Ślepowidzenie [Blindsight - pl]
- Автор: Уоттс Питер
- Год: 2008
- Язык: польский
- Год: MAG
- ISBN: 978-83-7480-097-6
- Переводчик: Wojciech M. Prochniewicz
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Ślepowidzenie [Blindsight - pl]». Краткое содержание книги:
— Organizm.
Chodziło mu o mnie i moje protokoły. Mój chiński pokój.
Teraz ja wziąłem oddech.
— Ale wiesz, to nie u każdego się sprawdza.
— Właśnie widzę. Nie czytają się układy, w które jesteś za mocno uwikłany, nie? Efekt obserwatora.
Wzruszyłem ramionami.
— Zresztą ja też — dodał. — Chyba też za bardzo bym cię nie lubił z tym twoim pokojem.
Wyrwało mi się, zanim się powstrzymałem:
— Chelsea mówi, że wolałaby prawdziwy.
Uniósł brwi.
— Prawdziwe co?
— Chiński pokój. Mówi, że lepiej by ją rozumiał.
QuBit przez chwilę szeptał i brzęczał wokół nas.
— Właściwie rozumiem, czemu tak mówi — powiedział w końcu Pag. — Ale ty… udało ci się, człowieku z kapsuły.
— No, nie wiem.
Kiwnął głową, zdecydowanym ruchem.
— Wiesz co, mówi się o „mniej utartych ścieżkach”, a ty chyba sam sobie wydeptałeś ścieżkę. Nie wiem dlaczego. Coś jakby nauczyć się kaligrafować palcami stóp, wiesz? Albo polineuropatia proprioreceptorowa. To ciekawe, że w ogóle umiesz; i zdumiewające, że jesteś w tym dobry.
Zmrużyłem oczy.
— Proprio…?
— Zdarzali się kiedyś ludzie bez żadnego poczucia… jakby, samego siebie. Fizyczności. Nie czuli układu własnego ciała w przestrzeni, nie mieli pojęcia o ułożeniu kończyn, albo czy w ogóle je mają. Niektórzy mówili, że czują się jak po przecięciu rdzenia. Odcieleśnieni. Wysyłali do ręki sygnał motoryczny i musieli przyjmować na wiarę, że tam dotarł. Więc kompensowali to wzrokiem, nie czuli, gdzie jest ręka, ale patrzyli, jak się porusza, zastępując tym normalne sprzężenie czuciowe, które dla nas jest tak oczywiste. Potrafili chodzić, jeśli skupili wzrok na nogach, i koncentrowali się na każdym kroku. Całkiem dobrze im to szło. Ale nawet po latach ćwiczeń, jeśli rozkojarzyło się ich w pół kroku, wywracali się jak fasola po zabraniu tyczki.
— Mówisz, że ja mam tak samo?
— Korzystasz ze swojego chińskiego pokoju jak oni ze wzroku. Na nowo, prawie od zera, wynalazłeś empatię, która pod pewnymi względami — oczywiście nie wszystkimi, bo wtedy nie musiałbym ci tego mówić — jest lepsza od oryginału. Dlatego taki jesteś dobry w syntezie.
Pokręciłem głową.
— Ja obserwuję i tyle. Patrzę, co robią ludzie, a potem wyobrażam sobie, co sprawiło, że tak robią.
— Dla mnie brzmi jak empatia.
— Ale nie jest. Empatia to niezupełnie wyobrażanie sobie, co czuje ten drugi. Raczej, co by się samemu czuło na jego miejscu, nie?
Zmarszczył brwi.
— No i co?
— A jeśli nie wiesz, jakbyś się czuł, to co?
Spojrzał na mnie, płaszczyzny miał poważne i całkowicie klarowne.
— Przyjacielu. Jesteś lepszy niż ci się wydaje. Może nie zawsze się tak zachowujesz, ale… ja cię znam. Już przedtem cię znałem.
— Znałeś kogoś innego. Ja jestem człowiekiem z kapsuły, nie pamiętasz?
— Taak, to był ktoś inny. Może pamiętam go lepiej niż ty. Ale coś ci powiem. — Nachylił się. — Obaj byście mi wtedy pomogli. Może on na zasadzie tej staroświeckiej empatii, a ty musiałeś sobie sklecić na poczekaniu jakiś schemat blokowy z materiałów odpadowych, ale to tym większe osiągnięcie. Stary, dlatego cały czas mam z tobą kontakt. Mimo że masz wetknięty w dupę kij jak Iglica z Rio.
Uniósł szklankę. Posłusznie stuknąłem w nią swoją. Wypiliśmy.
— Nie pamiętam go — powiedziałem po chwili.
— Tamtego Siriego? Sprzed kapsuły?
Skinąłem głową.
— Nic a nic?
Zastanowiłem się.
— On cały czas miał ataki, prawda? Ciągle musiało go boleć. Nie pamiętam żadnego bólu. — Szklankę miałem prawie pustą. Pociągnąłem łyczek. — On… mi się jednak czasem śni. Że… że nim jestem.
— I jak to jest?
— Kolorowo. Wiesz, wszystko było bardziej nasycone. Dźwięki, zapachy. Intensywniejsze niż naprawdę.
— A teraz?
Spojrzałem na niego.
— Mówiłeś, że było kolorowe. Co się zmieniło?
— Nie wiem. Może nic. Po prostu już… właściwie nie pamiętam snów, gdy się budzę.
— To skąd wiesz, że je masz? — zapytał.
Chuj tam, pomyślałem, i ostatnim łykiem osuszyłem szklankę.
— Bo wiem.
— Skąd?
Zmarszczyłem brwi, zbity z tropu. Musiałem pomyśleć, zanim sobie przypomniałem.
— Bo budzę się uśmiechnięty.
Szeregowcy patrzą wrogowi w oczy. Szeregowcy wiedzą, jaka jest stawka. Znają cenę złej strategii. Co znają generałowie? Taktyczne strzałki na folii. Cała hierarchia dowodzenia jest postawiona na głowie.