Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Bez Pudła
Bez Pudła - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Bez Pudła

Электронная книга - «Bez Pudła». Краткое содержание книги:

Jack Reacher samotnie wędruje po kraju. Nie ma pracy, dokumentów, stałego adresu. Ale nigdy nie odwraca się od kogoś, kto prosi o pomoc. Teraz zaś pewna kobieta zwraca się do niego, bo potrzebuje wsparcia w nowej pracy.Czym się zajmuje? Ochroną wiceprezydenta Stanów Zjednoczonych. Przed ludźmi, którzy grożą mu śmiercią.I tak Reacher, zbrojny jedynie w szczoteczkę do zębów i ubranie, które ma na sobie, wkracza do niezwykle ekskluzywnego klubu w sercu waszyngtońskich kręgów władzy: siedziby amerykańskiej Secret Service. W grze o życie z upartymi biurokratami i tajemniczym bezwzględnym zabójcą musi wykorzystać swoją wrodzoną inteligencję, łajdacki urok i instynktowną skłonność do starannie kontrolowanej przemocy.Bez Pudła to kolejny thriller Lee Childa, błyskotliwa, romantyczna i trzymająca w napięciu opowieść o Jacku Reacherze, bohaterze twardym, fascynującym, brutalnym i obdarzonym iście zwierzęcym magnetyzmem.
1 ... 46 47 48 49 50 51 52 53 54 ... 102
Перейти на страницу:

– Doszliśmy do tego samego wniosku – dodała Neagley. – Zapewne wytłumiony, co oznacza MP5 SD6.

Bannon skinął głową.

– Ty jesteś jedną z byłych wojskowych, tak? W takim

razie widziałaś już MP5. Ja też. To broń wojskowa i paramilitarna. Używa jej policja, federalne oddziały szturmowe SWAT i podobne grupy.

Umilkł i rozejrzał się po twarzach zgromadzonych ludzi, jakby w jego słowach kryło się coś ważnego.

– A Minnesota? – spytała Neagley.

– Znaleźliśmy pocisk – odparł Bannon. – Przeczesaliśmy podwórze wykrywaczem metalu. Tkwił zagrzebany ponad dwadzieścia centymetrów w błocie, co odpowiada strzałowi z niewielkiego zadrzewionego wzgórza około stu dwudziestu metrów dalej na północ. Jakieś dwadzieścia pięć metrów wysokości.

– Jaki to pocisk? – spytał Reacher.

– Natowski, 7,62 milimetra.

Reacher skinął głową.

– Sprawdziliście go?

– Pod jakim względem?

– Ładunku miotającego. Bannon przytaknął.

– Był zmniejszony.

– Amunicja poddźwiękowa – mruknął Reacher. – Przy takim kalibrze to musiał być wytłumiony karabin snajperski Vaime Mk2.

– Także broń policyjna i paramilitarna – dodał Bannon. – Często dostarczana jednostkom antyterrorystycznym.

Ponownie rozejrzał się po sali, jakby czekał na komentarze. Nikt się nie odezwał, toteż sam przeszedł do rzeczy.

– Wiecie co?

– Co?

– Jeśli porównacie listy oficjalnych amerykańskich nabywców pistoletów maszynowych Heckler & Koch MP5 i karabinów Vaime Mk2, tylko jedna nazwa powtórzy się na obu.

– Jaka?

– Tajnych Służb Stanów Zjednoczonych. Secret Service.

W sali zapadła cisza, nikt się nie odezwał. Nagle usłyszeli pukanie do drzwi. Oficer dyżurny. Stał tam oparty o framugę.

– Właśnie przyszła poczta – oznajmił. – Powinniście to

zobaczyć.

* * *

Położyli ją na stole w sali konferencyjnej. Znajoma brązowa koperta, klejona, z metalowym zapięciem. Wydrukowana na komputerze samoprzylepna nalepka z adresem. Brook Armstrong, Senat Stanów Zjednoczonych, Waszyngton DC. Wyraźne czarne litery na białym tle, czcionka Times New Roman. Bannon otworzył teczkę i wyjął parę białych bawełnianych rękawiczek. Naciągnął je na prawą, potem lewą dłoń. Poprawił na palcach.

– Dostałem je z laboratorium – wyjaśnił. – To szczególne okoliczności. Nie chcemy używać rękawiczek lateksowych i zostawić własnych śladów talku.

Rękawiczki były dość grube, Bannon musiał przesunąć kopertę na skraj stołu, by ją podnieść. Przytrzymał jedną ręką, szukając czegoś, czym mógłby otworzyć list. Reacher wyjął z kieszeni ceramiczny nóż, otworzył go, podał rękojeścią do przodu. Bannon wsunął czubek ostrza pod klapkę. Pociągnął kopertę w tył, a nóż do przodu. Klinga przecięła papier jak masło. Agent oddał Reacherowi nóż, nacisnął krawędzie koperty, tak by się rozchyliła. Zajrzał do środka. Odwrócił ją i wytrząsnął coś na blat.

Była to pojedyncza kartka grubego białego papieru listowego. Prześliznęła się kawałek po błyszczącym blacie, po czym znieruchomiała. Na środku w dwóch linijkach, nieco ponad połową wysokości kartki, widniało pytanie, pięć słów, wydrukowanych znajomą prostą czcionką: Podobała się wam nasza demonstracja? Ostatnie słowo jako

jedyne przeszło do drugiej linii, co jeszcze podkreśliło jego znaczenie.

