Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Krew Manitou
Krew Manitou - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Krew Manitou

Электронная книга - «Krew Manitou». Краткое содержание книги:

Zdecydowanie pierwsze słowo jakie ciśnie się na usta kiedy słyszymy nazwisko Grahama Mastertona to Manitou. Również dla mnie jest to jedna z tych powieści, które otworzyły przede mną świat literackiej grozy i pokazały mi, że czasem można bać się zwykłej kartki papieru, pokrytej niepozornymi plamkami tuszu… Czy zatem może dziwić fakt, że Mistrz, świadomy wartości tamtej powieści, pokusił się o kontynuację swojego najlepszego dzieła?
Harry Erskine, po śmierci Śpiewającej Skały, ponownie wiedzie żywot prowincjonalnego wróżbity, stopniowo coraz mniej dowierzając własnej pamięci, zwłaszcza jeśli chodzi o wydarzenia związane z walką z Misquamacusem. Nic nie wskazuje na to, aby w jego życiu znów miały pojawić się zdarzenia ścinające krew w żyłach, ale los wydaje się szykować kolejną niespodziankę. Jakże wielkie musiało być zdziwienie Harrego, kiedy okazało się, że za epidemią wampiryzmu szalejącą w Nowym Jorku, stoi jego największy koszmar senny – szaman Misquamacus, tym razem sprzymierzony z samym Księciem Ciemności – wampirem Draculą. Na szczęście Śpiewająca Skała również tym razem przybędzie, aby wesprzeć przyjaciela w walce z demonami ciemności.
Muszę przyznać, że Harry Erskine jest jedną z moich ulubionych postaci w książkach Mastertona. Życiowy nieudacznik, którego okrutny los stawia przed trudnymi wyzwaniami, stawia im dzielnie czoła z podziwu godnym uporem. Jak wypadła kontynuacja najlepszej do tej pory powieści Grahama? Z przykrością muszę odnotować, że wpisuje się ona niestety w szereg powieści wypluwanych seryjnie przez tego autora na zamówienie. Owszem znajdziecie tu ciekawe, barwne opisy, wartką akcję, ale już fabuła i pomysł aby połączyć europejskie wampiry z pradawną indiańską magią wywołuje jedynie uśmiech politowania na twarzy miłośnika horroru. Niestety, bo saga Manitou zasługuje chyba na lepszą kontynuację. Do plusów zaliczyłbym z pewnością niezwykłą plastyczność opisów. Matsterton przyzwyczaił nas do tego, że z wielką łatwością posługuje się słowem, tworząc barwne indywidualności, niemalże żyjące własnym życiem na kartach książki. Z przyjemnością spotkałem ponownie Erskina czy Śpiewającą Skałę. Warto sięgnąć po tę książkę, jeśli prawdziwą estymą darzysz pierwsze powieści Mastertona – pamiętaj jednak, że jak wiele powieści tego autora to jedynie miła rozrywka na jeden wieczór. Po jej przeczytaniu pewnie do niej nie wrócisz, ale miły smak krwi w ustach z pewnością będzie towarzyszył lekturze.
1 ... 45 46 47 48 49 50 51 52 53 ... 79
Перейти на страницу:

– Jeżeli tak często burzono budynki, to trumny nie mogły być schowane w magazynie ani na strychu. Bardzo szybko by je wtedy znaleziono.

– Myślisz więc, że to była piwnica? – zapytał Gil, nie otwierając oczu.

– Piwnica, piwniczka na wino, może burzowiec. W każdym razie pod ziemią. Tak sądzę. Nawet kiedy burzono konstrukcję naziemną, piwnica powinna pozostać nienaruszona.

Frank wstał z krzesła, podszedł do kanapy i usiadł obok mnie. Wpatrywał się długo w mapę i hamował kaszel.

– Co to jest? – powiedział w końcu. – Kościół Świętego Stefana?

