2586 kroków
- Автор: Пилипюк Анджей
- Язык: польский
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «2586 kroków». Краткое содержание книги:
I krok: To jedna z najlepszych polskich antologii. Bardzo dobrze, lekko napisana, pełna świetnych pomysłów, ciekawa i świeża. Obowiązkowa rzecz na każdej półce. (Tomasz Kleta, Avatarae)
II krok: 14 opowiadań zebranych w 1 książce to 13 różnych bohaterów, 14 niesamowitych historii, 14świetnych pomysłów i kilka godzin ciekawej lektury. (Piotr 'Szarik' Iwanicki, Playback)
III krok: Najlepsze ze zbioru – tytułowe 2586 kroków i Wieczorne dzwony – to najdojrzalsze i najlepiej dopracowane opowiadania grozy, urzekające mrocznym nastrojem, bazującym na lęku przed chorobą, godne porównań do klimatów twórczości E. A. Poe. (Małgorzata Koczańska, Fahrenheit)
Dalej kroczcie sami. Opowiadanie po opowiadaniu. Może dojdziecie do Czerwonej gorączki?
– Idzie jesień – spróbowałem nawiązać rozmowę.
– Idzie – westchnął Michalski. – Mówili ci już, że mi odbiło?
– Słyszałem. – Kiwnąłem głową. – Ale proszę się tym nie przejmować. Pańskie zasługi i tak zapewnią panu poczesne miejsce w podręcznikach historii.
Parsknął śmiechem. Rechotał jak świr, bijąc się dłońmi po udach.
– To ci się udało – powiedział. – Chcesz poznać moją wersję? Choć pewnie nie uwierzysz. Nikt nie chce wierzyć, brzmi to wszystko zbyt nieprawdopodobnie. Ale kto wie – spoważniał. – Może twój wujaszek byłby w stanie mnie stąd wyciągnąć?
– Z przyjemnością posłucham.
– Służyłem Polsce wiernie przez wiele lat. A teraz chcę wrócić do domu. Do Koblencji. Moja kamienica jeszcze stoi. Kto wie, może żyją jeszcze koledzy, z którymi grałem w piłkę… – zamyślił się.
– Koblencja leży w Rzeszy – zauważyłem.
– Widzisz, prawda jest taka, że jestem kimś zupełnie innym, niż się powszechnie uważa. To wszystko: imię, nazwisko, nawet i ten stopień wojskowy to blef.
– Nie rozumiem?
Jak na wariata, mówił spokojnie i konkretnie.
– Jestem oficerem Wehrmachtu w randze waszego kapitana. Chcę zostać uznany za jeńca wojennego i repatriowany do kraju pochodzenia. Chcę anulowania wszystkich stopni i odznaczeń, które otrzymałem w służbie Rzeczypospolitej…
– Jakim cudem jednocześnie mógł pan zostać oficerem Wehrmachtu i ukończyć w Polsce szkołę oficerską? – wysunąłem zastrzeżenie.
– Podchorążówkę w Modlinie, a potem Wyższą Szkołę Wojenną II Rzeczypospolitej – uzupełnił. – Nie kończyłem tamtych szkół – westchnął. – Naprawdę chcesz usłyszeć tę historię?
– Tak. Ale będę wyłapywał słabe punkty pańskiej wersji.
– Zgoda. – Wzruszył ramionami. – A zatem przejdźmy do początku… Od połowy lat trzydziestych my, Niemcy, szykowaliśmy się do wojny. Sytuacja nie wyglądała najlepiej, kraj był zdemilitaryzowany. Część broni nasi konstruktorzy tworzyli w biurach projektowych Związku Radzieckiego.
– Wiem o tym.
– Tam też szkoliły się przyszłe kadry naszej armii. Potem jednak stosunki uległy gwałtownemu ochłodzeniu. Ale szykowaliśmy się dalej. Rozwijaliśmy przemysł, stawiając fabryki, od razu przewidywaliśmy, że z czasem będą mogły przejąć produkcję zbrojeniową. Potem zaczęliśmy robić to jawnie… Wreszcie, byliśmy niemal gotowi. Mieliśmy uderzyć najpierw na Francje, a następnie scalić wszystkie odwieczne ziemie niemieckie. Jednak doszliśmy do wniosku, że groźniejsza będzie Polska i ona miała iść na pierwszy ogień. Ribbentrop poleciał do Moskwy podpisać pakt ze Stalinem…
– W drodze powrotnej jego samolot miał awarię i rozbił się pod Otwockiem – uzupełniłem. – Minister przeżył, skacząc ze spadochronem, ale zanim polskie służby zabezpieczyły kadłub, do wraku podkradł się chłop z pobliskiej wioski, ukradł pancerną kasetę z tekstem traktatu i tajnymi załącznikami, rozpruł ją w stodole, a że znał trochę rosyjski, skapnął się, co to jest i sprzedał papiery redakcji „Kuriera Warszawskiego”. O tym wie każde dziecko. Ale raczej pomija się fakt, że polski wywiad przewidział, jaki będzie finał tych rozmów i że samolot Ribbentropa został po prostu zestrzelony… – Uśmiechnąłem się. – Sam minister, skazany na dożywocie, zgnił potem w kamieniołomach.
