Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Krwawa Linia
Krwawa Linia - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Krwawa Linia

Электронная книга - «Krwawa Linia». Краткое содержание книги:

Pełna dramatyzmu powieść o chciwości, zdradzie, sabotażu, niebezpieczeństwie i związkach, które prowadzą do zbrodni. Roffe Sons, potężna międzynarodowa korporacja farmaceutyczna, na czele której stoją zdesperowani, żądni pieniędzy członkowie rodziny Roffe, traci swego właściciela, jednego z najbogatszych ludzi na świecie, który ginie w tajemniczym wypadku, pozostawiając zarządzanie imperium swojej jedynej córce. Elżbieta, inteligentna, ambitna i piękna kobieta, wbrew oczekiwaniom pozostałych członków rodziny, nie zgadza się po śmierci ojca na sprzedaż Roffe Sons. Postanawia nie tylko ocalić firmę od bankructwa, ale doprowadzić ją do dawnej świetności. Aby tego dokonać, musi zmierzyć się z tymi, którzy podstępnie usiłują jej w tym przeszkodzić, jak również z tym, który czyha na jej życie…
1 ... 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57
Перейти на страницу:

– Tej samej osobie, która zabiła pani ojca. “To jakiś koszmar – pomyślała Elżbieta. – Kiedy to się w końcu skończy?”

– Pani ojciec został zamordowany – Max mówił dalej – przez człowieka, który podawał się za przewodnika. Poza tym Sam Roffe nie był sam w Chamonix.

– Nie był sam? – powtórzyła drżącym głosem. – Kto więc z nim był?

Hornung spojrzał na Rhysa.

– Pani mąż.

Elżbiecie wydawało się, że traci grunt pod nogami. “Czyżby Rhys…?”

– Liz – Rhys był blady – nie byłem przy Samie, gdy zginął.

– Ale był pan z nim w Chamonix – powiedział Max z naciskiem.

– Wyjechałem jednak, zanim Sam poszedł w góry – odparł Rhys, nie patrząc na Elżbietę.

– Dlaczego mi nie powiedziałeś? – zapytała.

– Bo nie chciałem, aby ktokolwiek o tym wiedział. Od roku ktoś próbuje zniszczyć naszą korporację. Sam i ja zdecydowaliśmy poprosić o pomoc jedną z agencji detektywistycznych spoza korporacji.

Elżbieta, w miarę jak mówił, odczuwała coraz większą ulgę. Rhys od samego początku wiedział o istnieniu tajnego raportu. Powinna była mu zaufać, a zaoszczędziłaby sobie wielu cierpień.

Rhys zwrócił się do Hornunga:

– Sam Roffe dostał raport, który potwierdzał nasze przypuszczenia. Zaprosił mnie do Chamonix, aby przedyskutować plan działania. Postanowiliśmy też zachować wszystko w tajemnicy, póki nie dowiemy się, kto za tym wszystkim stoi. Ten ktoś dowiedział się jednak, że mamy przeciwko niemu dowody, i zabił Sama. Zniknął też raport.

– Czytałam ten raport – odezwała się Elżbieta.

Rhys spojrzał na nią wyraźnie zaskoczony.

– Dostałam go razem z rzeczami osobistymi ojca. Donosił o istnieniu sabotażysty wśród członków zarządu. Dlaczego ktoś, kto ma udziały w korporacji, chciałby ją zniszczyć?

– Ten ktoś, za cichą aprobatą pozostałych członków rodziny, chce zepsuć dobrą opinię firmy po to, aby banki zażądały od “Roffe & Sons” spłaty kredytów. Najpierw chciano zmusić pani ojca, aby zgodził się na sprzedaż akcji. Zginął, ponieważ stanowczo się temu sprzeciwiał. Teraz przyszła kolej na panią. Sama pani rozumie… – Max przerwał wpół zdania.

– Musi pan przydzielić mojej żonie policjantów do ochrony.

– Spokojna głowa, panie Williams. Nie spuszczamy z niej oka, odkąd pana poślubiła.

Rozdział 47

BERLIN, PONIEDZIAŁEK, 1 GRUDNIA, 10 RANO

Ból stawał się nie do zniesienia. Lekarz przepisał Waltherowi jakieś pigułki. On jednak bał się ich zażyć w obawie, że uśnie i Anna znów go zaatakuje, a potem będzie próbowała uciec.

– Musi pan jak najszybciej udać się do szpitala. Stracił pan dużo krwi – nalegał lekarz.

– Wykluczone! – O ranach zadanych nożem natychmiast poinformowano by policję. Celowo wezwał do siebie lekarza zatrudnionego w firmie, aby zachować wszystko w tajemnicy.

Wolał nie myśleć, co mogłoby się stać, gdyby policja zaczęła teraz węszyć w jego domu.

Doktor założył na ranę szwy i zaproponował, aby przez kilka następnych dni odwiedzała go pielęgniarka. Gassner jednak nie zgodził się, twierdząc, że żona zajmie się nim należycie.

Od tamtej pory minął dokładnie miesiąc. Gassner nie pojawił się w firmie, informując swoją sekretarkę, że miał wypadek i jeszcze przez jakiś czas musi pozostać w domu.

