Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Dziedzictwo Bourne'a
Dziedzictwo Bourne'a - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Dziedzictwo Bourne'a

Электронная книга - «Dziedzictwo Bourne'a». Краткое содержание книги:

David Webb – spokojny wyk?adowca na spokojnym uniwersytecie. Do dnia gdy kula snajpera chybia go o w?os. Ten dzie? oznacza dla Davida powr?t do dawnej to?samo?ci – Jasona Bourne'a, superagenta CIA, wyszkolonego w sztuce zabijania i prze?ycia. Znowu musi nie da? si? zabi? i odkry?, kto i dlaczego na niego poluje. Ale prawd? kryje ostatnie miejsce, do jakiego chcia?by wr?ci? – jego przesz?o??.
1 ... 43 44 45 46 47 48 49 50 51 ... 91
Перейти на страницу:

Trzymając się kamiennego parapetu, wychylił się i natychmiast zobaczył łuk okna wykuszowego na trzecim piętrze, tuż pod nim. Przeskoczył przez parapet i opuścił się na gzyms pod oknem. Pierwsze okno było zamknięte, ale kolejne – już nie. Otworzył je i wszedł do mieszkania.

Z przyjemnością rozejrzałby się po nim, nie wiedział jednak, kiedy wrócą, nie mógł więc ryzykować. Najpierw obowiązek, potem przyjemność. Rozejrzał się za odpowiednim miejscem, uniósł wzrok i zobaczył lampą z przydymionego szkła zwisającą ze środka sufitu. Nie najgorsze miejsce,… a nawet jedno z lepszych, ocenił.

Przyciągnął stołek od fortepianu pod lampę i wspiął się na niego. Wyjął z kieszeni miniaturową elektroniczną pluskwę i upuścił ją do misy z przydymionego szkła. Potem zeskoczył ze stołka, włożył do ucha słuchawkę i aktywował pluskwę.

Słyszał odgłos przesuwania stołka na miejsce i własne kroki rozbrzmiewające na lśniącej podłodze, kiedy podchodził do sofy, gdzie leżała poduszka i kołdra. Wziął do rąk poduszkę, powąchał. Pachniała Bourne'em, a ten zapach rozbudził pogrzebane w umyśle wspomnienie. Gdy wróciło do życia, rzucił poduszkę, jakby rozgorzała płomieniem. Opuścił szybko mieszkanie tą samą drogą, ale tym razem z holu przeszedł na tył budynku i skorzystał z tylnego wyjścia. Nigdy za wiele ostrożności.

Annaka zabrała się do śniadania. Wpadające przez okno promienie słońca oświetlały jej cudowne palce. Jadła tak, jak grała – trzymała sztućce tak, jakby były instrumentem

– Gdzie się nauczyłaś grać na fortepianie? – zagadnął.

– Podobało ci się?

– O tak. Bardzo.

– Czemu?

Spojrzał na nią pytająco.

– Jak to, czemu?

Pokiwała głową.

– Tak. Czemu ci się podobało, co takiego w tym usłyszałeś?

Bourne zastanowił się przez chwilę.

– Chyba jakąś żałobną nutę.

Odłożyła nóż i zanuciła fragment nokturnu.

– Widzisz, to nierozwiązane dominanty septymowe. Dzięki nim Chopin mógł przekroczyć ogólnie przyjęte granice w zakresie dysonansu i tonacji. – Znów zanuciła dźwięcznie. – Taka muzyka jest jednocześnie zwycięska i żałobna – wszystko za sprawą nierozwiązanych dominant septymowych.

Urwała, piękne białe dłonie zawisły nad stołem, długie palce wygięły się w delikatne łuki, jakby wciąż przesycone energią kompozytora.

– Coś jeszcze?

Zastanowił się chwilę, po czym potrząsnął głową.

Wzięła nóż i widelec i wróciła do jedzenia.

– Matka nauczyła mnie grać. Byłą nauczycielką gry na pianinie. Nauczyła mnie grać Chopina, gdy tylko poczuła, że jestem gotowa. Był jej ulubionym kompozytorem, ale jego muzykę bardzo trudno grać – nie tylko ze względów technicznych. Trzeba oddać właściwe emocje.

– Czy twoja matka nadal gra?

