Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Pierworodni [Firstborn - pl]
Pierworodni [Firstborn - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pierworodni [Firstborn - pl]

Электронная книга - «Pierworodni [Firstborn - pl]». Краткое содержание книги:

Pierworodni po raz pierwszy dali znać o sobie wywołując Nieciągłość, w wyniku której Ziemia została rozbita na fragmenty pochodzące z różnych epok. Jednym z rozbitków na tak odmienionej planecie, którą nazwano Mirem, była kobieta, imieniem Bisesa Dutt. Z przyczyn, których nie była w stanie zrozumieć, udało jej się nawiązać osobliwy kontakt z zagadkowym artefaktem i kryjącą się za nim potęgą, która odesłała ją z powrotem na Ziemię. Po powrocie odegrała zasadniczą rolę w podjętej przez całą ludzkość próbie powstrzymania katastrofy, potężnej burzy słonecznej, wywołanej przez Pierworodnych, która miała unicestwić wszelkie życie na całej planecie. Groźbie tej udało się wprawdzie zapobiec, ale straty, jakie poniosła Ziemia, były niewyobrażalne.
Teraz, w dwadzieścia lat później, Pierworodni wracają. Tym razem zastosowali broń ostateczną: w stronę Ziemi zmierza „bomba kosmologiczna”, urządzenie, którego działania ziemscy naukowcy właściwie nie pojmują i którego nie da się zatrzymać ani zniszczyć. Całemu światu grozi zagłada.
Rozpaczliwie poszukując ratunku, Bisesa udaje się na Marsa, a następnie na Mir, którego koniec także jest bliski. Ale kiedy wychodzą na jaw szokujące cechy natury Pierworodnych i ich mrożące krew w żyłach plany dotyczące rodzaju ludzkiego, z odległych o wiele lat świetlnych otchłani kosmosu przybywa nieoczekiwany sprzymierzeniec.
1 ... 49 50 51 52 53 54 55 56 57 ... 91
Перейти на страницу:

— Powinniśmy to pchnąć do przodu, Abdi. Pomyśl, jak przydatna byłaby w tej chwili łączność radiowa dla Babilonu. Może kiedy dotrzemy do Chicago, spróbujemy razem uruchomić warsztat radiowy.

Abdi robił wrażenie podekscytowanego.

— Bardzo bym chciał…

Emeline warknęła:

— Może powinniście powściągnąć wasze plany pomocy dla biednych mieszkańców Chicago, dopóki nie zobaczycie, jak wiele sami zdołaliśmy zdziałać.

Bisesa powiedziała szybko:

— Przepraszam, Emeline. To było bezmyślne.

Sztywność Emeline ustąpiła.

— W porządku. Tylko nie chwal się swoimi wymyślnymi gadżetami przed burmistrzem Rice’em i Komitetem Kryzysowym, bo naprawdę poczują się obrażeni. Zresztą — dodała ponuro — nie sprawi to najmniejszej różnicy, jeżeli ta twoja zabawka ma rację w sprawie końca świata. Czy może określić, ile czasu nam jeszcze zostało?

— Dane są niepewne — szepnął telefon. — Pisemne relacje z obserwacji gołym okiem, instrumenty wygrzebane z rozbitego helikoptera wojskowego…

Bisesa powiedziała:

— Wiem. Po prostu podaj nam najlepsze oszacowanie, jakie masz.

— Pięć stuleci. Może nieco mniej.

Zaczęli się nad tym zastanawiać. W końcu Emeline roześmiała się, ale był to śmiech wymuszony.

— Naprawdę przynosisz nam tylko złe wieści, Biseso.

Ale Abdikadir wydawał się niewzruszony.

— Pięć stuleci to długi okres czasu. Znajdziemy wyjście z sytuacji na długo przedtem.

* * *

Zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią noc spędzili w pociągu.

Mroźne nocne powietrze, zapach dymu z palonego drewna i miarowe stukanie pociągu jadącego po nierówno ułożonych torach ukołysały Bisesę do snu. Ale co jakiś czas budziły ją silniejsze wstrząsy.

Raz usłyszała w oddali głosy zwierząt, jakby wycie wilków, ale niższe, bardziej gardłowe. Przypomniała sobie, że to nie jest zrekonstruowany park rozrywki. To się działo naprawdę i Ameryka ery plejstocenu nie była światem, który człowiek już zdołał ujarzmić. Ale te wydawane przez zwierzęta odgłosy były dziwnie fascynujące. Przez dwa miliony lat ludzie rozwijali się w krainie pełnej takich zwierząt. Może poczuli brak wielkich zwierząt, kiedy znikły, nawet o tym nie wiedząc. Może więc ten pomysł z parkiem Jeffersona w jej własnym świecie nie był taki zły.

Jednak słuchanie krzyków tych zwierząt dobiegających z ciemności budziło lęk. Widziała, jak Emeline wpatruje się w mrok szeroko otwartymi oczami. Za to Abdikadir cicho pochrapywał otulony niefrasobliwą obojętnością swej młodości.

38. Odkrycie

Marzec 2070 roku

Jurij i Grendel zaprosili Myrę na wycieczkę.

— Rutynowa inspekcja kontrolna i zbieranie próbek — powiedział Jurij. — Ale może chciałabyś skorzystać z okazji, żeby wyjść na zewnątrz.

