Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Chromosom 6
Chromosom 6 - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Chromosom 6

Электронная книга - «Chromosom 6». Краткое содержание книги:

Z kostnicy znikaja zw?oki Carla Franconiego, znanej postaci ?wiata przest?pczego. Kilka dni p??niej trafiaj? one, mocno okaleczone, na st?? autopsyjny Jacka Stapletona. Poszukiwania odpowiedzi na nasuwajace si? pytania prowadz? a? do Gwinei R?wnikowej…
1 ... 43 44 45 46 47 48 49 50 51 ... 101
Перейти на страницу:

– Zdaje się, że muszę się zgodzić – stwierdziła Melanie. – Wygląda to tak, jakby twój bonobo wchodził i wychodził z jaskini.

– Kiedy tam będziemy, powinniśmy chyba dobrze się przyjrzeć naszym duplikatom. Są najstarsze, więc jeżeli któreś z transgenicznych bonobo zachowują się jak hominidy, to powinny to być te.

Melanie przytaknęła.

– Skóra mi cierpnie na myśl, że mam zobaczyć moją małpę. Ale nie będziemy mieli tam za dużo czasu. A biorąc pod uwagę, że wyspa ma dwanaście mil kwadratowych, niezwykle trudno będzie znaleźć określoną istotę.

– Mylisz się. Mam przyrząd, którego używają do odławiania zwierząt. – Wstał od komputera i podszedł do biurka. Kiedy wrócił, trzymał w ręku przyrząd do lokalizacji małp otrzymany od Bertrama. Pokazał aparat Melanie i objaśnił jego działanie. Była pod wrażeniem.

– Gdzie ona się podziewa? – spytała, spoglądając na zegarek. – Chciałam dostać się na wyspę w porze lunchu.

– Czy Siegfried rozmawiał z tobą dziś rano?

– Nie. Był u mnie Bertram. Wyglądał na naprawdę wściekłego, powiedział, że go rozczarowałam. Możesz sobie wyobrazić? Co to ma znaczyć, że mnie wyrzuca, czy jak?

– Czy w jakikolwiek sposób próbował wyjaśnić pochodzenie dymu, który widziałem?

– Ach, tak. Szedł jak po sznurku. Powiedział, że ludzie Siegfrieda wykonywali jakieś prace na wyspie i palili śmieci. Twierdził, że to działo się poza jego wiedzą.

– Z pewnością – skomentował Kevin. – Siegfried rozmawiał ze mną zaraz po dziewiątej. Opowiedział mi tę samą historyjkę. Powiedział nawet, że rozmawiał z doktorem Lyonsem, który był bardzo rozczarowany naszym zachowaniem.

– Pewnie się popłakałeś? – powiedziała Melanie. – Nie sądzę, aby mówił prawdę o ekipie pracującej na wyspie.

– Jasne, że kłamał – powiedziała Melanie z przekonaniem. – Bertram położył nacisk na to, że musi wiedzieć na bieżąco o wszystkim, co dotyczy wyspy. Człowiek zaczyna się zastanawiać, co oni sobie o nas myślą. Czy taki Bertram sądzi, że urodziłam się wczoraj?

Kevin wstał i wyraźnie podenerwowany podszedł do okna. Popatrzył na odległą wyspę.

– Co znowu? – zapytała Melanie.

– Siegfried – odpowiedział i spojrzał na koleżankę. – To jego ostrzeżenie o tutejszym prawie, które zastosuje wobec nas. Przypomniał, że wejście na wyspę może zostać potraktowane jako wystąpienie przeciwko państwu. Nie sądzisz, że powinniśmy potraktować to poważnie?

– Rany boskie, nie!

– Skąd ta pewność? Mnie Siegfried naprawdę przeraża.

– Mnie też by przeraził, gdybym była mieszkanką Gwinei Równikowej. Ale my nie jesteśmy obywatelami tego państwa. Jesteśmy Amerykanami. Dopóki jesteśmy w Strefie, stare dobre prawo amerykańskie ma nas pod swoją ochroną. Najgorsze, co mogą nam zrobić, to wylać z roboty. I jak powiedziałam zeszłej nocy, nie jestem pewna, czy nie przyjęłabym tego z ulgą. W tej chwili Manhattan wydaje mi się fajnym miejscem.

– Żałuję, że nie jestem równie pewny siebie jak ty – przyznał Kevin.

– Czy podczas pracy z komputerem uzyskałeś informacje potwierdzające podział bonobo na dwie grupy?

Skinął twierdząco głową.

– Większa grupa pozostaje stale w pobliżu jaskiń. Składa się głównie ze starszych egzemplarzy, w tym z naszych dwóch. Druga trzyma się lasu po północnej stronie Rio Diviso. Żyją w niej głównie młodsze małpy, chociaż trzecia z najstarszych jest z nimi również. To duplikat Raymonda Lyonsa.

– Bardzo dziwne.

– Cześć wam – rzuciła Candace na powitanie, wchodząc bez pukania. – Zmieściłam się w czasie? Nawet nie wysuszyłam sobie włosów. Jej podkręcone zwykle włosy były mokre i zaczesane prosto do tyłu od samego czoła.

– Jesteś w samą porę – uspokoiła ją Melanie. – Ty jedna okazałaś się dość mądra, żeby się wyspać. Muszę przyznać, że jestem wyczerpana.

– Czy Siegfried Spallek próbował się z tobą kontaktować? – zapytał Kevin.

– Około dziewiątej trzydzieści. Wyrwał mnie z głębokiego snu. Mam nadzieję, że zachowałam się rozsądnie.

