Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Prawie idealnie». Краткое содержание книги:

Maddy, Christiane i Amy cieszą się z nowiny, że ich przyjaciółka z college’u napisała bestsellerowy poradnik „Jak wieść idealne życie”. Okazuje się, ku ich oburzeniu, że wykorzystała je jako przykłady kobiet, którym strach zniszczył życie. Szybko jednak zdają sobie sprawę, że miał rację. Zawierają między sobą umowę, że stawią czoło swoim lękom i w kilka miesięcy pokażą, na co je stać.
Maddy była najbardziej barwna i szelmowska spośród trójki dziewczyn. Uzdolniona plastycznie, zrezygnowała z marzeń o karierze artystycznej. Przyjmuje propozycje pracy na młodzieżowym letnim obozie sztuki. Dyrektorem obozu jest jej dawna szkolna miłość Joe, któremu Maddy złamała serce. Jego wściekłość nigdy nie osłabła. Podobnie jak namiętność i ich wzajemne uczucie…
Prawie idealnie to zabawna, ciepła i pełna uroku komedia romantyczna, która otwiera „trylogię idealną”.
1 ... 45 46 47 48 49 50 51 52 53 ... 58
Перейти на страницу:

Poczuł się nieswojo, jakby jakieś zimno na karku, szósty zmysł ostrzegał go o niebezpieczeństwie. Zdecydowanie coś tu szwankowało. Albo może Derrick miał rację – może widział duchy przeszłości. Może.

– Nie wierzę, że kolejny turnus rozpoczął się i już skończył. Siedząc na skraju patio za biurem, Maddy gapiła się na gwiazdy.

– Dziwne uczucie, nie? – Joe klapnął obok niej i wyciągnął piwo. – Proszę.

– Dzięki. – Otworzyła puszkę z przyjemnym sykiem, a potem szybko wypiła, nim piana zdążyła wycieknąć bokiem. – Ach! Nigdy nie myślałam, że piwo może tak dobrze smakować.

Joe pociągnął długi łyk ze swojej puszki i westchnął głośno:

– Abstynencja sprawia, że kubeczki smakowe stają się czulsze. Siedzieli spokojnie, patrząc, jak świetliki błyskają w obozie.

Światło biło z różnych chatek, gdzie opiekunki spędzały ostatnią noc, bo następnego ranka miały wyjechać. Z Chaty Wodza dobiegł ich śmiech. Przez siatkę w oknach Maddy widziała sylwetki koordynatorek. Przeleciała poduszka i uderzyła kogoś w głowę. Rozległo się więcej śmiechów.

Maddy rozpromieniła się.

– Już wiem, co mi to przypomina.

– Co takiego? – Objął ją.

– Ostatnie dni w college’u. – Ułożyła się wygodnie w jego objęciach. – Zajęcia się skończyły i nie było powodu, żeby dłużej tam siedzieć, ale zostajesz razem z ludźmi, którzy stanowili tak wielką część twojego życia. Nagle zdajesz sobie sprawę, że nie masz powodu, żeby widywać ich codziennie. Wszystko w tobie skacze: od podniecenia, bo wreszcie, hura, szkoła się skończyła i można zacząć prawdziwe życie, do płaczu, bo, o mój Boże, nie będziesz już więcej codziennie widywać przyjaciół.

– Zmiany zawsze są trudne – powiedział cicho.

– Aha – westchnęła, ciesząc się, że nie wyjeżdża jutro razem z innymi.

Miała cały miesiąc, żeby pobyć z Joem, nim przyjedzie jego przyjaciel Derrick. Mnóstwo czasu, żeby popracować nad tym, co chciała mu powiedzieć, gdy tylko będą mieli obóz dla siebie. To był najlepszy moment, żeby przygotować grunt.

– Bardzo trudno jest powiedzieć do widzenia, ale czasem trzeba. Jeśli więzy są dość mocne, wszystkie obietnice, że będzie się utrzymywać kontakt, naprawdę się sprawdzają.

– Tak?

– Amy, Christine i mnie się udało. Trzy z czterech, niezły wynik.

– A co z czwartą współlokatorką?

– Ach, to Jane Redding.

– Ta z porannego programu? – odsunął się zaskoczony.

– Aha.

– Nigdy mi o tym nie mówiłaś. – Przysunął się do niej znowu i przytulił ją. – Więc co się z nią stało?

– Stała się bogata i sławna i straciłyśmy z nią kontakt.

O rety, pomyślała. To nie był najlepszy sposób, żeby przygotować grunt pod pytanie, co by powiedział, gdyby przyjęła propozycję Sylvii i pojawiła się w wiosennym katalogu.

– Ale nie musiało się tak stać. Mogłybyśmy nadal być blisko, gdyby Jane trochę się wysiliła.

– Związki na odległość są trudne. – Urwał. – Hm, nie wiem, czy zdecydowałbym się na taki.

