Gwiazdka Z Nieba
- Автор: Куинн Джулия
- Язык: польский
- Жанр: Современные любовные романы
Электронная книга - «Gwiazdka Z Nieba». Краткое содержание книги:
Po siedmiu latach Victoria i Robert spotykają się niespodziewanie w domu pewnej arystokratki, gdzie ona jest guwernantką, on zaś mile widzianym gościem. Czy mimo urazy i gniewu, jaki żywią do siebie, a także dzielącej ich przepaści towarzyskiej, ich miłość może się odrodzić?
– Może trochę zaboleć – powiedział. Pogładziła go po policzku.
– Ty mnie nie skrzywdzisz.
– Nie chcę, ale… – Nie dokończył zdania. Wszedł w nią. Tylko odrobinę, ale czuł się tak cudownie, że zaniemówił.
– O Boże! – westchnęła Victoria.
On tylko mruknął. Na nic więcej nie mógł się zdobyć. Zmusił się, aby trwać nieruchomo, póki Victoria nie rozluźni mięśni. Było to niemal niemożliwe. Każdy nerw błagał o dostarczenie ulgi. Musiał zacisnąć zęby i włożyć wszystkie siły w to, żeby utrzymać swą żądzę na wodzy. Ale udało mu się.
A wszystko dlatego, że ją kochał. Miłość to zadziwiające uczucie.
Wreszcie wszedł w nią do samego końca i pozwolił sobie na dreszcz pełnej i skończonej rozkoszy.
– Teraz jesteśmy jednym – szepnął, odgarniając kosmyk włosów z jej czoła. – Ty i ja jesteśmy jedną osobą.
Pokiwała głową i wzięła głęboki oddech. Czuła się niezmiernie dziwnie. Była sobą, a jednocześnie kimś innym. Stanowili z Robertem jedno ciało. Nie umiała sobie tego za bardzo wyobrazić. To najdziwniejsze, a zarazem najbardziej naturalne uczucie, jakiego kiedykolwiek w życiu doświadczyła. Czuła, że dosłownie eksploduje, jeżeli on choćby drgnie. A mimo to pragnęła czegoś więcej.
– Boli cię? – zapytał szeptem. Pokręciła głową.
– To… To takie dziwne. Zaśmiał się.
– Będzie lepiej. Obiecuję.
– Nie jest źle – powiedziała, aby dodać mu otuchy. – Nie myśl, że…
Jeszcze raz się zaśmiał i przyłożył palce do jej ust.
– Ciii. Pokażę ci.
Zaczął się w niej poruszać.
Ona to wyczuła i odruchowo objęła go nogami.
– Och, Victoria – jęknął.
Powolutku narzucał rytm, a Victoria wtórowała mu, kierując się instynktem. Zaczęło w niej narastać jakieś niezwykłe napięcie. Nie wiedziała, czy to ból, czy rozkosz, ale w tej chwili było jej to obojętne. Wiedziała tylko, że dokądś dąży i jeżeli wkrótce tam nie dotrze, to na pewno stanie się coś strasznego.
A gdy nagle dotarła do celu, po raz pierwszy w życiu naprawdę zrozumiała, co oznacza pełne pojednanie się ze światem.
Robert przyśpieszył za nią, a potem znieruchomiał. Przez kilka minut żadne z nich nie było w stanie się odezwać.
Robert położył się na boku i pociągnął za sobą Victorię. Delikatnie pocałował ją w usta.
– Bardzo bolało? Pokręciła głową.
– Nie byłem za ciężki?
– Nie. Lubię czuć na sobie twój ciężar. – Zaczerwieniła się. – Dlaczego zamknąłeś drzwi na klucz?
– Co?
– Dlaczego zamknąłeś drzwi na klucz?
Odwrócił się, spojrzał na nią i zajrzał w niebieskie oczy pełne ciepła i troski.
– Pewnie z nawyku. Zawsze zamykam drzwi na klucz. Naprawdę. Nie chciałem się od ciebie odgradzać. – Na jego ustach pojawił się leniwy uśmiech. – Raczej lubię twoje towarzystwo.
Zachichotała.
– Właśnie to zademonstrowałeś.
Zrobił poważną minę.
– Już nigdy pomiędzy nami nie będzie żadnych zamkniętych drzwi. W naszym związku nie ma miejsca na żadne bariery. Ani na drzwi, ani na kłamstwa, ani na nieporozumienia.
Emocje ściskały jej gardło i nie była w stanie nic powiedzieć. Zdołała tylko skinąć głową. Objął ją i przysunął bliżej siebie.
– Nie wstajesz, co? Wiem, że jest środek dnia, ale moglibyśmy się przespać.
– Tak – odparła łagodnie. A potem wtuliła się w jego ramiona, zamknęła oczy i zapadła w spokojny sen.
