Rezerwat goblinów [The Goblin Reservation - pl]
- Автор: Саймак Клиффорд Д.
- Год: 1992
- Язык: польский
- Год: Alfa
- ISBN: 83-7001-628-6
- Переводчик: Andrzej Leszczynski
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Rezerwat goblinów [The Goblin Reservation - pl]». Краткое содержание книги:
Profesor Peter Maxwell wyruszył z Ziemi w misji specjalnej, ale wskutek nieprzewidzianych okoliczności wylądował na nieznanej kryształowej planecie, która okazała się magazynem wiedzy zaginionej starożytnej supercywilizacji.
Kiedy Peter Maxwell wrócił na Ziemię, pragnąc uświadomić wszystkim istnienie tego skarbu, ze zdumieniem przekonał się, że nikt go nie słucha. Wszystko wskazywało bowiem na to, że wrócił z wyprawy miesiąc wcześniej, nie przywożąc ze sobą żadnych rewelacji, a później zginął w wypadku.
Po prostu nikt nie wierzył, że Peter Maxwell — oryginał istnieje naprawdę…
Zbliżyli się do mostu, zanurzyli w jego cieniu i stanęli półkolem.
— W porządku, wy nędzne trolle! — wykrzyknął O’Toole w kierunku niemych kamieni. — Jest nas tutaj cała grupa i chcielibyśmy przeprowadzić z wami rozmowę.
— Zamilcz — odezwał się Maxwell do goblina. — Najlepiej w ogóle nie zabieraj głosu. Ty nigdy nie dojdziesz do porozumienia z trollami.
— A któż dojdzie z nimi do porozumienia? — zagrzmiał O’Toole. — Z tymi parszywcami, bez krzty honoru, baz odrobiny zdrowego rozsądku…
— Powstrzymaj się — powtórzył Maxwell. — Nie chcę już słyszeć ani słowa…
Otaczała ich cisza przedświtu. Dopiero po dłuższej chwili odpowiedział im skrzekliwy głos, dobiegający gdzieś z najciemniejszego zakamarka pod mostem.
— Kto tam jest? — zapytał głos. — Jeżeli przyszliście nam urągać, to próżne wasze wysiłki. Ten tam głośnousty O’Toole złorzeczy nam i wymyśla od wielu, wielu lat. Ale już dość tego.
— Nazywam się Maxwell — przedstawił się profesor nieznanemu rozmówcy. — Nie przyszedłem, by z was szydzić. Chciałem was prosić o pomoc.
— Maxwell? Serdeczny przyjaciel O’Toole’a?
— Serdeczny przyjaciel was wszystkich, każdego plemienia niziołków. To ja czuwałem przy umierającym banshee, zamiast tych wszystkich, którzy powinni, a nie przybyli, żeby spędzić z nim ostatnie chwile jego życia.
— A pić z O’Toolem to pijasz. I rozmawiasz z nim, właśnie tak. I dajesz posłuch wszystkim jego kłamstwom.
O’Toole rzucił się krok do przodu, kipiąc niepohamowaną wściekłością.
— Wcisnę wam z powrotem te słowa do gardeł! — wrzasnął. — Pozwólcie mi choć raz zacisnąć palce na ich plugawych szyjach!…
Wrzaski urwały się nagle, ponieważ Sharp zaszedł go od tyłu, chwycił za zwisające nisko siedzenie spodni, uniósł wysoko w górę i trzymał nad głową, bulgoczącego jeszcze i krztuszącego się ze złości.
— Mów dalej — zwrócił się Sharp do Maxwella. Jeżeli ta miernota nadal będzie robiła tak kiepski użytek ze swojego gardła, znajdę pierwszą lepszą kałużę i zakleję mu je błotem.
Sylwester podszedł do Sharpa, uniósł łeb i obwąchiwał zwisającego bezradnie O’Toole’a. Ten zaczął oganiać się przed kotem, młócąc rękoma jak wiatrak na silnym wietrze.
— Zabierzcie go ode mnie! — zawył.
— On myśli, że jesteś myszą — zabrał głos Oop. — Zastanawia się właśnie, czy jesteś wart choć najmniejszego wysiłku z jego strony.
Sharp obrócił się i kopnął Sylwestra między żebra. Kocur odskoczył i zaczął groźnie warczeć.
— Harlowie Sharp — odezwała się Carol, robiąc krok do przodu. — Nie waż się nigdy więcej postępować w ten sposób. Jeżeli jeszcze kiedykolwiek to uczynisz, ja…
— Zamknijcie się! — wrzasnął Maxwell, doprowadzony do ostateczności. — Zamknijcie wszyscy swoje jadaczki! Gdzieś tam w górze smok walczy o swoje życie, a wy tu kłócicie się między sobą.
Zapadła cisza. Niektórzy cofnęli się o krok. Maxwell odczekał jeszcze chwilę, po czym przemówił do trolli:
— Nie wiem, co działo się tu do tej pory. Nie wiem, na czym polega wasz spór. Potrzebujemy jednak waszej pomocy, przyszliśmy więc, by o nią prosić. Obiecuję wam, że będziecie dobrze traktowani. Ale mogę wam także obiecać, że jeśli nie będziecie się zachowywać rozsądnie, nie omieszkamy przekonać się, co może z tym waszym mostem zrobić kilka lasek porządnego materiału wybuchowego.