Annaka potrząsnęła głową.

– Była chorowita, jak Chopin. Umarła na gruźlicę, gdy miałam osiemnaście lat.

– Niedobrze jest stracić matkę w tym wieku.

– To na zawsze zmieniło moje życie. Oczywiście byłam zrozpaczona, ale też, ku własnemu zaskoczeniu i zawstydzeniu, wściekła na nią.

– Wściekła?

Kiwnęła głową.

– Czułam się opuszczona, jak statek pozbawiony kompasu na pełnym morzu, który nie może znaleźć drogi do domu.

Nagle Bourne pojął, dlaczego potrafiła zrozumieć, jak trudny jest dla niego brak pamięci.

– Ale najbardziej żałuję tego, jak podle ją traktowałam. Kiedy zaproponowała mi lekcje gry, najpierw się zbuntowałam.

– Oczywiście – powiedział łagodnie. – W końcu to była jej chęć. Więcej, to był jej zawód. – Poczuł jakieś wewnętrzne drżenie, jakby właśnie zagrała jeden ze słynnych dysonansów Chopina. – Kiedy namawiałem syna do gry w bejsbol, nie chciał i wybrał piłkę nożną. – Zawsze kiedy wspominał Joshuę, jego oczy umykały w głąb. – Wszyscy jego koledzy grali w nogę, ale było jeszcze coś. Jego matka była Tajką i od małego wychowywaliśmy go w buddyzmie, zgodnie z jej życzeniem. To, że jest w połowie Amerykaninem, go nie interesowało.

Annaka skończyła posiłek i odsunęła talerz.

– A ja sądzę przeciwnie, że ta amerykańskość cały czas tkwiła mu w głowie – powiedziała. – Jakżeby inaczej? Nie uważasz, że przypominanomu o tym codziennie w szkole?

Nie wiadomo skąd pojawił się obraz Joshui w bandażach, z podbitym okiem. Kiedy spytał o to Dao, powiedziała mu, że upadł w domu, lecz następnego dnia odprowadziła Joshuę do szkoły i została tam przez kilka godzin. Więcej jej o to nie pytał – a jednocześnie był zbyt zajęty pracą, żeby to poważnie przemyśleć.

– Nigdy mi to nie przyszło do głowy – odparł.

Annaka wzruszyła ramionami.

– A czemu miałoby przyjść? Jesteś Amerykaninem. Cały świat należy do ciebie – oznajmiła nie bez ironii.

Skąd ta nagła niechęć? Czy to po prostu niedawno wskrzeszony powszechny strach przed paskudnymi Amerykanami? Zamówiła u kelnera drugą kawę.

– Ty przynajmniej możesz to wynagrodzić swemu synowi – stwierdziła. – A moja matka… – Wzruszyła ramionami.

– Mój syn nie żyje – uciął Bourne. – Jego siostra i matka też. Zabili ich w Phnom Penh, dawno temu.

– O. – Chyba w końcu naruszył puklerz jej pozornej obojętności i chłodu. – Przykro mi.

Odwrócił wzrok. Każda rozmowa o Joshui była jak sól sypana na ranę.

– Na pewno pogodziłaś się z matką, zanim umarła.

– Mam nadzieję. – Annaka wpatrywała się w kawę ze skupieniem. – Dopiero kiedy nauczyła mnie grać Chopina, zrozumiałam w pełni, jaki otrzymałam dar. Uwielbiałam grać nokturny, nawet gdy jeszcze nie byłam w tym dobra.

– Nie powiedziałaś jej tego?

– Byłam nastolatką… właściwie nie rozmawiałyśmy. – Oczy pociemniały jej ze smutku. – Teraz, gdy jej nie ma, żałuję tego.

– Miałaś ojca.

– Oczywiście. Miałam.

Rozdział 17

Siedziba Wydziału Taktycznych Broni Obezwładniających mieściła się w kilku niepozornych budynkach z czerwonej cegły porośniętych bluszczem, niegdyś należących do żeńskiej szkoły z internatem. Agencja uznała, że bezpieczniej będzie przejąć już istniejący budynek, niż budować nowy gmach. Dzięki temu mogli całkowicie przekształcić wewnętrzną strukturę i stworzyć labirynt potrzebnych laboratoriów, pokojów konferencyjnych i pomieszczeń doświadczalnych, korzystając z pomocy własnego wykwalifikowanego personelu, a nie zewnętrznych podwykonawców.