20
Gdy Victoria obudziła się godzinę później, w odległości zaledwie kilku centymetrów od swojej twarzy ujrzała rozanieloną twarz Roberta. Leżał z głową opartą na łokciu. Domyślała się, że obserwował ją przez cały czas, gdy spała.
– Dzisiaj – oznajmił zadowolony – jest najlepszy dzień do zawarcia małżeństwa.
Była pewna, że się przesłyszała.
– Co takiego?
– Do zawarcie małżeństwa. Wzięcia ślubu. Mąż i żona.
– Ty i ja?
– Nie. Właściwie chodzi mi o te jeże z ogrodu. Muszą się połączyć świętym węzłem małżeńskim, bo od wielu lat żyją w grzechu. A ja dłużej tego nie zniosę.
Nie mogła powstrzymać się od śmiechu.
– Pomyśl – mówił dalej Robert – jak godne potępienia są te wszystkie nielegalnie żyjące ze sobą jeże. Ich rodzice rozmnażali się jak króliki. Albo może jak jeże.
– Robert, to poważna sprawa.
Z jego spojrzenia zniknęła wesołość i spojrzał jej prosto w oczy.
– Nigdy nie byłem poważniejszy niż teraz.
Milczała przez chwilę, dobierając odpowiednie słowa.
– Nie sądzisz, że dzisiaj to trochę za szybko? Małżeństwo to poważna sprawa. Musimy się głęboko zastanowić.
– Prawie o niczym innym nie rozmyślałem przez większą część minionego miesiąca.
Victoria usiadła i okryła nagie ciało.
– A ja nie. Ja jeszcze nie jestem gotowa do podjęcia takiej decyzji.
Jego twarz stężała.
– Trzeba było się zastanowić, zanim zapukałaś tu do drzwi.
– Wtedy myślałam tylko o tym…
– O czym? – zapytał ostro.
– Że zraniłam twoje uczucia – wyszeptała. – I chciałam…
W ułamku sekundy wyskoczył z łóżka. Położył ręce na biodrach i spojrzał na nią zagniewany, zapominając, że nie ma na sobie ani skrawka ubrania.
– Kochałaś się ze mną z litości? – krzyknął. – Nie!
– Spójrz na mnie! – polecił cierpkim tonem.
– Czy mógłbyś przedtem coś na siebie włożyć?
– Trochę za późno na skromność – burknął, ale podniósł bryczesy z podłogi i założył.
– Nie zrobiłam tego z litości – powiedziała, podnosząc w końcu wzrok. Chociaż zamiast w oczy patrzyła raczej na sufit, ściany, a nawet na stojący w kącie dzban. – Zrobiłam to, bo po prostu tego chciałam. I nie myślałam o niczym innym.
– Trudno uwierzyć, że ty, osoba wysoko ceniąca trwałość uczuć, zdecydowałaś się na krótki romansik.
– Nie myślałam o tym w ten sposób.
– A więc w jaki?
Spojrzała mu w oczy i dostrzegła jego rozterkę, którą próbował kryć pod gniewem. Zdała sobie wtedy sprawę, jak ważna jest dla niego jej odpowiedź.
– Nie myślałam głową – zaczęła łagodnie – tylko sercem. Spojrzałam w twoje okno. Wyglądałeś tak smutno…
– Już o tym raczyłaś wspomnieć – wtrącił z goryczą.
Zamilkła na chwilę, aby mógł dokończyć i kontynuowała:
– Nie chodziło tylko o ciebie. Również o mnie. Pewnie po prostu chciałam poczuć się kochana.
W jego oczach zaświtał promyk nadziei.
– Przecież jesteś kochana – powiedział gorąco, żarliwie sięgając po jej ręce. – I możesz tak się czuć do końca życia, jeżeli tylko sama sobie na to pozwolisz. Wyjdź za mnie.
Wyjdź za mnie, a uczynisz mnie najszczęśliwszym człowiekiem świata. Wyjdź za mnie, a znajdziesz spokój i zadowolenie. I… – dodał głosem zamieniającym się w szept: -… miłość. Bo z całą pewnością żaden mężczyzna nie kochał kobiety tak głęboko i szczerze, jak ja kocham ciebie.
Walczyła ze łzami cisnącymi się do oczu, ale wzruszyła się tak bardzo, że jej policzki szybko stały się mokre i słone.
– Robert – zaczęła, niepewna, co chce powiedzieć. – Od tak dawna nie…
– Przecież możesz być w ciąży – wtrącił. – Pomyślałaś o tym?
– Nie – przyznała, z trudem przełykając ślinę. – Ale…
– Wyjdź za mnie – powtórzył, coraz mocniej ściskając jej ręce. – Dobrze wiesz, że tak powinniśmy postąpić.
– Dlaczego tak do mnie mówisz? Przecież wiesz, jak nienawidzę, gdy próbujesz mi wmawiać, że czegoś chcę.