Syreny z Tytana [The Sirens of Titan - pl]
- Автор: Воннегут Курт
- Год: 1992
- Язык: польский
- Год: Batax
- ISBN: 9788386133147
- Переводчик: Jolanta Kozak
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Syreny z Tytana [The Sirens of Titan - pl]». Краткое содержание книги:
Z podestu przed rezydencją Rumfoord wkroczył na łuk, biegnący okrakiem ponad grzebieniem bukszpanowego żywopłotu. Łuk przechodził w pomost długości dziesięciu stóp, który sięgał pnia czerwonego buka. Średnica pnia wynosiła cztery stopy. Do pnia przyśrubowane były pozłacane klamry.
Rumfoord przywiązał Kazaka do najniższej z klamer, po czym wspiął się po pozostałych i zniknął z pola widzenia, jak diabeł w tabakierce.
Zaszyty w koronę drzewa, przemówił.
Jego głos niósł się jednak nie z korony drzewa, lecz z rozmieszczonych na murach trąb anielskich.
Tłum oderwał wzrok od liściastej korony drzewa i wpił się nim w najbliższe głośniki.
Tylko Be, Chrono i Tułacz z Kosmosu nadal spoglądali w górę, ku miejscu, gdzie rzeczywiście znajdował się Rumfoord. Działali nie tyle pod wpływem poczucia realizmu, co pod wpływem zażenowania. Spoglądając w górę, członkowie tej małej rodziny unikali patrzenia na siebie wzajemnie.
Żadne z trójki nie miało najmniejszego powodu, by się cieszyć z ponownego spotkania.
Be nie czuła najlżejszej inklinacji do cherlawego, brodatego, uszczęśliwionego bubka w kanarkowych kalesonach. Marzył jej się raczej postawny, gniewny, nieprzejednany wolnomyśliciel.
Chłopiec Chrono potraktował brodacza z jawną wrogością, jak intruza, który zamierza zniszczyć subtelne więzy łączące go z matką. Chrono ucałował talizman, życząc ojcu — jeśli istotnie był to jego ojciec — żeby go natychmiast szlag trafił.
A sam Tułacz z Kosmosu — choć szczerze się starał — nie zdołał dostrzec w tej chmurnej, wrogiej parze niczego, co wybrałby sobie z własnej i nieprzymuszonej woli.
Zupełnie przypadkowo wzrok Tułacza spotkał się z jedynym dobrym okiem Be. Należało coś powiedzieć.
— Co słychać? — powiedział Tułacz z Kosmosu.
— A co u ciebie? — powiedziała Be.
Oboje znów spojrzeli w górę, na koronę drzewa.
— O szczęśliwi, upośledzeni bracia — obwieścił głos Rumfoorda. — Podziękujmy Bogu, Bogu, który ceni sobie nasze dzięki tak jak potężna rzeka Missisipi ceni sobie kroplę dżdżu, że nie jesteśmy jak Malachi Constant.
Tułacza z Kosmosu lekko rozbolał kark. Zniżył wzrok. Spojrzenie jego przykuła długa, prosta pochylnia, biegnąca w niezbyt wielkim oddaleniu od miejsca, w którym stał. Spojrzenie Tułacza podążyło wzdłuż pochylni.
Pochylnia kończyła się u stóp najwyższej wolno stojącej drabiny na Ziemi. Drabina także pomalowana była na złoto.
Spojrzenie Tułacza, z Kosmosu wspięło się po drabinie aż do maleńkich drzwiczek ustawionego na szczycie kolumny statku kosmicznego. Tułacz zastanowił się, czy jest na świecie człowiek, który miałby dość odwagi lub powodów, aby wspiąć się po tak zawrotnej drabinie do tak maleńkich drzwiczek.
Tułacz z Kosmosu ponownie spojrzał na tłum. Może gdzieś tam, wśród tłumu jest Stony Stevenson. Może Stony czeka na koniec spektaklu, żeby dopiero wtedy ujawnić się swemu najlepszemu i jedynemu przyjacielowi z Marsa.
Rozdział 11
Dlaczego nienawidzimy Malachiego Constanta?
„Niech mi pan wymieni jedną dobrą rzecz, którą pan zrobił w swoim życiu”.