Bannon odwrócił kopertę, sprawdził znaczek.

– Znów Vegas – oświadczył. – Sobota. Są bardzo pewni siebie, prawda? Pytają, czy spodobała ci się demonstracja trzy dni przed jej urządzeniem.

– Musimy już ruszać – oznajmiła Froelich. – Startujemy o dziesiątej. Chcę, żeby Reacher i Neagley pojechali ze mną. Już tam byli, znają teren.

Stuyvesant uniósł rękę w niewyraźnym geście oznaczającym albo „w porządku”, albo „nieważne”, albo „nie zawracaj mi głowy”. Reacher nie potrafił określić, która z tych interpretacji jest prawdziwa.

– Chcę, żebyśmy spotykali się dwa razy dziennie – powiedział Bannon. – Tutaj. O siódmej co rano i może o dziesiątej wieczór.

– Jeśli będziemy w mieście – odparła Froelich. Wstała i ruszyła do drzwi. Reacher i Neagley wyszli za nią na korytarz. Reacher dogonił ją, trącił łokciem i popchnął w lewo, nie w prawo, w stronę jej biura.

– Przeszukaj bazę danych – szepnął. Zerknęła na zegarek.

– To trwa za długo.

– W takim razie zacznij teraz i niech sprawdza cały dzień.

– Bannon tego nie zrobi?

– Pewnie zrobi, ale zawsze warto sprawdzić samemu.

Przystanęła, potem odwróciła się i ruszyła w głąb piętra. Zapaliła lampę w pokoju, włączyła komputer. Baza NCIK miała bardzo skomplikowany interfejs przeszukiwania. Froelich wprowadziła hasło, kliknęła kursorem w pierwsze pole i wpisała: odcisk kciuka.

– Więcej szczegółów – poradził Reacher. – Przy czymś

takim otrzymasz miliony najzwyklejszych, niewinnych

spraw.

Froelich wróciła do pierwszego pola i napisała: odcisk kciuka + dokument + list + podpis.

– W porządku? – spytała.

Wzruszył ramionami.

– Urodziłem się, nim jeszcze wynaleziono ten sprzęt.

– Niezły początek – powiedziała Neagley. – Jeśli trze

ba, możemy uściślić to później.

Froelich kliknęła na „szukaj”. Twardy dysk zaszumiał, a pytanie zniknęło z ekranu.

– Ruszajmy – rzekła.

* * *

Przewiezienie zagrożonego wiceprezydenta elekta z Dystryktu Columbii do wielkiego stanu Dakota Północna okazało się skomplikowanym przedsięwzięciem. Wymagało ośmiu osobnych pojazdów Secret Service, czterech radiowozów, w sumie dwudziestu agentów i samolotu. Miejscowy wiec polityczny ochraniało dwunastu agentów, czterdziestu miejscowych policjantów, cztery radiowozy policji stanowej i dwie miejscowe jednostki z psami. Froelich przez cztery godziny koordynowała przez radio całą operację.

Suburbana zostawiła w garażu. Wykorzystała długą limuzynę town car z kierowcą, by móc skupić się na wydawaniu rozkazów. Reacher i Neagley siedzieli obok niej z tyłu. Razem wyjechali z Georgetown i zaparkowali przed domem Armstronga. Trzydzieści minut później dołączył do nich samochód artylerii i dwa suburbany. Kwadrans potem tuż pod namiotem zaparkował opancerzony cadillac. Następnie dwa radiowozy zablokowały ulicę z obu stron.

Miały włączone koguty. Wszystkie samochody ani na moment nie gasiły reflektorów. Niebo było ciemnoszare, padał lekki deszcz, nikt nie wyłączał silników, żeby nie stracić ogrzewania. Spaliny unosiły się w powietrzu i zbierały obok krawężników.

Czekali. Froelich rozmawiała z obstawą osobistą w domu, obsługą naziemną z bazy lotniczej Andrews. Rozmawiała z policjantami w radiowozach, słuchała raportów o ruchu przesyłanych z helikoptera. Pogoda sprawiła, że miasto było zakorkowane. Drogówka doradzała długi objazd dookoła centrum. Ludzie z Andrews meldowali, że mechanicy sprawdzili samolot i załoga już czeka. Obstawa osobista poinformowała, że Armstrong skończył poranną kawę.

– Ruszamy – poleciła Froelich.

Nie widzieli przejścia przez namiot, lecz Froelich na bieżąco wysłuchiwała relacji przez słuchawkę. Limuzyna odjechała od krawężnika. Jeden z suburbanów wyprzedził ją natychmiast i ustawił się za pierwszym radiowozem. Następna była artyleria, potem limuzyna Froelich, później drugi suburban i zamykający kawalkadę radiowóz. Cały konwój wyjechał na Wisconsin Avenue przez Bethesdę, oddalając się od bazy Andrews, następnie jednak skręcił w prawo i szybko zatoczył pętlę. Tymczasem Froelich połączyła się z Bismarck i sprawdzała szczegóły dotyczące przylotu. Zaplanowano go na godzinę 13:00. Chciała wszystko z góry ustalić, by móc się przespać w samolocie.

1 ... 46 47 48 49 50 51 52 53 54 ... 102
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)