Wszystkie weyry Pern [All the Weyrs of Pern - pl]
- Автор: Маккефри Энн
- Год: 1998
- Язык: польский
- Год: Amber
- ISBN: 83-7169-635-6
- Переводчик: Zuzanna Galinska
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Wszystkie weyry Pern [All the Weyrs of Pern - pl]». Краткое содержание книги:
— Nie o to chodzi, Siwsp — powiedział Jaxom. — W ogóle nie myśleliśmy, że taki atak może nastąpić.
— Każda poważna zmiana powoduje sprzeciwy. Tego należało się spodziewać.
— Oczekiwałeś tego? — spytał Jaxom, poirytowany niewzruszonym spokojem Siwspa. Dlaczego nie zdali sobie sprawy, że ten dzień będzie wprost idealny dla odstępców takich jak Norist. Bez trudu mogli się dowiedzieć, że Robinton i D’ram, a także wszyscy, którzy będą mieli taką możliwość, udadzą się na pogrzeb Sallah Telgar, i Lądowisko zostanie właściwie bezludne.
— Ja też tego oczekiwałem. Opanuj się, chłopcze — powiedział Lytol wchodząc do pokoju. — Wiedziałem, że ktoś może popróbować ataku i dlatego kazałem Kerowi i Miskinowi pozostać tutaj. Ale nie sądziłem, że będzie ich tak wielu. Rzucili się na nas i nie mieliśmy żadnej szansy. — Spojrzał uważnie na Robintona: — Och, Robintonie, wyglądasz tak samo źle, jak ja się czuję. — Usiadł ostrożnie na najbliższym krześle. — Mistrz Esselin był ze mną w tym czasie, ale zemdlał i napastnicy wdarli się do środka. Nie pomyślałem o uzbrojeniu studentów. W pobliżu było ich co najmniej piętnastu, a to wystarczyłoby do powstrzymania ataku.
Właśnie wtedy dwaj uczniowie Esselina przybiegli wzywając Piemura.
— Spokojnie! — ryknął Piemur i uśmiechnął się przepraszająco.
— Harfiarzu, znaleźliśmy ich biegusy, przywiązane w szopie, tuż powyżej starej nadbrzeżnej drogi — raportował starszy. — Silfar i ja przyjechaliśmy tu na dwóch, a resztę umieściliśmy gdzie indziej na wypadek, gdyby ktoś planował ucieczkę. Trestan i Rona zostali tam, bo Rona ma spiżową jaszczurkę ognistą. — Młody uczeń szeroko otwierał oczy, był szalenie podniecony i zarumieniony z wysiłku. A oczy spiżowej jaszczurki ognistej, tulącej się do jego ramienia, obracały się szybko i mieniły fioletem i pomarańczą.
— Dobra robota, Deeganie — osądził Piemur. — Czy twoje biegusy są zmęczone?
— Nie, Panie Harfiarzu. — Deegan się obruszył na samą myśl, że mógłby zajeździć cenne zwierzę. — One są doskonałe. Taki biegus kosztuje sakiewkę… lub dwie, panie.
— Poślij swoją jaszczurkę do Rony z wiadomością, że wszystko w porządku i sprowadź resztę biegusów. Może znajdziemy coś interesującego w jukach.
— Mieli tylko zapas żywności, panie. Zajrzałem — tłumaczył się Deegan — bo myślałem, że czegoś się dowiemy.
Piemur znów skinął głową z aprobatą.
— No dobrze, możesz już iść. — Gdy uczeń wyszedł, zwrócił się ponuro do przyjaciół. — Jest w tym coś więcej niż spisek i szaleństwo Norista. Ile kosztuje biegus na Południowym? Kto dał marki na zakup ośmiu zwierząt i przysłał tu ich wszystkich?
— Myślisz, że jest w to zamieszany również jakiś Mistrz Rybak? — spytał Jaxom.
— To jeden z Cechów, które zyskały niewiele dzięki informacjom Siwspa — zastanawiał się dalej Piemur, marszcząc brwi.
Robinton potrząsnął głową, ale to Lytol się odezwał.
— Chyba nie masz racji, Piemurze. Mistrz Idarolan był niezmiernie wdzięczny Siwspowi za mapy wybrzeży, głębokości i prądów, wykonane jeszcze przez kapitana Tilleka. Mapy, kreślone z przestrzeni kosmicznej, są wyjątkowo dokładne. — Lytol przez chwilę milczał z szacunkiem, a Piemur wzruszył ramionami. — Oczywiście od tamtej pory nastąpiły zmiany w zarysie linii brzegowej, ale to już łatwo poprawić. Każdy Mistrz otrzymał kopie, a drobnym rybakom dano mapy obszarów, na których łowią. To, co zaaprobuje Mistrz Idarolan, jest akceptowane przez każdego Mistrza jego Cechu.