Na zewnątrz. Po miesiącach zamknięcia w lodowym pudle, w krainie tak płaskiej i mrocznej, że nawet gdy Słońce było na niebie, otoczenie przypominało pojemnik do badania deprywacji sensorycznej, słowo to podziałało na Myrę jak magiczne zaklęcie.

Ale kiedy dołączyła do Jurija i Grendel, wgramoliwszy się do wnętrza łazika przez miękką rurę łączącą kopułę mieszkalną z kabiną ciśnieniową łazika, poniewczasie zdała sobie sprawę, że tylko zamieniła jedno zamknięcie na inne.

Wydawało się, że Grendel Speth zdaje sobie sprawę, co czuje Myra.

— Przyzwyczaisz się. Przynajmniej podczas tej wyprawy będziesz miała za oknem inny krajobraz.

Jurij i Grendel usiedli z przodu, a Myra za nimi. Jurij zawołał:

— Czy wszyscy się przypięli? — Wcisnął guzik i oparł się. Pokrywa włazu zamknęła się z trzaskiem, rygle zaskoczyły, tunel łączący ich z kopułą odłączył się z mlaśnięciem i łazik skoczył do przodu.

Było północne lato. Wiosna przyszła około świąt Bożego Narodzenia, znacząc swe nadejście gwałtowną sublimacją suchego lodu, który zamieniał się w parę, jak tylko padły nań promienie słoneczne, i przez jakiś czas widoczność była jeszcze gorsza niż w czasie zimy. Ale teraz, choć cienka warstwa lodu wciąż pokrywała ziemię, największa wiosenna odwilż minęła, zima ustąpiła, a Słońce toczyło się nisko po czystym pomarańczowo-brązowym niebie.

W rzeczywistości Myra po raz pierwszy brała udział w wyprawie łazikiem należącym do bazy. Był znacznie mniejszy od owego kolosa, którym przyjechała z Portu Lowella, jego ciasne wnętrze mieściło miniaturowe laboratorium, kuchenkę i toaletę zaopatrzoną w umywalkę, gdzie mogła się umyć gąbką. Łazik miał przyczepę, która jednak nie zawierała przenośnego reaktora jądrowego, jak Discovery z Portu Libella, lecz turbinę opalaną metanem.

— Produkujemy metan z marsjańskiego dwutlenku węgla — powiedział Jurij. — Wykorzystanie miejscowych surowców. Ale to powolny proces i musimy długo czekać, aż zbiornik będzie pełny. Dlatego możemy sobie pozwolić zaledwie na klika takich wypadów rocznie.

— Potrzebujecie energii jądrowej — powiedziała Myra.

Jurij chrząknął.

— Lowell dostał najlepszy sprzęt. Nam zostały tylko jakieś śmiecie. Ale to wystarcza do naszych celów. — I jakby przepraszając, walnął w deskę rozdzielczą pojazdu.

— Ta wycieczka nie będzie zbyt ciekawa — powiedziała Grendel.

— Ale dla mnie to coś nowego — odparła Myra.

— W każdym razie wyświadczasz nam przysługę — powiedział Jurij. — Zgodnie z przepisami w każdej wyprawie dłuższej niż jeden dzień powinny uczestniczyć trzy osoby. Jednak możemy robić, co nam się podoba, i mamy to w nosie. Czasami nawet pokonujemy tę trasę samotnie, ja albo Grendel. Ale sztuczna inteligencja jest bardzo uczulona na przestrzeganie przepisów, wiesz?

— Brakuje nam rąk do pracy — powiedziała Grendel. — Teoretycznie w stacji powinno przebywać dziesięć osób. A na Marsie jest po prostu zbyt wiele do zrobienia.

— I jak sądzę, Ellie jest praktycznie unieruchomiona, pracując w Jamie.

Grendel skrzywiła się.

— No tak. Ale ona i tak nie jest jedną z nas. Nie jest Marsjanką.

— A Hanse?

— Hanse to zapracowany facet — powiedział Jurij. — Kiedy nie jest zajęty kierowaniem stacją albo wierceniem dziur w lodzie, prowadzi swoje eksperymenty nad wykorzystaniem miejscowych surowców. Można powiedzieć, że tu na Marsie żyje z pracy na roli. Można by pomyśleć, że północny biegun Marsa to osobliwe miejsce, żeby się czymś takim zajmować. Ale posłuchaj, Myro, tutaj jest woda, tkwi tuż pod powierzchnią w postaci lodu. A w pobliżu nie ma jej nigdzie więcej, jeśli nie liczyć tych resztek na biegunach Księżyca.

— I Hanse — powiedziała Grendel — ma wielkie plany.

Jurij powiedział:

— Myro, jest wiele podobieństw między życiem tu na czapie lodowej Marsa i na księżycach Jowisza czy Saturna, które w zasadzie stanowią jedynie wielkie kule lodu otaczającego skaliste jądro. Dlatego Hanse wypróbowuje technologie, które mogą nam umożliwić przetrwanie tam, w tych nieprzyjaznych światach.

— Ambitny program.

— Jasne — powiedział Jurij. — No cóż, jego matka pochodziła z południowej Afryki. Wiesz, jacy są dzisiaj ci Afrykanie. Z politycznego i ekonomicznego punktu widzenia wyszli z burzy słonecznej obronną ręką. Myślę, że Hanse jest oddany pracy na Marsie. Ale to afrykański Marsjanin i przyświecają mu głębsze cele…

1 ... 49 50 51 52 53 54 55 56 57 ... 91
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)