– Tak – potwierdziła Jenica. – Rumuński kościół prawosławny pod wezwaniem Świętego Stefana przy Cedar Street. Otwarto go w tysiąc dziewięćset szesnastym roku, lecz ponieważ stał tuż przy World Trade Center, kiedy zawaliła się południowa wieża, został całkowicie zniszczony.

– Pamiętam, oczywiście, widziałem w telewizji. Ulice na tej mapie tak się różnią od dzisiejszych, że z początku się nie zorientowałem, że to ten sam kościół. Ale „święty Stefan”… to dziwne.

– Co jest dziwne?

– W moim śnie widziałem dziadka. Siedział w starym czarnym mercurym marquisie, tyle że przerobionym na karawan. Zauważyłem, że włosy dziadka świeciły jak aureola i pomyślałem: Boże, on wygląda jak święty.

– To było w tym śnie z Susan Fireman? Kiedy próbowała pana przekonać, żeby wszedł pan do lustra?

Frank zakaszlał i odchrząknął.

– Tak, ale zaczynam sądzić, że to wcale nie był sen. To było coś bardziej przypominającego trans hipnotyczny. Susan Fireman była w mojej głowie, jak hipnotyzer. Przywoływała moje wspomnienia z dzieciństwa, abym uważał, że wszystko jest w porządku i nie ma się czym martwić. Mógłbym przejść przez lustro, umrzeć, zamienić się w strigoi i wszystko byłoby wspaniale. To wyglądało jak mój świat, było jednak całkowicie pod jej kontrolą.

– Nie nadążam – mruknąłem.

– Wszystko w tym śnie miało określone znaczenie. Plaża, lustro… wszystko. Co robił tam mój dziadek? Dlaczego siedział w karawanie? Dlaczego miał aureolą? Im bardziej się nad tym zastanawiam, tym bardziej jestem przekonany, że Susan Fireman próbowała mi coś pokazać. Moje wspomnienia, ale jej znaczenia. Spotkasz kogoś starszego, będziesz go szanować tak samo, jak szanowałeś dziadka, i pokochasz go.

– Pański dziadek wyglądał jak święty… – Jenica pokiwała głową, jakby zaczynała rozumieć, do czego Frank dąży. Była znacznie dalej niż ja. – Jak dziadek miał na imię?

– W tym właśnie rzecz. Stephen.

– A więc widział pan we śnie Stephena, który wyglądał jak święty i siedział w karawanie?

– Zgadza się.

– Czy w karawanie leżała trumna?

Frank zamknął oczy i przez chwilę się zastanawiał.

– Tak… tak, była. Duża, szara, metalowa. Była jednak bardzo poplamiona i skorodowana, jakby leżała całe wieki pod ziemią.

– Leżały wokół niej kwiaty?

– Nie, nie było kwiatów, ale coś było wokół niej owinięte Coś jakby gałęzie… srebrne i zielone, tyle że błyszczały i mogę przysiąc, że się ruszały.

– Węże – mruknęła Jenica.

– Węże? – zdziwiłem się.

– Oczywiście. Ta młoda strigoica próbowała nakłonić Franka, aby dołączył do niej tam, gdzie ukrywają się strigoi, prawda? Myślała o tym tak intensywnie, że jej myśli pojawiły się w śnie Franka, transie czy co to tam było, w każdym razie pojawiły się tak, jak zawsze myśli pojawiają się w snach: jako symbole, zagadki.

– Więc dziadek Franka wyglądał jak święty? – W dalszym ciągu niewiele rozumiałem. – A święty szukał trumny ze Zbieraczem Wampirów w środku.

– Tak, ale „święty” Stephen. Święty Stefan to nie człowiek, lecz budynek. To rumuński kościół prawosławny Świętego Stefana.

– Przecież jedenastego września został zrównany z ziemią.

– Zgoda, ale może lochy pod nim pozostały nietknięte.

– Czy twój ojciec przeszukiwał kiedykolwiek kościół Świętego Stefana? – spytałem Jenicę. – Wygląda na to, że to jedno z pierwszych miejsc, w jakie powinien się udać. Zwłaszcza że to tylko trzy przecznice od Redding’s Department Store.

