Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Dekalog dobrego Dextera [Dearly Devoted Dexter - pl]
Dekalog dobrego Dextera [Dearly Devoted Dexter - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Dekalog dobrego Dextera [Dearly Devoted Dexter - pl]

Электронная книга - «Dekalog dobrego Dextera [Dearly Devoted Dexter - pl]». Краткое содержание книги:

Dexter, przystojny i czarujący potwór, wciąż trzyma się swojej zasady: morduje tylko innych morderców. Nikt nie podejrzewa, że wzorowy pracownik policyjnego laboratorium nocami staje się katem twórczym wirtuozem zbrodni. Nikt, poza jednym wścibskim policjantem. Ciekawski sierżant to pierwszy problem naszego bohatera. Drugi to utalentowany rywal, przy którym metody pracy Dextera wydają się dziecinną zabawą…
1 ... 49 50 51 52 53 54 55 56 57 ... 62
Перейти на страницу:

— Ze mną wszystko w porządku — zapewnił. — Będzie dobrze.

Popatrzyłem wymownie na dwie łaty białej gazy, gdzie wcześniej znajdowały się jego przedramię i podudzie, i uniosłem brwi. W końcu rany były dość świeże i należałoby zmienić bandaże, a przynajmniej Chutsky musiał czuć się bardzo słabo.

Spojrzał na swoje kikuty i trochę go wzięło, bo jakby zmalał odrobinę.

— Będzie dobrze — powtórzył i znów się wyprostował. — Jedziemy.

— Był tak zmęczony i smutny, że pozostało mi powiedzieć tylko jedno:

— W porządku.

Wsparty na moim ramieniu dotarł skokami do drzwi od strony fotela dla pasażera. Kiedy pomagałem mu usiąść, załoga ze starego buicka wyszła ze sklepu, niosąc piwo i krążki wieprzowe. Kierowca uśmiechnął się i skinął w moją stronę głową. Odwzajemniłem uśmiech i zamknąłem drzwi.

— Crocodilios — powiedziałem, wskazując na Chutsky’ego.

— Ach — odparł kierowca. — Lo siento. — Usiadł za kierownicą swojego samochodu, a ja wsiadłem do swojego.

Chutsky nie miał nic do powiedzenia prawie przez całą drogę. Jednak zaraz po wjeździe na 1 — 95 zaczął się strasznie trząść.

— O, cholera — zaklął, kiedy na niego spojrzałem. — Znieczulenie. Przestaje działać. — Zęby zaczęły mu dzwonić, zacisnął więc szczęki. Oddychał ze świstem, na łysej twarzy zaczął mu się zbierać pot.

— Może jednak zdecydujesz się na szpital? — zaproponowałem.

— Masz coś do picia? — zapytał, dość niespodziewanie zmieniając temat rozmowy.

— Z tyłu leży chyba butelka wody — powiedziałem, chcąc mu pomóc.

— Alkohol — rzekł. — Wódka albo whisky.

— Zazwyczaj nie wożę tego ze sobą — oświadczyłem.

— Cholera — powtórzył. — Po prostu zawieź mnie do hotelu.

Zrobiłem to. Z powodów znanych tylko jemu Chutsky zatrzymał się w Mutiny w Kokosowym Gaju. Był to jeden z najbardziej luksusowych hoteli w okolicy i kiedyś zatrzymywali się w nim modelki, dyrektorzy, handlarze narkotyków i inne sławne osobistości. Nadal był bardzo ładny, ale trochę stracił na uroku, kiedy w rustykalnym Gaju wyrosły luksusowe wieżowce. Może Chutsky znał to miejsce z czasów jego świetności i zatrzymał się tu z powodów sentymentalnych. Jeśli chodzi o mężczyznę, który nosił pierścionek z różowym oczkiem, to naprawdę można go podejrzewać o sentymentalizm.

Z Dziewięćdziesiątej Piątej zjechaliśmy na Dixie Highway i skręciliśmy w lewo, w Unity i dotoczyliśmy się do Bayshore. Mutiny stał trochę z przodu, na lewo. Podjechałem pod hotel.

— Wyrzuć mnie tutaj — powiedział Chutsky.

Popatrzyłem na niego. Być może znieczulenie poczyniło mu szkody w mózgu.

— Nie chcesz, żebym ci pomógł dojść do pokoju?

— Czuję się dobrze — stwierdził. Zabrzmiało to jak nowa mantra, ale on nie wyglądał dobrze. Mocno się pocił, a ja nie wyobrażałem sobie, jak dotrze do pokoju. Nie należę jednak do ludzi, którzy narzucają się z niechcianą pomocą, powiedziałem więc tylko:

— W porządku. — A potem patrzyłem, jak otwiera drzwi i wysiada. Trzymając się dachu wozu, stał niepewnie na jednej nodze przez minutę, zanim zobaczył go odźwierny. Zmarszczył się na widok pomarańczowego kombinezonu i lśniącej czaszki.

— Cześć, Benny — odezwał się Chutsky. — Pomóż mi, koleś.

— Pan Chutsky? — zapytał tamten ze zwątpieniem w głosie, a potem otworzył usta ze zdumienia, kiedy spostrzegł, że Chutsky’emu brakuje paru części.