– Wiesz dobrze, co było dalej. 27 sierpnia polski ambasador przybył do Kancelarii Rzeszy i złożył na ręce führera akt wypowiedzenia wojny. Przyjechał limuzyną, ale pozostawił ją na dziedzińcu, tłumacząc się awarią silnika. Opuścił budynek pieszo i złapał taksówkę. Godzinę i dwadzieścia minut później wybuchła podłożona przez niego walizkowa bomba atomowa… Eksplodowała akurat w chwili, gdy Adolf Hitler otwierał naradę sztabu generalnego. Polska armia, choć mobilizację przeprowadzono tylko częściowo, przekroczyła koło południa granicę…
– …zajmując w pasie przygranicznym ogromne składy broni, amunicji i surowców strategicznych, które Niemcy przygotowali przeciw Polakom – uzupełniłem znowu. – Tysiące czołgów, stojących na lawetach, samoloty na polowych pasach startowych… A wszystko to tylko częściowo obsadzone, bo ich załogi były dopiero w drodze na wyznaczone pozycje. Reszta musiała walczyć bez sztabu, bez wodza, pozbawiona zapasów strategicznych… Pierwszego września padł Berlin…
– A trzeciego września nad Renem Polacy po raz pierwszy trafili na próbę zorganizowanego oporu. Forpoczty Armii Poznań starły się z korpusem zmechanizowanym generała Guderiana i poniosły dość dotkliwe straty… Wtedy też do niewoli trafił podpułkownik Janek Michalski. – Generał skrzywił się, jakby zjadł cytrynę.
– Przebywał pan w niewoli kilkanaście dni. Dobrze pamiętam? – zaniepokoiłem się.
Kiwnął energicznie głową.
– Czwartego września Polska wypowiedziała wojnę Francji i Anglii, oskarżając je o niedotrzymanie umów sojuszniczych.
– Żabojady nie chciały umierać za Berlin – mruknąłem. – Za Paryż zresztą też im się nie bardzo chciało. Polska armia prawie nie natrafiła na opór.
– To zmieniło całą sytuację strategiczną, bo Francuzi pozwolili Niemcom wycofać niedobitki Wehrmachtu na swoje terytorium, chronione doskonale linią Maginota… Ale polskie wojska objechały umocnienia z jednej strony przez Belgię, z drugiej przez Szwajcarię i Guderian został rozbity w chwili, gdy usiłował wyprowadzić niedobitki swojej armii do Włoch – uzupełnił. – Może by i zdążył, ale Mussolini zaczął rozmowy pokojowe z Polakami i zamknął nam granicę przed nosem.
– I oswobodzono pana z niewoli.
– Wydawało im się, że uwalniają Michalskiego. – W oczach starca błysnął chłód. – Tymczasem on już dawno ziemię gryzł. W rzeczywistości to byłem ja, przebrany w jego mundur…
– I nikt się nie zorientował? – Uśmiechnąłem się pobłażliwie. – Oficer się odnalazł szczęśliwie, ale z niezrozumiałego powodu mówi wyłącznie po niemiecku…
– Znałem dobrze język polski, w młodości kilkanaście lat spędziłem w Gdańsku – odparował. – Chodziłem do szkoły z Polakami. Zresztą, wielu gdańszczan tak nie do końca wiedziało, jakiej są narodowości.
Milczałem przez chwilę, szukając luk. Już wcześniej słyszałem, że chorzy umysłowo potrafią być bardzo przekonujący…
– A niby po co Guderianowi byłaby potrzebna taka mistyfikacja? Powiesić Michalskiego – rozumiem, zamęczyć z czystej niemieckiej Schadenfreude, rozstrzelać. Ale po co pakować swojego agenta do polskiego sztabu generalnego w chwili, gdy wojna jest przegrana i nie ma żadnych szans na zwycięstwo?
– Część wojsk niemieckich i francuskich ewakuowała się przez port w Dunkierce na Wyspy Brytyjskie. Guderian wiedział o tym i liczył, że wcześniej czy później dojdzie do wojny z Wielką Brytanią albo Polska tak się uwikła na froncie wschodnim, że będzie można uderzyć z Włoch od południa, z północy dokonać desantu, otworzyć drugi front i… Wtedy, jako niemiecka wtyczka w polskim sztabie, mógłbym oddać nieocenione usługi swojej ojczyźnie. – Wyprężył pierś, a w jego oczach błysnęła duma.
– Tylko Churchill nie był taki głupi, by zadzierać z Polakami. Szczególnie po tym, jak na Londyn spadła ta bomba, która nie wybuchła. Internował wszystkich uchodźców, a potem podjął rozmowy pokojowe, więc w końcu nie doszło do desantu na Wyspy Brytyjskie.
– Tak więc nie mogłem im szkodzić, zwłaszcza że wojna na zachodnim theatrum się skończyła, a mnie wysłano na front wschodni. To co miałem robić? Przyznać się i iść do piachu, jak Michalski? Byłem oficerem, trwała wojna, walczyłem z bolszewikami. Może i po stronie Polaków, ale realizowałem plan naszego führera – ostateczne zniszczenie Związku Radzieckiego. Doszedłem do Irkucka, zanim mnie odwołano. Potem były misje w interesach Ligi Morskiej i Kolonialnej, wojna z Japończykami i francuskimi odwetowcami o Wietnam, korpus ekspedycyjny i tłumienie komunistycznej rewolty w Chinach, przewrót socjalistyczny w Etiopii… Jeździłem po całym świecie, gasząc nieustanne pożary. Aż starość dopadła mnie w Palestynie. Tam przynajmniej robota była taka, jaką sobie wymarzyłem: broniłem Palestyńczyków przed pogromami, polowałem na żydowskich terrorystów i pilnowałem, żeby nie zbudowali tam swojego wymarzonego Izraela. Robiłem to, co Hitler kazał, tyle tylko, że w polskim mundurze. A teraz… Cóż, Murzyn zrobił swoje, powinni pozwolić mi odejść. – Wpatrzył się apatycznie w przestrzeń.