Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Złoty wiek [Millennium - pl]
Złoty wiek [Millennium - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Złoty wiek [Millennium - pl]

Электронная книга - «Złoty wiek [Millennium - pl]». Краткое содержание книги:

Rozrzucone na przestrzeni wielu kilometrów kwadratowych, poskręcane i osmalone blachy, zwęglone ludzkie szczątki, smród spalenizny. Nieszczęście. Tragedia. Katastrofa lotnicza. A raczej wielka mistyfikacja. Kiedy Bill Smith rozpoczynał śledztwo w sprawie powietrznej kolizji DC-10 z Jumbo-Jetem, nie podejrzewał, do jak szokujących wniosków go ono doprowadzi. Najchętniej uznałby, że oszalał, ale nie pozwalają mu na to dowody świadczące jednoznacznie o wielokrotnych działaniach speckomanda z przyszłości. Pasażerowie samolotów wcale nie giną: na minuty, a czasem na sekundy przed katastrofą są przerzucani w odległą przyszłość, a ich miejsca zajmują organiczne manekiny. Po co? Dlaczego? O tym Smith przekona się na własnej skórze, ponieważ przyszłość zjawi się także po niego.
1 ... 47 48 49 50 51 52 53 54 55 ... 62
Перейти на страницу:

Po trzeciej stronie kompleksu Bramy wznosiły się rzędy tymczasowych kopuł geodetycznych (stały tu zaledwie od dwustu lat), które nazywaliśmy zagrodami. Mieściły około dwustu tysięcy pogrążonych we śnie istot ludzkich i dziewięćdziesięciu trzech bardzo zdezorientowanych rzymskich legionistów, którzy wkrótce też mieli zapaść w sen, jeżeli znajdzie się tam jeszcze ktoś do obsługi urządzeń.

Byli przechowywani w stanie hibernacji, kilka stopni powyżej temperatury zamarzania. Ich serca ledwo biły. Pływali w błękitnym roztworze fluorowęglanów i gdyby któregoś z nich umieścić obok pustaka, trudno byłoby ich odróżnić. Ale różnica była zasadnicza. Oni mieli umysły, pamięć i przeszłość.

Boże, cóż to byłby za karnawał, gdyby tak wszystkich wysadzić na dziewiczej planecie i obudzić.

Daty ich urodzin sięgały od roku trzytysięcznego przed Chrystusem do trzytysięcznego po Chrystusie. Byli wśród nich żołnierze i cywile, niemowlęta i starcy, bogaci i biedni, czarni, biali, brązowi, żółci i jasnozieloni. Mieliśmy tam hitlerowców, hugenotów, Burów, Apaczów, metodystów, hinduistów, animistów i ateistów. Byli zło-dziejaszkowie i masowi mordercy, święci i geniusze, artyści, stręczyciele, lekarze, szamani i czarownice. Byli Żydzi z Dachau, Chińczycy z Tangszenu i Bengalowie z Bangladeszu. Górnicy ze Śląska, Armenii i Wirginii Zachodniej, astronauci z Alfy Centaura. Mieliśmy tam Ambrose’a Bierce’a i Amelię Earhart[8].

Podczas bezsennych nocy zastanawiałam się, jakie społeczeństwo utworzą, kiedy dotrą do Nowej Ziemi.

Od zagród do kosmodromu prowadziły tory kolejowe, ledwo widoczne w oddali. A tam czekał z tuzin rzadko obecnie używanych wahadłowców Ziemia — orbita… i Statek.

Statek był prawie gotów. Jeszcze dwa, trzy lata i będziemy w domu.

Sherman czekał nie wykazując żadnych oznak zniecierpliwienia. Chociaż nie siedział w pozycji lotosu, udawało mu się przypominać Buddę. Patrzyłam na niego zastanawiając się, czy chce, żebym uderzyła w gong albo zapaliła kadzidło czy coś takiego. Jednak po powrocie ze wspaniałego dwudziestego wieku miałam paskudny atak kaszlu. Pośpieszyłam do zestawu odnowy, usiadłam ciężko i podłączyłam aparat do pępka, a Sherman zaczął swoje analizy.

— Co rozkażesz, panie? — spytałam.

— Nie traktuj mnie w ten sposób, Louise. Ja o to nie prosiłem.

— Ja też nie, ale człowiek bierze, co mu dają, nieprawdaż?

— Prawdaż.

— Zatem odtąd będę cię traktować jak Oko Opatrzności. Będę zakładać, że wiesz wszystko o wszystkim. Przyjmę, że znasz moje myśli, zanim je pomyślę. I wiesz co?

— Gówno cię to obchodzi.

Wzruszyłam ramionami.

— Jasne. Zazwyczaj gdy rozmawiam z nieomylnym prorokiem, tracę najlepsze odżywki. Dla ciebie to chyba nudne. Zawsze wiesz, co się wydarzy.

— Nie nazwałbym tego nudą.

Zastanowiłam się nad tym i udało mi się roześmiać.

— Chyba rzeczywiście nie. Wiesz, że wymówiłam pracę?

— Wiem. I że złamałaś reguły bezpieczeństwa i powiedziałaś Billowi Smithowi, kim i czym naprawdę jesteś, najlepiej jak potrafiłaś, a on ci nie uwierzył.