Dlaczego to powiedział, zastanawiała się. A tak, Janice. Kobieta, z którą się spotykał, kiedy był jeszcze w wojsku. Ta, z którą chciał się ożenić, dopóki nie zrozumiał, że ona ceni karierę bardziej niż rodzinę. Właśnie przed takimi problemami staną z Joem, jeśli ona zdecyduje się na karierę i potem będzie musiała podróżować, żeby coś z tego wyszło, prawda?

Z Chaty Wodza dobiegł głos Carol przebijający się ponad innymi. Wołała, żeby się uciszyły. Maddy zerknęła w ich stronę. Siatka skrywała postaci w środku, ale widać było, że wznoszą toast. Tanie wino, papierowe kubeczki i obietnice.

Które z nich zostaną spełnione?

– Zawsze zastanawiałam się, czy tak samo jest z facetami, gdy muszą się żegnać?

Zaśmiał się.

– Mamy własne sposoby. Ogólnie rzecz biorąc, niezbyt wylewne.

– Serio? – Przechyliła głowę, żeby spojrzeć mu w twarz. – A co z ostatnim dniem w szkole komandosów? Wyobrażam sobie, że było tam dużo emocji.

Na jego twarz wypłynął uśmiech. Uwielbiała jego uśmiech – mięśnie twarzy poruszały się wtedy tak po męsku.

– To było… mocne przeżycie. Śmiejąc się, pocałowała go w policzek.

– Nie wątpię.

– A skoro o tym mowa… – Zagapił się w puszkę piwa. – Dzwonił dziś Derrick.

– Tak? – Zmarszczyła brwi, słysząc bezbarwny ton. – Coś się stało?

– Nie. W żadnym razie. Właściwie nie mogłoby być lepiej. Hm, sprzedał ofertę dla całej firmy.

– Serio? – Natychmiast pojawiła się w niej troska i radość. To cudownie dla Joego, ale co to znaczy dla niej? – Rety, to… super.

Zaśmiał się, przez co ona jeszcze bardziej zmarszczyła brwi.

– Co cię tak bawi?

– Nic. – Upił łyk piwa. – Nie znam jeszcze szczegółów, ale przyjedzie wcześniej, żebyśmy wzięli się do budowania toru przeszkód.

– De wcześniej? – Odwróciła się twarzą do niego.

– Będzie tu za jakieś dwa tygodnie.

– Ale…

– Wiem. – Zabrał rękę z ramienia Maddy i ujął jej dłoń. – Twoja wystawa w Taos. To nie będzie miało żadnego wpływu. Obiecuję. Powiem tylko Derrickowi, żeby zajął się sobą, kiedy my wyjedziemy.

– Chcesz tak zrobić? Właśnie rozmawialiśmy, jacy ważni są przyjaciele, a wiem, że nie widzieliście się prawie od dwóch lat. Nie chcę wam przeszkadzać.

– Maddy… – zaśmiał się. – Nie zamierzam przegapić twojej wystawy.

– Dobrze. – Uścisnęła jego dłoń. – Naprawdę chcę, żebyś tam był.

– Wiesz… – zaczął ostrożnie, zabierając myśli i odwagę. – Trochę mnie zaskoczyło, że masz tylko jedną wystawę.

– Tak? – Poruszyła się gwałtownie.

– Aha. – W jego głowie rozdzwonił się alarm. Zdecydowanie coś było nie tak. – Zrobiłaś taką furorę na wystawie u Sylvii, więc spodziewałem się, że sprawy będą się szybciej rozwijać.

– Ach. No wiesz. – Wzruszyła ramionami, jakby to wszystko wyjaśniało.

Zmarszczył czoło.

– Co to miało znaczyć?

– Nic. – W jej głosie pojawiła się irytacja.

– Ale wszystko w porządku, prawda?

– Jasne. – Skrzywiła się do puszki.

– Po prostu zauważyłem, że nie pracujesz za dużo nad obrazami, więc się zastanawiałem…

– Wszystko jest w porządku, naprawdę. – Spojrzała błagalnie. – Możemy porozmawiać na inny temat?

„Cholera!”. Było gorzej, niż myślał. Ale na szczęście ukrywała tylko swoje rozczarowanie. Potarł palcem kostki jej dłoni.

– W porządku, Maddy. Czasem potrzeba więcej czasu, niż się spodziewaliśmy, aby osiągnąć to, czego pragniemy. Ale to nie znaczy, że marzenia się nie spełnią.

– Nie jestem taka pewna, Joe. Chcę… – zawahała się, a potem zacisnęła mocno rękę. – Od tygodni czekałam, żeby ci powiedzieć, że… naprawdę bardzo chcę, żeby coś z tego wyszło.

– Z tego? – W jego głowie wszystko zawirowało. Co miało znaczyć owo „to”?

– Chcę tu zostać i… poświęcić swój czas. Nie muszę robić zawrotnej kariery, wystarczy coś małego i satysfakcjonującego. To mi wystarczy, przysięgam. Chcę tylko mieć szansę, aby coś z tego wyszło.

1 ... 45 46 47 48 49 50 51 52 53 ... 58
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)