— O Boże — powiedział. Trzy razy klasnął w ręce i z holu wypadł boy hotelowy.

Chutsky odwrócił się do mnie.

— Czuję się dobrze — zapewnił.

Doprawdy, kiedy nie jest się pożądanym w towarzystwie, nie pozostaje nic innego, jak je opuścić, co też uczyniłem. Widziałem jeszcze, jak Chutsky opiera się na odźwiernym, a boy hotelowy pcha w jego kierunku wózek inwalidzki.

Było jeszcze przed północą, kiedy pojechałem do domu, w co trudno było uwierzyć, jeśli wziąć pod uwagę wszystko, co wydarzyło się tego wieczoru. Miałem wrażenie, jakby przyjęcie u Vince’a odbyło się kilka tygodni temu, chociaż pewnie jeszcze nie odłączył fontanny z ponczem owocowym. Pomiędzy sądem bożym dokonanym za pomocą striptizerek a uratowaniem Chutsky’ego z farmy aligatorów zasłużyłem na nocny wypoczynek i przyznaję, że prawie wyłącznie myślałem o wpełznięciu do łóżka i zarzuceniu kołdry na głowę.

Ale oczywiście nie ma spoczynku dla nikczemników, a takim z pewnością jestem. Kiedy skręciłem w lewo, w ulicę Douglasa, zadzwoniła komórka. Bardzo mało ludzi do mnie dzwoni, szczególnie o tak późnej porze. Spojrzałem na telefon; to była Deborah.

— Witaj, siostrzyczko kochana — powiedziałem.

— Ty dupku, obiecywałeś, że zadzwonisz! — odparła.

— Zdaje się, że jest dość późno — rzekłem.

— Czy ty, do cholery, myślisz, że ja naprawdę mogę spać?! — ryknęła wystarczająco głośno, żeby wywołać ból u ludzi w przejeżdżających obok samochodach. — Co się stało?

— Odzyskałem Chutsky’ego — powiedziałem. — Ale doktor Danco uciekł. Z Doakesem.

— Gdzie jest?

— Nie wiem, Debs. Uciekł łodzią latającą i…

— Kyle, ty idioto. Gdzie jest Kyle? Co z nim?

— Podrzuciłem go do Mutiny. Jest, hm… jest prawie cały.

— Co to ma znaczyć?! — wrzasnęła na mnie i musiałem przyłożyć telefon do drugiego ucha.

— Deborah, on wyzdrowieje. Tylko… stracił połowę lewej ręki i połowę prawej nogi. I wszystkie włosy — powiedziałem. Przez kilka sekund była cicho.

— Przywieź mi jakieś ubrania — poprosiła w końcu.

— On czuje się bardzo niepewnie, Debs. Nie sądzę, żeby chciał…

— Ubrania, Dexter. Natychmiast — zażądała i się rozłączyła.

Jak mówiłem: nie ma spoczynku dla nikczemników. Ciężko westchnąłem na tę niesprawiedliwość, ale zastosowałem się do jej polecenia. Byłem prawie pod domem, a Deborah zostawiła u mnie trochę swoich rzeczy. Wbiegłem więc, zatrzymałem się na chwilę, żeby tęsknie popatrzeć na łóżko, zabrałem dla niej ubranie i pojechałem do szpitala.

Deborah siedziała na brzegu łóżka i tupała niecierpliwie, kiedy do niej wszedłem. Ręką wy stającą z gipsu trzymała szpitalny szlafrok, a w drugiej ściskała pistolet i odznakę. Wyglądała jak mściwa furia po wypadku.

— Jezu Chryste, gdzieś ty był? Pomóż mi się ubrać. — Rzuciła szlafrok i wstała.

Naciągnąłem jej przez głowę bluzkę polo, układając ją niezręcznie na gipsie. Ledwie bluzka się ułożyła jako tako, kiedy do sali wpadła korpulentna kobieta w fartuchu pielęgniarki.

— Co wy tu wyprawiacie? — zapytała z ciężkim bahamskim akcentem.

— Wychodzimy — odparła Deborah.

— Niech pani wraca do łóżka, bo wezwę doktora — zagroziła pielęgniarka.

— Niech go pani wzywa — powiedziała Deborah, skacząc na jednej nodze, bo właśnie walczyła ze spodniami.

— Nie wyjdzie pani — upierała się pielęgniarka. — Niech pani wraca do łóżka.

Deborah podniosła odznakę.

— To pilna interwencja policji. Jeśli będzie mi pani przeszkadzać, mam prawo panią zatrzymać za utrudnianie czynności.

Pielęgniarka już chciała odpowiedzieć coś nieprzyjemnego, ale tylko otworzyła usta, popatrzyła na odznakę, na Deborah i zmieniła zdanie.

— Będę musiała powiadomić lekarza.

— Niech pani robi, co pani chce — zakończyła Deborah. — Dexter, pomóż mi zapiąć spodnie. — Pielęgniarka patrzyła z dezaprobatą jeszcze przez kilka sekund, potem odwróciła się i odeszła korytarzem.

1 ... 49 50 51 52 53 54 55 56 57 ... 62
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)