Spisek przeciwko Ameryce
- Автор: Рот Филип
- Язык: польский
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «Spisek przeciwko Ameryce». Краткое содержание книги:
„Spisek przeciwko Ameryce” wpisuje się właśnie w ten najlepszy nurt pisarstwa wielokrotnego kandydata do literackiego Nobla, godnego następcy wielkich mistrzów prozy zza oceanu. W tej powieści Roth poddaje Amerykę eksperymentowi historii alternatywnej: co by było gdyby w roku 1940, u szczytu szalejącej za Altantykiem gorączki II wojny światowej, Stany Zjednoczone zaraziły się faszyzmem, wybierając na prezydenta nie F.D. Roosevelta, lecz Charlesa Lindbergha – legendarnego awiatora, sympatyzującego (o czym świadczą dołączone do książki dokumenty) z ideologią nazistowską? Z dnia na dzień, na oczach żydowskiego dziecka – narratorem jest tu bowiem mały Philip – bezpieczny świat dobrobytu i miłości bliźniego zmienia się w poligon uprzedzeń, nienawiści i szykan, których główną ofiarą padają Żydzi. „Kwestia żydowska” znajduje znane z historii rozwiązania: izolacja, ostracyzm, obozy koncentracyjne.
Cóż, że historia dopisała do tej fantazji happy end? Eksperyment Rotha powiódł się znakomicie.
Ciotka Evelyn była zdumiona (albo taką udawała) niezdolnością moich rodziców do pojęcia, co dla chłopca w wieku Sandy’ego oznacza zaproszenie do Białego Domu, jaki wpływ na jego przyszłość może mieć fakt, że był gościem na przyjęciu w Białym Domu…
– Mnie nie imponuje twój Biały Dom! – krzyknął ojciec i rąbnął pięścią w stół, kiedy wymówiła nazwę „Biały Dom” po raz piętnasty. – Mnie obchodzi tylko to, kto w nim mieszka. A osoba, która teraz w nim mieszka, jest nazistą.
– Wcale nie! – zaprotestowała Evelyn.
– Może mi powiesz, że i Herr von Ribbentrop nie jest nazistą?
W odpowiedzi ciotka Evelyn nazwała ojca strachliwym, niewykształconym prowincjuszem o ciasnych horyzontach – na co on nazwał ją bezmyślną, łatwowierną karierowiczką – i przy stole rozpętała się awantura, w której strony podsycały nawzajem swoje wzburzenie, aż w końcu ciotka Evelyn powiedziała coś – coś stosunkowo łagodnego, o tym, za ile sznurków pociągnął rabin Bengelsdorf w sprawie Sandy’ego – co przekroczyło granice cierpliwości ojca, więc wstał od stołu i kazał jej się wynosić. Wymaszerował z kuchni, otworzył drzwi na schody i krzyknął do niej:
– Wynoś się! Wynocha! I nie wracaj! Nie chcę cię więcej widzieć w tym domu!
Ciotka nie wierzyła własnym uszom, tak samo jak my. Dla mnie zabrzmiało to jak żart z komedii Abbotta i Costello. Wynoś się, Costello. Jak nie umiesz się zachować, to wynocha stąd, i nie wracaj.
Matka wstała od niedopitej herbaty i poszła za ojcem do przedpokoju.
– Przecież to idiotka, Bess – mówił do niej ojciec. – Infantylna idiotka, która nic nie rozumie. Niebezpieczna idiotka.
– Proszę cię, zamknij drzwi – nalegała matka.
– Evelyn! – krzyknął ojciec. – Już! Natychmiast! Wyjdź!
– Nie rób tego – szepnęła matka.
– Czekam, aż twoja siostra wyniesie się z mojego domu.
– Z naszego domu – poprawiła go matka i wróciła do kuchni. – Ev, lepiej idź już, dla świętego spokoju.
Ciotka Evelyn siedziała z twarzą schowaną w dłoniach opartych na stole. Matka ujęła ją za ramię, podciągnęła na nogi i poprowadziła do drzwi, a potem zeszła z nią na dół, na zawnątrz domu. Nasza asertywna, tryskająca energią ciotunia wyglądała jak ofiara postrzału prowadzona na śmierć. Ojciec zatrzasnął drzwi.
– Jej się zdaje, że to bal – powiedział do mnie i do Sandy’ego, kiedy wyszliśmy do przedpokoju, by obejrzeć krajobraz po bitwie. – Jej się zdaje, że to zabawa. Byliście ze mną na kronice filmowej w kinie. Zabrałem was, chłopcy. Widzieliście na własne oczy.
– Tak – powiedziałem. Czułem się w obowiązku coś powiedzieć, ponieważ mój brat demonstracyjnie zamilkł. Ze stoickim spokojem znosił bezlitosny ostracyzm Alvina, ze stoickim spokojem zniósł kronikę filmową, a teraz ze stoickim spokojem znosił wygnanie swojej ulubionej ciotki – mając lat czternaście, już zaliczał się do rodzinnej plejady upartych mężczyzn, gotowych znieść wszystko, co trzeba.
– Ale to nie jest gra – ciągnął ojciec. – To jest walka. Zapamiętajcie sobie: to jest walka!
Znów powiedziałem tak.