Chociaż Lindros okazał identyfikator, zaprowadzono go do białego, pozbawionego okien pokoju, gdzie go sfotografowano, zdjęto mu odciski palców i zeskanowano siatkówkę. Potem czekał w samotności. W końcu, po jakichś piętnastu minutach, wszedł ubrany w garnitur agent CIA.

– Panie Lindros, dyrektor Driver oczekuje pana – powiedział.

Lindros bez słowa wyszedł za nim z pokoju. Kolejne pięć minut szli niczym nie różniącymi się od siebie korytarzami, w których nie można było zlokalizować źródła światła. Miał wrażenie, że chodzą w kółko.

Wreszcie zatrzymali się przed drzwiami, które wydały się Lindrosowi identyczne z wszystkimi, które mijali. Podobnie jak inne drzwi, nie były niczym oznaczone. Ani na nich, ani obok nich nie było żadnego znaku rozpoznawczego prócz dwóch żaróweczek. Jedna z nich świeciła głęboką czerwienią. Agent zastukał trzy razy. Chwilę później czerwona lampka zgasła, a druga zaświeciła się na zielono. Agent otworzył drzwi i cofnął się, przepuszczając Lindrosa.

Po drugiej stronie pokoju rezydował dyrektor Randy Driver. Był to mężczyzna o jasnych włosach, obciętych po żołniersku, prostym nosie i wąsko osadzonych niebieskich oczach, które nadawały mu wygląd podejrzliwego. Miał muskularny tors i szerokie bary, którymi nieco za bardzo lubił się popisywać. Siedział na nowoczesnym obrotowym krześle, za biurkiem z przydymionego szkła i nierdzewnej stali. Ściany z białego metalu zdobiły reprodukcje obrazów Marka Rothko, przedstawiających coś na kształt zwojów kolorowych bandaży na otwartej ranie.

– Cóż za niespodzianka – powitał go Driver z lekkim uśmiechem, który przeczył jego słowom. – Przyznaję, że nie nawykłem do niespodziewanych inspekcji. Wolałbym, żeby raczył mnie pan uprzedzić.

– Proszę wybaczyć – odparł Lindros – to nie jest inspekcja. Prowadzę dochodzenie w sprawie morderstwa.

– Morderstwa Alexandra Conklina, jak sądzę.

– Istotnie. Muszę przesłuchać jednego z waszych ludzi. Niejakiego doktora Feliksa Schiffera.

Wydawało się, jakby Lindros odpalił pocisk z gazem paraliżującym. Driver z zastygłym na twarzy uśmiechem zamarł za biurkiem. W końcu odzyskał mowę.

– Ale po co?

– Właśnie panu powiedziałem – odparł Lindros. – To część toczącego się właśnie śledztwa.

Driver rozłożył ręce.

– Nie rozumiem, jaki to ma związek.

– Nie musi pan – uciął Lindros. Przez Drivera musiał czekać jak uczeń w oślej ławce, teraz więc mógł się odegrać. Nie będzie się z nim patyczkował. – Musi mi pan tylko powiedzieć, gdzie jest doktor Schiffer.

Uśmiech na dobre znikł z twarzy Drivera.

– Od chwili, w której przekroczył pan ten próg, jest pan na moim terytorium. – Wstał. – Kiedy dopełniał pan naszych procedur identyfikacyjnych, pozwoliłem sobie zadzwonić do dyrektora CIA. W jego biurze nie mają pojęcia, czemu pan tu jest.

– Oczywiście, że nie – powiedział Lindros, wiedząc, że już przegrał potyczkę. – Składam raport dyrektorowi na koniec dnia.

– Nie obchodzi mnie pański sposób działania, panie dyrektorze, ale nikt nie może przesłuchiwać moich pracowników bez wyraźnego pisemnego upoważnienia dyrektora CIA.

– Dyrektor upoważnił mnie do prowadzenia tego dochodzenia w sposób, jaki uznam za konieczny.

1 ... 43 44 45 46 47 48 49 50 51 ... 91
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)