— To prawda — przyznał Piemur. — Chociaż wiem o jednym czy dwóch niezmiernie konserwatywnych i zacofanych Mistrzach Rybakach, którzy mogliby poprzeć Norista. Pomyślcie, ilu ludzi przeniosło się na Południowy, mimo że nie mieli zezwolenia.
— Pełna sakiewka zamyka wiele ust — dodał Lytol cynicznie.
— Nie wysuwajmy zbyt pospiesznych wniosków — powiedział Robinton.
— Lessa mówi, że ani ona ani F’lar nie mogą tu przylecieć — przekazał Jaxom. — Ale F’nor już jest w drodze. Oboje Przywódcy Weyru są wściekli. Chcą wiedzieć, jak w ogóle mogło dojść do ataku.
Jeden z napastników poruszył się i jęknął.
— Dowiemy się! — wykrzyknęli jednocześnie Jaxom i Piemur, i wymienili spojrzenia pełne ponurej determinacji.
— Czy mogę zasugerować, żebyśmy związali tych panów zanim odzyskają przytomność? — spytał Robinton, przyglądając się leżącym i porównując ich z drobnymi postaciami uczniów.
— Tak. Nawet mamy czym. — Piemur, z okrutnym wyrazem twarzy, sięgnął po zwój grubego kabla. — Dalej, chłopcy — powiedział, zwracając się do studentów. — Zwiążmy tych skorupogłowych idiotów jak trzeba.
Po związaniu napastników, przeszukali ich ubrania, ale nie znaleźli nic ciekawego. Stare blizny i złamane nosy sugerowały, że często się bili. Tylko jeden miał znaki Cechu Szklarzy, ale pozostali też nie byli łagodnymi barankami.
— Swacky może znać któregoś z nich — podsunął Piemur. — Przez siedem Obrotów był w armii, i to w niejednej Warowni.
— Chyba nie wybraliby ludzi, których moglibyśmy rozpoznać? — powiedział Robinton. — Ale jeśli Swacky zidentyfikuje któregoś z nich, to może poddać nam kierunek śledztwa. Siwsp, jak długo pozostaną nieprzytomni?
Siwsp oznajmił, że to zależy od osobnika.
— Im obiekt jest mniej rozgarnięty, tym fala dźwiękowa musi być silniejsza. Jak widzicie, przeżyli, choć mało im brakowało do śmierci.
— Wcale mi się to nie podoba — wybuchnął Robinton.
— Na pewno bym ich nie zabił — zapewnił go Siwsp. Robinton wzruszył ramionami i wypił resztę wina.
— Zabierzmy ich stąd. Mamy chyba jakiś budynek, w którym możemy ich trzymać. To niemal… niemal nieprzyzwoite, że tak leżą w holu.
— Nadeszła pomoc — oznajmił Jaxom.
Usłyszeli ryk wielu smoków. Przybyli F’nor, T’gellan, Mirrim i prawie pełne skrzydło ze Wschodniego Weyru.
— Od tej chwili zaprowadzimy tu smoczą straż — zadecydował F’nor po usłyszeniu zwięzłego raportu Lytola.
— Wschodni Weyr prosi o ten zaszczyt — powiedział T’gellan.
— Szkoda, że musiało do tego dojść — rzekł Robinton, potrząsając głową ze zmęczenia.
— Drogi przyjacielu — Lytol położył pocieszająco rękę na ramieniu harfiarza. — Tego rodzaju wydarzenia są nieuchronne. Powinieneś poczytać nieco historii, tak jak ja. Byłbyś teraz lepiej przygotowany na zmiany zachodzące w każdej Warowni, Cechu i Weyrze.
— Miałem nadzieję, że Siwsp zapewni nam świetlaną przyszłość… — zaczął Robinton wznosząc ręce szerokim gestem, a potem, zniechęcony, opuścił je na kolana.
— To dlatego, że jesteś niepoprawnym optymistą — odparł Lytol ze smutnym uśmiechem.
— To nie takie złe — powiedział Piemur stanowczo, rzucając Lytolowi spojrzenie nakazujące, by zamilkł. Widok tak przygnębionego Mistrza sprawiał mu ból. Lord Opiekun wzruszył ramionami i odwrócił się, by ukryć wyraz cynizmu malujący się na jego twarzy.
T’gellan wysłał jeźdźca po Swacky’ego z Warowni Rajskiej Rzeki. Miał nadzieję, że rozpozna on napastników. Jayge, uważając, że on też może się przydać, gdyż dobrze poznał Wschodnie Warownie w czasach, gdy trudnił się handlem, przybył ze Swackym.
— Tak, rozpoznaję tę parę — powiedział Swacky, obracając jedną z kiwających się głów z jednej strony na drugą. — Bitranie, jeśli dobrze pamiętam. Bitranie zrobią wszystko, jeśli dasz im dość marek.