– Wszędzie indziej na świecie…
Nagle ojciec urwał. Mama nie wróciła do domu. Miałem dziewięć lat i przestraszyłem się, że już nigdy nie wróci. Możliwe zresztą, że mój ojciec, który miał lat czterdzieści jeden, też się tego przestraszył – on, zahartowany przez trudy życia przeciwko wszelkim lękom, nie był wolny od lęku utraty ukochanej żony. Każdy ostatnio łatwo myślał o katastrofie, więc ojciec spojrzał na swoje dzieci, jakby już straciły matkę, zupełnie jak Earl Axman, gdy pani Axman dostała w nocy ataku nerwowego. Poszedł do stołowego, żeby wyjrzeć przez okno, a Sandy i ja za nim. Auto ciotki Evelyn nie stało tuż przy krawężniku. A mamy nie było widać ani na trotuarze, ani na ganku, ani w bocznej alejce, ani nawet po drugiej stronie ulicy – W piwnicy, gdzie ojciec pobiegł, nawołując ją po imieniu, też jej nie było. Ani u Seldona i jego matki. Jedli coś właśnie w kuchni, kiedy zapukaliśmy tam we trzech.
Ojciec zapytał panią Wishnow:
– Widziała pani Bess?
Pani Wishnow była potężną kobietą, wysoką i nieforemną, chodziła zawsze z zaciśniętymi pięściami i wierzyć mi się nie chciało W to, co opowiadał ojciec: że kiedy poznał ją i jej rodzinę w Trzecim Kwartale przed Wielką Wojną, pani Wishnow była wesołą, rozbrykaną dziewczynką. Teraz sprawowała obowiązki matki i głowy rodziny, a moi rodzice nie mogli się jej nachwalić za to, jak poświęca się dla Seldona. To, że jej życie jest walką, nie ulegało wątpliwości – wystarczyło spojrzeć na te zaciśnięte pięści. – A co się stało? – spytała ojca. – Nie ma u pani Bess? Seldon wstał od stołu, żeby się z nami przywitać. Od czasu samobójstwa jego ojca nabrałem do niego jeszcze większej awersji, do tego stopnia, że po lekcjach chowałem się w szkole, wiedząc, że czeka na mnie, żebyśmy razem wrócili do domu. I chociaż od szkoły dzieliła nas zaledwie jedna przecznica, rano schodziłem po schodach na paluszkach, o kwadrans za wcześnie, żeby przypadkiem się na niego nie natknąć. Ale i tak nigdy nie uniknąłem spotkania z Seldonem po południu, nawet jeśli byłem akurat na drugim końcu Chancellor Avenue. Matka mnie po coś wysyłała, a Seldon zawsze zjawiał się znienacka, jakby akurat tamtędy przechodził. Kiedy przychodził do nas na górę z zamiarem nauczenia mnie gry w szachy, udawałem, że mnie nie ma, i nie otwierałem drzwi. Jeżeli matka była akurat w domu, namawiała mnie zawsze, żebym zagrał z Seldonem, przypominając coś, o czym najmniej chciałem pamiętać: „Jego tata był doskonałym szachistą. Przed laty został mistrzem w okręgowym domu kultury. Nauczył Seldona grać w szachy, a teraz Seldon nie ma z kim grać, więc liczy na ciebie”. Tłumaczyłem jej, że nie lubię tej gry albo nie rozumiem zasad, ale w końcu nie miałem wyjścia: Seldon przychodził z szachownicą, siadaliśmy naprzeciwko siebie przy kuchennym stole i natychmiast zaczynała się – opowieść o tym, jak ojciec Seldona zrobił szachownicę i znalazł di); niej pionki z figurami. „Pojechał do Nowego Jorku, dokładnie wiedział, w których sklepach szukać, i znalazł idealne – piękne, co?!. i wykonane ze specjalnego drewna. A szachownicę tata zrobił sam,! Zdobył drewno, pociął na kwadraty – widzisz, jak się różnią te dwa kolory?” Miałem tylko jeden sposób na powstrzymanie nieustannego ciągu opowieści o jego przerażającym martwym ojcu: zasypać go gradem klozetowych dowcipów zasłyszanych w szkole.
Kiedy wracaliśmy do siebie na górę, ogarnęła mnie pewność, że teraz ojciec ożeni się z panią Wishnow i wkrótce wszyscy trzej sprowadzimy się do niej i Seldona z naszymi rzeczami, a ja już nigdy i w drodze do szkoły i z powrotem nie ucieknę od Seldona i jego usilnych prób znalezienia we mnie oparcia. Myślałem też o tym, że codziennie po powrocie do domu będę musiał chować kurtkę w tej samej szafie, w której ojciec Seldona się powiesił. Sandy będzie sypiał u Wishnowów w loggii, tak jak i u nas w domu po sprowadzeniu się Alvina, a ja wyląduję w pokoju od podwórza razem z Seldonem, obok sypialni, w której mój ojciec zajmie miejsce ojca Seldona, u boku jego matki ze stale zaciśniętymi pięściami.
Miałem ochotę pobiec natychmiast na róg ulicy, wsiąść do autobusu i zniknąć raz na zawsze. Dwadzieścia dolarów od Alvina wciąż trzymałem w bucie na dnie szafy. Wezmę te pieniądze, pojadę autobusem na stację Penn i kupię bilet w jedną stronę na pociąg do Filadelfii. Tam odnajdę Alvina i już nigdy nie wrócę do rodziny. Zostanę z Alvinem i będę się opiekował jego kikutem.
Mama zadzwoniła do domu, gdy położyła ciotkę Evelyn do łóżka. Rabin Bengelsdorf bawił akurat w Waszyngtonie, ale porozmawiał przez telefon z ciotką, a potem z moją mamą, zapewniając ją, że wie lepiej niż jej durny mąż, co leży, a co nie leży w interesie Żydów. Zachowanie Hermana wobec Evelyn, powiedział, nie pójdzie w niepamięć, zwłaszcza po tym, co on, Bengelsdorf, nie szczędząc trudu, uczynił dla siostrzeńca Evelyn na jej gorącą prośbę. Na koniec oznajmił mojej matce, że podejmie właściwe kroki w odpowiednim czasie.