Często wracał myślami do tamtej dramatycznej chwili, gdy Anna próbowała pozbawić go życia przy pomocy nożyczek. Zdążył jednak obrócić się w porę i ostre narzędzie przebiło jego ramię zamiast serca. Czuł się wtedy tak, jakby za chwilę miał stracić przytomność. Jednak mimo dokuczliwego bólu miał jeszcze tyle siły, aby obezwładnić Annę i mimo jej protestów zamknąć ją w sypialni. Z oddali słyszał jej krzyki: “Co zrobiłeś z moimi dziećmi?”, “Co zrobiłeś z moimi maleństwami?”

Nie wypuszczał jej z sypialni ani na moment. Przyrządzał jej posiłki, przynosił do pokoju i stawiał tacę na toaletce.

Anna siedziała zwykle skulona w kącie i powtarzała bez końca: “Co zrobiłeś z moimi dziećmi? Co zrobiłeś z moimi maleństwami?”

Czasami, gdy wchodził do sypialni, widział, jak stała z uchem przy ścianie w nadziei, że usłyszy głosy dzieci. W domu panowała jednak grobowa cisza. Oprócz nich nie było w nim żywej duszy.

Któregoś dnia, gdy Walther sprzątał naczynia po posiłku, rozległ się hałas w holu.

“Kto to mógł być, do diabła? – myślał gorączkowo. – Przecież dokładnie pozamykałem wszystkie drzwi”.

Pani Mendler jak w każdy poniedziałek przyszła do willi Gassnerów, aby posprzątać.

Nie lubiła tego domu. Ale jak mówią: “Pieniądze nie śmierdzą”. Tydzień temu Gassner nie odstępował jej na krok. Może coś zginęło i pewnie ją o to podejrzewał. “Źle temu człowiekowi patrzy z oczu” – pomyślała, kiedy ujrzała go po raz pierwszy. Kiedy zaczęta odkurzać łazienkę na górze, przerwał jej poirytowany, zapłacił za sprzątanie i kazał wynieść się do wszystkich diabłów. Dzisiaj nigdzie nie było go widać. “Pewnie nie ma go w domu. Gott sei Daiik” – odetchnęła z ulgą. Postanowiła zacząć sprzątanie od góry. Pomyślała, że zdąży zejść na parter, kiedy Gassner wróci. W domu panował spokój. Skierowała kroki do sypialni, której od dawna nie odkurzała. Drzwi były jednak zamknięte na klucz. “Pewnie trzymają tam swoją drogocenną biżuterię” – pomyślała i już chciała odejść od drzwi, gdy usłyszała cichy szept:

– Kto tam jest?

– Frau Mendler, pomoc domowa. Chciałam posprzątać pani sypialnię.

– Niech mnie pani ratuje! – Kobieta zaczęła krzyczeć i pukać do drzwi. – Proszę wezwać policję i powiedzieć im, że mój mąż zabił moje dzieci, moje kochane maleństwa. Grozi mi śmiertelne niebezpieczeństwo! Niech się pani pośpieszy, zanim…

Gassner chwycił panią Mendler za ramię i odsunął od drzwi. Był blady.

– Czego pani tu szuka? – powiedział podniesionym głosem. – A może chce pani nas okraść?

– Nikogo nie mam zamiaru okradać, proszę pana. Przychodzę tu co tydzień, aby posprzątać.

– Ostatnim razem powiedziałem, że nie chcę tu pani więcej widzieć.

– Nic podobnego mi pan nie mówił! – pani Mendler nie dawała za wygraną.

“Pewnie zamierzałem jej o rym powiedzieć… tylko przez ten piekielny ból zapomniałem” – pomyślał z wyrzutem.

– Niech się pani stąd natychmiast wynosi! – rozkazał.

Pani Mendler zwlekała z wyjściem z domu. Miała nadzieję, że raz jeszcze usłyszy nawoływanie tamtej kobiety. W domu jednak znowu zapanowała cisza. Gassner tym razem nie zapłacił jej za przyjście. Dobrze, że nie oddała mu złotych spinek do mankietów, które znalazła na podłodze w holu. To jej przynajmniej w części zrekompensuje upokorzenie, jakiego doznała. Przykro jej było z powodu tamtej kobiety, ale nie mogła pójść na policję. Była tam już notowana.

W tym czasie detektyw Hornung przebywał w Zurychu. Z głównej kwatery Interpolu dostał kilka interesujących dalekopisów.

Poza tym poprosił o całodobową ochronę dla Elżbiety Roffe.

W Paryżu policja wyłowiła zwłoki jeszcze jednej jasnowłosej dziewczyny. Podobnie jak poprzednie, była naga i miała na szyi czerwoną kokardę.

Rozdział 48

W biurze Rhysa zadzwonił telefon. Rhys podniósł słuchawkę i usłyszał monotonny głos Heleny Roffe-Martel.

– Dzień dobry, kochanie.

– Miałaś więcej do mnie nie dzwonić. – Rhys był wyraźnie rozdrażniony.

– Nigdy nie przejmowałeś się moimi telefonami. – Zaśmiała się. – Nie sądziłam, że lew salonowy da się tak szybko ujarzmić.

– Czego chcesz?

– Spotkać się z tobą, dziś po południu.

1 ... 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)