dalszym ciągu przeprowadzała operacje rozmieszczania broni kazamatowych. Powiedziała kapitanowi, że nie chce, by się ujawniał, gdy serwitor jest włączony, więc kapitan mógł mówić do niej jedynie przez te same słuchawki. On sam natomiast mógł odczytywać jej komunikaty podgłosowe.

— Nie chcę, by Clavain dowiedział się więcej, niż musi — powiedziała kapitanowi. — Zwłaszcza o tobie i o tym, co stało się z tym statkiem.

— Czemu Clavain miałby się o czymś dowiadywać? Jeśli kopia beta odkryje coś, czego nie chcemy zdradzić, po prostu ją zabijemy.

— Później Clavain będzie stawiał pytania.

— Jeśli będzie jakieś „później” — powiedział kapitan.

— To znaczy co?

— To znaczy… nie mamy przecież zamiaru negocjować? Poprowadziła serwitora przez statek na mostek, starając się wybierać drogę przez najmniej dziwaczne sektory. Obserwowała, jak beta rejestruje otoczenie, najwidoczniej świadom, że statkowi przydarzyło się coś dziwnego. A jednak nie zadał jej żadnego pytania bezpośrednio związanego z transformacjami parchowymi. W każdym razie sprawa była i tak przegrana. Nadlatujący statek wkrótce będzie mógł z niezbędną rozdzielczością samodzielnie zerknąć na „Nieskończoność”, a wtedy dowie się o barokowych transformacjach zewnętrznych.

— Ilio — rozległ się głos Clavaina. — Nie kręćmy. Chcemy dostać trzydzieści trzy obiekty, które posiadasz. Bardzo chcemy. Czy przyznajesz, że coś wiesz o tych obiektach?

— Myślę, że gdybym zaprzeczyła, byłoby to mało przekonujące.

— Dobrze. — Obraz Clavaina przesadnie głęboko skinął głową. — Mamy postęp. Przynajmniej zgodziliśmy się, że obiekty istnieją.

Volyova wzruszyła ramionami.

— Jeśli nie zamierzamy kręcić, może nazwiemy te obiekty właściwym imieniem? To broń, Clavainie. Ty o tym wiesz. Ja wiem i oni najprawdopodobniej też o tym wiedzą.

Na chwilę zsunęła okulary. Serwitor Clavaina kroczył po pokoju prawie jak człowiek, choć nie całkiem płynnie. Włożyła gogle z powrotem — nałożony obraz poruszał się tym samym kukiełkowatym krokiem.

1 ... 49 50 51 52 53 54 55 56 57 ... 89
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)