Gra Z Fortuną
- Автор: Стил Даниэла
- Язык: польский
- Жанр: Современные любовные романы
Электронная книга - «Gra Z Fortuną». Краткое содержание книги:
Nie wiedziała, która mogła być godzina, kiedy zadzwonił telefon. Z zaskoczeniem spojrzała na zegar, była piąta rano. Pomyślała, że to może Tana, może jej przyjaciel nie żyje… Drżącą dłonią podniosła słuchawkę i w pierwszej chwili nie rozpoznała kogoś, kto przedstawił się jako John.
– John?
– John York. Mąż Anny. Jesteśmy w Palm Beach.
– Och. Tak, oczywiście. – Nadal była zupełnie odrętwiała, emocje nocy nie opadły z niej jeszcze. Odstawiła buteleczkę z tabletkami i zaczęła słuchać uważniej. Nie mogła zrozumieć, dlaczego dzwonili do niej, ale John York szybko jej to wyjaśnił.
– Chodzi o Artura. Ann uważała, że powinienem do pani zadzwonić. On miał atak serca.
– O, mój Boże. – Poczuła, że serce wali jej jak młot i nagle zaczęła płakać do telefonu. – Jak on się czuje? Czy on… czy…
– Teraz czuje się lepiej. Ale przez chwilę nie było z nim za dobrze. To się stało kilka godzin temu i nadal jego stan jest krytyczny, dlatego Ann uważała, że powinienem zadzwonić.
– O, mój Boże… o, Boże…
Ona próbowała sobie właśnie odebrać życie, podczas gdy Artur omal nie umarł. Co by było, gdyby… zadrżała na myśl o tym.
– Gdzie on teraz jest?
– W szpitalu Mercy. Ann pomyślała, że może zechce pani przyjechać.
– Tak, oczywiście.
Skoczyła na równe nogi, nadal trzymając słuchawkę. Sięgając po ołówek, straciła butelkę z tabletkami. Potoczyła się po podłodze. Stała patrząc na nią. Znowu była sobą. To, co chciała zrobić, było nie do pomyślenia. On jej potrzebował. Dzięki Bogu, że tego nie zrobiła.
– Podaj mi szczegóły, John. Złapię najbliższy samolot.
Zapisała nazwę i adres szpitala, numer pokoju, w którym leżał, zapytała czy czegoś potrzebują. W chwilę później odłożyła słuchawkę i zamknęła oczy, myśląc o nim. Kiedy je otworzyła, po policzkach spływały już łzy. Myślała o Arturze i o tym, jak to mogło się skończyć.
ROZDZIAŁ DZIESIĄTY
Następnego dnia w południe Harrison Winslow wysłał po Tanę samochód, po czym razem poszli na lunch do Trader Vic's. Panowała tam cudowna atmosfera, jedzenie było znakomite. Doradzono mu to miejsce w hotelu. Czuł się wspaniale w jej towarzystwie, nawet aż za dobrze. Gawędzili o Harrym i innych sprawach. Duże wrażenie zrobiła na nim jej inteligencja. Opowiedziała mu o Freemanie Blake'u i przyjaciółce, która umarła, o Miriam, której wpływowi zawdzięcza to, że zaczęła studiować prawo.
– Mam nadzieję, że mi się uda. Jest jeszcze trudniej, niż się spodziewałam. – Uśmiechnęła się.
– I naprawdę uważasz, że Harry mógłby coś takiego robić?
– On może robić wszystko, na co ma ochotę. Kłopot w tym, że wolałby raczej się bawić. – Zaczerwieniła się, a on roześmiał się.
– Masz rację. On lubi się zabawiać. Uważa, że to jest dziedziczne. W rzeczywistości, kiedy miałem tyle lat co on, byłem znacznie poważniejszy. Dla mojego ojca edukacja miała bardzo istotne znaczenie. Napisał nawet dwie książki z zakresu filozofii.
Rozmawiali jeszcze przez jakiś czas. Były to najprzyjemniejsze chwile, jakie Tana spędziła od bardzo długiego czasu. Wreszcie spojrzała z poczuciem winy na zegarek i w pośpiechu udali się do szpitala. Zanieśli Harry'emu torebkę ciasteczek szczęścia. Tana nalegała, żeby zanieść mu drinka. Przynieśli więc ogromnego „Skorpiona” z pływającą na wierzchu gardenią. Pociągnął dużego łyka i zachichotał.
– Ja też wam życzę Wesołych Świąt.
Ale Tana wyczuwała, że nie jest specjalnie zadowolony, że tak łatwo zaprzyjaźniła się z jego ojcem. Kiedy wreszcie ojciec wyszedł z pokoju i zszedł na dół, by gdzieś zadzwonić, popatrzył na nią.
– Iz czego jesteś taka zadowolona?
To dobrze, że był wściekły, nie miała nic przeciwko temu. Dzięki temu szybciej wróci do życia.
– Wiesz, co o nim myślę. Nie daj mu się zwieść.
– On wcale taki nie jest. Nie byłoby go tutaj, gdyby mu na tobie nie zależało. Nie bądź taki uparty i daj mu szansę.
– O, Chryste. – Gdyby mógł, wyszedłby z pokoju i trzasnął drzwiami. – Co to za kompletne bzdury. I taki kit ci wciska?
Nie mogła mu powiedzieć wszystkiego, czego dowiedziała się od Harrisona, nie miała do tego prawa. Ale zdawała sobie sprawę, co on czuje do swojego syna, i była przekonana o jego szczerości. Syn stawał mu się coraz bliższy, zwłaszcza teraz; marzył, by Harry postarał się być wobec niego trochę bardziej szczery.
– To równy facet. Daj mu szansę.
– To stary sukinsyn, nienawidzę jego pewności siebie.
Gdy mówił te słowa, do pokoju wszedł Harrison Winslow, w samą porę by usłyszeć to zdanie. Tana zbladła. Cała trójka wymieniła między sobą spojrzenia. Harrison szybko ją uspokoił.
– Nie po raz pierwszy to słyszę. I z pewnością nie po raz ostatni. Harry odwrócił się, by warknąć na niego.
– Dlaczego, do diabła, nie pukasz?
– Przeszkadza ci to, że słyszałem? I co z tego? Mówiłeś mi to już przedtem, prosto w twarz. Czy teraz wolisz to robić dyskretniej? A może zabrakło ci odwagi?
Głos starszego mężczyzny zabrzmiał ostro, a oczy Harry'ego rozbłysły nieprzyjaznym ogniem.
– Wiesz, co o tobie myślę. Nie było cię przy mnie nigdy, kiedy cię potrzebowałem. Zawsze jakimś cudem okazywało się, że jesteś z panienką, w jakimś kurorcie albo na szczycie góry, czy z przyjaciółmi… – Odwrócił się do niego tyłem. – Nie chcę o tym rozmawiać.
– A jednak chcesz. – Przysunął sobie krzesło i usiadł. – I ja także chcę. Masz rację, nie było mnie przy tobie, ale ciebie nie było także. Wolałeś życie w szkolnych internatach, ilekroć próbowałem się do ciebie zbliżyć, zachowywałeś się jak cholerny, rozpuszczony smarkacz.
– A dlaczego miałem nim nie być?