Tym razem słaby skrzekliwy głos pod mostem się nie ociągał.
— Jedyne, czego zawsze pragnęliśmy, o co zawsze prosiliśmy tego głośnoustego O’Toole’a, to choćby najmniejsza beczułka słodkiego październikowego piwa.
Maxwell odwrócił się.
— Czy to prawda? — zapytał.
Sharp postawił O’Toole’a z powrotem na ziemi, by ten mógł odpowiedzieć.
— Nie możemy pozwolić na robienie precedensów — zaoponował goblin. — Tak nie inaczej. Od niepamiętnych czasów my, gobliny, mamy wyłączność na warzenie najwspanialszego piwa. Ale wypijamy je sami. Nie możemy zrobić więcej piwa, niż jesteśmy w stanie sami wypić. A jeżeli uwarzymy go dla trolli, to zaraz i wróżki będą chciały…
— Przecież wiesz, że wróżki nie pijają piwa — odezwał się Oop. — Tak jak krasnoludki interesuje je wyłącznie mleko…
— Tak, zaraz wszyscy byliby spragnieni — zaskamlał O’Toole. — A uwarzenie nawet tylko tego, co sami potrzebujemy, zajmuje przecież tak wiele czasu i tak wiele myślenia, jest poza tym pracochłonne…
— Jeżeli jest to tylko sprawa produkcji, z pewnością moglibyśmy wam pomóc — zaproponował Sharp.
Pan O’Toole zaczął rytmicznie uginać kolana ze złości. — A pluskwy?! — krzyknął. — Co z pluskwami?! Ja was znam, zaraz byście je wyeliminowali z procesu produkcji, zasłaniając się tą parszywą higieną. Żeby wyprodukować najlepsze październikowe piwo, do zaczynu należy wrzucić pluskwy i wiele innych rzeczy, które wy uznalibyście za całkowicie zbędne.
— Nie zapomnimy o pluskwach — rzekł Oop. — Będziemy pełzać, aż nazbieramy cały koszyk i wrzucimy je do…
Pan O’Toole wychodził już niemal z siebie. Jego twarz płonęła purpurą.
— Rozumiecie… wy zupełnie nie… — wrzeszczał, z trudem łapiąc oddech. — Pluskiew nie można tak po prostu wrzucać!… Pluskwy muszą trafić do kadzi po bardzo wnikliwej selekcji i…
Nagłemu zamilknięciu goblina towarzyszył głośny ryk.
— Sylwester! Puść go! — krzyknęła Carol.
O’Toole oklapł i tylko cicho zawodząc wymachiwał rękoma, uwieszony między szczękami tygrysa. Sylwester zaś trzymał łeb na tyle wysoko, że nogi goblina nie mogły dosięgnąć ziemi.
Oop tarzał się po piasku ze śmiechu i młócił pięściami ziemię.
— On myśli, że O’Toole jest myszą! — zapiszczał. Spójrzcie tylko na tego kotka. Złowił sobie małą myszkę! Sylwester obchodził się jednak ze swym łupem bardzo delikatnie. Nie zadrasnął nawet O’Toole’a, jeśli nie liczyć zranionej godności. Trzymał go w swoich szczękach, a potężne kły obejmowały goblina w pasie.
Skarp uniósł nogę, żeby jeszcze raz kopnąć kocura.
— Nie! — wrzasnęła Carol. — Mówiłam ci, żebyś nigdy więcej tego nie robił!
Skarp zamarł w bezruchu.
— W porządku, Harlow — odezwał się Maxwell. — Niech trzyma O’Toole’a. Z pewnością zasłużył na jakąś nagrodę za to, co zrobił dla nas w twoim biurze.
— Zgadzam się! — wrzasnął zdesperowany O’Toole. Zrobimy dla nich oddzielną beczułkę piwa. Zrobimy dla nich nawet dwie beczułki.
— Trzy — podpowiedział skrzekliwy głos spod mostu. — Zgoda, trzy — przytaknął goblin.
— Nie wycofacie się później z umowy? — zapytał Maxwell.
— My, gobliny, nie wycofujemy się nigdy.
— W porządku, Harlow — rzekł Maxwell. — Rób swoje i uwolnij go.
Skarp ponownie zamierzył się do kopniaka. Sylwester puścił O’Toole’a i odskoczył dwa kroki do tyłu.
Trolle zaczęły się wysypywać spod mostu i wpełzać na stok wzgórza, popiskując z podniecenia.
Ludzie ruszyli za nimi pod górę.
Carol, idąca tuż przed Maxwellem, potknęła się i przewróciła. Ten dźwignął ją za ramię i pomógł wstać. Wyrwała rękę i popatrzyła na Maxwella z nieskrywaną wściekłością.
— Nie dotykaj mnie nigdy więcej! — syknęła. — Nie odzywaj się też do mnie. Powiedziałeś, żeby Harlow robił, co ma robić, to znaczy kopnął Sylwestra. A poza tym wrzeszczałeś na mnie, kazałeś mi zamknąć jadaczkę.