— Dlaczego chciałeś, żebym mu obiecała, że się z nim spotkam tej nocy? Przecież miałam o tej porze być w hangarze i nie mogłam wrócić do niego do motelu.

— Chciałem mieć pewność, że spotka się z tobą w hangarze, co, jak wiedzieliśmy, już się stało.

To mnie na dobrą chwilę zatkało. Odpowiedź była oczywista, ale nie wpadłam na nią, bo całe moje wyszkolenie kazało mi patrzeć na tę sytuację w określony sposób. Potem nagle zrozumiałam.

— Wymuszałeś paradoks.

— Zgadza się.

— Dlaczego mnie nie uprzedziłeś?

— Czy wtedy byś to zrobiła?

Nie potrafiłam odpowiedzieć. Pewnie nie.

— Rada też by nie zatwierdziła tej wyprawy, gdybym im powiedział, że celem jest doprowadzenie do twojego spotkania ze Smithem. Przecież twoje spotkanie z nim było powodem, że sytuacja paradoksalna wymknęła się z rąk.

— O co więc chodziło? Po co wracałam?

Złożył dłonie i przez chwilę milczał. Zadziwiająco przypominał człowieka.

— Wszyscy, którzy pracują przy planie „Brama”, są obciążeni określoną perspektywą — przemówił wreszcie. — Myślimy o tej chwili jako o czasie teraźniejszym. Kiedy ruszamy w dół czasu, myślimy o tym jak o wyprawie w przeszłość, z której wracamy do teraźniejszości. Ale kiedy przebywamy w przeszłości, ona jest teraźniejszością. Jest teraźniejszością dla tych, którzy w niej żyją. Dla nich my jesteśmy przybyszami z przyszłości.

— To dość oczywiste.

— Tak, aleja mówię o punkcie widzenia. Pracując z Bramą nie uwzględniamy punktu widzenia Billa Smitha. Nie myślimy o tym, że istnieje konkretna przyszłość, która jest czyjąś teraźniejszością.

Wyprostowałam się.

— Ależ tak. Nie dalej niż godzinę temu dostałam wiadomość z przyszłości. Kazała mi darzyć cię pełnym zaufaniem.

— Wiem. Ale od kogo to był list?

— Ode mnie. Wiesz przecież. Przynajmniej…

— Od przyszłej wersji ciebie. Tyle że go jeszcze nie napisałaś.

— Pierwszego też jeszcze nie napisałam. I nie jestem pewna, czy napiszę.

— Nie musisz. Spójrz. — Podał mi dwie metalowe plakietki. Wiedziałam, co to jest, i nie patrząc rzuciłam je na podłogę. — Charakter pisma nietrudno skopiować, Louise. Wielki K. sporządził te płytki bez większego wysiłku. Zostaną wysłane w przeszłość za kilka godzin.

Westchnęłam.

— Ale mi namieszałeś w głowie! Tylko nadal nie wyjaśniłeś, dlaczego jeden paradoks ma być lepszy od drugiego.

— Jest kilka powodów. W jednym paradoksie, tym, który byśmy spowodowali, gdybyś nie wróciła i nie spędziła nocy z Billem Smi-them, znikłabyś w chwili, kiedy nadszedł wyznaczony czas, a ty nie przeszłabyś przez Bramę. Bo z punktu widzenia przyszłości już przez nią przeszłaś. Była to część struktury zdarzeń, równie pewna jak to, że zgubienie paralizatora stanowiło część tej struktury.

— Rzecz w tym, że nie stanowiło. O to właśnie w tym wszystkim chodzi.

— Stanowiło. Mówię ci, że ten paradoks jest wbudowany w strukturę czasu. Zdarzenia, które przez tyle lat obserwowaliśmy, były złudzeniem i nowa rzeczywistość, która posuwa się w górę strumienia czasu, jest prawdziwą rzeczywistością. Ale nie obejmuje nas.

Poczułam, że boli mnie głowa. Teoria czasu nigdy nie była moją mocną stroną.

— Myślałam, że to wszystko spekulacje. Myślałam, że tak naprawdę nie wiemy, co się zdarzy w paradoksie.

— Tak było, ale otrzymałem nowe informacje i mam podstawy, żeby wierzyć, że są prawdziwe. — Rozłożył ręce. — Jesteśmy tu ograniczeni językiem. Nie dysponujemy użyteczną definicją rzeczywistości. Uważam, iż bliższe prawdy jest stwierdzenie, że każda seria prawdopodobnych zdarzeń tworzy swoją własną rzeczywistość. Jest ta, którą podglądaliśmy, w której Smith nie znalazł paralizatora, i wiąże się ona z tą, w której Smith nie mógł znaleźć broni, bo nie została zgubiona.

— Ale my mamy do czynienia rzeczywistością, w której paralizator został zgubiony i Smith go znalazł. Ta rzeczywistość zaczęła przybierać nowy kształt. I my zostaniemy z niej wymazani.

— Masz rację, jak dotychczas.

— Dla mnie wystarczy. To, co mówisz, znaczy, że nie miało znaczenia, czy wrócę, czy nie. Po prostu zniknęłabym trochę wcześniej.

вернуться

8

Ambrose Bierce zaginą! w 1914 roku podczas wojny w Meksyku, Amelia Earhart zaginęła podczas próby przelotu dookoła świata w 1937 roku.

1 ... 47 48 49 50 51 52 53 54 55 ... 62
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)