– Co mówił?

– Właściwie był bardzo miły. Nawet przeprosił za wydarżenia poprzedniej nocy. Wyjaśnił także pochodzenie dymu nad wyspą. Powiedział, że to robotnicy palili śmieci.

– Nam powiedziano to samo – wyjaśnił Kevin.

– Co sądzicie? – zapytała Candace.

– Nie kupiliśmy tego – odparła Melanie. – Za bardzo pasuje.

– Też tak przypuszczam – zgodziła się Candace.

Melanie chwyciła torbę.

– No to zaczynajmy przedstawienie – powiedziała.

– Masz klucz? – zapytał Kevin, biorąc przyrządy do lokalizacji zwierząt.

– Oczywiście, że mam.

Melanie powiedziała jeszcze Candace, że przygotowała dla wszystkich lunch.

– Świetnie! Zgłodniałam.

– Poczekajcie sekundę! – Kevin zatrzymał się tuż przed schodami. – Coś mi przyszło do głowy. Wczoraj musieli nas śledzić. Tylko w taki sposób mogli nas zaskoczyć. Oczywiście to znaczy, że tak naprawdę mnie śledzili, bo tylko ja rozmawiałem z Bertramem Edwardsem o dymie nad wyspą.

– Celna uwaga – zgodziła się Melanie.

Spojrzeli po sobie.

– To co teraz zrobimy? – zapytała Candace. – Chyba nie chcemy, żeby nas ktoś śledził.

– Przede wszystkim nie możemy jechać moim samochodem – stwierdził Kevin. – Melanie, gdzie stoi twój? Jest sucho, więc powinniśmy poradzić sobie bez napędu na cztery koła.

– Na dole, na parkingu. Przyjechałam tutaj prosto z centrum weterynaryjnego.

– Jechał ktoś za tobą?

– Nie wiem. Nie oglądałam się.

– Hmmm – zastanowił się Kevin. – Jeśli zamierzają kogoś śledzić, to na pewno mnie. Tak sądzę. Melanie, zejdź na dół, wsiądź do auta i jedź do domu.

– A co wy zrobicie?

– Przez piwnice prowadzi przejście, którym można dojść prosto do elektrowni. Posiedź w domu pięć minut i przyjedź po nas pod elektrownię. Boczne drzwi wychodzą wprost na parking. Wiesz, o czym mówię?

– Wydaje mi się, że tak.

– W porządku. W takim razie tam się spotkamy – zdecydował Kevin.

Rozstali się na parterze, skąd Melanie wyszła wprost na południowy skwar, a Candace z Kevinem zeszli szybko do piwnicy.

Po piętnastominutowym marszu Candace ze zdziwieniem zauważyła, że podziemne korytarze są bardzo rozległe.

– Cała energia elektryczna pochodzi z tego samego źródła. Korytarze łączą wszystkie główne budynki. Jedynie centrum weterynaryjne ma własną siłownię.

– Można się tutaj zgubić.

– Sam się zgubiłem – przyznał Kevin. – I to kilka razy. Ale w czasie pory deszczowej uznałem, że te przejścia są bardzo przydatne. Jest w nich sucho i chłodno.

Gdy przechodzili obok elektrowni, poczuli wibracje pochodzące od pracujących turbin. Po metalowych stopniach wspięli się do drzwi. Natychmiast po wyjściu na parking, Melanie, której wóz stał zaparkowany pod drzewem, podjechała i zabrała ich.

Kevin wsiadł do tyłu, więc Candace mogła usiąść obok Melanie. Nie zwlekając ani sekundy, ruszyli przed siebie. Klimatyzacja działała znakomicie, pokonując upał i stuprocentową wilgotność.

– Widziałaś coś niepokojącego? – spytał Kevin.

– Nic a nic. Jeździłam trochę w kółko, udając, że załatwiam jakieś sprawy. Nikt za mną nie jechał. Jestem pewna na dziewięćdziesiąt dziewięć procent.

Kevin spoglądał przez tylną szybę hondy Melanie w stronę oddalającej się elektrowni, aż za zakrętem zniknęła z pola widzenia. Nie dostrzegł żadnych ludzi, nie gonił ich żaden samochód.

– Według mnie wygląda nieźle – powiedział. Położył się na tylnym siedzeniu, żeby nikt go nie zauważył.

Melanie objechała miasto od północy. Candace tymczasem zabrała się za kanapki.

– Niezłe – stwierdziła, jedząc tuńczyka na pełnoziarnistym pieczywie.

– Przygotowałam je w naszej stołówce w centrum – powiedziała Melanie. – Na dole w torbie są napoje.

– Chcesz, Kevin?

– Chętnie.

Candace podała mu między siedzeniami kanapkę i sok.

Szybko znaleźli się na drodze prowadzącej na wschód w stronę wioski. Ze swojej perspektywy Kevin widział tylko oplatane lianami szczyty rosnących wzdłuż drogi drzew i skrawki czystego błękitu przebijające się między konarami. Po tak wielu miesiącach zachmurzonego, deszczowego nieba, przyjemnie było teraz oglądać słońce.

– Jedzie ktoś za nami? – zapytał po jakimś czasie.

Melanie zerknęła w lusterko.

– Nie widzę żadnego samochodu.

Na drodze nie było w ogóle ruchu, ani do wioski, ani z powrotem. Mijali natomiast wiele kobiet wędrujących skrajem drogi. Większość dźwigała na głowach tobołki.

1 ... 43 44 45 46 47 48 49 50 51 ... 101
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)