– Oczywiście. Szukał tam w latach sześćdziesiątych, pod pretekstem, że studiuje architekturę. Niestety, niczego nie znalazł. Wspomniał mi o tym, kiedy Święty Stefan został zniszczony. Powiedział, że próbował tam szukać ponownie w latach siedemdziesiątych, gdy zobaczył w telewizji film dokumentalny o budowie World Trade Center. Pokazano w nim kopanie fundamentów i ojciec zauważył, jak miękka jest tam ziemia, co wcale nie było dziwne, bo na tamtejszych terenach składowano kiedyś odpady i kopało się tam bardzo łatwo. Pamiętam, jak się zastanawiał, czy Święty Stefan ma może lochy pod lochami, jak niektóre stare kościoły w Transylwanii i na Wołoszczyźnie. Pod większością z nich budowano tunele i katakumby, biegnące głęboko pod Karpatami. Za czasów imperium otomańskiego ukrywano tam kosztowności i dzieła sztuki. Ojciec poprosił władze kościelne o zezwolenie na poszukiwania, ale ponieważ wiedziano z prasy, że zamierza szukać strigoi, odmówiono mu. Zwierzchnik Kościoła prawosławnego w Nowym Jorku nie zamierzał dopuścić do tego, aby media zaczęły trąbić, że wpuścił na swój teren poszukiwacza wampirów!

– No cóż, może się mylę – powiedziałem – ale jeśli twój ojciec uważał, że warto się jeszcze raz przyjrzeć kościołowi Świętego Stefana, to chyba powinniśmy to zrobić.

Frank zakaszlał i skinął głową.

– Intuicja mi mówi, że może mieć pan rację.

– Jak się pan czuje? – zapytałem go. – Zrobić panu jeszcze jeden koktajl z wątróbki?

W odpowiedzi pokręcił energicznie głową.

– Wolałbym umrzeć… – wykaszlał w końcu.

Po krótkiej i kłótliwej dyskusji ustaliliśmy, że wszyscy pójdziemy szukać gniazda wampirów. Jenica uważała, że zabieranie Franka jest zbyt ryzykowne. Argumentowała, że ponieważ jest bardzo chory, będzie nas spowalniał, poza tym nie wiemy, czy nie jest bardziej zakażony wirusem strigoi, niż sądzi, i co będzie, jeżeli wciągnie nas w pułapkę? Gil był jednak przekonany, że poradzi sobie z Frankiem – nawet jeśli prowadzi podwójną grę. Sam Frank bardzo chciał być przy nas, wolał to od samotnego czekania, aż Zbieracz Wampirów po niego przyjdzie.

– Co o tym sądzisz, Harry?

– Moim zdaniem, jeśli Frank uważa, że da radę, powinien iść z nami. Nasza sytuacja jest już tak bardzo samobójcza, że gorzej być nie może.

Na ulicach było jeszcze ze dwadzieścia razy goręcej. Niebo przybrało przedziwny odcień zieleni, jaki mają podsuszone liście laurowe, i człowiek czuł się jak na innej planecie. Nigdzie nie było cieni – jakby i one pochowały się przed wampirami. Jeszcze zanim zeszliśmy z frontowych schodów domu Jenicy, miałem przepoconą na plecach koszulę i musiałem ciągle ścierać pot z czoła zwiniętą w kulkę chusteczką higieniczną. Frank ukrył ręce w kuchennych rękawicach, głowę schował pod kapturem, a twarz posmarował jeszcze grubszą warstwą kremu do opalania. Aby dokładniej osłonić go przed światłem, Jenica owinęła mu głowę firanką, toteż wyglądał jak średniowieczny trędowaty. Nawet tak przygotowany, kiedy zrobił pierwszy krok na słońce, wciągnął głośno powietrze i przez chwilę sądziłem, że się odwróci i ucieknie z powrotem do budynku.

1 ... 45 46 47 48 49 50 51 52 53 ... 79
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)